poniedziałek, 18 marca 2019

Cacti, broszka i kolczyki

Nie mam ręki do kwiatów. Zapewne trochę wstyd czynić takie wyznanie będąc kobietą, bo przecież my powinnyśmy być westalkami domowego ogniska, piastunkami życia i paniami domostw, a w każdym domu, wiadomo, kwiatki muszą być. No przynajmniej ten kaktus. Nie twierdzę, że u mnie nie ma zieleni, ale liche to mimo starań i raczej mało spektakularne. Mimo, że ogromnie podobają mi się lasy amazońskie w niektórych domach, mnie się nie udaje nic wyhodować. Nawet szczypiorek wczoraj dokonał żywota. Smutna to prawda. 

Skoro nie udaje mi się zapewnić domowi bujnej roślinności w doniczkach, to przynajmniej mogę ją sobie zrobić z koralików. Nie lubię sztucznych kwiatów, ale tu zrobiłam wyjątek. Co prawda głównie za przyczyną konkursu Royal Stone Kalendarz 2020, gdzie tematem drugiej inspiracji są "Sukulenty i kaktusy", ale zawsze.

Interpretacja tematu była zależna od zdjęcia i przedstawionej na nim kolorystyki, a więc zielenie, fiolety i brązy, reszta zależała od wyobraźni, a moja podpowiedziała mi kaktusy. W sumie nawet nie wiem czemu, nigdy nie miałam żadnych.

Tym razem postanowiłam zrobić komplet, bo wydało mi się, że sama broszka może wypaść nieco blado, za to małe kaktusowe stadko na pewno przykuje uwagę.


Do wyszycia kaktusów użyłam transparentnych i satynowych koralików różnej maści, a także kryształków. Prym wiodą tu satynowe zielenie od Preciosy, które super łapią światło.


Koraliki nie są przyszyte jakość idealnie, chciałam uzyskać efekt chaosu i bardzo nieregularną fakturę. Mój kaktus nie ma igieł, zastępują je świetlne refleksy. Te koraliki błyszczą się jak szalone. 

Szyfry są bardzo małe (3 cm a 2,5 cm) i szyte synchronicznie. Starałam się, by były w miarę identyczne, co nie jest łatwe.

Tyły podszyłam fioletowym Ultrasuede, które pasuje odcieniem do kwiatuszka na doniczce.

Kwiatek to motyw, który pojawił się u mnie przy okazji zeszłorocznego konkursu, wówczas wylądował na motylu.

Broszka nie jest bardzo duża, ma około 7,5 cm na 6 cm w najszerszych miejscach.


Zestaw nosi się przyjemnie, a kolczyków niemal nie czuć na uszach. Co prawda założyłam je tylko do zdjęcia, ale tak jak nie lubię nosić kolczyków, to mogłabym się do nich przyzwyczaić.

Poniżej zdjęcie rodzinne, które mam nadzieję się rozrośnie, bo tegoroczne inspiracje konkursowe są naprawdę ciekawe.

Zachęcam was do wzięcia udziału w głosowaniu w albumie konkursowym, znajdziecie tam wiele niesamowitych prac, w tym i mój kaktusowy komplet.

.

Mam nadzieję, że taka doniczkowa, biżuteryjna propozycja wam się podoba. Jeśli tak, to nie wahajcie się zostawić komentarz pod postem, albo w albumie konkursowym pod zdjęciem pracy.

Pozdrawiam wiosennie!



poniedziałek, 25 lutego 2019

Kingfisher, broszka

Jestem ewidentnie zakręcona na punkcie ptactwa, bo gdy Royal Stone ogłosił pierwszą inspirację tegorocznego konkursu na kalendarz 2020, to nie mogłam się oprzeć. Musiałam uszyć zimorodka, chociaż czułam, że będzie ich w albumie konkursowym całe stado i nie będę ani trochę oryginalna.

Niech na moją obronę przemawia fakt, że oczami wyobraźni od razu zobaczyłam puchatego ptaszka w klapie mojego płaszcza. Druga okoliczność jest taka, że w tym roku jest relatywnie mało czasu na wykonanie pracy konkursowej. W moim przypadku wyklucza to duże formy. Dlatego jeśli jakiś temat jeszcze przypadnie mi do gustu równie mocno co "Zimorodek", z pewnością będzie to broszka. 

Chcąc jednak dodać mojej interpretacji tego sympatycznego zwierza odrobiny indywidualizmu, sięgnęłam po puchate sztuczne futro i wszyłam je tam, gdzie normalnie byłyby koraliki.


To wręcz niesamowite, że ten kawałek tkaniny przeleżał u mnie ponad 20 lat, odkładany z pudła do pudła. Zawsze żal mi było pozbywać się tych futerek (mam ich więcej) i proszę, natura zbieracza wiedziała co robi ;)


Nie znam producenta, ale towar miał pierwsza klasa, nic nie wyblakło, nie wyliniało, nie uległo biodegradacji.


Mam pomyślne prognozy na dalsze lata dla zimorodka. 

Skrawki futerek powędrowały również na ptasią twarz. Reszta to kryształki i koraliki - głównie Preciosa.

Drugim nieoczywistym akcentem, w każdym razie jak na mnie, jest skrzydło 3D. Pierwszym i  jednocześnie ostatnim razem, gdy szyłam w ten sposób, powstała biedronka.


Skrzydełko można delikatnie odgiąć, chociaż nie ma to żadnego celu, ptak nie poleci. Na potrzeby demonstracji, podłożyłam pod skrzydło kryształek.


Niemniej jest to osobny element, podszyty skórą, obszyty koralikami itp.



W łapkach zimorodek trzyma kulkę śniegu. To oczywiście tylko kryształek obszyty koralikami, ale robi za zamarzniętą wodę i nieźle mu to wychodzi ;)


Tył wykończyłam niebieskim Ultrasuede i zamontowałam zapięcie. Czy wiecie może, gdzie można kupić dobrej jakości bazy do broszek w różnych rozmiarach? Ostatnio nie mogę znaleźć nic godnego uwagi. 


Broszka jest duża, chociaż to zawsze zależy od perspektywy i indywidualnych preferencji. W najszerszych miejscach (nie licząc dzioba) ma 10,9 cm na 4,6 cm i waży 17,73 g. Szerokość głowy z dziobem to 7 cm.

Jeszcze jej nie nosiłam, chociaż mam szczery zamiar, ale przymierzałam do kilku rzeczy i bardzo mi się podoba. Przez swoje gabaryty nie sprawdzi się na zwiewnych bluzeczkach, ale na grubym swetrze, czy płaszczu już tak.



Poniżej na wiskozowym żakiecie. 


I z torebką w podobnym kolorze ;) Dobrze, że się jej nie pozbyłam.



Na koniec na mnie, tak na szybko i mało naturalnie, bo na co dzień nie paraduję po domu w szalu. Niestety jestem kiepska w selfiki, bo albo mi broszkę ucinało, albo miałam zamknięte oczy ;) Tu brocha za bardzo wyszła na pierwszy plan i wydaje się wielgachna, ale grunt, że pasuje i da się nosić :)


***
Zdaję sobie sprawę z tego, że w albumie konkursowym są 124 inne prace, z który gros jest bardziej pomysłowa i oryginalna od mojej, sama trzymam kciuki za kilka z nich, ale jeśli macie ochotę, to oddajcie głos na moją broszkę KLIK. Łapki w górę, serduszka, uśmieszki i komentarze - wszystko mile widziane. 



Słowem zakończenia, lubię gdy moja biżuteria nadaje się do noszenia, a nie tylko oglądania w gablocie, ale łapię się na tym, że lubię jej dotykać - obracać w palcach, głaskać, pocierać. No więc ta broszka to raj dla froterysty! Jest miękka i puchata, a koraliki przyjemnie suną pod palcami. Konstrukcja jest wzmocniona, więc nic się nie wygnie. Z czasem broszka nada się też do wąchania, bo często używam perfum ;) Niestety jestem z tych, co doświadczają świata węchem, ale to na inną opowieść.

Pozdrawiam serdecznie. Chciałam napisać, że zimowo, ale co to za zima ;)


poniedziałek, 4 lutego 2019

Bird, broszka

W tym roku jeszcze nie chwyciłam za igłę i koraliki, jakoś nie mogę się przemóc. Włóczki kuszą bardziej. Jakiś czas temu uszyłam broszkę z serii origami. To czarny gołąb ze srebrnymi konturami. Ten ze złotymi akcentami jest moim ulubionym i noszę go praktycznie cały czas.

Chociaż osobiście wolę złote dodatki, to srebrne koraliki również dobrze się komponują z czernią.

Dla kontrastu użyłam odrobiny matu, który ujarzmił trochę kryształkowy błysk.

Broszka jest średniej wielkości, w najszerszych miejscach ma około 8,7 cm na 8 cm i waży nieco ponad 11 gramów.


Różnice najbardziej widać w zestawieniu z innymi ptaszkowymi broszkami. Widać też, że bohater dzisiejszego wpisu, jest lekko niedoskonały. Jest to dowód na to, że uzyskanie prostej linii z koralików, wymaga nie lada precyzji i czasami po prostu nie wychodzi. Nie mniej, ten lekko krzywy ogon ma swój urok i spokojnie można przyjąć, że tak ma być. W końcu to rękodzieło, a nie maszynodzieło, prawda? ;)

Tył broszki podszyłam naturalną skórą w kolorze czarnym, a samego ptaszka można nabyć, gdyby ktoś miał ochotę (klik).


Zapewne to nie ostatni ptak spod mojej igły.


***


***


Mam nadzieję, że moja kolejna broszka przypadła Wam do gustu.
Pozdrawiam lutowo!

poniedziałek, 21 stycznia 2019

Foxy Lady, broszka


Byłam święcie przekonana, że pokazałam już na blogu wszystkie liskowe broszki, ale jak się okazuje, o jednej zapomniałam. Lisek jak lisek, czwarty o ile się nie mylę, więc nic odkrywczego, zwłaszcza, że często u mnie występują, ale lubię wykorzystywać to miejsce jako archiwum. Klikam link i widzę pełną "dokumentację" broszki. To naprawdę bardzo wygodne.



Ta broszka. to tzw. średni lisek, bo uszyłam go z szablonu średniego rozmiaru. Największego możecie zobaczyć TU, a najmniejszego TU.

Wymiary broszki to: 4,6 cm x 7,5 cm w najszerszych miejscach, zaś waga - 9,2 grama. A skąd to wiem? Bo Gwiazdor przyniósł mi precyzyjne narzędzia miernicze i nie waham się ich używać ;)

Tył podszyłam naturalną skórą kozią w brązowym kolorze i zamontowałam zapięcie z ogranicznikiem zapobiegającym samoistnemu odpięciu. 

Lisek oczywiście się błyszczy, ale kryształków użyłam z umiarem. Są na kicie i baczkach oraz na nosie. To też najbardziej klasyczny spośród lisków, bardzo równomiernie rudy, że tak to ujmę. Przez to, że jest tak "nieprzekombinowany", ogromnie mi się podoba. 

Na koniec w wydaniu glamour ;)

Mam nadzieję, że ostatni z lisiej gromady przypadł wam do gustu. Nie twierdzę, że na tym koniec, ale na razie koraliki leżą odłogiem, bo dziergam. Skończyłam koc i robię skarpety, tylko pogoda mało sprzyja robieniu zdjęć, ale nadrobię. Słowo.

Trzymajcie się ciepło!

piątek, 4 stycznia 2019

The First, broszka

Jeśli jeszcze ktoś odwiedza tę zakurzoną wróżkową krainę, to jestem mu winna przeprosiny i jednocześnie podziw, jak widać nawet ja z rzadka tu zaglądam. Sama nie wiem, czy to już syndrom wieloletniego blogowania, że z czasem mniej się chce, czy zwykłe lenistwo. Tak czy inaczej, ostatnio zajmują mnie bardziej inne rzeczy i na blog nie mam czasu. Wybaczcie. 

Nic jednak tak nie pobudza do działania, jak nagła potrzeba. Wybieram się (gdy to czytacie, to już pewnie jestem po wizycie) do uroczej dwulatki i jej kilkumiesięcznej siostry. Dla najmłodszej mam kocyk, ale o najstarszej nie pomyślałam. To znaczy pomyślałam na ostatnią chwilę, dlatego zrobiłam małą broszkę. Dwa lata z hakiem, to dobra pora na pierwszą biżuterię, oczywiście noszoną pod nadzorem dorosłych, chociaż to naprawdę bardzo rozsądna młoda dama.

Dziewczynka ma już za sobą etap wpychania do buzi co popadnie, dlatego nie boję się, że użyje broszki niezgodnie z przeznaczeniem. Liczę jednak na to, że przynajmniej na początku mama pomoże jej z przypinaniem. Swoją pierwszą broszkę dostałam jeszcze wcześniej ;)

Serduszko jest proste i nie wymagało wielkiej filozofii. Do jego wykonania użyłam kilku odcieni różu głównie od Preciosy i szarości od Toho oraz Miyuki.

Tył podszyłam intensywnie różowym ultrasuede. Samo zapięcie jest małe i proste w obsłudze. 

Na czapce, czy szaliku będzie wyglądać bardzo uroczo, a gdy zrobi się cieplej - na płaszczyku.

Mam nadzieję, że moja noworoczna propozycja pierwszej broszki w życiu młodej kobiety, przypadła wam do gustu. 
Jestem ciekawa, kiedy podarowałyście pierwsze biżutki waszym córkom, wnuczkom, siostrzenicom etc.?

Pozdrawiam styczniowo.

poniedziałek, 3 grudnia 2018

Lisek III, broszka

Można powiedzieć, że przez chwilę zamieniłam swoją pracownię na taśmę produkcyjną. Z myślą o zbliżającej się porze obdarowywania innych prezentami, zrobiłam kilka broszek w stylu origami. To chyba najbardziej pożądane, jeśli mogę to tak określić, spośród moich prac. Bez przerwy dostaję o nie zapytania i pomyślałam - czemu nie, skoro mogę zgodnie z prawem podjąć się czegoś takiego jak sprzedaż nierejestrowana. Sytuacja win - win, niech każdy skorzysta, stąd ostatnio możecie oglądać tu wzmożony ruch misternych zwierzaczków.

Chwilę zajęło mi zrobienie tego stada, bo to dość żmudna praca, zwłaszcza, że staram się z całych sił, by wszystko było zrobione dokładnie, z precyzją i z dobrych materiałów. Szyję więc powoli, ale dokładnie.

Dziś przedstawiam największego z gromadki i najbardziej ognistego liska.


Wybrałam dla niego szczyptę bardzo czerwonych koralików Miyuki, które połączyłam z pomarańczowymi i żółtymi Toho i Preciosa. To one są odpowiedzialne za to, że broszka niemal płonie, gdy się na nią patrzy. 

Broszka ma wymiary w przybliżeniu 8 cm na 5,5 cm i super wygląda na płaszczu. Zrobiłam jej jazdę próbną, wpinając w klapę paszcza podczas krótkiego wyjścia i zdecydowanie zwracał uwagę. Plamy nigdzie nie miałam, więc bez wątpienia chodziło o niego. 


Dla kontrastu wybrałam mu fioletowo-niebieski tył z Ultrasuede. Jest to więc całkowicie wegański i cruently free twór, nie licząc mojego pokłutego palca. 


To chyba mój ulubiony lisek, więc nie rozstanę się z nim bez żalu.


Poniżej cała broszkowa załoga.

i z bohaterami poprzednich wpisów (klik i klik)


A jak u was z przygotowywaniem prezentów, macie już wszystkie? Wybraliście może coś handmade dla bliskich? U mnie w tym roku zdecydowanie rękodzielniczo, planuję też sama sobie kupić coś od zdolnej koleżanki, bo czemu nie ;)

Pozdrawiam was grudniowo!


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...