poniedziałek, 29 czerwca 2015

Don't Leaf Me, bransoletka

Przedstawiam kolejną pracę stworzoną na potrzeby konkursowe. Prawdę mówiąc czasem mam ochotę odpuścić tego typu zmagania, ale zawsze znajdzie się temat, który niesamowicie mnie intryguje i z którym mam przemożną ochotę się zmierzyć. Po prostu widzę temat i od razu mam w głowie projekt, sami powiedzcie, jak w takim wypadku przejść obojętnie obok takiej okazji? Ponadto konkursy bardzo stymulują szare komórki, pojawia się duch walki, współzawodnictwo, sami rozumiecie ;) Pewnie nigdy nie pokusiłabym się o taki projekt gdyby nie konkurs ;)
Pierwotnie planowałam zrobić kolię, ale stanęło na bransoletce. Są liście, są chaszcze - jest więc polska złota jesień ;)

Uwaga: Dużo zdjęć. Klikaj w zdjęcia by zobaczyć je w większej rozdzielczości.


Miałam jednak małą zagwozdkę, ogromnie podobał mi się temat wyzwania "Złota, polska jesień", ale zdjęcie inspiracja już nieco mniej. Prawdę mówiąc nie zauważyłam w nim nic z typowo polskiej "złotej jesieni", a raczej amerykańskie wpływy z dużym naciskiem na klimat przedhalloweenowy - dynie, słodycze itp. Co prawda powoli ten styl przyjmuje się i u nas, ale z pewnością nie jest "nasz", tak czy inaczej odamerykanizowałam trochę sytuację i nadałam jej więcej rodzimych wydźwięków.


Zamiast liści klonu (albo dębu) wybrałam prostszy kształt, bliżej nie określonego drzewa i pozwoliłam im opaść na miękką "trawę". Czerń chyba nie najgorzej oddaje klimaty polskiej jesieni, zwłaszcza jak błocko zalewa wszystko, poza tym dobrze podkreśla kolory moich listków.


Wybierając taką a nie inną formę tła, chciałam osiągnąć efekt przestrzeni, liście są płaskie, ale podłoże pochłania je, niemal jak w jakimś horrorze ;) 


Lubię taki wielowymiarowy haft, pozwala on na dłużej zatrzymać oko na biżuterii i sprowokować inne zmysły do jej poznania, mam tu oczywiście na myśli dotyk. Naprawdę świetnie się tę bransę maca ;)


Bransoletka jest dość szeroka. Ma około 5 cm wszerz i 18 wzdłuż.


Mam wąski nadgarstek, więc na mnie pasuje idealnie, jednak zawsze mogę ją poszerzyć odpruwając to i owo nie czyniąc większych spustoszeń, zawczasu o tym pomyślałam ;)


Uprzedzając pytania, nic nie kłuje i nie haczy, może trochę zbiera nitki i włoski z koca, ale łatwo je usunąć.


Za to leży idealnie i jest niesamowicie wygodna.


Wybrałam do niej z pozoru ciężkie zapięcie magnetyczne, okazało się jednak bardzo solidne i wygodne w użytkowaniu. Chyba dobrze tu pasuje.

***


Tył podszyłam naturalną skórą kozią w kolorze ciepłego, jasnego brązu. Jej kolor bardzo mi przypomina dynie piżmowe.


I jeszcze kilka zdjęć z innych ujęć (uprzedzałam, że będzie ich dużo;));


***

***

Do wykonania tej pracy użyłam koralików Toho Opaque Jet i Opaque Frosted Jet w 3 rozmiarach (chaszcze), oraz Toho 15o głównie w metalicznych odcieniach złota, czerwieni, zieleni i brązu (liście). Jej wykonanie zajęło mi około tygodnia w wolnych chwilach. Czyli czasem godzinę, czasem pięć ;)

I kilka zdjęć z powstawania:


pustka...


... z której wyłonił się pomysł...


...powoli przeradzający się w jakieś konkrety...


...a z tych konkretów, szczegóły.


Gdy wszystkie liście zajęły swoje miejsce, zabrałam się za tło.


Tła ciąg dalszy.


Żeby nie było wątpliwości, że to jest haft, pokazuję mocno zanitkowaną zadnią stronę. Nie wiem czy też tak macie, ale bardzo często osoby niemające wcześniej styczności z tą techniką, ani rękodziełem jako takim, pytają, czy ja te koraliki naklejam ;)


Zanim cokolwiek nakleję, muszę najpierw uszyć :) A potem znów przyszyć, generalnie bardzo dużo szycia. Takie szycie ;)

 

Na moją pracę można głosować na fanpejdżu Royal Stone, aby się tam znaleźć, wystarczy kliknąć w banerek poniżej lub tu --> KLIK



Poniżej jesienna bransoletka z pastelową, która już "walczy" w konkursie w temacie "U Włocha na podwieczorek", można na nią głosować tu --> KLIK. Wkrótce zrobię z nią post by pokazać kilka ukrytych szczegółów i odrobinę o niej opowiedzieć (też będzie sporo zdjęć, więc można oglądać zamiast czytać;))



Pozdrawiam wszystkich ciepło i dziękuję za dotrwanie do końca ;)

poniedziałek, 22 czerwca 2015

Candy na 3 urodziny bloga!

Pierwszy wpis na moim blogu poczyniłam 23 czerwca 2012 roku, czyli 3 lata temu, jednak z zamiarem założenia bloga nosiłam się dużo, dużo wcześniej. Data rozpoczęcia blogowania nie oznacza też, że równo z nią zajęłam się rękodziełem, bo ono jako takie, towarzyszyło mi od zawsze. W wieku 7 lat, na przykład, pocięłam spodenki rodzicielki, a potem uszyłam z nich ubranko dla lalki, dodam tylko, że to były ulubione i wciąż noszone przez nią szorty, więc nie obyło się bez bury. Jeszcze wcześniej, obcięłam włosy rocznego wówczas brata, zaznaczam, że niezwykle fantazyjnie i tylko z przodu, bo się obudził i zaczął wrzeszczeć ;) Gdy miałam jakieś 2 lata, albo i mniej, narysowałam na kartce balonik, a przez pół pokoju sznureczek do niego, kredką świecową, wybitnie źle zmywalną z podłogi ;)

Takich historyjek mam mnóstwo, chcę tylko przez to powiedzieć, że potrzeba twórczego wyrażania siebie towarzyszy mi od zawsze, podobnie jak chęć dzielenia się tym z innymi. Rzecz jasna, dziecięce wybryki, jak ten fryzjerski epizod, krawieckie zapędy i malarski performance, natychmiast były zgłaszane najbliższej rodzinie, z nadzieją na oklaski ;) I faktycznie dłonie czasem szły w ruch :P

Pokazując swoje twory na blogu nie oczekuję uznania, chociaż zwykle je dostaję, bo każda rzeczowa opinia jest ważna, dlatego tak lubię blogowanie. Z tego powodu i kolejnej rocznicy, chcę się podzielić częścią siebie. Mam na myśli zrobioną przeze mnie biżuterię, a nie części ciała, żeby było jasne :P

Zasady rocznicowego candy, są bardzo proste, tak proste, że nawet nie ma banerka i potrzeby udostępniania czegokolwiek, będzie mi jednak miło jeśli uczestnicy będą obserwatorami tego bloga.

  1. Zgłaszanie chęci wzięcia udziału w zabawie następuje przez zostawienie komentarza pod tym postem.
  2. Treść komentarza jest jednocześnie odpowiedzią na zadane pytanie (patrz pkt. 9).
  3. Zabawa trwa od momentu publikacji tego posta przez 3 tygodnie, czyli do 13 lipca, po tym czasie wyłączę możliwość dodawania komentarzy.
  4. Udział może wziąć każdy, Anonimów proszę jednak o zostawienie informacji umożliwiającej identyfikację, najlepiej adres mailowy.
  5. Zwycięzcę, lub zwycięzców ogłoszę najpóźniej tydzień po zakończeniu zabawy.
  6. Nagrodę (patrz pkt. 8) wysyłam na mój koszt na terenie Polski, w terminie dogodnym dla zwycięzcy (wiadomo, ktoś może być na urlopie).
  7. Zwycięzca nie zostanie wyłoniony w drodze losowania, gdyż jest to niezgodne z polskim prawem (taki mamy klimat), wyłonię go sama wybierając najfajniejszą odpowiedź, czyli zupełnie subiektywnie, chyba że zadanie mnie przerośnie, to pomoże mi mąż ;)
  8. Nagrodą jest wybrana przez zwycięzcę biżuteria (sztuk jeden, lub para w przypadku kolczyków), spośród widocznych na zdjęciu, lub w szczególnych przypadkach inna, zrobiona przeze mnie według wskazówek laureata.
  9. Pytanie konkursowe brzmi: Jakie są Twoje najwcześniejsze wspomnienia związane z rękodziełem?

Poszczególne ozdóbki ze zdjęcia można znaleźć na blogu i zapoznać z ich szczegółami, dla ułatwienia polecam skorzystać z Galerii Prac, gdzie przy każdym zdjęciu pracy jest link do posta.

Miłej zabawy!

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Carmen, kolczyki

Małe, proste i błyszczące, czyli wszystko co kobieta lubi mieć na uszach :) Tak sądzę, bo sama nie noszę. Te kolczyki robiłam z myślą o konkretnych potrzebach konkretnej osoby, chociaż to tylko propozycja dla niej, nie zobowiązanie. Dotarło bowiem do mnie, że nie mam zbyt wielu kolczyków, gdy ktoś o nie pyta, a co szkodzi mieć kilka par w zapasie. Tym bardziej, że tak mała rzecz jest świetnym pomysłem na prezent dla kogoś kto lubi biżuterię, zwłaszcza wyrazistą. Ponadto chyba nie ma lepszej pory na taką ekstrawagancję niż lato :)


Do ognistej biżuterii najlepiej pasuje ognista szminka.


Kryształki, których użyłam to czerwone, szklane łezki. Oplotłam je koralikami Treasure w kolorze Opaque Jet, którym towarzyszą 3 mm kryształki Fire Polish Siam Ruby i Toho 15o Transparent Ruby.


Tył podszyłam cienką skórą naturalną.


Wybrałam bigle angielskie w kolorze ciemnego srebra, ten typ najlepiej sprawdza się dla osób aktywnych, na przykład lubiących tańczyć. Bo raczej nie zakładam, że ktoś biega wyczynowo w biżuterii ;)


Kolczyki są dość lekkie i przyjemnie dyndają na uchu. Ich długość to 4,5 cm wraz z biglem.


I to by było na tyle, bo umieram z powodu upału i wyrzynającej się ósemki, nawet pisanie posta jest dużym wysiłkiem. Z wiekiem robię się jakaś taka "międka" ;)

Pozdrawiam was serdecznie!

poniedziałek, 8 czerwca 2015

Dalia, wisior

Wisiorków nigdy za wiele, tym bardziej, że noszę je częściej niż myślałam. A zwykle za wiele nie myślę zakładając biżuterię ;) po prostu przywdziewam to co lubię, a jak zdarzy mi się przesadzić z ilością, to chowam po kieszeniach. Stylista poziom "miszcz" :) 
Ten założyłam raz i pewnie oddam w dobre ręce, bo nie do końca sprawdził się na mojej szyi. Nie posiadam łabędziej, ale ten brak rekompensuje mi inny nadmiar, w rozmiarze D. Ujmę to tak, wisior mnie nie wyszczupla. No cóż, łatwiej zrobić nowy biżut niż zmniejszać sobie kobiece walory, zatem przy odrobinie wolnego czasu, uszyję sobie kolejny wisior. Dalia chwilowo nie posiada piersi do noszenia (sic!) :)



Po raz pierwszy wzięłam na warsztat filigran typu mandala, ten, chociaż nie widać tego wyraźnie, ma kolor ciemnej miedzi. Naprawdę ładny okaz.


Obszycie go nie było jednak tak łatwe na jakie wygląda. Umieszczenie koralików w tych wszystkich otworkach wymaga nie małej precyzji. 


Użyłam koralików toho 15o w kolorach Higher Metallic Amethyst, Higher-Metallic Purple/Green Iris i Iris Olivine oraz Miyuki Metallic Tea Berry Luster, a także fasetowanych kuleczek zielonego jadeitu 2 mm. W centrum, przy krawatce i zapięciu - 3 mm kuleczki granatów.


Wraz z wisiorkami przybywa mi szminek ;) Mam fazę na te ostatnie jak nigdy wcześniej.


Wisior nie jest duży, co widać na dłoni, ma około 4,5 cm średnicy, w dodatku jest niesamowicie lekki. 


Tył podszyłam śliwkowo-fioletowym Ultrasuede. Łańcuszek jest aluminiowy, nie wiem jak z jego ścieralnością przy dłuższym noszeniu, dlatego dodałam tuneliki z koralików, które przejmują cały "ciężar" ozdoby.


Wiele się w nim "dzieje", dlatego najlepiej wygląda na gładkich bluzkach lub sukienkach. To tyle w kwestii moich doświadczeń z mandalami, lub jak mówi córka koleżanki, "mandaliami" (dlatego Dalia :) )


Dajcie znać co myślicie o biżuterii z filigranami, robiłyście już?

Pozdrawiam ciepło!

piątek, 29 maja 2015

Ice Ice Baby, broszka

Zawsze sobie powtarzam, że najważniejsze to czuć się dobrze w tym co robimy, i że choć warto uczyć się nowych rzeczy, to czasami lepiej sobie darować i odpuścić. I na gadaniu zwykle się kończy, bo już taki ze mnie człowiek, że jak się uprę to muszę i już. Przykładem tego jest ta broszka. Nie lubię pastelowych koralików, pewne połączenia kolorystyczne zawsze wywołują u mnie grymas na twarzy, a zbyt wymyślne formy doprowadzają do białej gorączki. Uparłam się jednak na kolejny temat  w konkursie Royal Stone i wałkowałam do skutku, aż zrobiłam broszkę, której w zasadzie niczego nie brakuje, ale to nie do końca "ja". Jednakże cieszę się, że ją zrobiłam, była cennym doświadczeniem i ciekawą odmianą.


Kluczowe i zasadnicze wyjaśnienie takiego a nie innego "imidżu" mojej pracy, tkwi w zdjęciu inspiracji do tematu "Randka w Limone" w konkursie Royal Stone - kalendarz 2016.


Moją inspiracją, poza kolorami, były kostki lodu i listki mięty. Ten niezwykły kaboszon pochodzi z pracowni Apandany i wygląda jak najprawdziwsza kostka lodowa!


Najwięcej pracy miałam jednak z falami z koralików, które w końcowym efekcie bardziej przypominają płatki róży i tego się trzymajmy :)


Wykonałam je dwoma rodzajami koralików, Miyuki Delica (te ciemniejsze) i Toho 15o (te jaśniejsze). Te bliżej kaboszonu wychodzą bezpośrednio z oplotu i są jego integralną częścią. Az dziw bierze, że nie złamałam żadnej igły ;)


Z falopłatków wypływa trochę limonki, którą osobiście uwielbiam. Broszka jest bardzo przestrzenna i dopiero obejrzenie jej z każdej strony daje pogląd na całość. Należę do osób, które lubią nie tylko patrzeć na otaczające mnie przedmioty, ale też dotykać i wąchać. W tej broszce nie brakuje zaskakujących faktur, zwłaszcza że tył jest zamszowy.


Ja nie wiem, jak to jest, że nie widzę tych wszystkich kłaczków, a na zdjęciach wyłażą :/


Broszka nie jest może najmniejszą jaką zrobiłam, ale jak na tego typu ozdobę nie taka znowu wielka. Zastanawiam się czy nie dorobić jej zaczepu do wisiorka, chociaż już teraz można ja zawiesić do rzemyczka lub innego nośnika, wykorzystując zapięcie. 


Tył podszyłam limonkowym Ultrasuede, w końcu temat nawiązuje do tego owocu.


I na moim nowym szaliku, który wyjątkowo służył mi za tło do zdjęć :)


Na koniec kilka zdjęć z procesu twórczego:


***


***


***


***


W bardzo dużym skrócie, tak to właśnie powstawało ;) Na końcu fotka ze szminką, bo na randkę wręcz wypada trochę się umalować.


Jeśli moja praca przypadła Wam do gustu możecie dać jej lajka na stronie konkursowej lub wyrazić swoją opinię w komentarzu. Na fanpejdżu Royal Stone znajdziecie wiele innych prac, które warte są dodatkowego głosu ---> KLIK


Przepraszam, że nie odpisałam na komentarze pod poprzednim postem, bo zwykle to robię, ale od tygodnia męczy mnie jakiś wirus i jestem nie do życia. W tym roku biję rekordy w chorowaniu, będę to sobie musiała wynagrodzić koralikami :) nie ma rady.

Pozdrawiam ciepło.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...