poniedziałek, 28 grudnia 2015

Anioły, zawieszki na choinkę (i nie tylko)

Święta, święta i po świętach. To chyba najczęściej czytane, i wypowiadane, zdanie ostatnich dni, ale ile w nim prawdy! ;) Próbowałam zmusić się do robienia czegoś konstruktywnego w czasie świąt, ale uległam tradycji i tylko obżerałam się i oglądałam telewizję. Teraz trawi mnie poczucie winy i uwiera gumka w spodniach, dlatego odetchnęłam z ulgą, że ten czas już minął. Bardzo się cieszę z rodzinnych spotkań, pięknych prezentów i z tego, że wreszcie zwrócił się koszt abonamentu za tv, ale czas wrócić do normalności, lekkostrawnej diety i koralików.


Dwa ostatnie anioły nie załapały się na publikację przed świętami, dlatego przedstawiam je teraz.


Pierwszy jest połączeniem pereł, białych (Opaque Lustered White) i kremowych (Opaque Navajo White) koralików oraz odrobiny srebra (toho Nickel).


Tył podszyłam bielutkim Ultrasuede.


Anioł mieści się w dłoni, pojęcia nie mam jak wygląda na choince bo chwilowo na żadnej nie wisi.


Drugi mieni się złotem i hematytowymi gwiazdkami.


Użyłam tu tych samych koralików od Toho, jednak zamiast srebra sięgnęłam po kolor Antique Bronze.


Wykorzystałam też resztę hematytowych gwiazdek.


To koniec anielskiego cyklu przynajmniej na rok. Teraz pewnie zacznę robić ozdoby Wielkanocne, żeby zdążyć na czas ;)
A Wy jeśli chcecie jeszcze, lub już, zrobić biżuterię dla Waszych drzewek, klamek lub innych ulubionych miejsc w domu, odsyłam do tutorialu na serduszkową, migocząca zawieszkę --> KLIK

Pozdrawiam poświątecznie!


poniedziałek, 21 grudnia 2015

Świąteczny pierniczek, zawieszka na choinkę.

Bez obaw, nie przemianowałam bloga na kulinarny ;) Bardzo lubię piec ciasta, ale od kiedy jestem na diecie bezglutenowej robię to znacznie rzadziej, pierników jednak robić nie lubiłam nigdy. Dla mnie gra nie jest warta świeczki, zwłaszcza że można kupić przepyszne pierniczki od kogoś kto lubi je robić ;) 

Za to z koralików lubię robić wszystko, nawet tak wymagającą rzecz jak ciasteczko w czekoladzie. Bo chociaż na pierwszy rzut oka widać, że pozował mi Shrekowy Ciastek, to moja wersja jest zdecydowanie bardziej kaloryczna. Po części z braku odpowiedniego koloru koralików, a po trochu dlatego, że mam w domu nałogowego czekoladożercę i chciałam mu sprawić odrobinę radości w te Święta bez tuczenia go ;)


Za inspiracje posłużył mi wszystkim znany i lubiany Ciastek, w wersji przed amputacją nóg przez podłego księcia.


Nie do końca udało mi się trzymać pierwowzoru, ale przecież nie o to chodzi, żeby bezrefleksyjnie wszystko papugować. Mój pierniczek jest znacznie ciemniejszy, a to za sprawą koralików Toho w kolorze Opaque Terra Cotta w kilku rozmiarach, które ku mojemu zaskoczeniu różnią się odcieniami. Dodałam mu też ogromniaste guziki, czyli szklane, ręcznie robione kaboszony od Apandany.


A gotową ozdobę zawiesiłam na łańcuszku kulkowym w złotym odcieniu, ostatnio to mój ulubiony rodzaj nośnika.


Tył podkleiłam brązowym Ultrasuede, które nadaje apetycznego wyglądu.



"Ciasteczko" jest całkiem spore (10,5 cm wysokości) i z pewnością będzie górowało nad pozostałymi ozdobami, ale takie jego zadanie by przełamać nieco powagę sytuacji.


Jako, że to mój ostatni wpis przed Świętami, to chcę Wam wszystkim życzyć by były one pełne pięknych emocji, czasem spokoju i radości oraz spełnienia.




Merry Christmas!

poniedziałek, 14 grudnia 2015

Holy, anioł na choinkę

Za choinkę nie wiedziałam jak nazwać tego anioła na choinkę, a to dlatego, że zrobiłam go dla nas. Dołączy do pozostałych ozdób jakie dotychczas zrobiłam z myślą o naszym drzewku świątecznym.


Użyłam więc podobnych kolorów co w zeszłym roku, nasz anioł jest błyszczący i aż kapie z niego przepychem.


Zużyłam sporą ilość koralików toho w kolorach antique bronze i metallic cosmos, oraz kilka hematytowych gwiazdek.


"Łepetynka" to 16 mm kryształek stożkowy. Nie mogłam nigdzie znaleźć tego rozmiaru kryształków w innym kolorze, więc jakby ktoś coś, to chętnie wezmę namiary na odpowiedni sklep.


Tył podkleiłam naturalną skórą w ciemnoniebieskim kolorze.


Ozdoba nie jest bardzo duża, mieści się w dłoni.


Wykonanie jej to kwestia zapału, tym razem poszło szybko :)


Na razie w pełni gotowe są tylko 3 "bombki", reszta w proszku ;)


Rodzinka prezentuje się tak:


Dla tych z was, którzy jeszcze nie mają pomysłu na handmejdową ozdobę choinkową, mam tutorial na haftowane serduszko --> KLIK


Instrukcję przygotowałam na zlecenie Royal Stone i tam też możecie ją znaleźć, podobnie jak odnośniki do większości materiałów użytych w pracy. Miłej zabawy!

Pozdrawiam przedświątecznie, czyli ciepło ;)

poniedziałek, 7 grudnia 2015

Mary, anioł na choinkę

Mary to mój kolejny anioł, a właściwie anielica, na choinkę. Chociaż podobnie do poprzednika może wisieć gdzie chce. Uprzedzając fakty, kiecka wcale nie jest krzywa, to Mary tak zarzuca biodrem, w tańcu ;)


Tym razem ozdoba w błękitach i srebrze, zgodnie z upodobaniami przyszłej właścicielki.


Turkusowe i bladoniebieskie toho uzupełniłam koralikami fire polish 3 mm oraz hematytowymi kwiatuszkami.


Hematyty pojawiły się też w postaci fasetowanych kuleczek.


Wszystkie anioły powstają według tego samego szablonu, zatem każdy mieści się w dłoni.


Tył podszyłam niebieskim Ultra Suede.


Z poprzednikiem wyżej i z następcą niżej.


Dajcie znać jak Wam się znudzą moje anioły, bo nie chcę straszyć, ale jeszcze kilka ich mam ;)

Pozdrawiam ciepło!

poniedziałek, 30 listopada 2015

Maty, anioł choinkowy

W tym roku postanowiłam nadać moim aniołom imiona, głównie od ich przyszłych, lub obecnych właścicieli. Maty to zdrobnienie od Mathew, no fakt, mogłabym po prostu ochrzcić go Maćkiem, ale nie brzmiałoby to tak dostojnie ;) 

Tak czy inaczej, kontynuuję zeszłoroczną tradycję samodzielnego wykonywania ozdób choinkowych. Haft koralikowy daje mnóstwo możliwości i chociażby ze względu na swoją urodę, nie powinien ograniczać się tylko do form biżuteryjnych. 

Ostatnio nie mam zbyt wiele czasu, dlatego poprzestałam na aniołach, bo są uniwersalne. Istnieje więc szansa, że posłużą nowym właścicielom przez cały rok.


Tego anioła zaczęłam szyć bez specjalnego przeznaczenia, po prostu spodobało mi się połączenie srebra z żółcią i postanowiłam przetestować je w praktyce. Wtedy zobaczył to mój mąż i chyba już wiecie co się stało :) No jakże nie miałam dać własnemu mężowi anioła? No nie mogłam postąpić inaczej, gdzież bym w ogóle śmiała.


Anielskie lico to fasetowany kryształek a la rivoli o średnicy 16 mm, w zasadzie można się w nim przejrzeć ;)


Użyłam fasetowanych kuleczek agatu i hematytów, oraz urocze hematytowe kwiatuszki, reszta to koraliki Toho w kolorze Nickel, Sunset i Cobler.


To dość nietypowe kolory jak na "bombkę", ale mnie się podobają.


W planach mam kilka następnych, jednak głowy nie dam, że zdążę je zrealizować. W każdym razie kończę właśnie błękitną Mary :)


A jak to wygląda u Was? Robicie sami ozdoby świąteczne, a może przygotowujecie własnoręcznie wykonane upominki dla bliskich? Dajcie znać w komentarzach.


W sprzedaży jest już kalendarz Royal-Stone z moją chmurką na okładce. W środku znalazło się wiele pięknych prac biżuteryjnych, w tym dwie moje. Wydawnictwo można kupić tu --> KLIK Mam nadzieję, że skusicie się na zakup, zawsze milej tworzyć nowe rzeczy mając przed oczami tyle inspiracji (mówię o pracach moich kalendarzowych koleżanek). Jeszcze nie wiem gdzie go zawiesić, ale z pewnością oprawię sobie okładkę, dla potomnych ;)


Pozdrawiam ciepło!

czwartek, 19 listopada 2015

Minty, broszka

Dziś broszka. Nie mam do niej żadnej fascynującej historii, chociaż nie odważyłabym się nazwać jej nudną. Trochę przypomina babciną ozdobę, to fakt, ale nic nie stoi na przeszkodzie by nosiła ją młoda osoba. Po prostu miałam ochotę uszyć taką właśnie broszkę, z koronką, o podłużnym kształcie, z miętowym akcentem.


W centrum widzicie podłużny kamień, który dostałam w prezencie i nie do końca wiem co zacz, ale ma fantastyczna barwę.


Obszycie go nastręczyło mi kilku problemów, bo nie jest to kaboszon, a po prostu duży "koralik" z wywierconą dziurką, musiałam więc najpierw wyrównać filcowymi podkładkami jego powierzchnię. 


Obszyłam go koralikami Toho Treasure w kolorze Matte Bronze i Round 15o w trzech kolorach. Koronka to wzór z książki Jamie Cloud Eakin, Dimensional Bead Embroidery. Wykonałam ją piętnastkami w kolorze Matte Bronze. Użyłam również platerowanych hematytów i kryształków Fire Polish 3 mm.


Tył podszyłam zieloną skórą naturalną, niestety aż dwa razy prułam szew, co odrobinę widać. Biję się w pierś, ale już nie miałam cierpliwości zrywać skórki i kleić nową.


Jako, że pogoda wybitnie nie do zdjęć, to musicie uwierzyć mi na słowo, że broszka fajnie prezentuje się na człowieku. 


Niby pastele to letnie kolory, a mnie wzięło na miętę w środku jesieni. Zrobiłam sobie bransoletkę na gumce właśnie w takich odcieniach i noszę do znudzenia. Nawet pasuje do broszki :)


Kamyczki to fasetowany agat laguna 6 mm i żółte agaty trawione.

Pozdrawiam ciepło!

poniedziałek, 9 listopada 2015

Autumn Folk, wisiorek

Wczoraj mieliśmy tak ładną pogodę, że wydało mi się to aż niewiarygodne, biorąc pod uwagę ostatnie tendencje. Niemniej jednak, gdyby taki dzień nie miał się w najbliższej przyszłości powtórzyć, postanowiłam ocalić go od zapomnienia na blogu. Dlatego dzisiejsza praca kipi kolorami, wiosną i pozytywną energią. Rzecz jasna mam cichą nadzieję, że jesień jeszcze nie raz nas rozpieści, ale póki co zapraszam na kolorowy wisior.


Przyczynkiem do jego wykonania był szklany kaboszon od Apandany z folkowym motywem. Rzecz tak barwna, że chwile mi zajęło wykombinowanie jak go oprawić.


Postawiłam na czerń i kolory powtarzające się w grafice,


Znajdziecie tu kuleczki korala łososiowego, złotych pereł hodowlanych, hematytów, jadeitów i agatów. Całość wieńczy kropla malinowo-czerwonego agatu w towarzystwie koralików Toho i fasetowanej kuleczki limonkowego agatu brazylijskiego.


Całość nie jest przesadnie duża, wisiorek ma około 8,6 cm długości i 4,5 cm szerokości. Zawiesiłam go na nośniku z tasiemki z organzyny w żywym, jasnozielonym kolorze.


Wstążeczki ukryłam w tunelikach z koralików Toho 15o Opaque Jet i G-L Green Tea, całość spina zapięcie magnetyczne.


"Plecki" usztywniłam i podkleiłam bardzo cienką skórą kozią. Tym razem nie zrobiłam sobie zdjęć, wyręczył mnie welurowy ekspozytor, ale nawet na nim wisiorek wygląda dobrze, chociaż udrapowałam go by pasował do jego niewielkich gabarytów.


Wisiorek można zwiesić na innym nośniku w zależności od upodobań. Osobiście założyłam go tylko raz w asyście innej folkowej ozdoby, którą noszę tak często, że wymaga renowacji ;)


I to by było na tyle :) Narobiłam sobie trochę tyłów w blogowaniu, więc plan na najbliższe dni mam taki, by nadrobić zaległości i zobaczyć co na Waszych blogach. 

Pozdrawiam ciepło!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...