poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Elf, pierścionek

Sama nie wiem czy ten pierścionek przypomina elfa, ale jeden z nich go teraz nosi więc innej nazwy po prostu nie mógł dostać ;) Biżutek pasuje i podoba się, zatem pokazuję go szerszemu gronu, bo bardzo przyjemnie się go robiło i, co jest rzadkością, samej mi się podoba :)

Centrum stanowi pastylka labradorytu z wyjątkowo silnym ogniem, zwykle jest szary, ale gdy tylko złapie trochę światła, zaczyna płonąć - prawdziwie elfie sztuczki :)


Do oplecenia kamyczka wybrałam koraliki Toho treasure w kolorze Metallic Hematite i 15o Matte Bronze.


Okalają go bryłki i kuleczki nie przekraczające 4 mm średnicy, ich ułożenie jest całkowicie przypadkowe.


A są to; perły rzeczne, granaty, cytryn, hematyt i kryształki Fire Polish.


Tył podszyłam szarą ekoskórką i zamontowałam regulowaną bazę w srebrnym kolorze.


By trochę przełamać szarość i jednocześnie podkreślić barwy kamyczków, dodałam rządek różnokolorowych Toho 15o.


Zupełnie na koniec i całkowicie chwalipięcko, podzielę sie informacją o dwóch wyróżnieniach dla moich prac.

Wiśniowy naszyjnik zgłoszony do konkursu Royal Stone - kalendarz 2016, otrzymał wyróżnienie jury:


A bluefairyberge, jak Dorota ochrzciła moje tegoroczne pisanki ;), otrzymało wyróżnienie Szuflady w wyzwaniu Koraliki:


Za wyróżnienia bardzo dziękuję, zawsze cieszę się jak dziecko:) A Was pozdrawiam ciepło!


poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Folk II, bransoletka

Ta praca należy do gatunku rodzących się w bólu, brzmi zniechęcająco, ale wyjaśnienie jest proste, otóż miałam pomysł i na tym się skończyło :) W międzyczasie poczyniłam jej część, zaopatrzyłam się w pozostałe materiały i utknęłam. Mniej więcej od lutego, niezwykle małymi kroczkami, z mozołem przybliżałam się do stanu, który pokazuję dziś. Gotowa bransoletka w wersji niezasznurowanej, prezentuje się następująco:


Prowodyrem całego zamieszania był łowicki wzór, który mnie zauroczył. Jego autorką jest Joanna Rucińska, a przedstawiła go w magazynie Beading Polska 08/2014. Po raz pierwszy sięgnęłam po niego w zeszłym roku robiąc tę bransoletkę --> KLIK
Teraz postanowiłam zrobić coś odrobinę innego.


Wzór Asi rozpisany był na sznur koralikowo szydełkowy, a mnie zamarzyła się szeroka, płaska bransoletka w nieco gotyckim klimacie. Schemat wyplotłam więc w poprzek ściegiem peyote, syzyfowa praca, ale jej efekt bardzo mi się spodobał.


Po naszyciu aplikacji na filc i  jeszcze kilku innych trikach, których tajemnicę zabiorę do grobu, zabrałam się za prace wykończeniowe, które to przeciągały się aż do zeszłego tygodnia. Wolniej ode mnie pracuje już chyba tylko nasz Pan Złota Rączka ;)


Chociaż główny element i końcówki wstążek wykonałam peyotem, to cała reszta jest efektem niezłej gimnastyki, zarówno dłoni jak i mózgu ;)


Sporo się namęczyłam by tak wmontować rzemykowe szlufki, żeby wszytko wyglądało na łatwe i przyjemne ;) Zapewniam jednak, że siedzą jak przyspawane i ani drgną. Uważam, że z biżuterią należy obchodzić się delikatnie, ale moje szlufki zniosą nawet brak wrażliwości.


***


Do wykończenia bransoletki użyłam jednego kawałka naturalnej skóry, która ma tę przewagę nad jej syntetycznymi odpowiednikami, że użyta w dużych formach, idealnie dopasowuje się do noszącego.


Bransoletka jest naprawdę szeroka, ma ponad 5 cm w najszerszych miejscach i około 17 cm długości wraz ze szlufkami. Nie była robiona z myślą o szerokim nadgarstku, jednak dzięki sznurowaniu można dodać jej kilka centymetrów.


Minusem wszelkich wiązań w biżuterii jest to, że jej założenie wymaga pomocy drugiej osoby, mój mąż gdzieś się na chwilę ulotnił, więc zawiązałam ją luźno i wsunęłam na dłoń jak bangle, prawdę mówiąc taka rozchełstana też wygadała dobrze.


Wstążeczkę można wymienić na dowolną ulubioną, ja wybrałam czarną aksamitkę, którą zakończyłam małymi tunelikami z kuleczkami czerwonego korala. Niewątpliwą zaletą aksamitek jest to, że zrobione na nich węzełki i kokardki dobrze się trzymają.


W tej pracy użyłam ogromnej ilości koralików Toho 15o, głównie w kolorze Opaque Frosted Jet, Opaque Pepper Red, Cornflower, Sour Apple, Blue Turquoise, Pine Green i jeszcze paru innych.


Brzeg bransoletki obszyłam koralikami Toho Opaque Jet w rozmiarze 11o.


Pracę zgłaszam do Szufladowego wyzwania - Polski Folklor (jak tylko włączę komputer, bo post publikuję automatycznie:))


Mam nadzieję, że taka interpretacja rodzimego folku przypadła Wam do gustu :)
Dziękuję Joannie za stworzenie pięknego wzoru, a mojemu mężowi, że poszedł do pasmanterii po aksamitkę ;)

Pozdrawiam serdecznie!

wtorek, 14 kwietnia 2015

Jak przykleić kryształek stożkowy do podkładu?

Nie zawsze kaboszon jest z jednej strony idealnie płaski, jak bóg koralików przykazał, czasami trafia nam się okaz mamiący wdziękami, ale pieklenie trudny w obsłudze. Mam tu na myśli wszelkiej maści formy stożkowe, takie jak rivoli lub szlifowane z dwóch stron kamienie czy szkła przeznaczone na zawieszki, a także guziki na stopce. 

Wszystkie te świecidełka stanowią nie lada wyzwanie, gdy chcemy ich użyć w hafcie koralikowym. Ani ich przykleić, ani przyciąć nie niszcząc, dużo łatwiej opleść i wykorzystać jako samodzielny element beadingowy, ale głowa do góry, na wszystko jest metoda. Ja podzielę się tą, z której sama korzystam, bo jest banalnie prosta, wspomnę też o alternatywie dla tych, którym moja metoda nie przypadnie do gustu ;)

Wszystko czego potrzeba, widać na poniższym obrazku. Jeśli macie problem z doborem kleju lub filcu, odsyłam do moich poradników, w których omówiłam materiały dostępne na rynku i te, których sama używam --> KLIK i KLIK

klikaj w zdjęcia by je powiększyć

Skupię się tylko na sposobie mocowania przykładowego kryształka stożkowego, w tym wypadku rivoli, do filcu, dlatego nie ma tu koralików, ani konkretnego projektu. Wy zaplanujcie dowolne wykorzystanie kryształków by nie marnować filcu. Jeśli to mają być kolczyki, rozrysujcie najpierw  ich kształt i miejsce przyklejenia rivoli.


Cała tajemnica tkwi w przygotowaniu podkładki, ja wycinam ją z filcu. Jej kształt i rozmiar muszą pokrywać się z rozmiarem kryształka, można do tego celu użyć ołówka i po prostu odrysować go na filcu. W przygotowanym kółeczku trzeba wyciąć otwór, na tyle duży by stożek swobodnie wystawał i na tyle mały by całość się nie rozpadła. 


Podkładkę przed przyklejeniem warto przymierzyć, czasami trzeba odrobinę dociąć brzegi, innym razem poszerzyć otwór. Nie załamujcie się, chociaż czynność ta wygląda na trudną, nie wymaga precyzji, jeśli coś wyjdzie nie równo, przykryje się koralikami ;)


Jeżeli stożek jest mocno wystający, co często ma miejsce przy guzikach na stopkach, trzeba przygotować dwie podkładki lub użyć grubszego filcu, np 2 mm. Ten, którego użyłam do prezentacji ma 1 mm grubości i jest dość miękki, co ułatwia wycinanie. 


Tak wygląda rivoli przygotowany do wklejenia, wszelkie wystające części zostały zniwelowane, nadając szkiełku pożądaną formę standardowego kaboszonu. Dzięki podkładce zyskuje się dodatkową powierzchnię do oplotu, po ludzku mówiąc, rivoli podniesie się i będzie możną opleść go ściegiem pyote.


Ten sam kryształek w gotowej pracy (klipsy można zobaczyć tu KLIK):



Innym sposobem montowania np. rivoli jest "wpuszczenie" stożka w podkład. Ta metoda nie wymaga sporządzania podkładek, gdyż kryształek mocujemy bezpośrednio na filc, ma jednak swoje minusy, a jednym z nich jest konieczność przyklejenia kolejnej warstwy filcu na spód gotowej pracy, chyba że nie przeszkadzają Wam wybrzuszenia.
Filc trzeba naciąć, najwygodniej wykonując dwa prostopadłe cięcia w kształcie krzyża, umożliwią one wpasowanie się stożka w podłoże bez obawy o jego wypadnięcie.


Tak zamocowany kryształek trudno będzie opleść ściegiem peyote (bo jest za płaski), ale dużo łatwiej rzędem kamyczków, koralików lub taśmą cyrkoniową, pamiętać należy jednak, że przed wypadnięciem chronić go będzie tylko klej, dlatego wybierzcie mocny!


Powyżej zauważyć możecie różnicę w wysokości rivoli wklejonych dwoma metodami, wpuszczony w podkład niemal stapia się z powierzchnią, jeśli dodacie koraliki, idealnie wkomponuje się w robótkę. Kryształek z podkładką zdecydowanie wystaje ponad filc, definitywnie wymaga oplecenia, ale tak przygotowany, stanie się elementem górującym nad pozostałymi koralikami.

Moja podpowiedź:

  1. Zamiast filcu, do wykonania podkładki użyć można masy termoutwardzalnej, skóry, wełnianej przędzy lub sznurka. Jednak przewaga filcu polega na tym, że jego drobne włókienka bardzo dobrze przylegają do klejonych powierzchni.

Mam nadzieję, że ta porada rozjaśni horyzonty początkującym w hafcie koralikowym :) Jeśli moje podpowiedzi okazały się przydatne i chcecie w przyszłości kolejnych porad tego typu, dajcie znać w komentarzu. 

Nie zgadzam się na rozpowszechnianie tego artykułu bez podania autora i linku do lokalizacji na moim blogu.


sobota, 4 kwietnia 2015

Pisanki na wesołe święta

W tym roku nie robiłam pisanek w tradycyjnym pojęciu, poszłam bowiem o krok dalej, zachęcona powodzeniem bożonarodzeniowych ozdób, i zrobiłam wielkanocne zawieszki w podobnym klimacie. Plany miałam dużo bardziej ambitne, ale albo sernik albo pięknie ustrojony stół, poprzestałam więc na trzech "pisankach" by mąż mógł zajadać się długo obiecywanym wypiekiem ;) 
Postawiłam na kolor, w końcu Wielkanoc to radość i pochwała życia, zatem przygotujcie się na solidną porcję zdjęć w optymistycznym klimacie.

Aby zobaczyć zdjęcia w lepszej rozdzielczości otwórzcie je w nowej karcie (prawym przyciskiem myszy) lub klikajcie na nie (lewym przyciskiem myszy) by włączyć przeglądarkę bloggera.


Wszystkie jajka wykonałam według własnego pomysłu i szablonu. Z tego miejsca bardzo dziękuję wszystkim kurom za inspirację ;) Jako pierwsza powstała wersja blue.


Użyłam kilku odcieni niebieskich koralików Toho, płynnie przechodzących od głębokiego granatu metallic cosmos po kremowe navajo white.


Koralikom towarzyszą hodowlane perły rzeczne.


Słowem uzupełnienia, zawieszki mają rozmiar standardowego jajka kurzego, dbam o realizm ;)


Zaś tył ozdób zakrywa naturalna skóra w kremowym kolorze.


Jako druga powstała "pisanka" pomarańczowa.


"Pomarańczka" została również wykonana koralikami Toho, ale w radosnych hiacyntach, brzoskwiniach i oczywiście bieli Navajo.


Perełki odrobinę bardziej wyboiste niż niebieskie, ale za to dają ciekawy efekt.


Z zieloną koleżanką tworzą bardzo udaną parę.


Na jej (zielonej) wykonanie zużyłam wszystkie błyszczące ciemnozielone koraliki jakie miałam (po świętach czekają mnie zakupy;))


I na ciemniejszym tle:


Haft koralikowy w wielkanocnym wydaniu bardzo przypadł mi do gustu i gdyby nie brak czasu, wcieliłabym w życie kilka innych pomysłów, póki co zostawiam Was z moimi bluefairyberge (dzięki Dorota za nazwę).


***


Oraz na "palmach", no cóż żadne gałązki nie zakwitły, a kwiatek doniczkowy był pod ręką ;)



Wesołych Świąt drodzy zaglądacze i stali bywalcy, niech ten piękny czas w tradycji chrześcijańskiej będzie czymś więcej niż pogonią za serem na ciasto i objadaniem się między kolejnymi filmami w tv. Życzę Wam z całego serca czasu dla siebie i bliskich, by odrodzenie do nowego życia stało się dla Was rzeczywiste i namacalne, i zaowocowało nową jakością w Waszym życiu.

Wesołego Alleluja!!!

Aktualizacja.
Zauważyłam, że niebieska koralikanka spotkała się z wielką sympatią (zwłaszcza na fb), nie bez znaczenia był fakt, że zapałał do niej mój mąż ;) dlatego wybieram ją do aktualnego wyzwania Szuflady - Koraliki. Serce miałam rozdarte, bo kompletu zgłosić nie można, zatem padło właśnie na tę. Co jak co, ale koralików w niej nie brakuje.


***


Mam nadzieję, że wybór był słuszny ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...