poniedziałek, 20 października 2014

Call Of Blood, broszka

Mój zapał do pracy ewidentnie zdezerterował, najpewniej do ciepłych krajów, kto wie, może nawet poprosił o azyl bo nie ma zamiaru wracać do swojego oprawcy ;) Tak czy inaczej, nie chce mi się. Nic. W dodatku okrutnie. Niemniej jednak odczuwam dyskomfort z tego powodu i zmuszam się na wszelkie sposoby, dlatego sięgnęłam po środek zwykle sprawdzający się w sytuacjach permanentnej prokrastynacji - konkursy. Nic mnie tak nie mobilizuje jak goniące terminy, presja, współzawodnictwo i jasne, odgórne zasady, skutek lat szkolnego terroru ;))) Może i nie jest to zbyt prozdrowotne, ale działa. Tym razem w oko wpadło mi wyzwanie Art Piaskownicy i Kreatywnego Kufra, o tyle ciekawe, że nie sponsorowane, więc jedyne na co można liczyć to "uścisk dłoni prezesa" ;)


Wyzwanie dotyczy kolorów, a dokładnej czerni, szarości i bieli oraz jednego, innego dowolnego koloru, ja postawiłam na czerwień. Oto dość mroczna broszka na bogato. Przez tę intesywną barwę korala, kojarząca się co poniektórym z wampirami ;)


Do jej wykonania użyłam pastylki naturalnego korala i trzech białych pereł słodkowodnych, które tchnęły życie w tę czarną otchłań.


Są wodne skarby, nie mogło więc zabraknąć "wodorostów" :) Tym razem frędzelki przybrały formę dwukolorowych listków, jest ich sporo, ale przynajmniej jest co głaskać ;)


Koraliki to Toho w kolorach Opaque Jet, Opaque Frosted Jet i Metallic Hematite, wszystkie w rozmiarze 11o i 15o oraz Treasure 12o.


Tył podszyty czarną, naturalną skórą, zapięcie z zabezpieczeniem w kolorze srebra. Ozdoba jest spora, jak na mnie, ma w najszerszych miejscach około 6 cm na 4,8 cm. 

Broszka bardzo efektownie wygląda w zestawieniu z szalami, jest na tyle duża, że z łatwością chwyci grubą dzianinę.


Na "ludziu" też wygląda niezgorzej. Tak, mam na sobie dres ;)


Kolejną jej zaletą jest to, że może stać się naszyjnikiem, wystarczy odpowiedni nośnik (w tym wypadku sznur szydełkowo koralikowy z piętnastek, pożyczony z innego naszyjnika), który należy umieścić pod zapięciem i gotowe.


***

A na koniec coś miłego, otóż tydzień temu Ranya wyróżniła mnie nagrodą Liebster Award, za "dobrze wykonana robotę". 


Beatko, bardzo Ci dziękuję za to wyróżnienie i miłe słowa :* Z przyjemnością odpowiem na pytania, które zadałaś mi w ramach tej zabawy:

1. Kiedy byłam mała chciałam zostać... Najprawdopodobniej dorosłą, dzieci czasami mają dziwne pomysły. Podobnie jak większość małych dziewczynek chciałam też być taka jak mamusia.
2. Gdybym mogła jeszcze raz wybrać szkołę... Pewnie nie wybierałabym ponownie, bo na edukację wczesnoszkolną nie ma się większego wpływu, trzeba chodzić i nie ma zmiłuj, co do kolejnych etapów edukacji to chyba dobrze wybrałam za pierwszym razem ;)
3. Mój żywioł to... ostatnio jestem mało żywiołowa ;)
4. Praca znaczy dla mnie... jeśli jest jednocześnie pasją to znaczy bardzo wiele, jeśli jest wykonywana z obowiązku, to jest marnowaniem czasu, ale wiadomo, z czegoś trzeba żyć i mieć na koraliki.
5. Weekend jest po to, by... ładować akumulatory na cały tydzień.
6. Moje blogowe znajomości pomagają mi w... zdobywaniu wiedzy, uczeniu się nowych rzeczy i spędzaniu miło czasu z niezwykłymi ludźmi.
7. Gdybym miała tylko jedną godzinę na przygotowanie prezentu urodzinowego... zależy dla kogo ten prezent, każdy ma przecież inne oczekiwania a w dawaniu prezentów chodzi o to, by zrobić komuś miłą niespodziankę. 
8. Moja druga połówka o moim hobby... Wspiera i rozumie, a czasami nawet daje drobne na koraliki ;)
9. Przeczytałam, czytam, chcę przeczytać ...zasadzie to zdanie trafnie określa mój podgląd na książki :)
10. W lodówce muszę mieć... światłożeby widzieć gdzie leżą kabanosy ;))
11. Boję się, że... przestaną produkować koraliki ;))

Przewertowałam swój blog w poszukiwaniu zeszłorocznych wyróżnień i zauważyłam, że nominowałam już sporo osób to Liebstera, w związku z tym, jeśli się nie pogniewacie, tym razem nie nominuję nikogo.

Pozdrawiam ciepło ;)

poniedziałek, 13 października 2014

Nietypowy post misiowy i wyróżnienie

Czasy gdy bawiłam się lalkami odeszły bezpowrotnie, niekiedy tylko towarzyszę zabawom zaprzyjaźnionych i spokrewnionych małolat. Przyznam szczerze, że nie ogarniam za bardzo tych dzisiejszych zabawek, ale miś, miś to co innego :) Misie kochają wszyscy, nie spotkałam się jeszcze z człowiekiem, który gardziłby misiem. Prawdę mówiąc, do niedawna nie miałam nawet pojęcia, że mój mąż tak bardzo je kocha, a dokładniej tego jednego  :) 
Od kiedy nauczyłam się operować szydełkiem, zawsze coś dziergałam. Okres misiowy był jednym z dłuższych w mojej "karierze" i nie wiedząc czemu, zarzuciłam go kilka lat temu. Zatem ta przytulanka jest zdecydowanie początkiem kolejnej serii, bo już wiem, że miśków będzie więcej.


Odrobinę wypadłam z obiegu, dlatego przewertowałam cały internet w celu znalezienia inspiracji, odkryłam jedynie, że misie nie zmieniły się ani trochę. Jako, że nigdy nie posiłkowałam się żadną instrukcją, ani niczyim pomysłem, to i tym razem poszłam na żywioł. Miś to krucha istota, wypadałoby aby był unikalny, nie śmiałabym kalać jego delikatnego jestestwa jakimś klonem. Miś jest jeden, drugi taki sam nie ma racji bytu :)


Do jego wykonania użyłam zachomikowanej włóczki akrylowej Kotek, w kolorze jasnego brązu. Lubię nią pracować, zwłaszcza robiąc szale i czapki, ale jak widać do misiów też się nadaje.


Oczy i nosek są plastikowe, kupione wielki temu bez większego celu, teraz się przydały. Nie była to więc przeinwestowana złotówka ;)
Niech was nie zwiedzie ta smutna minka, tak misie cieszą się z wygranej naszej drużyny w meczu z Niemcami ;)


Pluszak wypełniony jest poliestrową watoliną z firmy Rayher, pierwszy raz używałam takiego specyfiku i jestem zachwycona! Bardzo to wydajne i niesamowicie lekkie, miś jest sprężysty i trzyma formę, a nawet z odrobiną pomocy potrafi stać. Jeśli macie inne propozycje na misiowe "flaki", to dajcie znać, chętnie się czegoś nauczę od fachowców.


Zabawka ma około 25 cm wysokości i może ruszać nogami, z czego jestem niesamowicie dumna, bo chociaż pewnie to znany trik, doszłam do niego sama. Na razie działa.


Wybaczcie jakość, ale to mój pierwszy w życiu gif.

Kończyny są lekko profilowane, to znaczy, mają zarys kolan i łokci, dzięki czemu miś jest bardziej "ludzki" lub cytując klasyka, miś na skalę naszych możliwości ;)


Jest i misiowe wdzianko, które robiłam dłużej niż samą zabawkę, no ale jak się chce mieć raglanowe rękawy, których nie umie się robić, to tak potem jest:)


Misia zrobiłam z myślą o synku koleżanki, ale mój mąż nie chciał go oddać, dlatego ten egzemplarz zostaje z nami, a ja dziergam kolejnego. Poza tym, to spojrzenie trapisty-fatalisty, mogłoby trochę przygnębić małego chłopczyka i wyrósłby jeszcze z niego jakiś emo :P


Miś często oddaje się zadumie, wybaczcie więc mu tę nagłą zmianę humoru...

*** 
A na koniec podwójne blogowe wyróżnienie, które dostałam od dwóch utalentowanych dziewczyn z pasją, Asi z Różanego Kącika i Olgi z Paciorkowca. Obu artystkom ogromnie dziękuję za miłe słowa o mnie oraz wytypowanie mnie do tej zabawy.




Ażeby ktoś nie pomyślał, że to tak tylko same zaszczyty, przejdę do obowiązków i odpowiem na zadane pytania.

1. Nad czym obecnie pracuję?

Jak zawsze ciągnę kilka srok za ogon, bo inaczej już chyba nie umiem ;) Mam więc na warsztacie naszyjnik, bransoletkę, dwie inne niedokończone bransoletki, kolczyki i przynajmniej trzy następne pomysły oraz ze dwie mgliste wizję kolejnych prac. No i jak zawsze, pracuję nad dyscypliną, systematycznością i nie wydawaniem pieniędzy na kolejne koraliki. Gdybym robiła to zawodowo, właśnie wyleciałabym z roboty ;)

2. Czym moja praca różni się od innych?

Właściwie to nie mam pewności czy w ogóle różni się od pracy innych, bo trudno poznać absolutnie wszystkich lub chociaż większość twórców. Gdyby pytanie brzmiało "czym moje prace różnią się od innych?" mogłabym powiedzieć, że nieuchwytną i nie pozwalającą się zdefiniować cząsteczką mnie samej. Używam tych samych materiałów co wszyscy, korzystam z tych samych technik i robię te same rzeczy, a jednak wyglądają one inaczej niż tamte. Hm, pewnie robię coś źle ;)

3. Dlaczego tworzę i piszę bloga?

Pytać dlaczego tworzę jest jak zastanawiać się czy trawa jest zielona. Tworzę bo jestem typem twórcy, wytwarzam bo czuję wewnętrzny imperatyw, zawsze tak było i nigdy nie zastanawiałam się dlaczego. Po prostu wolę upiec placek niż go kupić, zacerować coś niż wyrzucić, zagrać w planszówkę niż grę komputerową, zająć się koralikami niż plotkami. Myślę, że tworzenie pozwala mi się czuć bardziej "tu i teraz", pełniej i efektywniej. W pewnym stopniu, w ten właśnie sposób, kompensuję otoczeniu mój introwertyzm. Blog jest tego dopełnieniem, zwykle pozwalam się zdominować w rozmowie, a tu mogę "nawijać" do bólu ;)) Mam też możliwość pokazania swoich prac osobom, które podzielają moje zainteresowania, nauczyć się czegoś, wymienić doświadczeniami i poznać nietuzinkowych ludzi. Blogowanie to jeden z lepszych wynalazków XXI wieku, krążą legendy, że można na tym zarabiać ;)

4. Jak wygląda mój proces tworzenia?

Ponoć zanim świat został stworzony, uporządkowany i ułożony, wszędzie panował chaos. Jeśli chcecie zobaczyć jak było przed stworzeniem świata, wystarczy zobaczyć jak pracuję, chaos wszędzie i jedna wielka prazupa. Jestem człowiekiem wręcz pedantycznym, lubię gdy wszystko jest na swoim miejscu i mogę to znaleźć nawet po ciemku, ale gdy zaczynam "tworzyć" wychodzi ze mnie Mr Hyde. Pot, łzy i ofiary w ludziach, a koralik ściele się gęsto. Ale gdy "dzieło" jest skończone (czytaj; po kilku pruciach nareszcie wygląda jak chciałam), ogarnia mnie spokój i przepełnia satysfakcja. Wiem, że PMS można też leczyć farmakologicznie, ale ja wolę koraliki ;)

Zgodnie z regułami zabawy, przekazuję pałeczkę trzem kolejnym, moim zdaniem bardzo kreatywnym, osobom. To naprawdę trudne zadanie, bo takich osób jest zdecydowanie więcej niż trzy, ale dura lex, sed lex.


1. Agata z AgaSutasz
2. Sylwia z Uroczyska Luny
3, Nina z Lore Art

Dziewczyny, Wasza kreatywność wykracza daleko poza blogowe ramy, nie tylko robicie przepiękną biżuterię, ale też tworzycie inne inspirujące projekty. Podziwiam Was za to i zawsze gorąco kibicuję. Będzie mi miło przeczytać Wasze odpowiedzi na 4 powyższe pytania, o ile już na nie nie odpowiadałyście :) Rzecz jasna nie czujcie się przymuszone, a zaproszone.

Dostałam też jeszcze jedno blogowe wyróżnienie, ale może o nim następnym razem, dla zachowania równowagi:)

Pozdrawiam wszystkich jesiennie :)

niedziela, 5 października 2014

Jak wkleić bazę do kolczyka w technice haftu koralikowego?

Rzecz wydawałoby się banalna, ale tylko z pozoru. Przyznam szczerze, że zawsze wolałam doczepić element do bigla i w ten sposób uzyskać miłe dyndadełko, ale nie każdy lubi jak mu się coś "telepie" po czerepie ;) 

Na przykładzie kolczyków z poprzedniego posta, pokażę krok po kroku, jak estetycznie i co najważniejsze stabilnie, zainstalować wklejany bigiel. Nie wymaga to posiadania wybitnych umiejętności, ani "wypasionych" narzędzi. Jedyne czego dodatkowo będziecie potrzebować, oprócz wspomnianego bigla lub sztyftu, to klej i kawałek tektury. Pozostałe materiały, to standardowy zestaw, jakiego każda z Was używa szyjąc z koralików. 

Optymistycznie zakładam, że haft koralikowy nie jest Wam obcy ;) W każdym razie wymagane jest posiadanie gotowego elementu koralikowego, odpowiednio dociętego i przygotowanego do przyszycia "plecków". Reszta to:

  1. Skórka, Alkantara lub cokolwiek czym podszywacie swoje prace (u mnie Ultrasuede)
  2. Klej jakiego zwykle używać w swojej pracy (u mnie klej do drewna, prezent od stolarza:))
  3. Igła do koralików
  4. Nici do koralików
  5. Koraliki do przyszycia tyłu
  6. Małe nożyczki (ostre)
  7. Metalowe sztyfty lub inne bazy do wklejania 
  8. Cienka tektura, na przykład z kartonika po lekach lub wizytówka
  9. Długopis lub ołówek
  10. Klamerki do bielizny

kliknij w zdjęcie by je powiększyć
Pierwszym krokiem jest obrysowanie wyhaftowanego elementu na kawałku tektury. Kartonik musi być odpowiedniej grubości, tektura falista jest zdecydowanie za gruba, a blok techniczny zbyt wiotki. W tym względzie jestem pro-eko i używam tego co mam w domu, idealne są pudełka po lekach, bieliźnie, wkładkach, metki od ubrań i wizytówki.

Dlaczego tektura, a nie plastik lub gruba folia? Bo papier lepiej współpracuje z klejami, których używam. Po wyschnięciu tworzy się mocna, gładka i trwała spoina.


Odrysowany kształt zmniejszamy o około 3 mm (kropkowana linia) i wycinamy. Nie trzeba tu wielkiej precyzji, jak coś się krzywo przytnie, zawsze można poprawić.


Tektura powinna być mniejsza z jednego ważnego powodu - miejsce na szew! Przeszycie na raz podkładu, skórki i tektury nie sprawi kłopotu tylko Chuckowi Norrisowi :) Ponadto tak docięty kartonik ułatwi szycie prowadząc igłę we właściwe miejsce, szwy będą dużo równiejsze.


Czas na przymiarki. Przyłóżcie bigiel w miejscu, które najbardziej wam pasuje i zaznaczcie na kartoniku, nie bójcie się długopisu, wszystko i tak się zakryje :)


Ja wybrałam sam szczyt kolczyka. Teraz w miejscu kropeczek trzeba zrobić małe otworki, przez które przejdzie sztyft, można to zrobić igłą, nożyczkami lub dłutkiem. Nie polecam robić tego metalową bazą kolczyka, można ją zniszczyć pod naporem siły.


Czas na klejenie i rozwiązanie tajemnicy, do czego potrzebne są klamerki :) Odrobinę kleju nałóżcie pomiędzy blaszkę bazy i tekturkę i całkiem sporo - na podkład, czyli tył wyhaftowanego elementu.


Tekturę wraz ze sztyftem (i klejem) przyłóżcie do reszty kolczyka. Przypnijcie klamerką i poczekajcie aż klej zwiąże. W tym momencie nie warto się spieszyć, im lepiej klej chwyci, tym mniejsze prawdopodobieństwo, że w czasie dalszej "obróbki" coś się przesunie lub odpadnie. 

Moja rada:
  1. Jeśli boicie się pokaleczyć koraliki, zasłońcie je kawałkiem filcu i wtedy chwyćcie klamerką.
  2. Jeśli nie wiecie jakiego kleju użyć, sięgnijcie po bezpieczną opcję, czyli gęsty wikol albo butapren, w pracy z papierem, filcem oraz skórą sprawdzają się na medal.


Kolejnym etapem, jest  przyklejenie skórki, lub innego wybranego przez Was tworzywa. Jeśli nie wiecie co będzie do tego najlepsze, odsyłam do mojego artykułu o materiałach wykończeniowych.

Wytnijcie mały, trochę większy od kolczyka, kawałeczek materiału i zróbcie w nim dziurkę na bigiel, jak na zdjęciu powyżej.


Posmarujcie tył kolczyka klejem, omijając krawędzie. Zaschnięty klej trudno przebić igłą, a przecież czeka Was jeszcze obszywanie brzegów koralikami.


Załóżcie skórkę na bigiel, dociśnijcie mocno wszystkie elementy, najlepiej klamerką i czekajcie, aż klej zwiąże. Przestrzeń między skórką a klamerką zabezpieczyłam filcem, żeby nie zrobiły się wgniecenia od zacisków.


Po wyschnięciu kleju, gdy jest pewność, że nic się nie przesunie, trzeba odciąć nadmiar skórki, równo z brzegiem klejonego elementu. Teraz możecie obszyć kolczyk koralikami według uznania. 
Na tym jednak kończą się moje podpowiedzi. Może w przyszłości zrobię serie lekcji o haftowaniu koralikami, na razie jednak muszę zregenerować ścięgno w nadgarstku.


Jeśli moje podpowiedzi okazały się przydatne i chcecie w przyszłości kolejnych porad tego typu, dajcie znać w komentarzu. Jeżeli macie inne patenty na wklejanie sztyftów, podzielcie się nimi. Na każdy komentarz postaram się odpowiedzieć.

Pozdrawiam ciepło!


poniedziałek, 29 września 2014

Royal, kolczyki

Znowu kolczyki. Jak na kogoś, kto ich nie nosi, wyjątkowo często się tu pojawiają :) Tym razem trafiły do mnie dwa, identyczne kaboszony fasetowanego szkła, co od razu zaowocowało chęcią zrobienia jakichś biżuteryjnych bliźniąt. A że wyszły mi bazy do klipsów, padło na kolczyki. Jest bardzo strojnie, niemal królewsko, w sam raz na wielkie wyjście. Ja jednak ostatnio praktykuję outfitowy dysonans i do dresów noszę broszki, bo czasem lubię się poczuć we własnym domu jak królowa :) Czemu więc nie założyć takich kolczyków do dżinsów :)


Kaboszony pochodzą z Royal Stone, z mojej nagrody za Zebrę, z której korzystam wyjątkowo powoli, ale sukcesywnie :)


Obszyłam je w najprostszy możliwy sposób, za pomocą Toho Treasure i Round w dwóch rozmiarach. A kolory to: Metallic Iris Brown oraz Brown Green, Transparent Amethyst, Ceylon Celery, S-L Frosted Peridot.


Kaboszony są naprawdę małe, mają zaledwie 17 x 12 mm, ale wyjątkowo pięknie odbijają światło, co sprawia, że wydają się znacznie większe.


Na uchu prezentują się wyjątkowo zgrabnie, to znaczy wiszą jak należy :) Co prawda miałam je na sobie tylko chwilę, na potrzeby sesji, ale wiem przynajmniej, że są bardzo lekkie.


Tył podszyłam czekoladowym Ultrasuede, który wygląda jak zamsz. Bigle są wykonane ze stali naprawdę świetnej jakości, która nie uczula. Bigle są bazami do wklejania, ja zaadaptowałam je do haftu koralikowego i pasują :)


Kolory tej ozdoby bardziej kojarzą mi się z wiosną niż z jesienią, ale jest to połączenie barw, które wyjątkowo lubię i które zawsze do siebie pasuje. Pewnie dlatego tak często do niego wracam :)

Dziękuję, że do mnie zaglądacie i komentujecie, co sprawia mi ogromną radość. Witam też nowych obserwatorów, mam nadzieję, że znajdziecie tu coś dla siebie :)

Pozdrawiam ciepło!

poniedziałek, 22 września 2014

Sea Treasure, kolczyki

Nie często sięgam po tę formę biżuteryjną, bo raczej nie noszę kolczyków, ale zauważyłam, że większość panien młodych wybiera je jako główną ozdobę swojej ślubnej kreacji. 
Perły zawsze nasuwają mi skojarzenie z zaślubinami i piratami, dlatego postanowiłam połączyć te dwa motywy, nadając swojej pracy nieco morskiej głębi. "Wodorosty" z perełkami oraz jasne pikotki, to zestawienie dość intrygujące, lecz jak sądzę, odpowiednie na tę wielką chwilę, to znaczy na ślub, nie piracką wyprawę;)

Punktem wyjścia są pastylki słodkowodnych pereł, które były częścią mojej nagrody za Zebrę, pozostałe perełki kupiłam wieki temu w Skarbach Natury. Teraz wystarczyło tylko je połączyć w jakąś zgrabną całość. 


Lubię robić koralikowe frędzle mimo tego, że strasznie pochłaniają cenne koraliki, ale efekt jaki tworzą wart jest zachodu. Trochę dziko, czasami bez składu i ładu, ale zawsze inaczej.


Paleta kolorów jest ograniczona i nawiązuje bezpośrednio do wspomnianych wcześniej inspiracji. Użyłam koralików Toho 11o i 15o w kolorach: Metallic Hematite, Gold Lustered Montana Blue, Nickel i pfg Starlight, a także kremowych i grafitowych pereł słodkowodnych i 3 mm perełek Swarovskiego.


Tył podszyłam jasną ekoskórką, pod którą wkleiłam posrebrzane sztyfty, ażeby nie spadły z trzaskiem na podłogę, dodałam im wygodne, silikonowe stopery.


Kolczyki są niewielkich gabarytów, w najszerszych miejscach mają zaledwie 3,2 na 4 cm.



Zrobiłam je kilka miesięcy temu na urodzinowy konkurs z perłą Skarbów Natury, żałuję, że w rywalizacji nie wzięło udziału więcej twórców, niemniej jednak moja praca zajęła II miejsce. Tym z Was, którzy oddali swój głos na moje perły, serdecznie dziękuję. Nietypową acz niesamowicie miłą nagrodą, pochwaliłam się już na swoim fanpagu.

Czy też tak macie, że nic Wam się nie chce? Od ponad dwóch tygodni nie zrobiłam żadnej koralikowej pracy, z tego wszystkiego zabrałam się za szydełkowego misia, ale też jakiś taki leniwy wyszedł ;)

Pozdrawiam Was ciepło!


niedziela, 14 września 2014

Czym szyć? Subiektywny przegląd nici do haftu koralikowego

Marzy wam się własnoręcznie wykonana biżuteria w technice haftu koralikowego, ale nie wiecie czym przyszyć koraliki? Bacznie przyglądacie się pracom innych dziewczyn i zachodzicie w głowę, czym to jest przyszyte? Już nie musicie główkować, odpowiedź jest prosta, jeśli macie w domu jakieś nici to możecie ich użyć do koralików. Nie ma w tym wielkiej filozofii, jeśli nić przechodzi przez igłę do beadingu, to nic nie stoi na przeszkodzie, by posłużyła do stworzenia biżuterii koralikowej.

Koraliki będą się trzymały nawet jeśli użyjecie zwykłych nici maszynowych, jednakże kwestią dyskusyjną będzie komfort szycia nimi. Producenci materiałów beadingowych wyszli twórcom naprzeciw, uwzględniając ich specyficzne potrzeby, tworząc nici, które ułatwią im pracę. A zatem będą wytrzymałe, mocne, o odpowiedniej grubości i co najważniejsze, nie będą się plątać i mechacić. Wszystkie te cechy zwykle przekładają się na cenę produktu, jednak nie zawsze musicie wydać krocie by stworzyć ładną rzecz i dodatkowo się przy tym umordować :)


To co bezwzględnie musicie wiedzieć, to grubość nici, jest to niezwykle ważne jeśli kupujecie online i nie możecie "pomacać" towaru przed zakupem. Czasami sprzedawcy podają tę wartość w systemie metrycznym, ale najczęściej spotkacie tajemniczo brzmiące oznaczenie Tex

System Ttex został wprowadzony przez międzynarodową organizację ISO, która przedstawiła ujednolicony system dla oznakowania masy włókien, jedwabiu, taśm, pakuł, pasów i przędz. Tex pozwala określić jak gruba jest pojedyncza nitka, z ilu włókien się składa, a także jak długa jest w motku o danej wadze. To dość przydatne informacje, o ile wiemy jak je odczytać. W skrócie - tex to waga przędzy wyrażona w gramach jaka mieści się w 1000 metrów. Jeśli więc na etykiecie napisane jest 45 tex, oznacza to, że kilometr tej nici waży 45 g. (źródło)

Im cięższy ten kilometr tym grubsza nić. Przędza oznaczona 70 tex będzie grubsza niż 45 tex. Czasami możecie spotkać się z takim zapisem: 15 tex x 3, oznacza to, że nić składa się z 3 skręconych włókien, z których każde ma 15 tex, a zatem cała nitka ma 45 tex. 

Wielu producentów odchodzi jednak od takiego oznaczania swoich produktów, zastępując je własną, najczęściej alfabetyczną rozmiarówką, lub podając grubość włókien w milimetrach, a raczej ich ułamkach.


NICI

Nić nici nie równa, a w pasmanteriach czy sklepach dla "zakoralikowych", znajdziecie ich bez liku. Przedstawię pokrótce te, których sama używam, w końcu jak tytuł posta sugeruje, jest to przegląd subiektywny ;)


Amanda Gabor 60

Polska firma AMANDA ma w swojej ofercie kilka ciekawych propozycji, które można z powodzeniem stosować w beadingu. O serii Gabor wspominam między innymi dlatego, że jest w ofercie niemal każdego sklepu z koralikami, doskonale sprawdza się w sznurach szydełkowo koralikowych z piętnastek, ale w hafcie też zdaje egzamin. Nici te są niedrogie (około 3 zł za szpulkę z 200 metrami na nawoju) występują w szerokiej gamie kolorystycznej (20 kolorów) i  odpowiednio cienkie. 

Gabor 60 posiadają tex 47, wykonane  z jedwabiu poliamidowego ciągłego, a włókno składa się z 2 skręconych nici.

Producent poleca je do szwów narażonych na duże obciążenia i ścieranie czyli obuwia, skór, tapicerki czy odzieży sportowej. Żywe kolory sprawiają jednak, że przeszycia są bardzo dekoracyjne. 

Sporym utrapieniem jest rozkręcanie się włókna, co utrudnia nawlekanie, ponadto nić się plącze. Można temu zapobiec woskując ją, ale na dłuższą metę jest to odrobinę męczące. Polecam te nici tym, którzy dysponują ograniczonym budżetem i mają w sobie spore pokłady cierpliwości ;)


Ariadna Tytan

Nici Tytan z łódzkiej Ariadny zostały stworzone między innymi z myślą o beadingu. Są wykonane z bardzo wytrzymałej i odpornej na ścieranie przędzy poliestrowej, składającej się z wielu, ścisłe skręconych nitek. Mnogość kolorów i niska cena sprawiają, że warto je mieć.


źródło obrazka: Ariadna

Tytan można kupić niemal w każdym sklepie z koralikami, występuje w trzech rozmiarach oznaczonych od najgrubszego jako 60E, 80 i 100. Niestety producent nie podaje jaka jest konkretna grubość przędzy, jednakże Tytan 100, jako najcieńszy, polecany jest do haftu koralikami. Podobnie jak w przypadku nici Gabor i te potrafią się skręcać i plątać, bezwzględnie należy je nawoskować przed przystąpieniem do pracy. 

Nymo

Nymo to produkt amerykańskiej manufaktury Beadalon. Te nylonowe nici są dość mocne (choć zależy to od rozmiaru), występują w bogatej gamie kolorystycznej, dzięki lekko spłaszczonemu kształtowi ławo się nawlekają, delikatne nawoskowanie sprawia zaś, że nie plączą się. 



Produkowane są w 6 rozmiarach dedykowanych do różnych rozmiarów koralików i zastosowań, oznaczone od najcieńszych jako: 00, 0, A, B, D i F. Na polskim rynku spotkałam się dotychczas tylko z rozmiarami 0, B i D, producent nie podaje jakie mają texy, ale w sklepach można znaleźć informację, że rozmiar B ma 0,2 mm grubości, a D - 0,3 mm. Za szpulkę zawierającą kolejno, dla rozmiaru 0 - 105 metrów, B - 66 metrów i D - 59 metrów, zapłacicie średnio 6 zł.


To naprawdę porządny produkt w tej kategorii cenowej, chociaż zdarzyło mi się, że nić strasznie się "rozlazła" po wielokrotnym przeciągnięciu przez koraliki, dlatego zalecam dodatkowe nawoskowanie.

SuperLon

Superlon to produkt innego amerykańskiego potentata koralikowego - BeadSmith. Wykonane z włókna polimerowego (nylon), wykazują wiele podobieństw do Nymo, jednak są znacznie mocniejsze. Produkowane są w dwóch rozmiarach oznaczonych jako AA (tex 33) i D (tex 45), każdy z nich występuje w 36 kolorach. Rozmiar AA odpowiada Nymo B, a D - Nymo D.


Na polskim rynku znalazłam zaledwie jeden sklep oferujący ten produkt, za szpulkę rozmiaru D zawierającą mniej więcej 70 metrów nici, zapłacicie około 5 złotych. Nici te są wyjątkowo dobrze nawoskowane, nie plączą się, łatwo je nawlec dzięki spłaszczonemu kształtowi włókna i  naprawdę mocne. 

Lubię nimi haftować, pomimo ich grubości, bo komfort użytkowania wynagradza mi tę drobną niedogodność. Ponadto absolutnie nie przeszkadza mi widoczna nić (co przy tej grubości jest nie do uniknięcia), zwłaszcza, że można to zniwelować kolorem. Gdybym jednak miała wybór, zdecydowałabym się na rozmiar AA do haftu, a D przeznaczyłabym do plecionek beadingowych.


One-G

To zdecydowanie produkt z "górnej półki", wykonany z doskonałej jakości nylonu przez japońską firmę Toho, który  nie ma sobie równych. One-G występuje tylko w jednym rozmiarze - tex 33, i zaledwie 12 kolorach lecz to wystarczy by stać się niemal bezkonkurencyjnym.



Zwarta struktura idealnie nawoskowanego włókna o podwyższonej wytrzymałości sprawia, że nawet po wielokrotnym przeciągnięciu przez koralik, nić nie strzępi się i nie zrywa. Największą wadą tych nici, jest ich cena, za 46 metrów trzeba zapłacić około 9 - 10 złotych

Warto polować na promocje, bo komfort szycia jest nieporównywalny z niczym innym. Jeśli pracujecie z koralikami o ostrych krawędziach (treasure, buggle itp) nie będziecie musieli martwić się, że nić przetrze się w połowie pracy.


SoNo

Kolejny świetny produkt z kraju kwitnącej wiśni. Te bardzo mocne nylonowe nici zaprojektowała mistrzyni beadingu Sonoko Nozue. Do wyboru mamy zaledwie 5 kolorów, chociaż na rodzimym rynku widziałam jedynie czarne i białe. Nici są perfekcyjnie gładkie, niemal jedwabiste w dotyku, cienkie (tex 33) i wyjątkowo mocne. Nić nie plącze się, nie strzępi i nie zrywa, wykazuje też delikatną elastyczność.



Za szpulkę ze 100 metrami produktu zapłacić trzeba około 20 zł. Cena nie jest zbyt zachęcająca, ale jeśli dobrze policzycie to zauważycie, że za identyczną ilość One-G, trzeba by zapłacić tyle samo.


Miyuki

To kolejne japońskie nici do beadingu, charakteryzujące się wysoką jakością. Miyuki występują w 18 pięknych kolorach, i podobnie jak w przypadku SoNo, w Polsce ich wybór jest mocno ograniczony. Nici są wykonane z wysokiej jakości nylonu o tex 33, powleczone warstwą impregnatu zapobiegającemu skręcaniu i plątaniu



Nici te bardzo przypominają SoNo, występują jednak w mniejszych szpulkach, za 50 metrów zapłacimy około 12 - 14 złotych.


ŻYŁKI

Wokół żyłek jako materiału do beadingu, narosło wiele kontrowersji. Wielu uważa, że polimery (w tym wypadku polietylen) po kilku latach ulegają kruszeniu, przez co czynią biżuterię nim wykonaną, nietrwałą. Powiem szczerze, ze dotychczas nie miałam problemów z tym materiałem, nie haftuję nim jednak całych prac, a jedynie te fragmenty, które wymagają przezroczystej nici. Prawdą jest, że niektóre polimery są niestabilne w wysokich temperaturach, dlatego zawsze wybieram żyłki najwyższej jakości. Ostatnio pojawiły się produkty odporne na promienie UV, jest to zawsze jakaś alternatywa.



Za żyłką z wędkarskiego przemawia jej cena, możecie jednak wybrać produkty tego typu rekomendowanie przez producentów materiałów do beadingu, niestety są one znacznie droższe a ich skład jest identyczny z żyłką do wędkowania. Rozwiązaniem może być produkt niemieckiego Griffina, transparentne włókno nylonowe, nie mam jednak wystarczających danych o tym jak sprawdza się w pracach.

Próbowałam zasięgnąć informacji u źródeł, ale opinie były bardzo sprzeczne, co dało mi do myśleniaPostanowiłam więc przeprowadzić testy, których wyniki opublikuję za kilka miesięcy. Na razie moje próbki, szyte każdym z omówionych włókien,  po kilkutygodniowym smażeniu się  w ostrym słońcu na moim parapecie i mają się dobrze, teraz czas na siarczyste mrozy :) Kto wie, może nawet zrobię im małe pranie i wtedy może dowiem się jak to z tymi żyłkami jest;)


***

Wybór nici dedykowanych do haftu koralikowego, jest dużo większy poza granicami naszego kraju, niestety u nas udało mi się upolować tylko te opisane wyżej. Ponadto mój budżet chyba nie udźwignąłby kolejnej "zdobyczy" :)

Moja rada:

  1. Do jednego projektu używajcie kilku rodzajów nici, dotyczy to zarówno kolorów jak i grubości. Przyszycie skórki do gotowej aplikacji lub koralikowego loopa przy biglu, może wymagać mocniejszych nici, niż na przykład doszycie koralików do podkładu.
  2. Kolor nici dobierajcie tak, by były jak najmniej widoczne, czarna nić wyzierająca spod białych koralików wygląda równie nie ładnie jak brązowa skórka przyszyta różową.
  3. Szyjcie odcinkami nici nie dłuższymi niż 1,5 metra, długa nić łatwiej się plącze i przeciera. W hafcie koralikowym można bez problemu zamocować nową nitkę o podkład i kontynuować szycie.
  4. Jeśli macie problem z nawleczeniem nici, spróbujcie ją lekko spłaszczyć, na przykład szczypcami, płaska powierzchnia łatwiej przejdzie przez cienkie ucho igielne.
***

Poniżej przedstawię kilka produktów nierozerwalnie związanych z nićmi do haftu, uznałam, że bez omówienia ich, ten post byłby niepełny. Jeśli więc wytrzymaliście do tej pory, to zapraszam do dalszej lektury.


IGŁY

Nie wspomnieć o igłach w kontekście nici, byłoby śmiertelnym grzechem, poza tym nie znam nikogo kto potrafiłby przyszyć koralik samą nicią :)



Wybór właściwej igły do haftu koralikowego, podyktowany jest trzema czynnikami; 

  • wielkością koralika, a dokładniej, wielkością dziurki, przez którą igła powinna swobodnie przejść, 
  • grubością nici, 
  • i indywidualnymi preferencjami. 

Igły do haftu koralikami widocznie różnią się od igieł do tradycyjnego haftu czy też szycia. Są one dużo cieńsze i mają niewielkie ucho, a uwarunkowane jest to tym, że igła musi przejść przez bardzo mały koralik. Zależnie od tego z jaką wielkością koralików będziemy pracować, dobieramy odpowiedni rozmiar igły, a ten ma przypisane następujące oznaczenia: 10 (0,46 mm), 11, 12, 13 (0,40 mm) i 15. W wielkim uproszczeniu powiem, że igła poniżej rozmiaru 12 (tzn, 10 i 11) nie przejdzie przez koralik w rozmiarze 15o, w każdym razie będzie to trudny wyczyn.



Igły do beadingu mają różne długości, najczęściej jednak są dość krótkie (3 - 5 cm) co nie każdemu może odpowiadać. Ja wolę długie igły, bo lepiej mi się je trzyma w palcach, ale szybciej je łamię. Krótka igła lepiej znosi przeciążenia, niestety żadna nie jest wieczna. Tak cieniutkie twory po prostu skazane są na szybką zagładę ;) 

Ze względu na niewielkie i bardzo wąskie ucha, najłatwiej nawlec na nie równie cienkie nici, głównie dlatego producenci polecają do haftu koralikami nici o najmniejszym przekroju. Przyznam się jednak, że przez bardzo długi czas szyłam długą igłą (8 cm) przeznaczoną do nawlekania koralików i poza tym, że szybko się ścierała, nie miałam z nią żadnych problemów, przechodziła przez wszystkie rozmiary koralików i mogłam na nią nawlec każdą nić. 

Polecam wam kupno igieł w karnetach zawierających kilka rozmiarów, na rynku jest szeroki wybór ofert. Najczęściej spotkacie angielskie John James (notabene produkowane w Chinach), czeski Galant, indyjskie Pony czy japoński Clover. 

Moja rada:

  1. Nie warto oszczędzać na igłach bo to podstawowe narzędzie pracy w hafcie koralikowym, jednakże znane logo nie zawsze idzie w parze z wysoką jakością produktu.
  2. Do jednego projektu używajcie kilku rozmiarów igieł, oszczędzi wam to frustracji gdy będziecie próbowali przejść przez koralik, który już wcześniej został przeszyty nicią. Po prostu zmieńcie igłę na cieńszą.
  3. Skórę i inne twarde materiały najlepiej szyć krótką i bardzo ostrą igłą, mniej się wygina pod naporem i trudniej ją złamać.


WOSK

Zdarza się i to niestety bardzo często, że nić plącze się i stawia opór podczas przechodzenia przez koraliki, oznacza to, że brakuje jej nawoskowania. Jeśli macie taką możliwość, to zaopatrzcie się w profesjonalne kostki do woskowania lub inne, wygodne w użytkowaniu produkty tego typu. Starczają one na lata a znacznie podnoszą żywotność nici oraz poprawiają komfort pracy. Jeżeli nie znaleźliście "gotowców" to wystarczy wam zwykła świeczka, najlepiej jednak by była wykonana z pszczelego wosku. Wystarczy nawlec igłę, odciąć żądany odcinek nici i delikatnie przeciągnąć nim po świecy, przytrzymując i dociskając lekko palcem.


NOŻYCZKI

Rzecz niemal oczywista, ale czasami traktowana po macoszemu. Nie trzeba kupować drogich i wyszukanych nożyczek by odciąć nić, ale też odgryzanie zębami jest niewskazane. Najważniejsze by nożyczki były bardzo ostre, zapobiegnie to strzępieniu nici i ułatwi nawlekanie. 



Czasami przydaje się przypalacz - thread burner, który jest dużo bardziej wygodny od zapalniczki i pozwala wygodnie zakończyć pracę z nicią, zapobiegając jej zmechaceniu. Idealny w pracy z topliwymi nićmi takimi jak nylonowe czy poliestrowe. Nie odcinajcie nim jednak nici od szpulki, kolejny kawałek będzie trudno nawlec z powodu powstałego zgubienia po stopieniu.


***

Mam nadzieję, że te porady nieco ułatwią wam pracę z koralikami. Pamiętajcie jednak, że nawet najdroższa nić nie sprawi, że wasze ściegi będą idealnie równe, ćwiczcie więc wytrwale wasz warsztat.

Wszystkie informacje zawarte w tym opracowaniu pochodzą ze stron producentów omówionych materiałów oraz z mojego doświadczenia z pracy nimi. Nie jest więc to wiedza pełna, z pewnością jednak rzetelna. Jeśli macie jakieś uwagi, lub własne spostrzeżenia, podzielcie się nimi w komentarzu.

Poprzednie części poradnika:

  1. Na czym haftować koralikami
  2. Przegląd materiałów wykończeniowych


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...