poniedziałek, 25 lipca 2016

Origami Magic, broszka

Bardzo lubię składać origami. Zaczęło się od tego, że pulpetem będąc i wciągając dziennie niezdrową porcję cukierków, zwłaszcza czekoladowych, podjęłam walkę z nałogiem. W ramach odzwyczajania się od zgubnych kalorii, po zjedzeniu każdego cukierka, robiłam z papierka po nim składanego żurawia. Tak się czasem namęczyłam, żeby złożyć takiego mikrozwierza, że odechciewało mi się jeść kolejnej czekoladki. Cukierki w końcu zniknęły z mojego życia, bo rodzicielka też postanowiła się odchudzić, ale bardziej skutecznie po prosu nie kupując pokus, a potrzeba miętolenia czegoś została.

Tak sobie pomyślałam, że origami z koralików to dopiero będzie wyczyn i wzięłam się do roboty, przy okazji odświeżając sobie technikę składania papierowego gołębia.


To chyba pierwsza moja praca, w której najwięcej czasu zabrało rozrysowywanie i projektowanie. Przyszycie koralików to już była tylko formalność.

Gołąb jest z założenia broszką i to nie taką dużą jak się może wydawać.


Sporą jej część stanowią jasnobłękitne kryształki różnej maści, reszta to ciemniejsze koralki, które mają za zadanie sprawiać wrażenie głębi. Jednym słowem broszka jest płaska, ale ma wyglądać jak złożona z papieru trójwymiarowa bryła.


Dlatego sporo tu koralikowych wertepów mających potęgować wrażenie ruchu, ot taka iluzjonistyczna sztuczka.


Na magiku prezentuje się następująco (od odrobiny wygłupów jeszcze nikt nie umarł;)):


Broszka może być również wisiorkiem. Wystarczy przewlec przez zamontowane kółeczka kawałek rzemyka lub łańcuszek.


PROCES TWÓRCZY

Nie dokumentowałam postępów swojej pracy w sposób wielce skrupulatny, właściwie to mam tylko dwa zdjęcia, reszta to magia i zasługa kiepskiej pogody ;)



Pracę zaczęłam od wykonania kilku papierowych gołębi origami, a następnie przerysowaniu kształtu na papierze. Tak uzyskany szablon (właściwy wyszedł za piątym razem) przeniosłam na sztywny filc.


Na zdjęciu wyżej wszystkie użyte materiały, poza Ultrasuede, którym podszyłam broszkę, bo był to ostatni skrawek.

Broszkę wykonałam na konkurs Kalendarz Royal Stone 2017 na temat "Magia Geometrii". Uznałam, że origami ma w sobie wiele z magii, o geometrii nie zapominając. Gołąb, oprócz królika, to też jeden z popularniejszych "rekwizytów" iluzjonisty, a te wszystkie błyski i iskierki w mojej pracy nawiązują do magicznego pyłu używanego kiedyś w sztuczkach scenicznych lub przez wróżki ;). Mój gołąb składa się też z samych trójkątów, już bardziej geometrycznie być nie mogło :)

Magię potraktowałam dwojako, z jednej strony odwołując się do "czarów" rodem ze sztuczek magicznych, z drugiej zaś pokazując, że za pomocą kilku prostych kształtów można uzyskać iluzję optyczną. Mam nadzieję, że moja praca przypadła wam do gustu.


Jeśli macie ochotę, to zagłosujecie na moją pracę --> klik, lub inne w albumie konkursowym.

Pozdrawiam ciepło!


poniedziałek, 4 lipca 2016

Ready for Red, kolczyki

Już dawno nie miałam tak, że nic mi się nie chciało, kompletnie nic, null, zero. Ogarnął mnie leń, wielki leń, wielgachny, wieleń - nie wiem czy takie słowo istnieje, ale dobrze oddaje istotę rzeczy. Ostatnim co zrobiłam był naszyjnik z poprzedniego posta i nic po nim. Te kolczyki to też stara sprawa, na czarną blogową chwilę, która właśnie nastała. Ale wiecie co, są wakacje i czasami każdy potrzebuje odpocząć, nawet od koralików, więc nie czuję się bardzo winna, tylko tak odrobinkę :) Dlatego będzie mnie tu mniej, ale na pewno więcej na fanpage'u, chociażby z powodu szybkości interakcji, jaką daje to facebookowe narzędzie.

W wakacje zamierzam odpoczywać, mniej koralikować, czasami coś tu wrzucić i trochę posprzątać w starych wpisać. Jeden już doczekał się liftingu, więc jeśli macie ochotę poczytać o niciach to zapraszam --> KLIK

Kolczyki to model, który już wielokrotnie pokazywałam na blogu (klikklikklikklik, klik).


Do wykonania użyłam trójkątnych kryształków w kolorze pięknej czerwieni oraz małych, 4 mm kuleczek agatu brazylijskiego.


Całość oplotłam koralikami Miyuki Delica w kolorze Tarnished Silver i Toho 15o Nickel. Tył jest otwarty i zabezpieczony czarną skórą naturalną. 



Wykorzystałam też drobny łańcuszek w kolorze ciemnego srebra i bigle angielskie w takim samym odcieniu.


Na koniec chciałam się pochwalić wygraną w konkursie Kalendarz 2017 Royal Stone. To II miejsce, ale zawsze podium, z czego ogromnie się cieszę!



Pozdrawiam ciepło!


poniedziałek, 20 czerwca 2016

Art Nouveau, naszyjnik

Przedstawiam wam moją kolejną konkursową pracę do kalendarza Royal-Stone 2017. Tematem tego etapu jest "Urok Secesji", czyli coś, czemu nie mogłam się oprzeć pomimo deficytów czasowych. Zapuściłam dom, o sobie nie wspominając, ale zdążyłam. Na ostatnią chwilę, ale zawsze. :)


Starałam się nadać mojej pracy tego unikalnego charakteru minionej epoki. Muszę przyznać, że tworząc ten naszyjnik, czułam ogromną ekscytację i jednocześnie presję, czy mi się uda. Te wszystkie fantastyczne przedmioty w stylu Art Nouveau mają w sobie tyle elegancji i baśniowego charakteru, że najchętniej cała bym się nimi obwiesiła, gdyby mnie było stać. :) 


Główną inspiracją była dla mnie między innymi biżuteria Rene Lalique'a oraz grafiki Alfonsa Muchy. Od razu wiedziałam, że Klimt nie będzie sprawował patronatu nad moją pracą, zresztą nie musiał, bo w przeciwieństwie do poprzednich edycji tego konkursu, w tworzeniu nie trzeba się kierować zdjęciem (patrz regulamin).

Chciałam jak najwierniej oddać tamten klimat, dlatego by uzyskać lekkość konstrukcji i formy, wybrałam najmniejsze koraliki. Oczywiście nie obyło się bez kilku poprawek, ale czas mnie naglił więc i tak parę rzeczy odpuściłam. To tylko moje widzimisię więc nie ma co się czepiać :)


Kolorystyka jest zdecydowanie roślinna, chociaż nie mam pewności czy w naturze spotkacie taki kwiat, ten zdecydowanie kwitnie tylko w mojej wyobraźni. Punktem wyjścia był fioletowy agat i to pod jego dyktando dobierałam pozostałe kolory.


A jeśli już o kolorach mowa, jestem zakochana w perłach, trochę ich ostatnio zamówiłam i nie potrafiłam sobie odmówić umieszczenia ich i w tej pracy. Secesyjna biżuteria też je kochała, więc są tu jak najbardziej uzasadnione. Towarzyszy im kilka kuleczek fasetowanych granatów.




Tył podszyłam fioletowym Ultrasuede. Otwarta przestrzeń pomiędzy filigranem a agatem nie do końca mi się podobała, dlatego wszyłam tam "pajęczynę" z piętnastek od Toho.


Przywodzi mi ona na myśl witraże, które w tym czasie święciły swój renesans.


Mam nadzieję, że udało mi się wszystko spiąć w spójną całość, bo sama miałam na początku wątpliwości czy dam radę wykonać swój zamysł w tak niesecesyjnej technice jak haft koralikowy. Bardzo chciałam połączyć ten Muchowy księżyc pod postacią metalowego filigranu z bajkową roślinnością i oczywiście perłami. Z takich połączeń czasami może wyjść niestrawność ;)

Kilka zdjęć z procesu twórczego:




Wszystkie użyte materiały widnieją wyżej, oprócz tych, które skończyły mi się na tej pracy. Z pewnością takie przedstawienie jest prostsze niż przepisywanie nazw koralików ;) Nie ostała mi się ani jedna igła, wszystkie postanowiły oddać życie dla wyższej sprawy.


Pracę zaczęłam od dopasowania kamienia do filigranu, cała reszta "urodziła się" błyskawicznie. Zrobiłam szybki szkic, wyjęłam materiały i zaczęłam szyć.


Mój mąż, wielki fan piłki nożnej, spojrzał na moją pracę w takiej formie jak wyżej i tylko zapytał, czy to otwieracz do piwa dla niego, z okazji Euro oczywiście :P Ta, oczywiście... 
Nie pozwoliłam mu sprofanować naszyjnika, piwo otwiera sobie zębami, ale za to ja mam nową ozdobę. Jak widać niżej, cieszy mnie ten fakt niezmiernie :)

Jeśli mój naszyjnik wam się podoba, możecie dać temu wyraz na stronie konkursowej. Wystarczy kliknąć poniższe zdjęcie, a potem wcisnąć "lubię to". Zachęcam też do obejrzenia innych prac konkursowych i wsparcie ich miłym słowem lub lajkiem.


Dajecie znać, co myślicie o moim podejściu do tematu, jeśli macie jakieś uwagi, również te krytyczne, to się nie krępujcie.


Pozdrawiam ciepło!
______
Źródła obrazków użytych w kolażach:

Grafika A. Muchy - klik
FUCHSIA BLOSSOM by MME Bonte - klik

poniedziałek, 13 czerwca 2016

Green Peas, kolczyki

W przerwach pomiędzy większymi projektami a życiem rodzinnym, w chwilach, w których mogłabym się oddać błogiemu nieróbstwu - dziergam kolczyki. Prawdę mówiąc, nie potrafię nic nie robić, nawet jeśli nie mogę niczym zająć rąk, to kombinuję coś w głowie ;) Tym razem chciałam poćwiczyć obszywanie kamiennych kropli i zupełnie przypadkiem wyszły kolejne kolczyki.

Podobne konstrukcje możecie znaleźć w starszych wpisach na blogu: klik, klik, klik, klik.


Kamyczek to fasetowana łezka jadeitu (20 x 15 mm), która w rzeczywistości jest dużo bardziej zielona.


Jadeity mają dziurki, których tunele odrobinę widać, jednak moim zdaniem nie ujmuje to im uroku.

Obszyłam je koralikami Miyuki Delica w kolorze Opaque Forest Green Dyed (DB0663) oraz Nickel 15o od Toho. Dodałam 4 mm kuleczki fasetowanego agatu brazylijskiego i łańcuszki w kolorze jasnego srebra.


Całość jest prosta i nieskomplikowana, myślę, że dobrze zgra się z letnią sukienką. Sama kolczyków nie noszę, więc pewnie trafią do którejś z moich koleżanek :)

***

Na koniec pochwalę się, że moja biedroneczka została wyróżniona w szufladowym wyzwaniu "Owady", z czego ogromnie się cieszę.

Jednocześnie bardzo przepraszam wszystkich chcących ją kupić, ale ta panna zostaje ze mną, mimo kilku bardzo miłych wiadomości w tej sprawie, będę obstawać przy swoim.

Pozdrawiam ciepło!


poniedziałek, 6 czerwca 2016

Bachus, wisorek

Wisior, podobnie jak poprzednią kolię, wykonałam na konkurs Royal Stone, ale etap, w którym brał udział, już się zakończył, więc nie będę go omawiała w tym kontekście. 

Zaczęło się od kupienia kaboszonu krzemienia pasiastego i bursztynu oraz od mojego przekonania, że razem będą dobrze wyglądały. Nie było to do końca prawdą. Pozostawione jedynie w swoim własnym towarzystwie, nie tworzyły zgranego duetu. Czegoś im brakowało, jakiejś iskierki, polotu... Dopiero dodanie wielokolorowych pereł dodało im życia, a że w kupie raźniej, od razu zapaliłam się do tego pomysłu.


Do wesołej kompanii dołączył też mosiężny listek, który w rzeczywistości jest zawieszką, ale lepiej sprawdził się w nowej roli. Liść bardzo przypomina winorośl, w zestawieniu z tymi perłami skojarzenie jest tak sugestywne, że nie mogłam już myśleć o swojej pracy w inny sposób. 


Wisior dostał imię największego miłośnika wina i wszelakich imprez w mitologii greckiej - Bachusa lub jak kto woli Dionizosa. Ja jednak wolę mówić Bachus, brzmi bardziej rozrywkowo ;)



Jak słusznie zauważono w facebookowej dyskusji na moim profilu, zużyłam cały zapas pereł, jaki miałam, a był on pokaźny ;) Bardzo lubię perły słodkowodne, a te kolorowe szczególnie mnie do siebie przyciągają. Jest więc ich mnóstwo, zdobią też łańcuszek, który bez nich  byłby zbyt eteryczny.

Tył pracy podszyłam naturalną skórą o metalicznym wykończeniu, żeby było na bogato.


Część główna jest średniej wielkości, łańcuszek można regulować, więc opcji noszenia jest kilka.

Najbardziej mi się podoba blisko szyi, chociaż nie najgorzej wygląda noszony w okolicy pępka.

Wiem, że lubicie oglądać zdjęcia z powstawania pracy, ale tym razem nie mam zbyt wielu. Mam nadzieję, że zaspokoją waszą ciekawość.


Sama rzadko imprezuję, alkoholu nie piję, to chociaż tak się pobawię :)

Mam nadzieję, że mój nowy wisior wam się podoba, swoje opinie możecie zamieścić w komentarzu, te krytyczne też :)

Pozdrawiam gorąco, dosłownie!

sobota, 28 maja 2016

Lady B., broszka

Od dawna chodził za mną jakiś owad, na szczęście, od kiedy mam w oknach moskitiery, nie było to żywe stworzenie. Dwa lata temu zmajstrowałam żuka i chociaż bardzo spodobała mi się praca nad nim, na tym poprzestałam. Czasami tak mam. Ostatnio jednak pogoda jest tak cudna, że nie chce mi się szyć kolejnego naszyjnika, wolałam wykonać coś mniej oczywistego i zabawnego. Padło na biedronkę, bo gdybym miała (pod przymusem oczywiście) wybrać owada, którego boję się najmniej, byłaby to właśnie biedronka. 


Ta biedronka jest jednocześnie pierwszą moją pracą wykonaną haftem koralikowym 3D. Dodatkowo ma ruchome skrzydełka, więc może powinnam go nazwać 3D mobile :) Żuk posiadał element tej techniki, ale zbyt skromny na to, bym mogła go potraktować poważnie. Coś czuję, że będzie zazdrosny. 

Na moim fanpage'u zamieściłam zdjęcie z powstawania pracy, zanim jeszcze zaczęła przypominać cokolwiek. Oprócz przezabawnych i bardzo kreatywnych komentarzy czytelników, znajdziecie tam szczegółowy ogląd na sprawę. Skrzydełka są wypukłe, ale same się nie rwą do lotu, podparłam je do zdjęcia szpilkami.


Resztę Lady B. stanowi szkło fusingowe z pracowni Apandany. Szkiełko miało odpowiedni kształt, ale jego kolor raczej nie występuje u tego typu chrabąszczy, no cóż, kto powiedział, że to zwykły owad. 


Co prawda starałam się nadać jej pozory normalności, ale koraliki wymagają ustępstw.

Zasadniczo to broszka, więc musi spełniać swoją funkcję.


No dobrze, czasami może być czymś innym :)


Próbowałam zrobić moim owadom wspólną fotkę, ale żuk nie chciał współpracować. Wolał leżeć i zbijać się z koleżanki. Dlatego na koniec mam dla was krótką opowieść z życia wędrującej biedronki :)





...i poszła w siną dal.

Animacja traci na jakości jeśli jest większa, więc wybaczcie.

Biedronkę zgłaszam do wyzwania szuflady - OWADY


Dajcie znać, co myślicie o tego typu stworach, czy nadają się na biżuterię? A może sami kiedyś takie poczyniliście? Czy chcielibyście jeszcze kiedyś zobaczyć u mnie coś podobnego?

Pozdrawiam ciepło :)


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...