poniedziałek, 5 lutego 2018

Key To My Heart, brelok

Tego jeszcze u mnie nie było, ale też nie miałam takiej potrzeby, by posiadać brelok inny niż standardowy. Fakt, nie jest to rozwiązanie idealne, nie to, co na przykład latarka czy otwieracz do kapsli, ale zdecydowanie bardziej kobiece. Czytaj - mało praktyczne, ale ładne. Nie ukrywam, jestem kobietą i czasami mam ochotę na coś błyszczącego i podatnego na zarysowania. Mam więc brelok :)

Mój klucz długo był kawałkiem samotnego metalu, który łatwo zgubić więc nawet go ze sobą nie nosiłam, zresztą nie miałam takiej potrzeby. W domu zawsze ktoś jest. W końcu go "odkopałam" i postanowiłam dorobić towarzystwo.

poniedziałek, 22 stycznia 2018

Elise - po tuningu, chusta

W zeszłym roku zrobiłam dla siebie chustę. Bardzo spodobała mi się cieniowana włóczka oraz projekt Evana Plevinskiego o wdzięcznej nazwie Elise Shawl (darmowy schemat z Raverly), niestety chusta nie do końca spełniła moje oczekiwania. Włóczka Bajeczna od Vlna-Hep okazała się za mała, a przejście kolorystyczne nie pozwalało na harmonijne dołączenie drugiego motka i dodzierganie na długość. Wyszedłby straszny bajzel. Napisałam wtedy, że producent powinien wprowadzić bobiny w jednym kolorze, by można było kontynuować projekt.
Moje modły chyba zostały wysłuchane, bo kilka miesięcy później na sklepowe półki trafiła włóczka o podobnym składzie (60% bawełny, 40% akrylu), co prawda od innego producenta, ale w  niemal identycznym kolorze!


Najpierw nieśmiało kupiłam tylko jeden motek Whirlette w kolorze 854 Blueberry, no bo jakby nie było 24 złote to trochę dużo. Szybko się okazało, że będę potrzebowała kolejnego. 

środa, 3 stycznia 2018

Bailamos, broszka

Witajcie w 2018! Tradycyjnie nie robię postanowień, podsumowań, ani niczego co mogłoby mi popsuć humor ;) Postaram się za to robić swoje i iść do przodu. 

Na pierwszą pracę w nowym roku wybrałam ostatnią ze starego. To broszka z gatunku na ostatnią chwilę, ale na wyjątkową okazję. Przyznam szczerze, że miałam w tym roku ręce pełne roboty przy przygotowywaniu domu na gości. Pranie, sprzątanie i gotowanie, mnóstwo gotowania. Nie miałam w planach koralików, bo byłam święcie przekonana, że ogarnęłam już wszystkie prezenty. No i mnie olśniło, że jednak nie. Bardzo nie lubię się stresować, ale wtedy ogarnęło mnie małe przerażenie, że kompletnie zapomniałam o jednej osobie. Wstyd i hańba, a czasu zero. Burza mózgu (bo mam tylko jeden) i szybka decyzja, robię broszkę. Kit z tym, najwyżej nie będzie umytych okien ;)

Obdarowana to wielka miłośniczka Hiszpanii. Była tam wielokrotnie, tańczy flamenco i zna język, na szczęście lubi też moje projekty. Zrobiłam więc dla niej broszkę w kształcie wachlarza, którego "rączka" będzie podrygiwać podczas tańca.

Martyna lubi niepowtarzalne projekty, dlatego obiecać jej mogę, że taką broszę zrobiłam tylko jedną. 

czwartek, 21 grudnia 2017

Heart To Believe, zawieszka

Szczerze, miałam w tym roku zrobić sporo więcej, zarówno w kwestii ozdób jak i świątecznego jedzenia. Niestety jak to zwykle bywa, nie przewidziałam nieprzewidzianego, czyli tzw. złośliwości losu, bo poległam. Poległam dosłownie. Zatrułam się czymś, czyli jak się domyślacie chęci do życia i tworzenia odleciały w siną dal. Fakt, haftowałam sporo, ale nie koralikami ;) 

Mimo wszystko staram się dostrzegać pozytywy najmroczniejszych sytuacji, tak więc cieszę się spadkiem wagi i, co prawda marnej jakości, ale zawsze, odpoczynkiem. Ozdoby powstały więc tylko dwie i żadna nie zostanie ze mną. Nic to, choinka znowu będzie minimalistyczna.

Zawieszka, podobnie jak ta z poprzedniego posta, została wykonana z tego samego szablonu. Zmieniłam jej tylko srebro na złoto i układ koralików wokół rivoli.

Aby uzyskać niebieskie przejście kolorystyczne, użyłam koralików Toho 11o oraz NihBeads i Preciosa.

Kryształki to Fire Polish 3 mm i złote hematyty w kilku rozmiarach.

Całość zawiesiłam na rzemyku i podkleiłam brązową skórą w bardzo pierniczkowym kolorze.

Podobne serduszko możecie wykonać korzystając z mojego tutorialu --> klik


Nie pozostaje mi już nic więcej, jak życzyć wszystkim Wam pięknych Świąt Bożego Narodzenia, radosnych chwil, smacznego jedzenia i przepięknych prezentów, najlepiej koralikowych ;) A gdyby znów miało mnie zatrzymać coś nieprzewidzianego, życzę Wam również udanego Sylwestra i szczęśliwego Nowego Roku.


poniedziałek, 11 grudnia 2017

I Gave You My Heart, zawieszka

Witajcie grudniowo! Chyba jeszcze długo będę zachodzić w głowę, jak to się stało, że mamy już grudzień, a co za tym idzie, niemal święta. Najprawdopodobniej zadziałał jakiś czasoprzyspieszacz. Tak czy inaczej, poza kiszeniem buraków na barszcz, pora najwyższa na ozdoby choinkowe.

Kilka lat temu obiecałam sobie, że co roku wykonam kilka ozdób, by nasza choinka nie świeciła tak gołymi gałęziami. Spowodowane było to głównie utraceniem wszystkich rodowych bombek w przeprowadzce i poniekąd również moją niechęcią do chińszczyzny. Czyli albo porządnie, albo wcale ;) Tym sposobem rozpoczęłam "produkcję" zawieszek wykonanych haftem koralikowym. Być może trąci teraz zuchwałością z mojej strony, ale nie widziałam wcześniej koralikowej biżuterii choinkowej w tej technice, co daje mi dalekie od skromności poczucie bycia prekursorką w tej dziedzinie. Nie przydało to jednak mojej choince ozdób, bo niemal wszystkie rozdaję ;)

Ta również trafiła w dobre ręce pewnej miłej osoby, która stwierdziła, lejąc miód na moje serce, że żal jej tego serduszka wieszać na choinkę i będzie nosiła sama. Tego się nie spodziewałam :)

wtorek, 28 listopada 2017

Origami Jeż, broszka

Jeżyk jest kolejnym zwierzakiem w mojej coraz większej kolekcji broszek origami. Co prawda to dość zmieniające się liczebnie stadko i czasami się kurczy, bo mam miękkie serce i daję się przekabacić "prosidełkom", by oddać moje twory. Nie ma tego złego, zawsze oddaję w kochające ręce. Chyba by mi serce pękło, gdyby ktoś skrzywdził moją broszkę ;) Jeż jednak zostaje ze mną. Nie prosić, nie robić maślanych oczu, nie oddam.

Chodził za mną ten jeż i chodził, a właściwie tuptał, bo jeże tuptają, tylko nikt nie wie dokąd. Odwieczna zagadka. Nadeszła jednak jesień i czas był najwyższy na jeża.

środa, 15 listopada 2017

Winter leaves, szal

Przyznać muszę, że niespecjalnie mam na cokolwiek czas. Pewnie jak większość z was, ale jakoś mocno mnie to denerwuje, niestety nie na wszystko mam wpływ. Na długość doby na przykład, ale uparłam się, żeby skończyć ten szal. Nie żebym nie miała szali, wręcz przeciwnie, mam ich mnóstwo, ale własnoręcznie wydzierganego jeszcze nie. Trudno w to uwierzyć, ale tak było.

Zamarzył mi się ażurowy szal, żeby było ciekawiej, miało to miejsce głębokim latem. Zobaczyłam miętową włóczkę i uznałam, że będzie super wyglądała w ażurach narzuconych na ramiona. Letnia suknia, zachód słońca, chłodny wietrzyk, ale niegroźny, bo mam szal ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...