wtorek, 14 kwietnia 2015

Jak przykleić kryształek stożkowy do podkładu?

Nie zawsze kaboszon jest z jednej strony idealnie płaski, jak bóg koralików przykazał, czasami trafia nam się okaz mamiący wdziękami, ale pieklenie trudny w obsłudze. Mam tu na myśli wszelkiej maści formy stożkowe, takie jak rivoli lub szlifowane z dwóch stron kamienie czy szkła przeznaczone na zawieszki, a także guziki na stopce. 

Wszystkie te świecidełka stanowią nie lada wyzwanie, gdy chcemy ich użyć w hafcie koralikowym. Ani ich przykleić, ani przyciąć nie niszcząc, dużo łatwiej opleść i wykorzystać jako samodzielny element beadingowy, ale głowa do góry, na wszystko jest metoda. Ja podzielę się tą, z której sama korzystam, bo jest banalnie prosta, wspomnę też o alternatywie dla tych, którym moja metoda nie przypadnie do gustu ;)

Wszystko czego potrzeba, widać na poniższym obrazku. Jeśli macie problem z doborem kleju lub filcu, odsyłam do moich poradników, w których omówiłam materiały dostępne na rynku i te, których sama używam --> KLIK i KLIK

klikaj w zdjęcia by je powiększyć

Skupię się tylko na sposobie mocowania przykładowego kryształka stożkowego, w tym wypadku rivoli, do filcu, dlatego nie ma tu koralików, ani konkretnego projektu. Wy zaplanujcie dowolne wykorzystanie kryształków by nie marnować filcu. Jeśli to mają być kolczyki, rozrysujcie najpierw  ich kształt i miejsce przyklejenia rivoli.


Cała tajemnica tkwi w przygotowaniu podkładki, ja wycinam ją z filcu. Jej kształt i rozmiar muszą pokrywać się z rozmiarem kryształka, można do tego celu użyć ołówka i po prostu odrysować go na filcu. W przygotowanym kółeczku trzeba wyciąć otwór, na tyle duży by stożek swobodnie wystawał i na tyle mały by całość się nie rozpadła. 


Podkładkę przed przyklejeniem warto przymierzyć, czasami trzeba odrobinę dociąć brzegi, innym razem poszerzyć otwór. Nie załamujcie się, chociaż czynność ta wygląda na trudną, nie wymaga precyzji, jeśli coś wyjdzie nie równo, przykryje się koralikami ;) 
Jeżeli stożek jest mocno wystający, co często ma miejsce przy guzikach na stopkach, trzeba przygotować dwie podkładki lub użyć grubszego filcu, np 2 mm. Ten, którego użyłam do prezentacji ma 1 mm grubości i jest dość miękki, co ułatwia wycinanie. 


Tak wygląda rivoli przygotowany do wklejenia, wszelkie wystające części zostały zniwelowane, nadając szkiełku pożądaną formę standardowego kaboszonu. Dzięki podkładce zyskuje się dodatkową powierzchnię do oplotu, po ludzku mówiąc, rivoli podniesie się i będzie możną opleść go ściegiem pyote.


Ten sam kryształek w gotowej pracy (klipsy można zobaczyć tu KLIK):



Innym sposobem montowania np. rivoli jest "wpuszczenie" stożka w podkład. Ta metoda nie wymaga sporządzania podkładek, gdyż kryształek mocujemy bezpośrednio na filc, ma jednak swoje minusy, a jednym z nich jest konieczność przyklejenia kolejnej warstwy filcu na spód gotowej pracy, chyba że nie przeszkadzają Wam wybrzuszenia.
Filc trzeba naciąć, najwygodniej wykonując dwa prostopadłe cięcia w kształcie krzyża, umożliwią one wpasowanie się stożka w podłoże bez obawy o jego wypadnięcie.


Tak zamocowany kryształek trudno będzie opleść ściegiem peyote (bo jest za płaski), ale dużo łatwiej rzędem kamyczków, koralików lub taśmą cyrkoniową, pamiętać należy jednak, że przed wypadnięciem chronić go będzie tylko klej, dlatego wybierzcie mocny!


Powyżej zauważyć możecie różnicę w wysokości rivoli wklejonych dwoma metodami, wpuszczony w podkład niemal stapia się z powierzchnią, jeśli dodacie koraliki, idealnie wkomponuje się w robótkę. Kryształek z podkładką zdecydowanie wystaje ponad filc, definitywnie wymaga oplecenia, ale tak przygotowany, stanie się elementem górującym nad pozostałymi koralikami.

Moja podpowiedź:

  1. Zamiast filcu, do wykonania podkładki użyć można masy termoutwardzalnej, skóry, wełnianej przędzy lub sznurka. Jednak przewaga filcu polega na tym, że jego drobne włókienka bardzo dobrze przylegają do klejonych powierzchni.

Mam nadzieję, że ta porada rozjaśni horyzonty początkującym w hafcie koralikowym :) Jeśli moje podpowiedzi okazały się przydatne i chcecie w przyszłości kolejnych porad tego typu, dajcie znać w komentarzu. 

Nie zgadzam się na rozpowszechnianie tego artykułu bez podania autora i linku do lokalizacji na moim blogu.


sobota, 4 kwietnia 2015

Pisanki na wesołe święta

W tym roku nie robiłam pisanek w tradycyjnym pojęciu, poszłam bowiem o krok dalej, zachęcona powodzeniem bożonarodzeniowych ozdób, i zrobiłam wielkanocne zawieszki w podobnym klimacie. Plany miałam dużo bardziej ambitne, ale albo sernik albo pięknie ustrojony stół, poprzestałam więc na trzech "pisankach" by mąż mógł zajadać się długo obiecywanym wypiekiem ;) 
Postawiłam na kolor, w końcu Wielkanoc to radość i pochwała życia, zatem przygotujcie się na solidną porcję zdjęć w optymistycznym klimacie.

Aby zobaczyć zdjęcia w lepszej rozdzielczości otwórzcie je w nowej karcie (prawym przyciskiem myszy) lub klikajcie na nie (lewym przyciskiem myszy) by włączyć przeglądarkę bloggera.


Wszystkie jajka wykonałam według własnego pomysłu i szablonu. Z tego miejsca bardzo dziękuję wszystkim kurom za inspirację ;) Jako pierwsza powstała wersja blue.


Użyłam kilku odcieni niebieskich koralików Toho, płynnie przechodzących od głębokiego granatu metallic cosmos po kremowe navajo white.


Koralikom towarzyszą hodowlane perły rzeczne.


Słowem uzupełnienia, zawieszki mają rozmiar standardowego jajka kurzego, dbam o realizm ;)


Zaś tył ozdób zakrywa naturalna skóra w kremowym kolorze.


Jako druga powstała "pisanka" pomarańczowa.


"Pomarańczka" została również wykonana koralikami Toho, ale w radosnych hiacyntach, brzoskwiniach i oczywiście bieli Navajo.


Perełki odrobinę bardziej wyboiste niż niebieskie, ale za to dają ciekawy efekt.


Z zieloną koleżanką tworzą bardzo udaną parę.


Na jej (zielonej) wykonanie zużyłam wszystkie błyszczące ciemnozielone koraliki jakie miałam (po świętach czekają mnie zakupy;))


I na ciemniejszym tle:


Haft koralikowy w wielkanocnym wydaniu bardzo przypadł mi do gustu i gdyby nie brak czasu, wcieliłabym w życie kilka innych pomysłów, póki co zostawiam Was z moimi bluefairyberge (dzięki Dorota za nazwę).


***


Oraz na "palmach", no cóż żadne gałązki nie zakwitły, a kwiatek doniczkowy był pod ręką ;)



Wesołych Świąt drodzy zaglądacze i stali bywalcy, niech ten piękny czas w tradycji chrześcijańskiej będzie czymś więcej niż pogonią za serem na ciasto i objadaniem się między kolejnymi filmami w tv. Życzę Wam z całego serca czasu dla siebie i bliskich, by odrodzenie do nowego życia stało się dla Was rzeczywiste i namacalne, i zaowocowało nową jakością w Waszym życiu.

Wesołego Alleluja!!!

Aktualizacja.
Zauważyłam, że niebieska koralikanka spotkała się z wielką sympatią (zwłaszcza na fb), nie bez znaczenia był fakt, że zapałał do niej mój mąż ;) dlatego wybieram ją do aktualnego wyzwania Szuflady - Koraliki. Serce miałam rozdarte, bo kompletu zgłosić nie można, zatem padło własnie na tę. Co jak co, ale koralików w niej nie brakuje.


***


Mam nadzieję, że wybór był słuszny ;)

niedziela, 29 marca 2015

Cherry Cherry Lady, naszyjnik

Uwielbiam wiśnie pasjami, za ich cierpkość, lekko orzechowy posmak i orzeźwiający aromat, obok truskawek to moje ulubione owoce, więc z ochotą przystąpiłam do szycia tego naszyjnika. Co prawda w połowie entuzjazm mi minął, wiecie jak to jest, albo i nie, wielkie plany, skrystalizowana koncepcja, wszystko idzie gładko, materia nieożywiona współpracuje i nagle człowiek pada znokautowany bo zabrakło koralików. Szeroko pojęty proces twórczy wyjątkowo często obfitował w momenty grozy przeplatane paraliżującym zwątpieniem w urodę efektu końcowego oraz własny, tak zwany, talent. Ale kto by to rozpamiętywał ;)
Tak czy inaczej, dziś będzie dużo, szczegółowo i wiśniowo. Enjoy :)


Praca powstała z myślą o tegorocznym konkursie Kalendarz Royal Stone 2016 - WiśnioweLove, w oparciu o konkretne wytyczne. A było nimi to zdjęcie:


Mniam :) Zaczęłam od projektu, co w moim przypadku jest rzadkością, swoje prace wizualizuję dopiero w akcie tworzenia, do tego momentu pozostają w mojej głowie.

Klikaj w zdjęcia by je powiększyć

Wybrałam materiały, w międzyczasie domawiałam koraliki, bo oczywiście zawsze mi brakuje konkretnych odcieni :)


Następnie przerysowałam projekt na jasny filc (sztywny, 2 mm w kremowym kolorze, tylko taki miałam). Ponieważ filc miał inny kolor niż motywy, które zamierzałam wyszyć, pokolorowałam je kredkami. Sztywne podkłady idealnie nadają się do barwienia. O podkładach do haftu pisałam TU, jesli macie ochotę poczytać.


To wyłoniło się po dniu dzióbania. Szło opornie bo haftowałam piętnastkami tworząc cieniowania na bieżąco w trakcie szycia. W międzyczasie zamęczałam męża pytaniami typu, czy to wygląda jak wiśnia ;) ten ma ze mną przechlapane ;)


Tu nastąpiła tygodniowa przerwa w oczekiwaniu na koraliki do błyszczącej strony wiśni. Idealnym odcieniem okazał się być inside-colour rainbow crystal/salmon-lined. 


Żeby nie marnować czasu zaczęłam robić listki (są wypukłe, czego niestety nie widać za dobrze) i wypełnienie. I to nawet nie była połowa drogi :) Chyba największym wyzwaniem był ten, z pozoru prosty, sznur szydełkowo koralikowy. Robiłam go koralikami Toho 15o w kolorze Opaque Blue Turquoise, na 8 koralików w rzędzie, ukośnikiem, który zdawał się nigdy nie skończyć, w przeciwieństwie do koralików ;)


Szydełkowałam na bardzo cienkim kordonku w kremowym kolorze, w rzeczywistości, bo aparat nieco podkręcił kontrast, nić jest jaśniejsza. Nawiązuje do przetartego stołu ze zdjęcia inspiracji. Sznur ma niecałe 90 cm długości i pochłonął 4,5 opakowania koralików. Po zawiązaniu supełka, który wydał mi się idealnie tu pasować, nośnik uzyskał jakieś 70 cm w obwodzie. 


Sznur jest przymocowany do "medalionu" na stałe, ale supełek można rozwiązać by zyskać na długości, jak kto lubi.


Tył podklejony błękitno-turkusowym Ultrasuede. Główny element ma około 9,5 cm wysokości i 8 cm w najszerszych miejscach.


Spomiędzy wisienek wyzierają kremowe perły hodowlane w towarzystwie szklanych i koralików Toho Opaque Navajo White w kilku rozmiarach.


No to teraz zoom na wisienki, bez zbędnej narracji (niektóre zdjęcia mają podkręcone kolory).


***


***


***


***


***


Niestety nie miałam możliwości zrobienia zdjęcia na modelce, mój mąż wyjątkowo się nie nadawał, to nie jego kolory :) 


Moją pracę, oraz wiele innych startujących w konkursie, zobaczyć można w albumie na fanpage'u Royal Stone


Jeśli macie ochotę, możecie zostawiać tam swoje komentarze, lub rozdawać lajki, za które nie tylko ja będę wdzięczna. Wesprzecie w ten sposób biorących udział w konkursie i sami staniecie się jurorami. Praca z największą ilością lajków otrzyma nagrodę publiczności.

Pozdrawiam wiśniowo!

czwartek, 26 marca 2015

Mini, broszka

Brosia bardzo mini, zrobiona przed kilkoma miesiącami na wymiankę z Anią. Zapodziała się w gąszczu innych prac przewidzianych do rychłej publikacji i musiała swoje odczekać. Bardzo lubię takie malutkie twory, robią się szybko, chociaż wymagają wzmożonej precyzji, a noszą niezwykle wdzięcznie. Zawsze można ją przypiąć na ostatnią chwilę przed wyjściem z domu, a że jest tycia to trudno z nią o efekt przesady. Jednym z moich ulubionych patentów jest dopinanie maleńkich broszek do torebki, najlepiej tuż przy zapięciu.


Ta minibroszka wykonana jest z kamieni naturalnych, lub jak podpowiada mi intuicja półsyntetycznych, ale nie będę się kłócić ze sprzedawcą, tak czy inaczej, mamy tu lapis lazuli i kuleczki barwionych jadeitów.


Obok kuleczek przyszyłam fasetowane kryształki Fire Polish.


Resztę "roboty" robią złote koraliki, których połączenie z niebieskimi kamieniami wydało mi się bardzo królewskie i wytworne.


Co prawda zapomniałam zapisać sobie wymiarów, ale już na zdjęciu powyższej zobaczyć można jaka jest tycia :)


Tył podszyty skórą naturalną w niebieskim kolorze.


Kolory koralików, których użyłam to; Toho Metallic Iris Brown, Frosted Metallic Iris Brown oraz Treasure Galvanized Carnival.


I na fotce pamiątkowej z broszką z tego posta.

***

Jeśli ktoś w Was ma ochotę na sporą porcję półfabrykatów do biżuterii to chętnie się z nim podzielę. W skład paczki wchodzą koraliki krzywulce, zaciski, ogniwka, czapeczki, zapięcia i inne produkty metalowe, trochę masy perłowej i innych do niczego mi nie potrzebnych drobiazgów. Wszystkie rzeczy są nieużywane i w doskonałym stanie. Poglądowa fotka z zaledwie częścią tego kramu prezentuje się tak:


Ciągle coś do niej dokładam, jak to podczas wiosennych porządków :) Warunek jest jeden, trzeba przesłać mi na mail zrzut ekranu z moim blogowym licznikiem pokazującym wartość 250000, nagrodzę 2 osoby. Jeśli będzie więcej zgłoszeń o zwycięstwie zdecyduje zegar nad licznikiem. Czyli kto pierwszy ten lepszy, na maile będę czekała jeden dzień po tym jak mój licznik przekroczy wymaganą wartość. Nic nie trzeba udostępniać, to taka spontaniczna i dyskretna akcja w gronie bywalców :) Co prawda mogłabym po prostu wydać to chętnym, ale gdzie wówczas podziałby się duch przygody, no gdzie? :)))

Pozdrawiam wiosennie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...