poniedziałek, 29 września 2014

Royal, kolczyki

Znowu kolczyki. Jak na kogoś, kto ich nie nosi, wyjątkowo często się tu pojawiają :) Tym razem trafiły do mnie dwa, identyczne kaboszony fasetowanego szkła, co od razu zaowocowało chęcią zrobienia jakichś biżuteryjnych bliźniąt. A że wyszły mi bazy do klipsów, padło na kolczyki. Jest bardzo strojnie, niemal królewsko, w sam raz na wielkie wyjście. Ja jednak ostatnio praktykuję outfitowy dysonans i do dresów noszę broszki, bo czasem lubię się poczuć we własnym domu jak królowa :) Czemu więc nie założyć takich kolczyków do dżinsów :)


Kaboszony pochodzą z Royal Stone, z mojej nagrody za Zebrę, z której korzystam wyjątkowo powoli, ale sukcesywnie :)


Obszyłam je w najprostszy możliwy sposób, za pomocą Toho Treasure i Round w dwóch rozmiarach. A kolory to: Metallic Iris Brown oraz Brown Green, Transparent Amethyst, Ceylon Celery, S-L Frosted Peridot.


Kaboszony są naprawdę małe, mają zaledwie 17 x 12 mm, ale wyjątkowo pięknie odbijają światło, co sprawia, że wydają się znacznie większe.


Na uchu prezentują się wyjątkowo zgrabnie, to znaczy wiszą jak należy :) Co prawda miałam je na sobie tylko chwilę, na potrzeby sesji, ale wiem przynajmniej, że są bardzo lekkie.


Tył podszyłam czekoladowym Ultrasuede, który wygląda jak zamsz. Bigle są wykonane ze stali naprawdę świetnej jakości, która nie uczula. Bigle są bazami do wklejania, ja zaadaptowałam je do haftu koralikowego i pasują :)


Kolory tej ozdoby bardziej kojarzą mi się z wiosną niż z jesienią, ale jest to połączenie barw, które wyjątkowo lubię i które zawsze do siebie pasuje. Pewnie dlatego tak często do niego wracam :)

Dziękuję, że do mnie zaglądacie i komentujecie, co sprawia mi ogromną radość. Witam też nowych obserwatorów, mam nadzieję, że znajdziecie tu coś dla siebie :)

Pozdrawiam ciepło!

poniedziałek, 22 września 2014

Sea Treasure, kolczyki

Nie często sięgam po tę formę biżuteryjną, bo raczej nie noszę kolczyków, ale zauważyłam, że większość panien młodych wybiera je jako główną ozdobę swojej ślubnej kreacji. 
Perły zawsze nasuwają mi skojarzenie z zaślubinami i piratami, dlatego postanowiłam połączyć te dwa motywy, nadając swojej pracy nieco morskiej głębi. "Wodorosty" z perełkami oraz jasne pikotki, to zestawienie dość intrygujące, lecz jak sądzę, odpowiednie na tę wielką chwilę, to znaczy na ślub, nie piracką wyprawę;)

Punktem wyjścia są pastylki słodkowodnych pereł, które były częścią mojej nagrody za Zebrę, pozostałe perełki kupiłam wieki temu w Skarbach Natury. Teraz wystarczyło tylko je połączyć w jakąś zgrabną całość. 


Lubię robić koralikowe frędzle mimo tego, że strasznie pochłaniają cenne koraliki, ale efekt jaki tworzą wart jest zachodu. Trochę dziko, czasami bez składu i ładu, ale zawsze inaczej.


Paleta kolorów jest ograniczona i nawiązuje bezpośrednio do wspomnianych wcześniej inspiracji. Użyłam koralików Toho 11o i 15o w kolorach: Metallic Hematite, Gold Lustered Montana Blue, Nickel i pfg Starlight, a także kremowych i grafitowych pereł słodkowodnych i 3 mm perełek Swarovskiego.


Tył podszyłam jasną ekoskórką, pod którą wkleiłam posrebrzane sztyfty, ażeby nie spadły z trzaskiem na podłogę, dodałam im wygodne, silikonowe stopery.


Kolczyki są niewielkich gabarytów, w najszerszych miejscach mają zaledwie 3,2 na 4 cm.



Zrobiłam je kilka miesięcy temu na urodzinowy konkurs z perłą Skarbów Natury, żałuję, że w rywalizacji nie wzięło udziału więcej twórców, niemniej jednak moja praca zajęła II miejsce. Tym z Was, którzy oddali swój głos na moje perły, serdecznie dziękuję. Nietypową acz niesamowicie miłą nagrodą, pochwaliłam się już na swoim fanpagu.

Czy też tak macie, że nic Wam się nie chce? Od ponad dwóch tygodni nie zrobiłam żadnej koralikowej pracy, z tego wszystkiego zabrałam się za szydełkowego misia, ale też jakiś taki leniwy wyszedł ;)

Pozdrawiam Was ciepło!


niedziela, 14 września 2014

Czym szyć? Subiektywny przegląd nici do haftu koralikowego

Marzy wam się własnoręcznie wykonana biżuteria w technice haftu koralikowego, ale nie wiecie czym przyszyć koraliki? Bacznie przyglądacie się pracom innych dziewczyn i zachodzicie w głowę, czym to jest przyszyte? Już nie musicie główkować, odpowiedź jest prosta, jeśli macie w domu jakieś nici to możecie ich użyć do koralików. Nie ma w tym wielkiej filozofii, jeśli nić przechodzi przez igłę do beadingu, to nic nie stoi na przeszkodzie, by posłużyła do stworzenia biżuterii koralikowej.

Koraliki będą się trzymały nawet jeśli użyjecie zwykłych nici maszynowych, jednakże kwestią dyskusyjną będzie komfort szycia nimi. Producenci materiałów beadingowych wyszli twórcom naprzeciw, uwzględniając ich specyficzne potrzeby, tworząc nici, które ułatwią im pracę. A zatem będą wytrzymałe, mocne, o odpowiedniej grubości i co najważniejsze, nie będą się plątać i mechacić. Wszystkie te cechy zwykle przekładają się na cenę produktu, jednak nie zawsze musicie wydać krocie by stworzyć ładną rzecz i dodatkowo się przy tym umordować :)


To co bezwzględnie musicie wiedzieć, to grubość nici, jest to niezwykle ważne jeśli kupujecie online i nie możecie "pomacać" towaru przed zakupem. Czasami sprzedawcy podają tę wartość w systemie metrycznym, ale najczęściej spotkacie tajemniczo brzmiące oznaczenie Tex

System Ttex został wprowadzony przez międzynarodową organizację ISO, która przedstawiła ujednolicony system dla oznakowania masy włókien, jedwabiu, taśm, pakuł, pasów i przędz. Tex pozwala określić jak gruba jest pojedyncza nitka, z ilu włókien się składa, a także jak długa jest w motku o danej wadze. To dość przydatne informacje, o ile wiemy jak je odczytać. W skrócie - tex to waga przędzy wyrażona w gramach jaka mieści się w 1000 metrów. Jeśli więc na etykiecie napisane jest 45 tex, oznacza to, że kilometr tej nici waży 45 g. (źródło)

Im cięższy ten kilometr tym grubsza nić. Przędza oznaczona 70 tex będzie grubsza niż 45 tex. Czasami możecie spotkać się z takim zapisem: 15 tex x 3, oznacza to, że nić składa się z 3 skręconych włókien, z których każde ma 15 tex, a zatem cała nitka ma 45 tex. 

Wielu producentów odchodzi jednak od takiego oznaczania swoich produktów, zastępując je własną, najczęściej alfabetyczną rozmiarówką, lub podając grubość włókien w milimetrach, a raczej ich ułamkach.


NICI

Nić nici nie równa, a w pasmanteriach czy sklepach dla "zakoralikowych", znajdziecie ich bez liku. Przedstawię pokrótce te, których sama używam, w końcu jak tytuł posta sugeruje, jest to przegląd subiektywny ;)


Amanda Gabor 60

Polska firma AMANDA ma w swojej ofercie kilka ciekawych propozycji, które można z powodzeniem stosować w beadingu. O serii Gabor wspominam między innymi dlatego, że jest w ofercie niemal każdego sklepu z koralikami, doskonale sprawdza się w sznurach szydełkowo koralikowych z piętnastek, ale w hafcie też zdaje egzamin. Nici te są niedrogie (około 3 zł za szpulkę z 200 metrami na nawoju) występują w szerokiej gamie kolorystycznej (20 kolorów) i  odpowiednio cienkie. 

Gabor 60 posiadają tex 47, wykonane  z jedwabiu poliamidowego ciągłego, a włókno składa się z 2 skręconych nici.

Producent poleca je do szwów narażonych na duże obciążenia i ścieranie czyli obuwia, skór, tapicerki czy odzieży sportowej. Żywe kolory sprawiają jednak, że przeszycia są bardzo dekoracyjne. 

Sporym utrapieniem jest rozkręcanie się włókna, co utrudnia nawlekanie, ponadto nić się plącze. Można temu zapobiec woskując ją, ale na dłuższą metę jest to odrobinę męczące. Polecam te nici tym, którzy dysponują ograniczonym budżetem i mają w sobie spore pokłady cierpliwości ;)


Ariadna Tytan

Nici Tytan z łódzkiej Ariadny zostały stworzone między innymi z myślą o beadingu. Są wykonane z bardzo wytrzymałej i odpornej na ścieranie przędzy poliestrowej, składającej się z wielu, ścisłe skręconych nitek. Mnogość kolorów i niska cena sprawiają, że warto je mieć.


źródło obrazka: Ariadna

Tytan można kupić niemal w każdym sklepie z koralikami, występuje w trzech rozmiarach oznaczonych od najgrubszego jako 60E, 80 i 100. Niestety producent nie podaje jaka jest konkretna grubość przędzy, jednakże Tytan 100, jako najcieńszy, polecany jest do haftu koralikami. Podobnie jak w przypadku nici Gabor i te potrafią się skręcać i plątać, bezwzględnie należy je nawoskować przed przystąpieniem do pracy. 

Nymo

Nymo to produkt amerykańskiej manufaktury Beadalon. Te nylonowe nici są dość mocne (choć zależy to od rozmiaru), występują w bogatej gamie kolorystycznej, dzięki lekko spłaszczonemu kształtowi ławo się nawlekają, delikatne nawoskowanie sprawia zaś, że nie plączą się. 



Produkowane są w 6 rozmiarach dedykowanych do różnych rozmiarów koralików i zastosowań, oznaczone od najcieńszych jako: 00, 0, A, B, D i F. Na polskim rynku spotkałam się dotychczas tylko z rozmiarami 0, B i D, producent nie podaje jakie mają texy, ale w sklepach można znaleźć informację, że rozmiar B ma 0,2 mm grubości, a D - 0,3 mm. Za szpulkę zawierającą kolejno, dla rozmiaru 0 - 105 metrów, B - 66 metrów i D - 59 metrów, zapłacicie średnio 6 zł.


To naprawdę porządny produkt w tej kategorii cenowej, chociaż zdarzyło mi się, że nić strasznie się "rozlazła" po wielokrotnym przeciągnięciu przez koraliki, dlatego zalecam dodatkowe nawoskowanie.

SuperLon

Superlon to produkt innego amerykańskiego potentata koralikowego - BeadSmith. Wykonane z włókna polimerowego (nylon), wykazują wiele podobieństw do Nymo, jednak są znacznie mocniejsze. Produkowane są w dwóch rozmiarach oznaczonych jako AA (tex 33) i D (tex 45), każdy z nich występuje w 36 kolorach. Rozmiar AA odpowiada Nymo B, a D - Nymo D.


Na polskim rynku znalazłam zaledwie jeden sklep oferujący ten produkt, za szpulkę rozmiaru D zawierającą mniej więcej 70 metrów nici, zapłacicie około 5 złotych. Nici te są wyjątkowo dobrze nawoskowane, nie plączą się, łatwo je nawlec dzięki spłaszczonemu kształtowi włókna i  naprawdę mocne. 

Lubię nimi haftować, pomimo ich grubości, bo komfort użytkowania wynagradza mi tę drobną niedogodność. Ponadto absolutnie nie przeszkadza mi widoczna nić (co przy tej grubości jest nie do uniknięcia), zwłaszcza, że można to zniwelować kolorem. Gdybym jednak miała wybór, zdecydowałabym się na rozmiar AA do haftu, a D przeznaczyłabym do plecionek beadingowych.


One-G

To zdecydowanie produkt z "górnej półki", wykonany z doskonałej jakości nylonu przez japońską firmę Toho, który  nie ma sobie równych. One-G występuje tylko w jednym rozmiarze - tex 33, i zaledwie 12 kolorach lecz to wystarczy by stać się niemal bezkonkurencyjnym.



Zwarta struktura idealnie nawoskowanego włókna o podwyższonej wytrzymałości sprawia, że nawet po wielokrotnym przeciągnięciu przez koralik, nić nie strzępi się i nie zrywa. Największą wadą tych nici, jest ich cena, za 46 metrów trzeba zapłacić około 9 - 10 złotych

Warto polować na promocje, bo komfort szycia jest nieporównywalny z niczym innym. Jeśli pracujecie z koralikami o ostrych krawędziach (treasure, buggle itp) nie będziecie musieli martwić się, że nić przetrze się w połowie pracy.


SoNo

Kolejny świetny produkt z kraju kwitnącej wiśni. Te bardzo mocne nylonowe nici zaprojektowała mistrzyni beadingu Sonoko Nozue. Do wyboru mamy zaledwie 5 kolorów, chociaż na rodzimym rynku widziałam jedynie czarne i białe. Nici są perfekcyjnie gładkie, niemal jedwabiste w dotyku, cienkie (tex 33) i wyjątkowo mocne. Nić nie plącze się, nie strzępi i nie zrywa, wykazuje też delikatną elastyczność.



Za szpulkę ze 100 metrami produktu zapłacić trzeba około 20 zł. Cena nie jest zbyt zachęcająca, ale jeśli dobrze policzycie to zauważycie, że za identyczną ilość One-G, trzeba by zapłacić tyle samo.


Miyuki

To kolejne japońskie nici do beadingu, charakteryzujące się wysoką jakością. Miyuki występują w 18 pięknych kolorach, i podobnie jak w przypadku SoNo, w Polsce ich wybór jest mocno ograniczony. Nici są wykonane z wysokiej jakości nylonu o tex 33, powleczone warstwą impregnatu zapobiegającemu skręcaniu i plątaniu



Nici te bardzo przypominają SoNo, występują jednak w mniejszych szpulkach, za 50 metrów zapłacimy około 12 - 14 złotych.


ŻYŁKI

Wokół żyłek jako materiału do beadingu, narosło wiele kontrowersji. Wielu uważa, że polimery (w tym wypadku polietylen) po kilku latach ulegają kruszeniu, przez co czynią biżuterię nim wykonaną, nietrwałą. Powiem szczerze, ze dotychczas nie miałam problemów z tym materiałem, nie haftuję nim jednak całych prac, a jedynie te fragmenty, które wymagają przezroczystej nici. Prawdą jest, że niektóre polimery są niestabilne w wysokich temperaturach, dlatego zawsze wybieram żyłki najwyższej jakości. Ostatnio pojawiły się produkty odporne na promienie UV, jest to zawsze jakaś alternatywa.



Za żyłką z wędkarskiego przemawia jej cena, możecie jednak wybrać produkty tego typu rekomendowanie przez producentów materiałów do beadingu, niestety są one znacznie droższe a ich skład jest identyczny z żyłką do wędkowania. Rozwiązaniem może być produkt niemieckiego Griffina, transparentne włókno nylonowe, nie mam jednak wystarczających danych o tym jak sprawdza się w pracach.

Próbowałam zasięgnąć informacji u źródeł, ale opinie były bardzo sprzeczne, co dało mi do myśleniaPostanowiłam więc przeprowadzić testy, których wyniki opublikuję za kilka miesięcy. Na razie moje próbki, szyte każdym z omówionych włókien,  po kilkutygodniowym smażeniu się  w ostrym słońcu na moim parapecie i mają się dobrze, teraz czas na siarczyste mrozy :) Kto wie, może nawet zrobię im małe pranie i wtedy może dowiem się jak to z tymi żyłkami jest;)


***

Wybór nici dedykowanych do haftu koralikowego, jest dużo większy poza granicami naszego kraju, niestety u nas udało mi się upolować tylko te opisane wyżej. Ponadto mój budżet chyba nie udźwignąłby kolejnej "zdobyczy" :)

Moja rada:

  1. Do jednego projektu używajcie kilku rodzajów nici, dotyczy to zarówno kolorów jak i grubości. Przyszycie skórki do gotowej aplikacji lub koralikowego loopa przy biglu, może wymagać mocniejszych nici, niż na przykład doszycie koralików do podkładu.
  2. Kolor nici dobierajcie tak, by były jak najmniej widoczne, czarna nić wyzierająca spod białych koralików wygląda równie nie ładnie jak brązowa skórka przyszyta różową.
  3. Szyjcie odcinkami nici nie dłuższymi niż 1,5 metra, długa nić łatwiej się plącze i przeciera. W hafcie koralikowym można bez problemu zamocować nową nitkę o podkład i kontynuować szycie.
  4. Jeśli macie problem z nawleczeniem nici, spróbujcie ją lekko spłaszczyć, na przykład szczypcami, płaska powierzchnia łatwiej przejdzie przez cienkie ucho igielne.
***

Poniżej przedstawię kilka produktów nierozerwalnie związanych z nićmi do haftu, uznałam, że bez omówienia ich, ten post byłby niepełny. Jeśli więc wytrzymaliście do tej pory, to zapraszam do dalszej lektury.


IGŁY

Nie wspomnieć o igłach w kontekście nici, byłoby śmiertelnym grzechem, poza tym nie znam nikogo kto potrafiłby przyszyć koralik samą nicią :)



Wybór właściwej igły do haftu koralikowego, podyktowany jest trzema czynnikami; 

  • wielkością koralika, a dokładniej, wielkością dziurki, przez którą igła powinna swobodnie przejść, 
  • grubością nici, 
  • i indywidualnymi preferencjami. 

Igły do haftu koralikami widocznie różnią się od igieł do tradycyjnego haftu czy też szycia. Są one dużo cieńsze i mają niewielkie ucho, a uwarunkowane jest to tym, że igła musi przejść przez bardzo mały koralik. Zależnie od tego z jaką wielkością koralików będziemy pracować, dobieramy odpowiedni rozmiar igły, a ten ma przypisane następujące oznaczenia: 10 (0,46 mm), 11, 12, 13 (0,40 mm) i 15. W wielkim uproszczeniu powiem, że igła poniżej rozmiaru 12 (tzn, 10 i 11) nie przejdzie przez koralik w rozmiarze 15o, w każdym razie będzie to trudny wyczyn.



Igły do beadingu mają różne długości, najczęściej jednak są dość krótkie (3 - 5 cm) co nie każdemu może odpowiadać. Ja wolę długie igły, bo lepiej mi się je trzyma w palcach, ale szybciej je łamię. Krótka igła lepiej znosi przeciążenia, niestety żadna nie jest wieczna. Tak cieniutkie twory po prostu skazane są na szybką zagładę ;) 

Ze względu na niewielkie i bardzo wąskie ucha, najłatwiej nawlec na nie równie cienkie nici, głównie dlatego producenci polecają do haftu koralikami nici o najmniejszym przekroju. Przyznam się jednak, że przez bardzo długi czas szyłam długą igłą (8 cm) przeznaczoną do nawlekania koralików i poza tym, że szybko się ścierała, nie miałam z nią żadnych problemów, przechodziła przez wszystkie rozmiary koralików i mogłam na nią nawlec każdą nić. 

Polecam wam kupno igieł w karnetach zawierających kilka rozmiarów, na rynku jest szeroki wybór ofert. Najczęściej spotkacie angielskie John James (notabene produkowane w Chinach), czeski Galant, indyjskie Pony czy japoński Clover. 

Moja rada:

  1. Nie warto oszczędzać na igłach bo to podstawowe narzędzie pracy w hafcie koralikowym, jednakże znane logo nie zawsze idzie w parze z wysoką jakością produktu.
  2. Do jednego projektu używajcie kilku rozmiarów igieł, oszczędzi wam to frustracji gdy będziecie próbowali przejść przez koralik, który już wcześniej został przeszyty nicią. Po prostu zmieńcie igłę na cieńszą.
  3. Skórę i inne twarde materiały najlepiej szyć krótką i bardzo ostrą igłą, mniej się wygina pod naporem i trudniej ją złamać.


WOSK

Zdarza się i to niestety bardzo często, że nić plącze się i stawia opór podczas przechodzenia przez koraliki, oznacza to, że brakuje jej nawoskowania. Jeśli macie taką możliwość, to zaopatrzcie się w profesjonalne kostki do woskowania lub inne, wygodne w użytkowaniu produkty tego typu. Starczają one na lata a znacznie podnoszą żywotność nici oraz poprawiają komfort pracy. Jeżeli nie znaleźliście "gotowców" to wystarczy wam zwykła świeczka, najlepiej jednak by była wykonana z pszczelego wosku. Wystarczy nawlec igłę, odciąć żądany odcinek nici i delikatnie przeciągnąć nim po świecy, przytrzymując i dociskając lekko palcem.


NOŻYCZKI

Rzecz niemal oczywista, ale czasami traktowana po macoszemu. Nie trzeba kupować drogich i wyszukanych nożyczek by odciąć nić, ale też odgryzanie zębami jest niewskazane. Najważniejsze by nożyczki były bardzo ostre, zapobiegnie to strzępieniu nici i ułatwi nawlekanie. 



Czasami przydaje się przypalacz - thread burner, który jest dużo bardziej wygodny od zapalniczki i pozwala wygodnie zakończyć pracę z nicią, zapobiegając jej zmechaceniu. Idealny w pracy z topliwymi nićmi takimi jak nylonowe czy poliestrowe. Nie odcinajcie nim jednak nici od szpulki, kolejny kawałek będzie trudno nawlec z powodu powstałego zgubienia po stopieniu.


***

Mam nadzieję, że te porady nieco ułatwią wam pracę z koralikami. Pamiętajcie jednak, że nawet najdroższa nić nie sprawi, że wasze ściegi będą idealnie równe, ćwiczcie więc wytrwale wasz warsztat.

Wszystkie informacje zawarte w tym opracowaniu pochodzą ze stron producentów omówionych materiałów oraz z mojego doświadczenia z pracy nimi. Nie jest więc to wiedza pełna, z pewnością jednak rzetelna. Jeśli macie jakieś uwagi, lub własne spostrzeżenia, podzielcie się nimi w komentarzu.

Poprzednie części poradnika:

  1. Na czym haftować koralikami
  2. Przegląd materiałów wykończeniowych


czwartek, 4 września 2014

Karma Chameleon, bransoletka

Wbrew tytułowi posta, nie będzie dziś o grupie Culture Club, lecz o kameleonie, myśląc jednak o tym wyjątkowym zwierzęciu, zawsze mam w uszach piosenkę Boy George'a :) 
Mój kameleon zawdzięcza swój wygląd pięknemu zdjęciu, będącemu inspiracją w konkursie Royal Stone. Jest to już ostatni etap w walce o kartkę kalendarza, tym razem wyjątkową, bo okładkową. Zasadniczo nie miałam zamiaru brać w nim udziału, ale tak mnie urzekła zaproponowana kolorystyka, że uległam :) Uwielbiam połączenie niebieskości i brązów! Pracę ukończyłam na ostatnią chwilę, bo guzdrałam się niemiłosiernie, ciągle zmieniając ostateczną postać. Wersja wyjściowa zakładała opaskę na włosy, ale zamówiona baza nie dotarła na czas, koniec końców stanęło na bardzo zakręconej bransoletce.


Moja interpretacja tematu ogranicza się do autorskiej adaptacji zwierzęcej formy na biżuterię. Trudno tu mówić o jakiejkolwiek wariacji na temat, mam nadzieję, że będzie mi wybaczone, bo moja praca jest mocno dosłowna. Wyszłam z założenia, kierowana doświadczeniem, że pewnie każdy zrobi coś abstrakcyjnego, wiec ja zrobię na odwrót ;) Okazało się, że nie tylko ja tak myślałam, wynikiem czego po konkursowym wybiegu hasa kilka całkiem dorodnych kameleonków :) Konkurencja jest ogromna, więc i moje szanse niewielkie, ale jestem z tej bransoletki niesamowicie zadowolona, tak już pozakonkursowo.


Do jej wykonania użyłam koralików Toho, kilku 4 mm kulek ametystu, fusingowego szkła od Apandany, naturalnej skóry koziej oraz Ultrasuede w roli podkładu. Haftowałam nićmi Superlon. 


Dopiero po zapięciu, jak na rasowego kameleona przystało, bransoletka przeobraża się w ozdobę z prawdziwego zdarzenia.


Wyeksponować można dowolny fragment zwierza, lub paski, i za każdym razem mieć odrobinę inną biżuterię.


Zapięcie jest bardzo proste i nie wymaga umiejętności ekwilibrystycznych. Dwie kuleczki magnetyczne czynią tą trudną czynność, prawdziwą przyjemnością.


Strasznie nie lubię się męczyć z zapięciami, te magnetyczne są chyba najlepszą opcją jaką kiedykolwiek wynaleziono :)


Koraliki wyglądają na chaotycznie dobierane, są to jednak pomówienia :) kolory są tam gdzie powinny, a uzyskane faktury miały w zamyśle imitować skórę kameleona i to czynią. Nie dotykałam nigdy tego stworzenia, ale bransoletkę macam regularnie, mam nawyk dotykania wszystkiego co nowe, no chyba, że jest ewidentny zakaz :) a ta ozdoba dostarcza mi wyjątkowo dużo bodźców. A skoro przy zmysłach jesteśmy, lubię zapach wyprawionej skóry, mam nadzieję, że moja bransoletka zachowa ten aromat na długo. 


Cienką, brązową skórkę przykleiłam bezpośrednio na podkład, obawiałam się, że dodatkowy filc, który zapewne ukryłby wybrzuszenia po ściegach, mógłby niepotrzebnie usztywnić całość. 


Kameleon uśmiercił 3 igły, ale takim oczom wybacza się wszystko:)) By nadać mu wyjątkowego spojrzenia, sięgnęłam po moje ulubione kaboszony, czyli szkło fusingowe od Apandany.


Szkiełko mieni się na niebiesko, gdzieniegdzie błyskając srebrnymi iskierkami zatopionymi w jego wnętrzu.


Jeśli macie ochotę wesprzeć mojego stwora moralnie, dajcie mu "lajka" na stronie konkursowej, może i nagrody publiczności nie zdobędzie, bo konkurencja naprawdę spora, ale chociaż nie będzie mu tak nieswojo :)



Zachęcam Was do wspierania innych prac, które wpadły Wam w oko --> KLIK

Bardzo Wam dziękuję za dotrwanie do końca, mam nadzieję, że kameleon przypadł Wam do gustu. Zostawcie komentarz jeśli macie ochotę wyrazić swoje zdanie lub podyskutować :)

Pozdrawiam ciepło!



piątek, 29 sierpnia 2014

Not White Wedding, bransoletka

Gdy wychodziłam za mąż, nie byłam już podlotkiem, w powszechnym mniemaniu nestorów rodziny, zdążyłam osiągnąć status starej panny ;) Zrodziło to we mnie wątpliwość co do słuszności wyboru białej sukni, wahałam się też z innego powodu, otóż fatalnie wyglądam w bieli. Zaczęłam rozważać inne opcje, z których najbardziej przypadła mi do gustu suknia w kolorze toffi, zaraz po wrzosowej, tu znowu okazało się, że do ołtarza nie wypada. Stanęło na ecru, chociaż gdybym mogła cofnąć czas, nie uległabym presji i wybrałabym toffi. Jakaż ta suknia była piękna. 

Po czasie dowiedziałam się, że Kościół katolicki nie narzuca określonych strojów ślubnych, nie istnieje zapis czy rozporządzenie mówiące, że narzeczona ma mieć białą, długą suknię, welon i faceta w garniturze :) Przed ołtarzem można "wystąpić" w czym się chce, byleby nie obrażało to Boga, czyli toples odpada. Teoretycznie można pobrać się w jakiejkolwiek, schludnej stylizacji i nikomu nie powinno to przeszkadzać, oprócz cioci, babci, sąsiadów etc ;)

Moda na białe suknie ślubne jest stosunkowo młoda. Pierwszy "white wedding" odbył się w 1840 roku na brytyjskim dworze królewskim, a potem już poszło lawinowo ;) Najpierw wśród elit, a dzięki uprzemysłowieniu produkcji tkanin, także pośród mniej zamożnych. Kto dziś pamięta, że panny młode ubierały po prostu odświętną suknię, którą zwykle zakradały do kościoła, lub kupowały taką, która posłuży na inne okazje?


A skoro biel jest umowna, fasony dyktują aktualne trendy, to dlaczego by nie poszaleć z biżuterią? W epoce wiktoriańskiej modne były szerokie bransolety ciasno obejmujące nadgarstki (źródło), najczęściej dwie takie same, lub w podobnym klimacie.


Moja propozycja jest nietypowa, to haft koralikowy na naturalnej skórze. Białe są tylko perły, reszta to beże, srebro, złoto i opalizujący róż.


Mało w niej "ślubności" w formie do jakiej przywykliśmy, ale dlaczego zawsze ma być tak samo?


Kusiło mnie na jakieś większe odstępstwo od normy, lecz stanęło na bollywoodzkim blasku i stonowanych, "dziewczyńskich" kolorach.


Wybrałam cienką, beżowo-kremową skórę naturalną, która idealnie układa się na ręce. To bardzo wdzięczny materiał na biżuterię i całkiem wygodny podkład do haftu koralikowego.


Tył podkleiłam i podszyłam Ultrasuede w podobnym odcieniu. Szkoda, że na zdjęciach nie da się pokazać, jak miękka i wygodna jest ta ozdoba.


Zdecydowałam się na zapięcie typu slide, które mogę w każdym momencie odpruć, gdyż bransoletka w tej chwili pasuje na nadgarstek nie grubszy niż 16 cm w obwodzie, czyli mój ;)


Wszystkie użyte koraliki pochodzą z czeskiej Preciosy, również rivolki to produkt naszych sąsiadów. Bransoletkę stworzyłam z myślą o sierpniowym konkursie firmy Preciosa Ornela w temacie Wedding



Mam nadzieję, że jest na sali kobieta, która chętnie założy taką ozdobę na jakąś ważną, życiową okoliczność, jeśli nie na własny ślub to może chociaż na cudzy:)

Dziękuję Wam bardzo za to, że do mnie zaglądacie, komentujecie i dodajecie mój blog do obserwowanych. Miło wiedzieć, że to co robię podoba się tylu osobom <3

Pozdrawiam ciepło (bo już coraz zimniej na dworze)!

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Sunflower, broszka

Lubię nadawać nazwy swoim pracom, czuję wtedy, że proces twórczy został pomyślnie ukończony, a dzieło jest kompletne. Z tą brochą od początku wszystko szło nie tak jak powinno i gdy wreszcie wzięłam w dłonie gotową ozdóbkę, pojawiła się totalna pustka, zaćmienie, przepaść, blokada w mózgu. Stanęło na Słoneczniku, bo to piękna roślina, a nic co nosi tak oświeconą nazwę, nie może być złe :)) dodatkowo mam ostatnio fazę na słoneczniki. Za oknem pną się ku słońcu przepiękne okazy u sąsiada, zawsze gdy na nie patrzę, robi mi się jakoś tak weselej. Mam nadzieję, że i ta broszka poprawi niektórym humor.


Sercem tego małego tworka jest pastylka labradorytu, który wyjątkowo pięknie opalizuje w świetle!


Labradoryty to bardzo kapryśne kamienie, trudno właściwie je wyeksponować i bardzo łatwo stłamsić niewłaściwą oprawą. Prułam więc niezliczoną ilość razy, aż stanęło na tym co widzicie.


W koralikach dominują czernie (Toho Treasure Hybrid Jet Picasso, Round 15o i 11o Opaque Jet) oraz metaliczne miedzie i fiolety z odrobiną zmrożonej szarości w postaci Toho 11o Transparent Frosted Gray.


Koraliki SuperDuo nie miały takiego koloru, gdy zaczynałam haftować, były obłędnie wielokolorowe w cudnych odcieniach pasujących do koralików, które wybrałam na pikotki. Chyba pierwszy raz zdarzyło mi się coś takiego, by jeszcze przed skończeniem pracy farba starła się od dotyku! Bardzo nie polecam koloru Matte Metalic Iris Purple, no chyba, że podoba wam się to, co z niego zostaje :))


Tył podszyłam ekoskórką z wytłaczaniami ala skóra strusia w śliwkowym kolorze, zapięcie z "bezpiecznikiem". Wymiary broszki to 4,5 cm na 4 cm w najszerszych miejscach.


Mam nadzieję, że mój Sunflower przypadł Wam do gustu i pomoże radośnie zacząć ciężki tydzień, już ostatni wakacyjny :(

Pozdrawiam ciepło!


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...