Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kaboszony Apandany. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kaboszony Apandany. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 20 maja 2019

Ladybug, kolia

Ladybug, czyli biedronka w zaroślach, to moja kolejna propozycja na konkurs Royal Stone - Kalendarz 2020. Tematem piątej inspiracji do kalendarza biżuteryjnego jest właśnie biedronka. Sympatyczne stworzenie i jedno z nielicznych z królestwa owadów, na widok którego nie uciekam z krzykiem i obrzydzeniem. Fobie to nic fajnego. Niemniej w biżuterii toleruję wszelkie potwory :) 

Korzystając z pomyślnych wiatrów w postaci odrobiny wolnego czasu, postanowiłam zrobić coś większego niż broszka. Pod koniec niemal żałowałam swojej decyzji, bo ledwo wyrobiłam się w terminie. Praca okazała się bardziej pracochłonna niż zakładałam.

poniedziałek, 10 lipca 2017

Maroko, bransoletka

To nie tyle bransoletka, ile bransoleta, bo przy wymiarach 6,5 cm na 19 cm, to już wyrazisty twór. Właśnie z taką wyrazistością kojarzy mi się Maroko, z zapachami przypraw, piekącym słońcem, oślepiającą taflą wody i fantastyczną architekturą w towarzystwie kolorów i wzorów. Google był moim wybawicielem, gdy szukałam inspiracji do kolejnego etapu konkursy Royal Stone Kalendarz 2018, a szczególnie moją uwagę przykuły mozaiki. Arabeski na ścianach, podłogach, schodach i gdzie tylko spojrzeć, ale tak misterne, i mimo pozornego chaosu i przepychu, uporządkowane i proste. 

Myślę, że właśnie taki efekt osiągnęłam, kładąc nacisk na kolory - rożne odcienie niebieskiego w towarzystwie złota.

środa, 3 maja 2017

Bee Happy, kolia

Ostatnio nie mam zbyt wiele chęci na rozpisywanie się, co najlepiej widać po ilości postów na blogu. Licho tu z tą treścią. Tym razem również postaram się streszczać, zwłaszcza że zdjęć sporo. 

To praca konkursowa. Prawdę mówiąc, nie pokusiłabym się o tak dużą rzecz z innej okazji, po prostu brak mi motywacji. Kolia powstała na konkurs Kalendarz Royal Stone 2018 - Polska. Trudny temat, ale wdzięczny. Kłopot sprawiło mi obiektywne spojrzenie na ojczysty kraj. W tej kwestii jestem zbyt stronnicza, co przesłania mi obraz rzeczywistości. To tak trochę, jak z moimi znajomymi z drugiego końca Polski, którzy zaczęli się zachwycać atrakcjami w moim mieście. Pojęcia nie miałam, że tu jakieś są. Mieszkam tu od urodzenia, więc przestałam je zauważać lub uznawać za atrakcje. Trudno zachwycać się czymś, co widzi się po raz 15436678.

Tak właśnie było z szukaniem inspiracji do konkursowego tematu. Ciężko. Pomogła mi wiosna, chociaż latem byłoby jeszcze łatwiej.


Gdybym miała zobrazować Polskę, byłaby właśnie taka. Prosta, kolorowa i pełna życia. Fakt, kwiaty, pszczoły, miód, ewentualnie bursztyn, można znaleźć też w innych krajach, ale tylko tu mają dla mnie takie znaczenie i siłę. Nawet czuję ten zapach, trochę łąki, trochę ziemi, lekko słodki, kręcący w nosie. To tęsknota za tym, co nieskomplikowane. Poczyniłam też kilka luźnych nawiązań do kultury ludowej, sięgając po koral i motywy maków oraz chabrów.

sobota, 28 maja 2016

Lady B., broszka

Od dawna chodził za mną jakiś owad, na szczęście, od kiedy mam w oknach moskitiery, nie było to żywe stworzenie. Dwa lata temu zmajstrowałam żuka i chociaż bardzo spodobała mi się praca nad nim, na tym poprzestałam. Czasami tak mam. Ostatnio jednak pogoda jest tak cudna, że nie chce mi się szyć kolejnego naszyjnika, wolałam wykonać coś mniej oczywistego i zabawnego. Padło na biedronkę, bo gdybym miała (pod przymusem oczywiście) wybrać owada, którego boję się najmniej, byłaby to właśnie biedronka. 


Ta  biedronka jest jednocześnie pierwszą moją pracą wykonaną haftem koralikowym 3D. Dodatkowo ma ruchome skrzydełka, więc może powinnam go nazwać 3D mobile :) Żuk posiadał element tej techniki, ale zbyt skromny na to, bym mogła go potraktować poważnie. Coś czuję, że będzie zazdrosny. 

Na  moim fanpage'u zamieściłam zdjęcie z powstawania pracy, zanim jeszcze zaczęła przypominać cokolwiek. Oprócz przezabawnych i bardzo kreatywnych komentarzy czytelników, znajdziecie tam szczegółowy ogląd na sprawę. Skrzydełka są wypukłe, ale same się nie rwą do lotu, podparłam je do zdjęcia szpilkami.


Resztę Lady B. stanowi szkło fusingowe z pracowni Apandany. Szkiełko miało odpowiedni kształt, ale jego kolor raczej nie występuje u tego typu chrabąszczy, no cóż, kto powiedział, że to zwykły owad. 


Co prawda starałam się nadać jej pozory normalności, ale koraliki wymagają ustępstw.

Zasadniczo to broszka, więc musi spełniać swoją funkcję.


No dobrze, czasami może być czymś innym :)


Próbowałam zrobić moim owadom wspólną fotkę, ale żuk nie chciał współpracować. Wolał leżeć i zbijać się z koleżanki. Dlatego na koniec mam dla was krótką opowieść z życia wędrującej biedronki :)





...i poszła w siną dal.

Animacja traci na jakości jeśli jest większa, więc wybaczcie.

Biedronkę zgłaszam do wyzwania szuflady - OWADY


Dajcie znać, co myślicie o tego typu stworach, czy nadają się na biżuterię? A może sami kiedyś takie poczyniliście? Czy chcielibyście jeszcze kiedyś zobaczyć u mnie coś podobnego?

Pozdrawiam ciepło :)


poniedziałek, 21 grudnia 2015

Świąteczny pierniczek, zawieszka na choinkę.

Bez obaw, nie przemianowałam bloga na kulinarny ;) Bardzo lubię piec ciasta, ale od kiedy jestem na diecie bezglutenowej robię to znacznie rzadziej, pierników jednak robić nie lubiłam nigdy. Dla mnie gra nie jest warta świeczki, zwłaszcza że można kupić przepyszne pierniczki od kogoś kto lubi je robić ;) 

Za to z koralików lubię robić wszystko, nawet tak wymagającą rzecz jak ciasteczko w czekoladzie. Bo chociaż na pierwszy rzut oka widać, że pozował mi Shrekowy Ciastek, to moja wersja jest zdecydowanie bardziej kaloryczna. Po części z braku odpowiedniego koloru koralików, a po trochu dlatego, że mam w domu nałogowego czekoladożercę i chciałam mu sprawić odrobinę radości w te Święta bez tuczenia go ;)


Za inspiracje posłużył mi wszystkim znany i lubiany Ciastek, w wersji przed amputacją nóg przez podłego księcia.


Nie do końca udało mi się trzymać pierwowzoru, ale przecież nie o to chodzi, żeby bezrefleksyjnie wszystko papugować. Mój pierniczek jest znacznie ciemniejszy, a to za sprawą koralików Toho w kolorze Opaque Terra Cotta w kilku rozmiarach, które ku mojemu zaskoczeniu różnią się odcieniami. Dodałam mu też ogromniaste guziki, czyli szklane, ręcznie robione kaboszony od Apandany.


A gotową ozdobę zawiesiłam na łańcuszku kulkowym w złotym odcieniu, ostatnio to mój ulubiony rodzaj nośnika.


Tył podkleiłam brązowym Ultrasuede, które nadaje apetycznego wyglądu.



"Ciasteczko" jest całkiem spore (10,5 cm wysokości) i z pewnością będzie górowało nad pozostałymi ozdobami, ale takie jego zadanie by przełamać nieco powagę sytuacji.


Jako, że to mój ostatni wpis przed Świętami, to chcę Wam wszystkim życzyć by były one pełne pięknych emocji, czasem spokoju i radości oraz spełnienia.




Merry Christmas!

poniedziałek, 9 listopada 2015

Autumn Folk, wisiorek

Wczoraj mieliśmy tak ładną pogodę, że wydało mi się to aż niewiarygodne, biorąc pod uwagę ostatnie tendencje. Niemniej jednak, gdyby taki dzień nie miał się w najbliższej przyszłości powtórzyć, postanowiłam ocalić go od zapomnienia na blogu. Dlatego dzisiejsza praca kipi kolorami, wiosną i pozytywną energią. Rzecz jasna mam cichą nadzieję, że jesień jeszcze nie raz nas rozpieści, ale póki co zapraszam na kolorowy wisior.


Przyczynkiem do jego wykonania był szklany kaboszon od Apandany z folkowym motywem. Rzecz tak barwna, że chwile mi zajęło wykombinowanie jak go oprawić.


Postawiłam na czerń i kolory powtarzające się w grafice,


Znajdziecie tu kuleczki korala łososiowego, złotych pereł hodowlanych, hematytów, jadeitów i agatów. Całość wieńczy kropla malinowo-czerwonego agatu w towarzystwie koralików Toho i fasetowanej kuleczki limonkowego agatu brazylijskiego.


Całość nie jest przesadnie duża, wisiorek ma około 8,6 cm długości i 4,5 cm szerokości. Zawiesiłam go na nośniku z tasiemki z organzyny w żywym, jasnozielonym kolorze.


Wstążeczki ukryłam w tunelikach z koralików Toho 15o Opaque Jet i G-L Green Tea, całość spina zapięcie magnetyczne.


"Plecki" usztywniłam i podkleiłam bardzo cienką skórą kozią. Tym razem nie zrobiłam sobie zdjęć, wyręczył mnie welurowy ekspozytor, ale nawet na nim wisiorek wygląda dobrze, chociaż udrapowałam go by pasował do jego niewielkich gabarytów.


Wisiorek można zwiesić na innym nośniku w zależności od upodobań. Osobiście założyłam go tylko raz w asyście innej folkowej ozdoby, którą noszę tak często, że wymaga renowacji ;)


I to by było na tyle :) Narobiłam sobie trochę tyłów w blogowaniu, więc plan na najbliższe dni mam taki, by nadrobić zaległości i zobaczyć co na Waszych blogach. 

Pozdrawiam ciepło!

poniedziałek, 5 października 2015

La Vida, broszka

A nawet la vida loca :) Bo lubię broszki, chyba jeszcze nie zdarzyło mi się wyjść z domu nie przywdziawszy wcześniej choćby małej, tyciej broszuni. A w razie "wu", mam zawsze jedną w torebce! I czasem w tych broszkach wyglądam szałowo, ale niekiedy szalenie. Lecz nawet z szaleństwem w klapie, niekiedy na twarzy, ale to inna para kaloszy, czuję się tak jakoś bardziej żywa, ożywiona nawet :)

W tym roku planuję wydziergać nowy szal, bo poprzednie już nieco sponiewierało życie, zatem mam doskonałą okazję do uszycia kilku całkiem nowych broszek, a ta otwiera mój barwny korowód.


Chyba nic nie ożywia bardziej niż dodatek w mocnym kolorze. Do i tak już barwnego kaboszonu, dobrałam koraliki w soczystych kolorach.


Kaboszon jest szklany, pochodzi z serii "najpiękniejsze obrazy pod szkłem" z pracowni Apandany (dostępne w Beadbeauty.pl). Nigdy wcześniej nie fascynowałam się Fridą Kahlo, chociaż to niezwykła postać, lecz ten wizerunek jest wyjątkowo udany i po prostu musiałam go mieć :)


Ubrałam Fridę w 3 mm, fasetowane kuleczki naturalnego korala i hematytu. Koraliki to Toho Pine Green w rozmiarze 15o.


Wzór "koronki" pochodzi z książki Jamie Cloud Eakin, Dimensional Bead Embroidery.


Tył wykończyłam naturalną skórą w czarnym kolorze, średnica broszki to około 4,5 cm. Mocowanie wykonano z naprawdę porządnej stali, jej jedynym minusem jest to, że nie nadaje się do delikatnych tkanin, bo może je brzydko podziurawić. Tego typu zapięcie najlepiej sprawdza się na szalach, wełnianych płaszczach itp.

Lub na kominie własnej produkcji. Sorry, trochę mnie poniosło, dlatego mam nadzieję, że poniższe zdjęcie nigdy nie opuści tej strony :)


A z innych szalonych rzeczy, warte wspomnienia jest podwójne zwycięstwo w konkursie Royal Stone Kalendarz 2016, czym już się zdążyłam bezczelnie pochwalić na moim fanpejdżu.

Otóż praca "Childhood", nazywana chmurką, znajdzie się na okładce przyszłorocznego kalendarza wydawanego przez organizatora konkursu. Szok i niedowierzanie, bo wiele razy stawałam w szranki, jednak nigdy nie zgarnęłam głównej nagrody. Chyba jednak sięganie w najbardziej szalone zakamarki duszy i czerpanie inspiracji z życia, opłaca się najbardziej.


Tym razem jury było jednomyślne z resztą świata, bo również publiczność przyznała mi swoją nagrodę, oddając imponującą liczbę głosów. 


Nawet nie wiecie jak się cieszę, i nie chodzi o to, że teraz nakupię sobie więcej koralików niż jestem w stanie udźwignąć, ale o sam fakt, że coś co zrobiłam własnymi "ręcami" spotkało się z takim uznaniem! Raz jeszcze bardzo dziękuję, zwłaszcza za te wszystkie lajki i gąszcz komentarzy na facebooku. Bo chyba wszystkie tak mamy, że siedzimy tu same (ewentualnie z żywym inwentarzem), po drugiej stronie komputera, i dzióbiemy te nasze "wiekopomne" dzieła, mając cichą nadzieję, że spodoba się to komuś innemu niż rodzina. Ja tak mam :)

------------------------------
PS. Zapraszam na pierwszą część mojej recenzji klejów dostępnych w sklepie Royal-Stone.pl. Recenzja (i jej kolejne części) publikowana jest na "rojalowym" blogu --> KLIK

Pozdrawiam ciepło :)


czwartek, 1 października 2015

Puttin' on the Ritz, kolia

Wykonanie tej pracy bardzo przypominało szykowanie się do randki, w każdym razie w moim wykonaniu. Od chwili umówienia się na spotkanie kombinowałam co na siebie założyć, po czym "za pięć dwunasta" postanowiłam przywdziać sukienkę, której nie miałam na sobie ze dwa lata. No dobrze, nigdy poza przymierzalnią nie miałam jej na sobie. Nie mogło być inaczej, sukienka nie pasuje, kombinuję więc jak by ją przerobić, teoretycznie nie mam na to czasu, podświadomie wiem, że to bez sensu, ale idę w zaparte. Mocno zmachana, zauważam, że z wysiłku klapnęły mi loki. Szlag trafił fryz, mejkap is dead, sukienka w strzępach. Zakładam więc spodnie, te przynajmniej pasują, bo mają domieszkę lajkry. Żeby odwrócić uwagę od tragicznych włosów, zakładam sweterek z dużym dekoltem, cycki to zawsze dobra dywersja ;)

Tak było zanim odnalazłam się z koralikami, dzisiaj nie muszę sięgać bo ekstremalne środki, dzisiaj mogę sobie zrobić biżut, który odwróci uwagę od kiepskiej fryzury i rozmazanego tuszu, jeśli oczywiście uda mi się to na czas. Jednym słowem, ta kolia rodziła się w bólach i nauczyła mnie, że jak się ma męża, to się nie chodzi na randki :P

Klikajcie w zdjęcia by je powiększyć i koniecznie włączcie tę piosenkę --> KLIK


Kolię zrobiłabym i tak, niezależnie od konkursu, bo od dawna chodziła za mną taka forma, zapewne jednak szyłabym ją mniej szalonym tempem.


Maluję się tylko od święta, chociaż lubię to robić, tym razem kosmetyki posłużyły mi jako rekwizyty do zdjęć.


Do stworzenia tej ozdoby, oprócz koralików, użyłam kryształków rivoli w kilku rozmiarach i małe kaboszony od Apandany, niektóre z nich leżały u mnie ponad rok, czekając na swoją kolej.


Kolorystyka szkiełek utrzymana jest w spokojnej tonacji, sporo tu fioletów i czerwieni, reszta to czerń, szarości i srebro. 


Dlatego, jak sądzę, można ją założyć do najbardziej szalonych stylizacji, czy makijażu. Osobiście widzę ją w czymś prostym i klasycznym.


Uparłam się na łańcuszki, a te nie tylko dyndają wesoło z przodu, lecz także są głównym elementem nośnym. Ten zaś wydał mi się zbyt monotonny, dlatego zwieńczyłam go oplecionymi rivoli.


Tył pracy podszyłam bardzo cienką czarną skórą naturalną, zabezpieczyłam też nią rivoli, bo wstyd się przyznać, ale nie wychodzi mi wyplatanie tzw. doopek. Każdy sobie radzi jak umie ;)


A na koniec sprawca z zacieszem na twarzy i w sweterku bez dekoltu ;) Jak widać kolia nie taka mała. Cały dzień w niej chodziłam i nie odczułam żadnego dyskomfortu, nawet na chwilę o niej zapomniałam :) Czyli randki by nie zrujnowała :P


W nieco innym anturażu, dałaby radę nawet w Ritzu.

***

Krótka fotorelacja z powstawania.


Najpierw narysowałam na kartce papieru szkic, potem go wycięłam i przymierzyłam interesujące mnie szkiełka.


Szablon odrysowałam na podkładzie do haftowania.


Ponieważ już wcześniej przygotowałam sobie rivoli, podklejając je filcem, teraz pozostało mi tylko przymocować je do podkładu. Oczywiście klejem.


Po małych poprawkach i rezygnacji z kilku opcji, obszyłam kryształki i szkiełka ściegiem peyote. Podkolorowałam też filc na czarno, by nie wystawał brzydko spod czarnych koralików.


Zaczęłam od czerni, przyszywając pojedynczo koraliki Toho w kilku rozmiarach, oraz fasetowane czeskie kryształki.


Sama nuda, dlatego włączyłam tv żeby nie zasnąć ;)


W momencie przyszywania srebrnych koralików, odrobinę minął mi entuzjazm, bo straciłam nadzieję, że wyrobię się na czas. Była środa, a prace trzeba było oddać w piątek. Na szczęście termin przedłużono do niedzieli :)


Gotowy haft mogłam wreszcie wyciąć.


Zadziwiające jaki się zrobił miękki. Tyle szwów, wkłuć i nici, trochę go zwiotczyło.


Mam nadzieję, że nikt nie miał złudzeń, że i tym razem mój nieoceniony mąż nie wtrąci jakiejś błyskotliwej sugestii. Otóż uznał, że powinnam zrobić but! Jako, że to on jest ten romantyczny w naszym związku, uznałam, że chyba niedawno czytał "Kopciuszka" i za bardzo się wczuł. Niestety but byłby na niego za mały, pozostałam więc przy pierwotnym projekcie.


Tak miękki element nie zdałby egzaminu w zwisie, dlatego musiałam go usztywnić.


U mnie nic się nie marnuje :) Za usztywniacz posłużyło mi opakowanie po narzędziach.


Na "plecki" wybrałam czarną skórę naturalną.


Obszyłam brzegi koralikami i więcej zdjęć z kolejnych etapów nie zrobiłam. Szczerze mówiąc doceniam, że w ogóle skończyłam i to na czas.


Na wszystkie prace można już głosować --> KLIK

-----------------------------------

Dziękuję za dotrwanie do końca, przyznaję, że mam problem z pisaniem krótkich notek, postaram się poprawić :) Pozdrawiam!


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...