Pokazywanie postów oznaczonych etykietą labradoryt. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą labradoryt. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 2 stycznia 2017

Blue Tree, naszyjnik i bransoletka

Witajcie w 2017! Nie zastanawiałam się długo co wybrać na pierwszy wpis tego roku, bo nic innego poza tym kompletem nie mam. Być może wraz z wydłużającym się dniem, będę miała więcej okazji do koralikowania i pokażę jakieś nowości. Na razie jednak ciemno i nieprzyjaźnie dla oczu, więc odpuszczam.

Supełkowa biżuteria chodziła za mną od naprawdę dawna, zbierałam więc wytrwale potrzebne materiały i wreszcie wysupełkowałam mały komplet tylko dla mnie. 

W listopadzie, w ramach prezentu za zajęcie II miejsca w konkursie, Korallo przysłało mi komplet srebrnej biżuterii. Bardzo się ucieszyłam, bo był z moim ulubionym motywem drzewa i na dodatek ze srebra. Zawieszka nie miała nośnika, a bransoletka była z perełkami, co stanowiło problem w noszeniu, dlatego przerobiłam ten śliczny komplet na coś, co będę zakładać często i z przyjemnością.

poniedziałek, 27 lipca 2015

Joan Dark, kolia

Myślicie pewnie, że się ździebko odkleiłam od rzeczywistości, prezentując w środku lata, w rekordowe upały, coś tak mrocznego, ciężkiego, i z miłościwie panującą porą roku nie mającego nic wspólnego. Możecie spekulować, że to kwestia mojego nastroju, depresji nawet, lub odbicie czarnej duszy mojej. Ha! Otóż nie, jestem po prostu bardzo praktycznym człowiekiem i w związku z tym, zrobiłam sobie praktyczną kolię, bo będzie mi pasować do wszystkiego, a szczególnie do mnie samej. 

Jak już kiedyś zdradziłam, załamana kolorystka lat temu kilka, nie mogąc określić pasującej do mnie palety, orzekła, że jedynym kolorem, w którym mi dobrze, jest czarny. Niestety miała rację, co nie znaczy, że nie noszę innych kolorów, noszę, ale źle w nich wyglądam. Przyszedł więc czas na czarny biżut, odkładany w nieskończoność, bo haft czarnymi koralikami to mordęga dla wzroku. Ale nadarzyła się okazja*, to się zmobilizowałam do pracy, przynajmniej miałam dobre światło :)


To bardzo prosty projekt bazujący zaledwie na dwóch kolorach, z widoczną gołym okiem przewagą czerni.


Całą "magię" tworzy nieduża łezka labradorytu, który pomimo wad i uszczerbków (za to miał rewelacyjną cenę), jest jednym z ładniejszych jakie widziałam.


Niesamowicie płonie. Oprawiłam go więc na tyle skromnie na ile pozwoliła mi moja srocza natura ;) W bezpośrednim sąsiedztwie umieściłam czarne kryształki przeróżnej maści, oraz kuleczki hematytu.


Kryształki zamknęłam w kształt, który jeśli się dobrze przyjrzycie,  przypomina oko albo łódkę. 


Tył podkleiłam naturalną skórą z metalicznym efektem.


Na zapięcie wybrałam prosty patent, czyli zapięcie toggle z koralików, zastanawiam się jednak nad wymianą go na magnetyczne, łatwiejsze w obsłudze.


Koraliki jakich użyłam to Toho round 11o w kolorach Opaque Jet i Gold Lustered Dark Chocolate Bronze. Przy wykończeniu brzegów zamieniłam je na rozmiar 15o. Koraliki naszywałam ściegiem lazy stitch.


zdecydowanie bad hair day

Głównym powodem, dla którego nie pokazuje się tu w roli modelki, jest brak umiejętności w robieniu sobie selfików, oraz samokrytycyzm. Jednak to zdjęcie dostało znak Husband Approved, więc jest i debiut ;) Jaki "ludź" by nie był, kolia z pewnością lepiej prezentuje się na nim, niż na ekspozytorze.

*Kolię wykonałam anonimowo (taka formuła by nie było wiadomo na kogo się głosuje) na wyzwanie grupy Beading & Embroidery, wszystkie prace były wyjątkowe, ale moja zwyciężyła :) Nie muszę chyba mówić jak się cieszę, wystarczy spojrzeć na zdjęcie wyżej ;)



Pozdrawiam serdecznie!

poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Elf, pierścionek

Sama nie wiem czy ten pierścionek przypomina elfa, ale jeden z nich go teraz nosi więc innej nazwy po prostu nie mógł dostać ;) Biżutek pasuje i podoba się, zatem pokazuję go szerszemu gronu, bo bardzo przyjemnie się go robiło i, co jest rzadkością, samej mi się podoba :)

Centrum stanowi pastylka labradorytu z wyjątkowo silnym ogniem, zwykle jest szary, ale gdy tylko złapie trochę światła, zaczyna płonąć - prawdziwie elfie sztuczki :)


Do oplecenia kamyczka wybrałam koraliki Toho treasure w kolorze Metallic Hematite i 15o Matte Bronze.


Okalają go bryłki i kuleczki nie przekraczające 4 mm średnicy, ich ułożenie jest całkowicie przypadkowe.


A są to; perły rzeczne, granaty, cytryn, hematyt i kryształki Fire Polish.


Tył podszyłam szarą ekoskórką i zamontowałam regulowaną bazę w srebrnym kolorze.


By trochę przełamać szarość i jednocześnie podkreślić barwy kamyczków, dodałam rządek różnokolorowych Toho 15o.


Zupełnie na koniec i całkowicie chwalipięcko, podzielę sie informacją o dwóch wyróżnieniach dla moich prac.

Wiśniowy naszyjnik zgłoszony do konkursu Royal Stone - kalendarz 2016, otrzymał wyróżnienie jury:


A bluefairyberge, jak Dorota ochrzciła moje tegoroczne pisanki ;), otrzymało wyróżnienie Szuflady w wyzwaniu Koraliki:


Za wyróżnienia bardzo dziękuję, zawsze cieszę się jak dziecko:) A Was pozdrawiam ciepło!


czwartek, 12 lutego 2015

Made Of Stone, broszka

Nie jestem wybitnie romantyczna, ani specjalnie podekscytowana wizją zbliżających się obchodów święta miłości. W ogóle nie jaram się Walentynkami i to nie dlatego, że to kolejne zwycięstwo komercji nad piękną ideą, ale dlatego że termin Dnia Zakochanych jest kompletnie z choinki. Toż to środek zimy i nie wiem jak Wy, ale ja zimą nie mam chęci na zaloty, cieknie mi z nosa, zimno mi w stopy i nie czuję się specjalnie atrakcyjna z bladą cerą, w klapniętych włosach pod czapką, w rozciągniętym swetrze i ocieplanych gaciach.

Panowie też łatwo nie mają, luba oczekuje kwiatów a dostępne są tylko szklarniowe róże. Nie mam nic do róż, to piękne kwiaty, ale jednak z lekka oklepane a i można źle zrozumieć intencje adoratora, stokrotki nie raz bywają bardziej na miejscu. Gdyby Walentynki wypadały w maju lub czerwcu można by poszaleć z outfitem, zarzucić filuternie rozwianym ciepłą bryzą włosem, pójść na lody bez obawy przeziębienia migdałków, liczyć na to, że absztyfikant złoży nam u stóp naręcze bzów, a co bardziej narwany nawet nenufary :)

Daleka jestem od wygłaszania sądów typu "kochać trzeba cały rok, a nie w jakieś sztuczne święto", matkę też się kocha zawsze, a jednak nikomu nie przyszło do głowy zbojkotować jej dzień. Jednakże z lutowym terminem jakoś mi nie w smak, a z nachalnym nagabywaniem z wystaw sklepowych ideologicznie nie po drodze. Chęciami i światopoglądem bliżej mi do Nocy Kupały, ale żebyście nie myśleli, że mam serce z kamienia, przygotowałam mały symbol miłości na 14 lutego.



To jedyne serce made of stone jakie posiadam :) Chyba nazwy nie muszę bardzo tłumaczyć, dodam tylko, że kontrkandydatka autorstwa mojego męża brzmiała "kamienny szlak do zastawki" :)


Bez wątpienia kamienna sieczka labradorytu gra tu pierwsze skrzypce.


Zaczęłam je szyć razem z ozdobami choinkowymi więc dawno, ale nie miałam koncepcji do czego wykorzystać bo użyte materiały nie pasowały mi do światecznej konwencji.



Za to jako broszka sprawuje się znakomicie, fajnie wygląda zarówno z lekką bluzką jak i grubym szalem.


Do jej wykonania użyłam koralików Toho w kilku rozmiarach i kolorach: Nickel, Gold Lustered Montana Blue, Bronze i Gold Lustered Chocolate Bronze oraz białych szklanych perełek i kryształka rivoli w dymnym kolorze.


Ozdoba raczej nie mała jak na broszkę, ale...


... to nie tylko broszka! Posiada bowiem dodatkową opcję na wyposażeniu...


... dynks adaptacyjny :) Pomysł nasunął się sam, chociaż wnosząc po jego prostej konstrukcji, nie sądzę że mnie pierwszej. Obok zapięcia broszkowego wszyłam koralikowe loopy do przewlekania przez nie rzemienia lub innego cienkiego nośnika.


Chciałam dodać jakieś reprezentatywne zdjęcie na ludziu, ale ludź okazał się być bardzo niereprezentatywny. Zobaczyć jednak można jak ozdoba sprawuje się w roli naszyjnika.


Na koniec pochwalę się niespodzianym wyróżnieniem w candy u Natalii. Natalia nagrodziła mnie ślicznymi, malutkimi kolczykami, oczywiście w niebieskim kolorze. Kochana przeogromnie Ci dziękuję!


I to by było na tyle, wszystkim amatorom Walentynek życzę wielu romantycznych chwil a reszcie też ;)
Pozdrawiam wszystkich <3 !

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Sunflower, broszka

Lubię nadawać nazwy swoim pracom, czuję wtedy, że proces twórczy został pomyślnie ukończony, a dzieło jest kompletne. Z tą brochą od początku wszystko szło nie tak jak powinno i gdy wreszcie wzięłam w dłonie gotową ozdóbkę, pojawiła się totalna pustka, zaćmienie, przepaść, blokada w mózgu. Stanęło na Słoneczniku, bo to piękna roślina, a nic co nosi tak oświeconą nazwę, nie może być złe :)) dodatkowo mam ostatnio fazę na słoneczniki. Za oknem pną się ku słońcu przepiękne okazy u sąsiada, zawsze gdy na nie patrzę, robi mi się jakoś tak weselej. Mam nadzieję, że i ta broszka poprawi niektórym humor.


Sercem tego małego tworka jest pastylka labradorytu, który wyjątkowo pięknie opalizuje w świetle!


Labradoryty to bardzo kapryśne kamienie, trudno właściwie je wyeksponować i bardzo łatwo stłamsić niewłaściwą oprawą. Prułam więc niezliczoną ilość razy, aż stanęło na tym co widzicie.


W koralikach dominują czernie (Toho Treasure Hybrid Jet Picasso, Round 15o i 11o Opaque Jet) oraz metaliczne miedzie i fiolety z odrobiną zmrożonej szarości w postaci Toho 11o Transparent Frosted Gray.


Koraliki SuperDuo nie miały takiego koloru, gdy zaczynałam haftować, były obłędnie wielokolorowe w cudnych odcieniach pasujących do koralików, które wybrałam na pikotki. Chyba pierwszy raz zdarzyło mi się coś takiego, by jeszcze przed skończeniem pracy farba starła się od dotyku! Bardzo nie polecam koloru Matte Metalic Iris Purple, no chyba, że podoba wam się to, co z niego zostaje :))


Tył podszyłam ekoskórką z wytłaczaniami ala skóra strusia w śliwkowym kolorze, zapięcie z "bezpiecznikiem". Wymiary broszki to 4,5 cm na 4 cm w najszerszych miejscach.


Mam nadzieję, że mój Sunflower przypadł Wam do gustu i pomoże radośnie zacząć ciężki tydzień, już ostatni wakacyjny :(

Pozdrawiam ciepło!


poniedziałek, 27 stycznia 2014

Bosque, broszka

Bosque to las, sama nie wiem dlaczego wybrałam akurat hiszpańskie znaczenie tego słowa, może przez pasję jaką wyraża. Polskie brzmienie nie ma w sobie nic poetyckiego, chociaż nasze rodzime lasy zapierają dech w piersiach. Przez ponad 20 lat mieszkałam na obrzeżach wspaniałej zielonej kurtyny świerków, sosen i akacji, które po kilkunastu minutach spaceru w ich głąb ustępowały miejsca leszczynom i starym dębom. Taki podmiejski las ma też swoje ciemne strony - roje spacerowiczów, psy puszczane samopas i tony śmieci, ale pominąwszy te niedogodności, sąsiedztwo z naturą to luksus jakiego zaznało niewielu. Kocham drzewa i każde skojarzenie z nimi związane przyprawia mnie o szybsze bicie serca, dlatego gdy tylko zobaczyłam ten zielony jaspis cesarski, od razu wiedziałam, że zrobię z niego coś nawiązującego do leśnych klimatów:)


Ogromnie podoba mi się nierównomierne odbarwienie i żyłkowanie kamienia, dzięki nim nabiera głębi i sprawia wrażenie bardziej tajemniczego:)


Ubrałam go w brązy i nie licząc kilku zielonych Fire Polish, kamień jest jedynym zielonym akcentem tej broszki.


Kamienna sieczka to miks kwarcu i labradorytu, na dodanie tego ostatniego zdecydowałam się ze względu na delikatnie zieloną opalizację, która dodaje głębi. Reszty dopełnia światło.


Do oplotu wybrałam japońskie koraliki Toho i kryształki Fire Polish, ich kolory to: Metallic Iris Brown, Antique Bronze, Metallic Moss, Frosted Dark Topaz, Gold Lined Dark Topaz oraz Hex 8o Metallic Iris Brown.


Tył podszyłam ekoskórką w kolorze ciemnej oliwki, broszka w najszerszych miejscach mierzy 4,1 cm x 3,6 cm. A na dłoni wygląda tak jak poniżej:


Mam nadzieję, że ten maleńki leśny stworek przypadł wam do gustu. Będzie mi miło jeśli swoje opinie wyrazicie w komentarzach.

Jak pewnie zauważyliście pozmieniałam trochę w wyglądzie bloga i z rozpędu skasowałam widget "You might also like", niestety za nic nie mogę zainstalować go na nowo. Może macie na to jakąś receptę? Dodam tylko, że próbowałam wszystkiego łącznie z czyszczeniem pamięci, defragmentowaniem dysku i innymi komputerowymi egzorcyzmami. Błąd pojawia się zawsze w końcowej fazie procedury dodawania i polega na tym, że w ogóle nie generuje się kod w okienku zawartości. Miałyście już z czymś takim do czynienia? Będę wdzięczna za podpowiedzi.

Pozdrawiam was ciepło:)


piątek, 19 lipca 2013

Darwi Odrade, broszka

Ci  z was, którym obca lub niemiła jest literatura science fiction zapewne zasną za chwilę z nudy, dlatego wrzuciłam dużo zdjęć:) Jeśli ktokolwiek bez pomocy wujka Googla domyślił się co oznacza imię mojej broszki temu biję pokłony, a kto nie a jest ciekaw, spieszę wyjaśnić, że imię to nosiła Matka Wielebna Bene Gesserit z dwóch ostatnich tomów uniwersum Diuny Franka Herberta. Żeńskie zgromadzenie, do którego należy Odrade nie ma nic wspólnego z zakonem w znanym powszechnie znaczeniu, to potężna organizacja od której wiele zależy w tym fikcyjnym wszechświecie. Siostry zgromadzenia to silne, niebezpieczne, piekielnie inteligentne istoty, jednocześnie wojowniczki, nauczycielki i kochanki tyle tylko, że przedkładają rozum nad uczucia, w zasadzie wyrzekły się miłości i nigdy nie okazują emocji. Odrade jest inna, pielęgnuje wspomnienia i nie boi się czuć. Nie mam pojęcia czy Dar nosiła broszki, jednakże robiąc moją cały czas myślałam o właśnie co skończonym 6 tomie Diuny i jej wyjątkowej bohaterce. 


Broszkę utrzymałam więc w mrocznych i nieco kosmicznych klimatach, ale nie pozbawiając jej nutki romantycznej tajemnicy.


Odrade kochała wodę, lubiła mówić o sobie, że jest dzieckiem morza dlatego dodałam ciemne perły. Krople labradorytu to łzy, których nie unikała. Jednym słowem moja broszka jest mocno zainspirowana i z całym przekonaniem sentymentalna, bo strasznie nie lubię kończyć książek zwłaszcza gdy mnie wciągają na dobre. 


Schodząc na ziemię i wracając z literackiej fikcji do realnego świata, dodam że broszkę wykonałam haftem koralikowym z koralików Toho różnej maści i pokroju. Centralnym punktem ozdoby jest pastylka labradorytu ozdobiona sieczką z tego samego minerału oraz ciemnymi perłami hodowlanymi.


Tył podszyłam czarną sztuczną skórką, zapięcie w kolorze srebra. Broszka nie jest duża, ma około 4 cm szerokości i 4,3 cm długości wraz z wystającymi elementami.


Tym razem poszalałam z różnymi koralikami, nie tylko Round, sięgnęłam po Rizo i Super Duo w kolorze Opaque Jet, pozostałe kolory to Metallic Hematite i Matte Color Opaque Gray.


Nie mogłam się oprzeć sieczce, co poradzę:) na zdjęciu tego nie widać, ale wybrane przeze mnie kamyczki cudnie opalizują na zielono i niebiesko. Do kompletu zrobiłam kolczaste kolczyki według wzoru z magazynu Beadwork na luty i marzec 2013.


Miyuki Long Magatama wyplecione brick stitch na zmianę z 11o Toho Round gdyby ktoś się zastanawiał:)


Jeśli ktoś z was chciałby poczytać sobie Herberta a w szczególności Diunę może to zrobić bez wychodzenie z domu TU. Osobiście wolę papierowe książki, ale nie każdy musi, na podlinkowanej stronie nie brak innych lektur. Ciekawe interpretacje postaci z Diuny znalazłam też na tym blogu - KLIK



Dziękuję tym którzy dobrnęli do końca i nawet przeczytali ten post:) Pozdrawiam was ciepło i życzę miłego weekendu.

Przypomnę tylko, że jeszcze tylko do jutra można zapisać się na moje Candy, spieszcie się, zapraszam!


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...