poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Lazy Stitch czy Running Stitch, i kto tu jest leniwy?

Należę do tych osób, którym od czasu do czasu zdarzają się dziwne przypadki typu déjà vu, niewyjaśniony splot wydarzeń, pewność kto dzwoni zanim spojrzę na wyświetlacz telefonu, czyli jak powiedziałaby Wyrocznia - błąd w matrixie. Ostatnio na przykład, nie wiedzieć czemu zaczęłam wspominać stary serial o Robinie Hoodzie, nie na głos oczywiście, więc nikt o tym nie wiedział. Chwilę potem mój mąż włączył płytę ze ścieżką dźwiękową w wykonaniu zespołu Clannad, mało tego, włączam internet, a tam artykuł : "Zobacz jak zmienił się Michael Praed". Z lekka się zmienił.

Są jednak rzeczy, które się nie zmieniają, a należy do nich moja miłość do haftowania koralikami oraz chęć dzielenia się swoją wiedzą, a czasem i niewiedzą, bo wtedy można się czegoś nauczyć wspólnie. Na przestrzeni 2 dni dostałam 3 maile i 2 komentarze z zapytaniem o lazy stitch, uznałam, że to nie może być przypadek i czas coś z tym zrobić :) I zrobiłam, w wyniku czego okazało się, że jedyne co wiem, to że nic nie wiem.

***

Większość nazw okołokoralikowych, w tym i szwów, ma angielskojęzyczne brzmienie, którego nie tłumaczę na nasze, bo raz, brzmiałoby dziwnie, dwa, w internetach łatwiej coś znaleźć używając angielskiego. Wchodząc na zagraniczne blogi, czy czytając magazyny, nie zaprzątam sobie głowy weryfikowaniem zwartych tam informacji, co nie zawsze jest dobre.

Skąd w ogóle nazwa Lazy stitch?

Sam ścieg, podobnie jak inne koralikowe, ma swoje korzenie w kulturze Indian z Ameryki północnej, gdzie występował również pod terminem Lane-stitch. Wyglądał on jednak nieco inaczej niż ten stosowany w dzisiejszym hafcie koralikowym (klik), polegał bowiem na przyszywaniu krótkich, równoległych rządków o takiej samej ilości koralików. Koraliki pokrywały ciasno powierzchnię przedmiotu, np, mokasynów, jednak rządki z nimi były luźne i można je było rozchylić by zobaczyć skórę. Był to ścieg szybki, nie wymagający wielkiej precyzji, powiedzieć nawet można, że dość niedbały i zapewne stąd jego nazwa.

Jeśli chcecie zobaczyć jak mniej więcej wyglądało to w praktyce to polecam ten film --> KLIK

Jego zmodyfikowana wersja pojawia się często w pracach amerykańskich beadingerek, gdzie stosuje się go do pokrywania mniejszych powierzchni oraz w różnych kierunkach ułożenia koralików. Można więc nim uzyskać wzór jodełkowy, lub coś na kształt kratki, co przy olbrzymim wyborze koralików i ich kolorów daje piękne efekty. Próbkę ściegu możecie zobaczyć tu --> KLIK

A teraz macie prawo zapytać, dlaczego pisałam, że wykonałam coś ściegiem lazy, skoro wcale tak nie wygląda? Ano dlatego, że jestem "lejzi" i raz gdzieś przeczytałam, że "to" to "TO" i nie tknęło mnie nawet, żeby sprawdzić. Ścieg był łatwy, wiele wysiłku nie wymagał, no jak w mordę strzelił "lazy"!


Zaczęłam więc szukać fachowej nazwy tego wydawałoby się, fachowego ściegu, żeby wyjaśnić sytuację, i okazało się, że żadnej nie posiada. To po prostu przyszywanie pojedynczo koralików do podkładu. Jamie Cloud Eakin, nazywa go "running stitch"*, co nawet do niego pasuje, spotkałam się również z polską nazwą "haft chaotyczny". Nie wiem czy uda mi się oduczyć nazywania go "lazy", chociaż ostatnio z przekąsem mówię na niego "crazy" ;)

***

Mam jednak w ramach przeprosin za własną niekompetencję i wprowadzanie w błąd, krótki poradnik dotyczący tego ściegu - nie ściegu.

1. Przede wszystkim nie wymaga on żadnych umiejętności, bo tu nic nie musi być prosto i w jednym kierunku. Jeśli potraficie przyszyć jeden koralik to reszta pójdzie jak z płatka.


2. Polega na pojedynczym przyszywaniu koralików do podkładu:


3. Można w ten sposób przyszywać jakiekolwiek koraliki, kryształki, kamyczki, perełki, małe, duże:


4. Robótkę można szyć z kilku stron, bo nie trzeba pilnować wzoru, no chyba, że jakiś zaplanowaliście.


5. To dobry sposób na wypełnienie przestrzeni, którym wcześniej nadaliście jakieś ramy/kontury:

"upadły liść", za Chiny nie mogę obrócić tego obrazka.

Lub przyszyliście kaboszony i chcecie czymś wypełnić tło pracy:


6. Najważniejsze to nie przyszywać koralików zbyt ciasno bo będą się wybrzuszać. Tu mniej znaczy więcej. Jeśli widzicie jakąś lukę i nie daje wam ona spać, wypełnijcie ją mniejszym koralikiem. Możecie również, i ja tak właśnie robię, dobierać podkład pod kolor koralików, wówczas przez ewentualne luki prześwitywał będzie tylko kolor i nikt nawet nie pomyśli, że to nie koralik ;)


7. Ten sposób przyszywania koralików świetnie nadaje się do zabawy kolorem, gdy chcecie by barwy przenikały się łagodnie dając efekt ombre:


albo trójwymiaru, jak na obrazie:



albo gdy nie macie żadnego pomysłu ;)

8. Jednym z minusów tej metody jest problem ze spruciem, jeśli w trakcie zmienicie koncepcję lub coś chcecie poprawić. Przyszywanie każdego koralika osobno sprawia, że ściegi są gęste i trzymają mocno, naprawdę mocno.


9. Intensywność wkłuć i ilość nitek osłabia podkład, dlatego polecam wybierać jego sztywne odmiany, bardziej odporne na taką eksploatację.

*** 

Ponieważ ścieg ten daje praktycznie nieograniczone możliwości, to kwestia wykorzystania go jest indywidualną sprawą każdego z was. Wszystko zależy od wyobraźni i posiadanych koralików.

Lazy czy running, jeśli kocha się to co lubi, terminologia nie ma żadnego znaczenia, liczy się zadowolenie z własnej pracy :)


-----------------------------
*Jamie Cloud Eakin "Dimensional Bead Embroidery", wyd. Lark, 2011 r, str 47

W tekście zamieściłam wiele "klików" odsyłających do obrazów, bo nie mam pozwolenia na ich publikację.
-----------------------------

Pozdrawiam serdecznie!


poniedziałek, 27 lipca 2015

Joan Dark, kolia

Myślicie pewnie, że się ździebko odkleiłam od rzeczywistości, prezentując w środku lata, w rekordowe upały, coś tak mrocznego, ciężkiego, i z miłościwie panującą porą roku nie mającego nic wspólnego. Możecie spekulować, że to kwestia mojego nastroju, depresji nawet, lub odbicie czarnej duszy mojej. Ha! Otóż nie, jestem po prostu bardzo praktycznym człowiekiem i w związku z tym, zrobiłam sobie praktyczną kolię, bo będzie mi pasować do wszystkiego, a szczególnie do mnie samej. 

Jak już kiedyś zdradziłam, załamana kolorystka lat temu kilka, nie mogąc określić pasującej do mnie palety, orzekła, że jedynym kolorem, w którym mi dobrze, jest czarny. Niestety miała rację, co nie znaczy, że nie noszę innych kolorów, noszę, ale źle w nich wyglądam. Przyszedł więc czas na czarny biżut, odkładany w nieskończoność, bo haft czarnymi koralikami to mordęga dla wzroku. Ale nadarzyła się okazja*, to się zmobilizowałam do pracy, przynajmniej miałam dobre światło :)


To bardzo prosty projekt bazujący zaledwie na dwóch kolorach, z widoczną gołym okiem przewagą czerni.


Całą "magię" tworzy nieduża łezka labradorytu, który pomimo wad i uszczerbków (za to miał rewelacyjną cenę), jest jednym z ładniejszych jakie widziałam.


Niesamowicie płonie. Oprawiłam go więc na tyle skromnie na ile pozwoliła mi moja srocza natura ;) W bezpośrednim sąsiedztwie umieściłam czarne kryształki przeróżnej maści, oraz kuleczki hematytu.


Kryształki zamknęłam w kształt, który jeśli się dobrze przyjrzycie,  przypomina oko albo łódkę. 


Tył podkleiłam naturalną skórą z metalicznym efektem.


Na zapięcie wybrałam prosty patent, czyli zapięcie toggle z koralików, zastanawiam się jednak nad wymianą go na magnetyczne, łatwiejsze w obsłudze.


Koraliki jakich użyłam to Toho round 11o w kolorach Opaque Jet i Gold Lustered Dark Chocolate Bronze. Przy wykończeniu brzegów zamieniłam je na rozmiar 15o. Koraliki naszywałam ściegiem lazy stitch.


zdecydowanie bad hair day

Głównym powodem, dla którego nie pokazuje się tu w roli modelki, jest brak umiejętności w robieniu sobie selfików, oraz samokrytycyzm. Jednak to zdjęcie dostało znak Husband Approved, więc jest i debiut ;) Jaki "ludź" by nie był, kolia z pewnością lepiej prezentuje się na nim, niż na ekspozytorze.

*Kolię wykonałam anonimowo (taka formuła by nie było wiadomo na kogo się głosuje) na wyzwanie grupy Beading & Embroidery, wszystkie prace były wyjątkowe, ale moja zwyciężyła :) Nie muszę chyba mówić jak się cieszę, wystarczy spojrzeć na zdjęcie wyżej ;)



Pozdrawiam serdecznie!

wtorek, 21 lipca 2015

Tea Time, wisiorek

Bardzo lubię bursztyn, uwielbiam wręcz, niestety nie mam zbyt wielu rzeczy wykonanych z tego cennego materiału. Te okazy, które szczególnie mi się podają, kosztują majątek, zatem w akcie rozpaczy i desperacji, poprawiam sobie humor, kupując coś a'la bursztyn ;) W sumie plastikowy "chiński jantar" też ładny, a nosząc go, nie boję się, że zniszczę. Co prawda prawdziwy bursztyn ma też właściwości lecznicze, a plastik wręcz przeciwnie, jednak serce boli, gdy trzeba sporo wydać na naprawdę ładny egzemplarz.

Kiedyś na pewno kupię sobie wypasiony kaboszon z jakimś zatopionym insektem i oprawię najpiękniej jak umiem, póki tego nie uczynię, przedstawiam wisior z plastikiem, szkłem i jadeitem, czyli elegancja w wersji dla oszczędnych.

w tle szklane kaboszony od Apandany

To zadziwiające, ile można znaleźć "zamienników" bursztynu, których na pierwszy rzut oka nie sposób odróżnić od oryginału. Nieuczciwi sprzedawcy chętnie to wykorzystują, więc trzeba być czujnym w obliczu tzw. okazji. Ja świadomie sięgnęłam po takie rozwiązanie, wybierając plastikowy kaboszon o głębokiej, herbacianej barwie, mały jadeit o nieco mlecznym zabarwieniu i szklane kuleczki w kolorze miodu z gryki.


Całość oprawiłam koralikami Toho w kolorze Nickel, gdzieniegdzie dodając koralików w kolorze użytych kaboszonów. 


Efekt końcowy jest mocno "na bogato", ale równoważy go niewielki gabaryt ozdoby. W każdym razie mam taką nadzieję ;)



Tył podszyłam brązową skórą naturalną i zawiesiłam na krótkim łańcuszku, około 44 cm.


A na końcach łańcuszka, małe tuneliki.


Wysokość elementu dyndającego to 5,4 cm. Na mocno rozchełstanym człowieku, dokładnie widać jak niewielka to ozdoba.


Mam nadzieję, że taka propozycja wisiorka, zapewne do jakiejś eleganckiej stylizacji, przypadła wam do gustu.


Śpieszę też donieść, że moja konkursowa bransoletka zdobyła II miejsce, na karcie kalendarza się nie pojawi (co najwyżej w formie miniaturki przy głównym zwycięzcy), ale  i tak rozpiera mnie radość. No i nie mogę się doczekać, aż zrealizuję bon ;)


Pozdrawiam serdecznie!

sobota, 18 lipca 2015

Wyniki Candy Urodzinowego

Łatwo nie było, ale nie chciałam przeciągać. Wakacje to czas relaksu a nie nerwowego napięcia, przynajmniej dla Was, ja miałam twardy orzech do zgryzienia. Naprawdę nie wiedziałam jak wybrać wypowiedź, która okaże się najlepsza, jakie kryteria przyjąć w swoim wyborze? Wszystkich Was lubię, każdy napisał coś wyjątkowego, osobistego i prawdziwego. Za to należy się ogromnie podziękowanie z mojej strony, bo czytanie Waszych historii z początków przygody z rękodziełem, było niesamowitą podróżą do Waszych światów, i po części, wgłąb mojego własnego. Dziękuję, że zabraliście mnie tam <3

Wiele wypowiedzi pokrywało się z moimi własnymi doświadczeniami, co dodatkowo utwierdza mnie w przekonaniu, że jest tu mnóstwo pokrewnych dusz! Wszyscy jesteście wyjątkowi, ale wyróżnię i nagrodzę troje z Was (bo 3 urodziny bloga).

1

Jako pierwszą nagrodzę Magdę MrÓ. Magda, podobnie jak inne z Was, szyła dla lalek, co i mnie nie było obce, ale wywołała u mnie wielki uśmiech za sprawą guzików. Co prawda moje łóżeczko nie zostało nimi ozdobione, tak jak jej, ale guziki były moimi pierwszymi "koralikami", uwielbiałam je i uwielbiam do dziś :) Magda pierwsza będzie mogła wybrać sobie nagrodę.

2

Drugą wyróżnioną zostaje Ewa hubka38, powiem szczerze, psiak wystrojony w naszyjnik z różańców, to jest coś co chciałabym zobaczyć ;) Wcale nie popieram męczenia zwierząt, ale podejrzewam, że krzywda mu się nie stała. Psiaki to niezwykle cierpliwe stworzenia i wiele są w stanie znieść gdy są kochane. Są kompanami do najbardziej dziwnych dziecięcych zabaw, mówię jako posiadacz czteronoga w dzieciństwie ;)

3

Jako trzecią wyróżniam Asię SilverAguti, która jak twierdzi, pierwsze wspomnienia z rękodziełem ma z czasów prenatalnych ;) Tego nie przebiję, bo moje najwcześniejsze przebłyski świadomości datuję na 2 rok życia, co i tak jest niezłym wynikiem, bo ponoć sprzed 5 roku życia niewiele pamiętamy.

Ja spieszę skontaktować się z dziewczynami, a Wam przeogromnie dziękuję za udział w zabawie. Wpadajcie do mnie częściej!

Pozdrawiam:)


poniedziałek, 13 lipca 2015

Temptation, wisior

Moja fascynacja owadami, połączona z równie wielkim obrzydzeniem, trwa w najlepsze, w końcu mamy sezon na robala. Jednak w tym roku mam moskitiery w oknach więc śpię spokojnie ;) Na szczęście fakt gardzenia wszystkim co pełza i lata, nie przeszkadza mi w dostrzeganiu piękna i majestatyczności tych "śmiertelnie niebezpiecznych" stworzeń. Przerażają mnie, nie dotknę, nie zbliżę się i mam zawsze nadzieję, że moje wrzaski je odstraszą, ale i tak przeglądam internety w poszukiwaniu zdjęć żuczków i motyli, jak większość zdrowych ludzi kotków ;) Żyję na krawędzi, prawdziwy ze mnie twardziel, albo masochista ;) 

Podczas jednej takiej eskapady w wirtualnym świecie, natknęłam się na zawieszkę z cykadą, a że była ładnie wykonana jak na swoją cenę, to kupiłam. Jakiś czas później uznałam, że dobrze będzie wyglądała z kaboszonem na którym pełza osa (chociaż okazało się, że to szerszeń choć wygląda jak mucha).


Kaboszon jest duży, szklany, z transferem obrazu Georga Flegela pt. "Narcissus, Iris, Fritillaria, and Hornet" z XVII w. Kupiłam go w beadbeauty od Apandany.


Postanowiłam wyeksponować rysunek oprawiając kaboszon w srebro, co jednocześnie uczyniło z cykady element tła.


Pozostałych kolorów użyłam oszczędnie, a wszystkie nawiązują do obrazka.


Wykorzystałam tu białe i złote perły hodowlane oraz szklane, kuleczki korala, zielonego jadeitu i granatów. Koraliki to Toho Treasure oraz Round 15o i 11o w kolorze Nickel, Gold Lustered Green Tea, Montana Blue i  Inside-Colour Rainbow Crystal/Salmon-Lined.


Z tych ostatnich zrobiłam tuneliki wieńczące łańcuszek.


Tył podszyłam naturalną skórą w zielonkawo-brązowym kolorze.


Zawiesiłam go na łańcuszku w srebrnym kolorze o długości 63 cm.


Dla porównania z wisiorem z tego posta --> KLIK


Wisiorek wykonałam na konkurs w sklepie kamyczki.pl o tematyce wiosennej, moja praca zajęła II miejsce. Niestety banerków nie dawali, ale zwycięzców możecie obejrzeć tu --> KLIK Obecnie trwa letnia edycja konkursu, zachęcam was do wzięcia udziału, jest jeszcze czas by stworzyć coś ładnego.

Przypominam również, że jeszcze tylko dziś do północy można wziąć udział w moim urodzinowym Candy. Zapraszam!

Niedługo kończy się też głosowanie w Royal Stone, na prawym pasku bocznym bloga u góry, znajdziecie banerki z moimi pracami, w które możecie kliknąć by przenieść się na stronę głosowania. O żaden lajk się nie pogniewam ;)

Pozdrawiam serdecznie!



poniedziałek, 6 lipca 2015

Dream On, bransoletka


Czas na kolejną pracę konkursową, która podobnie jak poprzedniczka, nigdy nie zostałaby przeze mnie wymyślona, gdyby nie odgórne, narzucone przez konkurs, wytyczne. Bo umówmy się, nie jestem wielbicielką pasteli, chyba że tych suchych, do malowania :) Wolę bardziej intensywne barwy, lubię gdy biżuteria się wyróżnia i "daje po oczach" :) Ta bransoletka, chociaż nie mała, ma w sobie sporą dozę subtelności i kobiecej, niemal dziewczęcej, delikatności. Coś dla romantycznych marzycielek :)

Uwaga, dużo zdjęć! Aby zobaczyć je w lepszej rozdzielczości, wystarczy w któreś kliknąć myszą, lub otworzyć w nowym oknie. Enjoy!


Zdjęcie inspirację zobaczyć możecie niżej, zaś jej tytuł brzmi: "U Włocha na podwieczorek".
Nie wiem, nie znam się czy ma to coś wspólnego z prawdą, niemniej jednak chętnie wpałaszowałabym takiego makaronika, o ile nie ma glutenu, no dobra, 10 makaroników i pal sześć gluten ;)


Pracę utrzymałam w kolorze rozbielonego błękitu z odrobiną bladej zieleni, zdecydowałam się również na uzupełnienie całości złotem.


Lubię lazy stitch i cieniowanie koralikami, więc pierwsza myśl w tworzeniu projektu, powędrowała właśnie w tę stronę. Druga myśl brzmiała mniej więcej tak; " matko, znowu pastele wymyślili" ;)


Koncepcję miałam taką, by zachowując barwy zdjęcia inspiracji, zrobić coś eleganckiego, nawiązującego do wieczorowej pory. Zatem całość jest rozgwieżdżona, a szklane "makaroniki" "robią" za gwiazdy. W zasadzie to całe wyjaśnienie "dlaczego tak".


Przydatne okazały się zachomikowane kaboszony ze szkła fusingowego, które bajecznie migoczą w świetle. Szkiełka nie są idealnie równe, mają od 1- 1,3 cm średnicy.


Perfekcyjnie zgrały się z kolorami koralików :)


Do zapinania wybrałam złote kulki magnetyczne, które wbrew moim obawom, okazały się mocne i solidne. 


Tył zawiera element zaskoczenia w postaci różu :) Ci którzy nie wiedzieli o konkursie, a zdążyli obejrzeć bransoletkę, twierdzą, że pastelowy róż dobrze tu pasuje i sprawia, że nie wieje nudą :)


W zeszłym roku mąż kupił mi na Etsy wielką pakę różnokolorowych Ultrasuede, których niestety nie ma w Polsce, ku mojemu zaskoczeniu, przydał się nawet pink :)


Obwód dostosowałam do swojego nadgarstka, który w porywach ma 15 cm, jednak gdyby znalazł się nowy właściciel, to mogę poszerzyć zapięcie (zaleta szytych bransoletek).


Bransoletka ma 4 cm szerokości i 17 cm długości.


***
Kilka zdjęć z powstawania:


Do wykonania projektu wybrałam sztywny filc w bieli, którą łatwo zabarwić, na przykład kredkami, by uzyskać lepsze krycie koralikami. Użyłam kredek Koh-i-noor w odcieniach koralików.


Bardzo lubię kaboszony od Apandany, a te malutkie ze szkła fusingowego, w szczególności.


Sukcesywnie podmalowywałam tło i doszywałam koraliki.


Na koniec dobrałam różowy Ultrasuede jako wykończenie i go przykleiłam.


Brzegi obszyłam koralikami i dorobiłam zapięcie.


Do wykonania bransoletki użyłam koralików Toho Round (głównie 11o) i Treasure w kolorach: Opaque Blue Turquoise, Ceylon Frosted Aqua, Ceylon Celery, Milky Kiwi, S-L Milky Kiwi, Transparent Frosted Aqua, GPF Yellow Gold, Opaque Lustered White i Navajo White.


Mam nadzieję, że moja interpretacja tematu "Podwieczorku u Włocha" przypadła Wam do gustu i zechcecie oddać na nią swój głos (wystarczy kliknąć w banerek by przejść do strony głosowania). 


Zawsze niezręcznie się czuję prosząc kogoś o lajki, tym bardziej, że nie mam zbyt wielu znajomych na facebooku, którzy pomogliby mi uzyskać taką ilość kliknięć, jakiej potrzeba do zdobycia nagrody publiczności. Tak czy inaczej, jeśli moja praca Wam się podoba, możecie zagłosować tu: KLIK

Pozdrawiam serdecznie :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...