niedziela, 29 czerwca 2014

Czym podszyć pracę w technice haftu koralikowego, czyli subiektywny przegląd materiałów wykończeniowych

Pytania o wykończenia są najczęściej mi zadawanymi przez tych, którzy chcą dowiedzieć się czegoś więcej o moich pracach. Zawsze chętnie odpowiadam i doradzam, niestety zwykle nie mam czasu by zrobić to od razu lub każdemu poświęcić tyle samo uwagi. Dlatego postanowiłam zebrać całą moją wiedzę i odsyłać do niej wszystkich zainteresowanych, w końcu sama kiedyś byłam żółtodziobem i takie kompendia, chociaż było ich jak na lekarstwo, okazywały się prawdziwym wybawieniem.

Na wstępie zaznaczyć muszę, że żaden ze mnie specjalista, alfa i omega czy mędrzec ze wschodu, koralikuję od dwóch lat, nie od trzydziestu, ale wiedza jaką zgromadziłam wystarczy by cieszyć się efektami swojej pracy. Dzisiaj postaram się odrobinę rozjaśnić Wam zagadnienie i pokazać jak ja sobie radzę z tematem wykańczania prac w technice haftu koralikowego. Nie twierdzę, że robię to w jedyny słuszny sposób, czytacie więc na własną odpowiedzialność, a jeśli macie inne pomysły podzielcie się nimi w komentarzu.



Broszkę, kolczyki, bransoletę, naszyjnik czy jakąkolwiek inną ozdobę wykonaną haftem koralikowym (choć nie tylko nim), która wymaga estetycznego wykończenia z "zadniej" strony (czyli schowania wszystkich brzydkich niteczek, niedoróbek i pętelek), najlepiej zakryć czymś równie ładnym jak przód. W zasadzie można to zrobić czymkolwiek, jak się ktoś uprze to i taśma izolacyjna albo stara dętka się nadadzą :) Jeśli jednak oprócz Adama Słodowego jest w Was odrobina Marthy Stewart, kierujcie się kilkoma żelaznymi zasadami w doborze materiału:

- nie powinien się strzępić- będzie bardzo trudno okiełznać takie frędzle koralikami,
- nie może przedzierać się - nie ma nic gorszego od nieestetycznego rozdarcia w miejscu wkłucia igły,
- raczej nie farbować - biżuteria brudząca skórę lub co gorsza ulubione ubrania klienta to strzał w kolano rękodzielniczego biznesu.
- nie powinien być zbyt cienki - próbowałam, firana się nie nadaje, bibułę też odradzam.
- nie powinien być zbyt twardy - jeśli zamierzacie dodatkowo obszyć go koralikami, powinno dać się wbić weń igłę, nie polecam więc zbrojonego szkła i blachy pancernej :)
- być w miarę wytrzymały i odporny na specyficzne warunki fizyczne, nie mam tu na myśli spływu kajakowego czy ślizgu po asfalcie, ale zahaczenia, częste dotykanie, przypadkowy kontakt z wodą czy potem:) 

Pamiętajcie również, że to co zda egzamin np. w kolczykach, niekoniecznie będzie dobrym wyborem do broszki, która wymaga praktycznego zamontowania bazy, zatem odradzam filc.

SZTUCZNE SKÓRKI

Zwane również eko-skórkami, skayem, dermą, dermatoidem lub nie wiedzieć dlaczego skórą ekologiczną czyli materiał będący imitacją skóry naturalnej. Jest to tkanina poliestrowa pokryta warstwą plastyfikowanego polichlorku winylu (źródło: Wikipedia).

Dotychczas natrafiłam na dwa rodzaje tych materiałów, ponieważ różnie się zachowują w trakcie pracy podzieliłam je na dwie kategorie.

CIENKIE "SKÓRKI"


Wyróżniają się delikatnością i chociaż to wciąż lekko gumowa z wyglądu derma, to zachowuje się jak tkanina. Jest lejąca, niezwykle cienka (około 0,8 mm) i bardzo plastyczna, niestety potrafi się wygnieść jak bluzka pod żakietem, odradzam jednak traktowanie jej żelazkiem :) Bardzo łatwo ciąć ją zwykłymi nożyczkami do papieru, wbicie igły nie nastręcza żadnych problemów, jednak trzeba uważać by jej nie rozerwać zbyt gwałtownym przeciągnięciem nici lub żyłki podczas szycia.

Można ją kupić w wybranych sklepach z koralikami, zwykle w formie arkuszy A4 lub w hurtowniach na metry. Dostępna w wielu kolorach i fakturach w przeważającej mierze imitujących naturalną skórę o takiej samej grubości czyli np. licową cielęcą lub strusią. W formie gotowych produktów najczęściej można ją spotkać jako rękawiczki, kosmetyczki lub elementy wykończenia odzieży.


Rewers stanowi cienka dzianina lub płótno (najlepiej to widać na skórce na samym spodzie). Dużym minusem tych tworzyw jest to, że lubią się rozwarstwiać, być może to wina mojego kleju lub złego użytkowania, ale parę razy z jednego arkusza zrobiły mi się dwa, co przy wykańczaniu dużych prac może być kłopotliwe. Niemniej jednak jest niezastąpiona do podklejania małych gabarytów oraz gdy do ściegu murkowego używam koralików 15o.


Z powodzeniem stosuję ją w kolczykach i broszkach, tym chętniej, że mój ulubiony złoty kolor występuje tylko w wersji cienkiej.

GRUBE "SKÓRKI"


Są mięsiste w dotyku i  zdecydowanie grubsze od poprzednio omawianych, jednak rzadko przekraczają 1 milimetr, są też dużo sztywniejsze, ale dają się z łatwością formować. Kolory i wzory zależą od producenta i obowiązujących trendów w modzie, jednakże najczęściej nadaje się im dość wyraźne faktury imitujące różne rodzaje skór naturalnych. Cięcie i szycie nie wymagają siły, ani żadnych specjalnych narzędzi. Są też odporniejsze na ścieranie i urazy mechaniczne niż ich cienkie odpowiedniki.


Tył to "wprasowana" tkanina przypominająca w dotyku kocyk, czasami się strzępi, ale usuniecie niesfornej nitki rozwiązuje problem. Ten rodzaj ekoskórki nigdy nie rozwarstwił mi się podczas klejenia co jest ogromnym plusem. W zasadzie nie widzę żadnych jej wad, czasami jednak okazuje się za gruba do wykończenia bardzo drobnego elementu.

W "przyrodzie" występuje najczęściej w formie torebek tudzież obić kanap, foteli oraz innych przedmiotów przewidzianych do intensywnej eksploatacji siedzeniem. Można ją kupić w niektórych sklepach dla koralikujących oraz w hurtowniach zaopatrujących tapicerów.


Ja podklejam nimi wszystko co się da :) jedyne ograniczenie stanowi dla mnie dostępność danych kolorów.

SKÓRY NATURALNE


Moje doświadczenie z tym surowcem było ubogie i naznaczone kilkoma niepowodzeniami więc moja pierwsza tu opinia była niemiarodajna. Post został zaktualizowany 31.08.2014.
Praca ze skórą zwierzęcą obarczona jest kilkoma problemami, z których warto zdawać sobie wcześniej sprawę. Po pierwsze aspekt etyczny. Zdarzyło mi się kiedyś trafić na osobę, która z powodu swoich przekonań wybrała moją broszkę, bo ja swoich nie podklejam "udręczonym zwierzęciem, przetrzymywanym w nieludzkich warunkach". Fakt, ja używam materiałów produkowanych przez udręczonych pracowników z Azji, mam nadzieję, że nie pracują w nieludzkich warunkach.
Możecie mnie straszyć PETA, ale mój problem ze skórami nie ma podłoża ideologicznego, prawdę mówiąc praca podszyta tym materiałem jest dużo ładniejsza, ale niestety czynność ta nie należy do łatwych.


Skóry, które widzicie powyżej są dość grube (około 2 mm), dlatego usilnie szukałam cieńszych, bo te są wyjątkowo oporne na szycie. Nie oznacza to, że się nie da, należy jednak zaopatrzyć się w niezbędny osprzęt, czyli odpowiednią igłę, radełko, szydło, rylec itp. W skrócie - nożyczkami do papieru raczej nie da się ciąć, a igła do koralików może nie podołać, przydadzą się też silne palce. 
Nie odnalazłam w sobie wystarczająco dużego samozaparcia do poszerzenia swoich umiejętności o sprawność rymarską, dlatego moja przygoda z martwym zwierzem zakończyła się na dwóch broszach.


Po czym szczęśliwie trafiłam na swój złoty Graal i obecnie cieszę, się komfortem szycia skór cienkich jak jedwab :))



Luksusu szycia na tych cudeńkach nie da się porównać z niczym, jedyne w co musicie się zaopatrzyć to ostre nożyczki i ostra, krótka igła. Moje skóry nie przekraczają 0,6 mm grubości, pochodzą od włoskiego producenta i niemały udział w ich powstaniu miały owce i kozy. Jeśli aspekt etyczny wam nie przeszkadza to koniecznie zaopatrzcie się w ten surowiec. Jeden nieregularny arkusz o wymiarach około 40 na 64 cm kosztował mnie jakieś 18 zł.



Nie jest to duży wydatek biorąc pod uwagę wydajność tego materiału, jeśli dodatkowo nauczycie się ciąć ergonomicznie, starczy Wam na naprawdę długo.



Tyły prac nie tylko wyglądają luksusowo, ale znacząco podnoszą komfort noszenia tak wykończonej biżuterii. Chyba całkowicie przerzucę się na skóry :)


SUPER SUEDE, ALCANTARA

Czyli syntetyczne materiały tekstylne wynalezione przez Miyoshi Okamoto, wykonane z ultramikrowłókien poliestru i poliuretanu. Chociaż istnieją drobne różnice między tymi dwoma produktami to w większości sklepów ich nazwy używane są zamiennie dla określenia produktów imitujących zamsz. 
Super Suede jest w ofercie niemal każdego sklepu z asortymentem dla koralikowych maniaków, w dodatku występuje w niezwykle bogatej palecie kolorystycznej.




W ostatnim czasie przybyło mi trochę nowych kolorów tego materiału, a efekty jego zastosowania można zobaczyć na fotce poniżej:



W dotyku przypomina sztywną tkaninę z drobnymi, miłymi włoskami, naśladującymi zamsz lub irchę, z tą różnicą, że bardziej wytrzymałą. Sprzedawcy zapewniają, że tkanina jest odporna na zabrudzenia dzięki impregnatowi i cienkiej warstwie teflonu. Te właściwości sprawiają, że z powodzeniem wykorzystywana jest w tapicerstwie, motoryzacji oraz przemyśle odzieżowym, zatem dla biżuterii w sam raz:)



Spód tkaniny zabezpieczony jest "siateczką", która nadaje jej wytrzymałości i delikatnie usztywnia, niestety strzępi się, dlatego zawsze należy ciąć ją ostrymi nożyczkami. Plusem tego materiału jest ogólnodostępność i relatywnie niska cena, za arkusz A4 w sklepie z koralikami zapłacicie około 4 zł, a za metr bieżący w hurtowni nie więcej niż 40 zł.

ULTRASUEDE® 

Ultrasuede to nie Super Suede, chociaż i ten produkt opracował dr Miyoshi Okamoto. Ta tkanina do złudzenia przypominająca zamsz, wykonana jest z włókniny poliestrowej i niewłóknistego poliuretanu w różnych proporcjach, jednak dzięki swojej strukturze łączącej cechy tkaniny i pianki nie ścierą się, nie absorbuje płynów, mniej brudzi, nie strzępi i można ją prać (źródło). W odróżnieniu od Super Suede, Ultrasuede z obu stron wygląda tak samo, jest bardziej mięsisty oraz zwarty i co najważniejsze, zaznaczyć trzeba raz jeszcze - nie strzępi się.




Idealnie nadaje się do prac wykończeniowych, użyty na "plecki" naszyjników czy broszek, dodaje pracom niesamowitej elegancji. Jest tym bardziej atrakcyjny, że nie ma pochodzenia odzwierzęcego. Zatem wszyscy miłośnicy zwierząt mogą spać spokojnie :)


Dużym plusem jest bogata kolorystyka oraz kilka grubości do wyboru: HD, Luxury, Soft (0,8 mm) i Light (0,6 mm). 


Sporą niedogodnością jest brak dostępu na polskim rynku. Ale od czego mamy Internet i globalizację :) niestety cena nie pociesza. Za arkusz o wymiarach 11 na 22 cm trzeba zapłacić około 16 zł. Towar bardzo luksusowy, ale bez wątpienia godny uwagi.


INNE MATERIAŁY

Wcześniej omówione materiały to najpopularniejsze i najczęściej wybierane opcje wśród osób zajmujących się haftem koralikowym. Nie oznacza to jednak, że i Wy musicie się ograniczać do tego skromnego wyboru. Pracę możecie wykończyć absolutnie wszystkim co uznacie za stosowne i pasujące do Waszej wizji artystycznej. Jeśli nie zależy Wam na względach praktycznych to wybór staje się niemal nieograniczony. Oto krótka lista nietypowych rozwiązań, z którymi się spotkałam:

GUMA - na początku wspomniałam o dętce i to nie był żart. Guma z dętki np. rowerowej, dmuchanego materaca czy nawet latex z kostiumów dla niegrzecznych dziewczynek :) ma właściwości podobne do ekoskórek, jeśli więc posiadacie taki surowiec pod ręką, możecie poeksperymentować. Nadacie niebanalny wygląd biżuterii w stylu steampunkowym lub rodem z Mad Maxa.

FILC - najczęściej sięgają po niego sutaszystki, z powodzeniem podklejają nim sznurkową biżuterię. Ja nie jestem do niego przekonana bo się mechaci (zwłaszcza przy bransoletkach i naszyjnikach), niemniej jednak jest ciekawym rozwiązaniem w przypadku kolczyków. Posiada soczyste kolory i miękką fakturę, które pięknie ożywią niejedną pracę.

DŻINS - lub jeans, denim albo teksas jak kto woli, jest na tyle wytrzymały, że utrzyma bazę broszki, jego wadą jest niestety to, że się strzępi. Idealnym rozwiązaniem tego problemu będzie preparat do zabezpieczania krawędzi strzępiących się tkanin, np. "płynny plastik". Warto zainwestować w profesjonalny produkt jeśli będziecie go często używać w swojej pracy.

AKSAMIT - welur, welwet czyli plusze, piękne tkaniny z okrywą włókienną (czyli charakterystycznym meszkiem), które ze względu na swój niemal królewski wygląd dodadzą biżuterii wytwornego charakteru. Dawniej z lubością na nich wyszywano, także koralikami, myślę, że czas przywrócić je do łask. Niestety mają tendencję do strzępienia się na brzegach.



GDZIE KUPIĆ?

Alcantara i supersuede znajdują się w szerszej ofercie sprzedaży w sklepach z akcesoriami do beadingu niż sztuczne skórki, dlatego warto rozejrzeć się w innych miejscach, lub molestować ulubionych sprzedawców by je sprowadzili :) Koszt jednego arkusza tych materiałów (zwykle w formacie A4) to wydatek rzędu 4 złotych, a więc nie tak dużo. Niestety jedna sztuka to za mało jeśli chcecie urozmaicić swoją biżuterię dodatkowymi kolorami, a wówczas będziecie potrzebowali dodatkowych środków na zakup.

Polecam szukać alternatywnych rozwiązań. Jeśli macie w okolicy zakład tapicerski, szewca, rymarza lub kaletnika, z pewnością znajdziecie u niego skarby jakich szukacie:) Również na aukcjach internetowych znaleźć można oferty ze ścinkami skór naturalnych lub sztucznych za niewielkie pieniądze.

Jeśli jesteście proeko, postawcie na recykling i udajcie się do pobliskiego lumpeksu lub na własny strych w poszukiwaniu starych torebek, rękawiczek, kurtek czy pasków. Starajcie się mieć zawsze przy sobie igłę, jeśli nie uda Wam się przejść nią przez materiał, nie rujnujcie bez potrzeby wiekowej konfekcji, może jeszcze się komuś przyda.


***

Szukajcie niestandardowych rozwiązań tworząc własną biżuterię, nie bójcie się myśleć nieszablonowo i rozwijajcie własną kreatywność, tylko w ten sposób stworzycie coś niepowtarzalnego!

Tym, którzy dotrwali do końca bardzo dziękuję i gratuluję cierpliwości :) mam nadzieję, że tekst okazał się pomocny.

Pozdrawiam serdecznie :)

Druga część: Na czym haftować koralikami.
Trzecia część: Czym haftować koralikami, czyli o niciach o igłach.
Czwarta część:  Czym kleić? Przegląd klejów do haftu koralikowego


Nie zgadzam się na rozpowszechnianie tego artykułu bez podania autora i linku do lokalizacji na moim blogu.

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Dwa lata bloga! Candy

Dokładnie dwa lata temu założyłam konto na blogerze, wybrałam szablon i kilka widgetów oraz opublikowałam swój pierwszy wpis. Na początku było tu cicho i głucho i oprócz mnie nawet psa z kulawą nogą :) Niestrudzenie prowadziłam monolog z monitorem, cierpliwie nadrabiałam braki techniczne, jednocześnie starając się nie utonąć w odmętach internetu. Powolutku zaczęli się schodzić pierwsi goście i nareszcie zrobiło się tu weselej, gwarniej i ciekawiej. Przyznam szczerze, że nie dawałam sobie dużych szans, bo niestety różnie u mnie bywa z konsekwencją w działaniu:) Czasem chciało mi się mniej, a czasami czułam niedosyt, jednak wytrwałam dwa lata i mam nadzieję dobrnąć do kolejnych rocznic:)
Nie sądzę jednak bym kontynuowała swoją blogerską przygodę gdyby nikt mi nie kibicował, zapewne ogłosiłabym upadłość, zamknęła ten przybytek na dwa spusty i poszła robić co innego. Dlatego moi drodzy zgromadzeni często tu wpadający z wizytą, mam dla Was prezent za wytrwałość i dobre serca:)


Tym razem nie będzie banerków ani udostępniania na paskach blogów, ta impreza jest zamknięta i tylko dla zaproszonych gości czyli dla obserwatorów bloga.

Co należy zrobić:

1. Trzeba być obserwatorem bloga, udział mogą wziąć wszyscy ci, którzy dodali mój blog do obserwowanych przed pojawieniem się tego wpisu. Bardzo przepraszam tych, którzy dołączyli po 23 czerwca 2014, z pewnością kiedyś załapiecie się na kawałek tortu, ale nie tym razem.

2. Należy zgłosić chęć wzięcia udziału w zabawie poprzez odpowiedź na pytanie (w komentarzu pod tym postem):

"Czym jest dla Ciebie prowadzenie bloga?" czyli co w nim lubicie, dlaczego blogujecie, jakie korzyści Wam to daje, jak wpływa na Wasze życie. Może to rodzaj terapii, hobby, praca, sposób na zabicie czasu, albo znalezienie męża? :) A może przydarzyło Wam się coś zabawnego w związku z prowadzeniem bloga?

Piszcie co czujecie, miejsca jest dużo a ja uwielbiam czytać. Wybiorę dwie najfajniejsze opowieści i sowicie nagrodzę:) Wybór będzie całkowicie subiektywny więc nie ma sensu podawać kryteriów gdyż ich po prostu nie ma. 

Co można wygrać:

Jako, że to druga rocznica to i nagrody będą dwie, fizycznie jeszcze ich nie ma więc nie uraczę Was fotką poglądową. Postanowiłam jednak, że będą to broszki. To czy zwycięzca zapragnie gotową spośród tych, które mam, czy też zupełnie nową w ulubionych kolorach, zależeć będzie od niego. 

Zwycięzców wyłonię 20 lipca br i ogłoszę w osobnym poście. Proszę śledzić blog na bieżąco by nie przeoczyć tej wiekopomnej chwili :) 

Aktualizacja z 17.07

Straszna ze mnie gapa i nie napisałam do kiedy można zgłaszać swój udział ;) Piszcie komentarze do północy 20 lipca, a zwycięzcę wyłonię najpóźniej  22go, wszyscy będą mieli więcej czasu:) Chociaż już widzę, że będzie bardzo trudno nagrodzić tylko 2 osoby :(



wtorek, 17 czerwca 2014

Desert Rose, broszka

Długo krążyłam wokół tutoriala od Eridhan Creations o wdzięcznej nazwie Desert Rose. Podejść miałam kilka i każde kończyło się spektakularnym fiaskiem, a to coś pękło, a to pomyliłam sekwencję, ale że uparty ze mnie osobnik to postanowiłam nie odpuszczać. Wczoraj mojego męża wessał telewizor, tylko od czasu do czasu wydawał z siebie nieartykułowane dźwięki, z których większość nie nadaje się do powtórzenia, a te bardziej cenzuralne brzmiały mniej więcej "jak grasz baranie". Spokojna, że moja druga połowa jednak żyje i ma się dobrze, lecz najwyraźniej jej introwertyczna natura nie koniecznie życzy sobie mojej obecności gdyż woli przeżywać mundialowe rozterki sam na sam z plazmową murawą, poszukałam sobie zajęcia, które nie kolidowałoby z meczami. Podczas gdy losy świata rozgrywały się między dwiema bramkami, ja robiłam coś bardziej emocjonującego - beadingową broszkę.


Widziałam już tych kwiatków wiele i najfajniejsze jest to, że każdemu wychodził inny, równie oryginalny.


Mój jest zielony, nie będę zaprzeczać, że wpływ na to mogła mieć brazylijska trawa :) nie wykluczam również, że udzieliła się moja wielka sympatia do tego koloru i gdybym mogła to niemal wszędzie bym go dodawała. Tak czy inaczej kwiatek jest w kolorach liści i bardzo mi się podoba.



Postanowiłam uczynić zeń broszkę i jak tylko dotrze do mnie broszkowe zapięcie (bo o dziwo nie mam właściwego), przypnę ją sobie (jeszcze nie zdecydowałam gdzie) i będę nosić z dumą :)



Instruktarz na wykonanie tego pięknego kwiatka do kupienia tu --> KLIK

A tak wygląda zadośćuczynienie za trudy bycia żoną kibica piłki nożnej :) W sumie piłka fajna rzecz :P


Pozdrawiam wszystkich serdecznie:)


środa, 11 czerwca 2014

Sherry Fans II, klipsy

Klipsów jeszcze w tym kinie nie grali, zatem zapraszam na premierę:) Zacząć muszę od tego, że bardzo lubię kolczyki, ale ich nie noszę. Moja kolekcja składa się głównie z subtelnych srebrnych form typu wkrętki, oraz kilku bazarowych egzemplarzy "tradycyjnego" chińskiego rękodzieła :) Najbardziej jednak lubię małe koniczynki, które dostałam na 6 urodziny (są naprawdę urocze) i bursztynki, które podarowała mi mama jakieś 20 lat temu. Niestety podziwiam je tylko w szkatułce :( Moje uszy nabrały arystokratycznych manier i od pewnego czasu gardzą wyniośle wszystkim co nie jest złotem. Ani myślę rujnować swój majątek folgując ich zachciankom, dlatego uszyłam sobie klipsy. 


Ten typ biżuterii jest idealną alternatywą dla tych, którzy nie mają przekłutych uszu, lub tak jak ja, ciepią na ich nadwrażliwość. W zasadzie mogłabym całkowicie zrezygnować z ozdabiania uszu, jednak moja bardzo okrągła buzia aż prosi się o jakieś optycznie ją wyszczuplające dyndadło:)


Zrobiłam je w oparciu o projekt Sherry Serafini o nazwie "Fan-Shaped Rivoli Earrings", zamieszczony w formie tutorialu w książce "Sensational Bead Embroidery" Sherry Serafini, wyd. Lark Crafts, kwiecień 2011. Moją pierwszą pracę wykonaną na jego podstawie możecie zobaczyć tu --> KLIK


Są nieco mniejsze od swoich poprzedników, wybrałam bowiem inny rozmiar rivoli. Pozostałe komponenty to: Toho 11o i 15o Metallic Iris Brown, Toho Treasure w tym samym kolorze, piętnastki w kolorze Bronze, Fire Polish 3mm Matte Iris Brown, 4 milimetrowe kuleczki matowego hematytu oraz czerwone fasetowane sopelki ze szkła.


Tył podszyłam cienką sztuczną skórką w kolorze kawy z mlekiem. Baza klipsa ma barwę starego złota.


A na moim osobistym uchu prezentują się tak:


Bardzo nie lubię upubliczniać swojego wizerunku, dlatego wybaczcie mi tę "okrojoną" wersję, 15 kilo temu miałam więcej odwagi :P Niestety mój dyżurny ekspozytor nie posiada ucha przewidzianego dla takich atrakcji, zaś mój nadworny pomocnik, czyli osobisty mąż byłby wręcz wybitną atrakcją, ale kazał mi spadać mamrocząc coś o Konczicie Wurst :P


Lubię korzystać z gotowych projektów innych osób i nigdy nie uważałam tego za ujmę na honorze :) Cieszę się też bardzo, że są osoby, które dzielą się z innymi swoimi pomysłami same czerpiąc z tego radość, tym bardziej, gdy są to prawdziwe tuzy koralikowego świata jak Sherry Serafini. Cenię ją też za skromność i pokorę wobec swojej pracy i źródeł z których czerpie swoje pomysły. To niesamowite, że woda sodowa nie uderzyła jej do głowy :)

A Wam przeogromnie dziękuję za niesamowicie ciepły odbiór mojej Zebry Na Wypasie, oraz za lajki w konkursie Royal Stone, w którym bierze udział :)

Pozdrawiam serdecznie (napisałabym, że ciepło, ale chyba byłoby to faux pas w taki upał)!


środa, 4 czerwca 2014

Zebra Na Wypasie, naszyjnik

Bardzo lubię zwierzęta, kilka nawet miałam, ale one nie zawsze lubią mnie. Taki pech, no bo jak wyjaśnić, że zostałam już pogryziona przez konia, chomika, psa (i to własnego), opluta przez lamę, zaś moje udo nadal pamięta ból wbijanych kocich pazurów, że o krowie, która zasmakowała w mojej czuprynie nie wspomnę. Już pominę fakt bycia notorycznie bombardowaną ptasim... ekhm, bynajmniej nie miłością. Być może wszechświat chce mi coś powiedzieć, ale że strachliwy ze mnie człowiek to pozostanę głucha na te przekazy i spotkania z żywą zebrą nie zaryzykuję:) Zatem jedyna moja wiedza na temat tych afrykańskich zwierząt pochodzi z telewizji i zdjęć, a te sugerują że to piękne stworzenia i tego się trzymajmy:)


Inspiracją do powstania tej kolii było zdjęcie Royal Stone w konkursie, w którym biorę udział:


Można powiedzieć, że w swojej interpretacji niemal ocieram się o dosłowność, jednak trudno o wariacje na temat, gdy chodzi o tak egzotyczne zjawisko jak zebra w krzakach:)


Zatem i moja koralikowa zeberka chowa się w zaroślach, a punktem wyjścia do jej umiejscowienia tam, był piękny, ręcznie robiony kaboszon od Apandany. Gdy go zobaczyłam wiedziałam, że wręcz muszę wziąć udział w konkursie (no cóż, kumam tylko niektóre przekazy od wszechświata:)).


Przyznać muszę, że najwięcej problemów nastręczyło mi wyhaftowanie zebrowego umaszczenia tak, by przypominało zwierzę a nie przejście dla pieszych. Potem poszło już niemal gładko, w każdym razie nie stresowałam się żadnymi planami, szablonami czy projektem, szyłam "na czuja".


W trakcie pracy dotarło do mnie, że paski u zebr nie są tak do końca czarno-białe, ale gdzieniegdzie wpadają w złoty brąz, dlatego dodałam kilka ciemnozłotych akcentów, wydaje mi się, że dzięki nim całość nabrała ciekawego charakteru.


Najfajniej, chociaż i najdłużej szyło mi się "zarośla", bardzo szybko zabrakło mi koralików na źdźbła traw i musiałam je domawiać. Tym sposobem praca nad kolią zajęła mi dwa tygodnie.


Ale za to jakie fajne te pastwiska :)


Te małe kaboszoniki również pochodzą z pracowni Apandany, bardzo mi przypominały oczy zebry i wręcz nie mogło ich tu zabraknąć:)


Dzięki tym wszystkim wystającym frędzelkom, praca zyskała odrobinę puszystości ;) i przestała być taka płaska. 


Zad zebry wygląda tak:) Do podszycia pracy użyłam sztucznej skórki w kolorze khaki, który na żywo jest trochę bardziej khakowaty:)


Jeśli ktoś ma takie życzenie, to zamieszczam LINK do użytych kolorów, w każdym razie nie ma ich aż tak wiele, a wszystkie pochodzą z palety Toho.


Wyboru zapięcia również nie pozostawiłam przypadkowi, chociaż to właśnie on postawił je na mojej drodze, jednak gdy tylko je zobaczyłam wiedziałam, że żadne inne nie będzie tak idealnie pasować. To bardzo solidnie wykonane zapięcie magnetyczne z zabezpieczeniem zapobiegającym przypadkowemu otwarciu, no i jest zeberkowe:)

Kolię wykonałam na podstawie tego samego szablonu jaki stworzyłam dla poprzedniej pracy tego typu (Rosie), ma więc ona zbliżone wymiary.


Chwilowo robię sobie wolne od wypasionych projektów, odrobinę nadwyrężyły mój portfel i ręce, dlatego z przyjemnością wrócę do subtelniejszych form :)
Napiszcie w komentarzach co sądzicie o mojej pasącej się zebrze:) 

Zachęcam też Was do wzięcia udziału w "lajkowaniu" ulubionych prac w temacie "Zebra", praca z największą ilością głosów dostanie nagrodę publiczności --> KLIK

Pozdrawiam ciepło:)


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...