środa, 22 lutego 2017

Samba in Rio, kolczyki

Karnawał w Rio to dla mnie bardzo odległe klimaty, mało tańczę, nie lubię skąpych strojów i źle się czuję podczas upałów, ale lubię rodzime tradycje i chętnie biorę udział w balach przebierańców. Kilka razy bawiliśmy się ze znajomymi w klimatach bajek jako Maryna i Janosik oraz w świecie dzikiego zachodu, jako barman i ekhm... burdelmama. Nijak ma się to do ognistej samby, to fakt, ale zabawa była nie gorsza i chętnie bym to powtórzyła :)

Gdybym miała powiedzieć, co mi się najbardziej kojarzy z tym egzotycznym karnawałem, odparłabym, że temperamentne tancerki, tych natomiast nie wyobrażam sobie bez piór. Dlatego wykonałam kolczyki z pięknymi, czerwonymi piórkami, które przy każdym ruchu tańczą wraz ze swoimi właścicielkami.


Pióra to coś nowego w moim warsztacie, jakoś dotychczas nie miałam na nie pomysłu, ale przyznać muszę, że chociaż nie pracowało się z nim łatwo, to w towarzystwie koralików, wyglądają świetnie.

By uwydatnić ich zwiewność, dodałam "płynący" wzór z dwóch rozmiarów koralików bugle. 

Tancerki samby również ociekają złotem i prężą się w rytm muzyki. Co do czerwieni, żaden inny kolor tak bardzo nie kojarzy mi się z pasją, miłością i radością życia. Aby dodać mu głębi, użyłam wielu odcieni koralików i kryształków. Chyba nie muszę mówić, jak bardzo się błyszczą :)



Użyłam koralików Toho, Preciosa, Fire Polish oraz bicone w kolorach czerwieni, a także Toho 11o, 15o i bugle w kolorze Bronze.

Kolczyki są duże i "rzucają się" w oczy, ale są przy tym lekkie.


Tył podszyłam naturalną skórą w czerwonym kolorze.


Sama nie wiem, czy nadają się na polskie warunki, ale gdyby ktoś miał ochotę, to na pewno nie pozostanie niezauważony ;)

Czerwona szminka, urzekający zapach i można szaleć :)

Kolczyki biorą udział w konkursie Korallo "Karnawał w Rio" wraz z wieloma innymi, przepięknymi pracami. Zachęcam Was do rzucenia okiem --> klik


Jeśli macie ochotę, możecie wesprzeć moją pracę lajkiem i dobrym słowem --> klik

Chciałabym też bardzo wszystkim podziękować za niesamowity doping mojego Muminka, jest mi miło poinformować, że wasza pozytywna energia zaowocowała III miejscem.


Pozdrawiam Was gorąco!

poniedziałek, 30 stycznia 2017

Muminek, broszka

Muminki były jedną z moich ulubionych bajek z dzieciństwa i nie mam tu na myśli kreskówek z telewizji, bo tej przez długi czas nie mieliśmy, mówię o książkach - tych mieliśmy zawsze dużo. I pewnie dlatego zabrakło pieniędzy na telewizor ;) Nie postrzegałam tego jednak w kategoriach traumy z dzieciństwa, tv mogłam obejrzeć u dziadków lub licznych cioć, w domu miałam więcej czasu na czytanie i inne zabawy.  

Wracając do bohatera tego wpisu, moją pierwszą muminkową książką były "Pamiętniki Tatusia Muminka", które prawie się rozpadły od częstego czytania. Wówczas te serie nie były aż tak popularne, jak teraz, spopularyzowały się dopiero wraz z powstaniem kreskówek o przygodach tych sympatycznych stworzeń. Teraz wszyscy kochają Muminki. Gdy zobaczyłam temat Royalowego konkursu - "Bajkowe inspiracje z zimą w tle"- wiedziałam, że lepszej okazji nie będzie, by zrobić coś tak nietypowego, jak Muminkowa broszka.

Urzekła mnie też "Zima Muminków", dość nietypowa, bo Muminki zapadają w sen zimowy, zatem spodziewać by się należało raczej jakiegoś spin-offu z Małą Mi i resztą kompanii, niż sunącego przez śnieżne zaspy Muminka. Na szczęście Tove Jansson pokonała tę niedogodność, wybudzając Muminka ze snu. Co się działo dalej, możecie doczytać lub obejrzeć. Tak czy inaczej, pomyślałam, że przyda się mojemu bohaterowi coś ciepłego w tych nietypowych okolicznościach przyrody i zrobiłam mu szalik i rękawiczki.


Chciałam, by Muminek był jak najbardziej "zimowy", kilka akcesoriów garderobianych to nie wszystko, dlatego "zmroziłam" go trochę. Uzyskałam ten efekt dzięki kryształkom (głównie bicone) oraz koralikom z satynowym wykończeniem. By spotęgować to wrażenie, obszyłam gotową broszkę przezroczystymi koralikami, teraz Muminek wygląda jak zamrożony przez Lodową Panią.

Śnieżka to niemal same biconki naszyte na stworzoną przeze mnie wypukłość, uzyskany efekt 3D sprawia, że wyglądają jak prawdziwy śnieg.

Zdobienie tej śnieżnej kulki tak, by nachodziły na nią rękawiczki, było najtrudniejszą częścią projektu, ale też bardzo satysfakcjonującą.

W pracy użyłam głównie koralików Preciosy w rozmiarach od 10o do 16o, jedynie czarne kontury postaci, to Toho 15o Opaque Jet, część białego wypełnienia to Toho 11o i 15o Opaque White oraz Toho 15o Transparent Crystal na brzegach. W szaliku pojawiają się też czerwone, czeskie Charlotte.

Szal i rękawiczki są powtórzeniem haftu z mojego świątecznego dzwoneczka, bardzo mi się wówczas spodobało to cieniowanie, dlatego odtworzyłam je i w tej pracy.

Tył podkleiłam naturalną skórą w kolorze złamanej bieli z lekko perłowym połyskiem.

Muminek dobrze sobie radzi na ciepłych sweterkach.

Niezgorzej na wielgachnych szalach.


Kilka zdjęć z etapów powstawania:


Postać narysowałam na sztywnym filcu do haftu koralikowego, a następnie wypełniłam kredkami te elementy, które miały być kolorowe. Rysunek utrwaliłam preparatem do sutaszu (w spreju).


Jak widać, kolejność wyszywania jest u mnie dość chaotyczna, a to dlatego, że główkowałam się, jak "ugryźć" tę śnieżkę. W końcu wymyśliłam, że wytnę filc wzdłuż linii rękawiczek i wszyję "protezę" z kilku warstw bardziej plastycznego filcu. 

Mój nowy kolega rósł sobie niespiesznie i bardzo dużo odpoczywał ;) 

Niestety moje zasoby czasowe były w tamtym okresie bardzo ograniczone, haftowałam czasami godzinę, a niekiedy mniej dziennie.

Będzie mi niezmiernie miło, jeśli zagłosujecie na moją pracę na stronie konkursu Royal-Stone --> klik


Głosowanie trwa do środy, 1 lutego do północy. Zachęcam Was również do zapoznania się pozostałymi pracami i sylwetkami twórców --> klik

Pozdrawiam ciepło!


poniedziałek, 23 stycznia 2017

Rustic, broszka

Ostatnio jest mi podwójnie wstyd w kwestii koralikowej. Po pierwsze, zaniedbuję bloga, po drugie robię zawstydzająco małą ilość broszek, a przecież uwielbiam te ozdoby. Niejako na przeprosiny, zrobiłam tę oto broszkę.
Broszka jest prosta i skromna (jak na mnie), jest też duża (6 cm średnicy), ale idealnie pasuje do wielgachnego swetra, na którym każda ozdoba znika w splotach włóczki. Naprawdę trudno taki typ odzieży przyozdobić czymkolwiek, nie licząc chomąta ;)

Centrum broszki to kaboszon z pracowni Artlantydy, odrobinę nierówny, dlatego trudno mi się go oplatało, ale przepięknie szkliwiony.


Delica Miyuki w kolorze Duracoat Opaque Eucalyptus idealnie pasowały kolorem do wzoru na kaboszonie.


"Koronkę" wykonałam koralikami Toho 15o w kolorze Opaque Light Beige, według tutorialu Jamie Cloud Eakin zamieszczonego książce Dimensional Bead Embroidery.



Bardzo mi się podoba ten wzór, bo daje złudzenie prawdziwej, bawełnianej koronki, zwłaszcza w tym kolorze koralików.


Tył pracy podszyłam naturalną skórą w kolorze złamanej bieli i o delikatnej perłowej poświacie.

Całość może nie jest wielce skomplikowana, ale ładnie się prezentuje i pomimo rustykalnego wyglądu nie tylko na starszych paniach :)



Mam nadzieję, że ta broszka przypadnie Wam do gustu.


Załączam też zdjęcie na wspomnianym sweterku :)

***
Na warsztacie mam kilka dużych projektów i nie będę ściemniać, że nie konkursowych, bo właśnie takie okazje chyba najbardziej mnie mobilizują do wzięcia się do roboty innej niż sprzątanie i gotowanie ;)  wiec korzystam, bo inaczej kurz dawno by mi zeżarł koraliki.

Pozdrawiam ciepło!

poniedziałek, 2 stycznia 2017

Blue Tree, naszyjnik i bransoletka

Witajcie w 2017! Nie zastanawiałam się długo co wybrać na pierwszy wpis tego roku, bo nic innego poza tym kompletem nie mam. Być może wraz z wydłużającym się dniem, będę miała więcej okazji do koralikowania i pokażę jakieś nowości. Na razie jednak ciemno i nieprzyjaźnie dla oczu, więc odpuszczam.

Supełkowa biżuteria chodziła za mną od naprawdę dawna, zbierałam więc wytrwale potrzebne materiały i wreszcie wysupełkowałam mały komplet tylko dla mnie. 

W listopadzie, w ramach prezentu za zajęcie II miejsca w konkursie, Korallo przysłało mi komplet srebrnej biżuterii. Bardzo się ucieszyłam, bo był z moim ulubionym motywem drzewa i na dodatek ze srebra. Zawieszka nie miała nośnika, a bransoletka była z perełkami, co stanowiło problem w noszeniu, dlatego przerobiłam ten śliczny komplet na coś, co będę zakładać często i z przyjemnością.

Zakupiłam więc nici do pereł, końcówki, zawieszki, sznur niebieskich agatów, larkivitów i labradorytów, wygrzebałam z czeluści małe hematyty i zaczęłam pleść wiekopomny wisior. Bransoletka powstała trochę później.


Mój zapał był wielokrotnie studzony zrywaną nicią i licznymi błędami początkującego, ale dopięłam swego. Chociaż efekt nie jest do końca taki, jak chciałam i jest raczej kompromisem pomiędzy tym, czego chcę, a co mogę, to bardzo mi się podoba.

Naszyjnik miał swoją premierę w Wigilię i nie utonął w barszczu, chociaż mało brakowało ;) Wolałabym, aby był odrobinę dłuższy, dlatego przy najbliższej okazji go podrasuję i dodam kilku centymetrów.

Planowo nie miało być w nim łańcuszków, ale kupiona nić, posiada prowadnicę (bardzo pomocne udogodnienie), która niestety w pierwszym blistrze (w całej pracy użyłam ich 3) odpadła po zawiązaniu jednej trzeciej planowanych supełków. Otwory w koralikach są tak maleńkie, że nie mogłam pracować bez niej. Tak czy inaczej, trzeba było improwizować. Stąd zawieszki w oprawkach, łańcuszki i cała reszta.


Część nici z ostatniego blistra trzymała się przyzwoicie, dlatego zrobiłam bransoletkę.


Chcę jej doczepić charms w oprawce, podobny do tego w naszyjniku, niestety chwilowo nigdzie nie mogę dostać, dlatego w zastępstwie "dynda" myszka.


Co myślicie o tego rodzaju biżuterii?

Ja jestem na tak, pomimo braku wprawy i niewątpliwie większych kosztów niż zwykle (jeden blister jedwabnej nici z prowadnicą to wydatek około 6 zł). Chcę zrobić jeszcze jeden, dłuższy i zielony. Poradźcie mi, proszę, gdzie dostanę zielone zawieszki w srebrnej oprawce? Jak na złość nigdzie ich nie widzę.

Wykonując ten komplet, korzystałam z poradnika Royal Stone -> klik, klik.

Pozdrawiam ciepło!

czwartek, 22 grudnia 2016

Christmas Bell, zawieszka na choinkę

W tym roku u mnie skromnie, nad wyraz skromnie bym rzekła, bo aż jedna nowa zawieszka. A miało być co najmniej pięć. Tak bywa, gdy człowiek, kobieta nawet, postanawia skupić się na przyziemnych sprawach takich jak jedzenie. Otóż w tym roku, wzorem lansowanych w mediach gospodyń domowych, postanowiłam przyłożyć się do kwestii doczesnych i nagotować tyle żarcia, że nikt tego przed upływem terminu przydatności do spożycia nie przeje. Jak na prawdziwą żonę Polkę przystało. Podeszłam do tematu ambicjonalnie, bo raz, że Martha Stewart, a dwa, że teściowa, dlatego nie mam zamiaru dopuścić do sytuacji, w której mąż będzie nienajedzony. Ma być przejedzony, zgodnie z tradycją. Tak że ten, rozumiecie chyba, że na ozdoby choinkowe nie miałam czasu, będą zeszłoroczne i chińskie, plus jeden nowy dzwoneczek.
Za to mąż będzie nażarty nie na żarty i każdy, kto nas w święta odwiedzi. Będę bezlitosna ;))

Dzwoneczek wykonałam według tego samego szablonu co dwa lata temu. Swoją drogą, jestem zaskoczona różnicą w obu dzwonkach. Mam duży sentyment do tamtych ozdób, ale dopiero teraz widzę, jak są niedoskonałe. Nie bez kozery mówią, że praktyka czyni mistrza (którym wcale się nie czuję, chociaż widzę postępy).

Czerwony dzwoneczek wyhaftowałam koralikami Toho, Preciosa i kryształkami bicone oraz fire polish.

Jednym słowem, dałam się ponieść fantazji i szyłam, jak igła niosła.


Ozdoba jest usztywniona tekturą, by nie falowała na choince ;)

Tył podszyłam czerwoną skórą naturalną.

Całość "dynda" na rzemyku, który chyba najlepiej się sprawdza w roli nośnika. Z tego też powodu zapewne wymienię łańcuszki w starych ozdobach.


Jak widać, zamieniłam niebieskości na czerwień, a to dlatego, że na naszym drzewku choinkowym panuje swoboda obyczajów, żeby nie powiedzieć bombkowa anarchia. Chciałam nieco złagodzić dysonans i do tego potrzebna mi była czerwona zawieszka, ot cała tajemnica :)

Pozostaje mi tylko kupić choinkę, ale to już zadanie bluefairy'owego męża, ja tu tylko gotuję ;)

Życzę Wam wszystkim wesołych Świąt Bożego Narodzenia!

Na wypadek, gdybym utknęła w garach przed Sylwestrem i nie zdążyła zrobić stosownego wpisu, życzę Wam też:

Szczęśliwego Nowego Roku i udanego Sylwestra!

A u Was jak z przygotowaniami? Wszystko zaplanowane czy pełna improwizacja?

***
PS. Dzwoneczek niespodziewanie wpasowuje się w aktualne wyzwanie Szuflady, dlatego z przyjemnością go zgłaszam.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...