poniedziałek, 15 maja 2017

Say Yes, kolia

Już miałam sobie zrobić urlop od koralików i dać odpocząć pokłutym palcom, bo dom zapuszczony, wyprasować by trzeba rosnącą górę prania, a na dodatek w kącie łka torba z włóczkami do przerobienia, ale niestety ciągnie wilka do lasu. Natury nie oszukasz. Zrobiłam jeszcze jedną kolię, ostatnią na jakiś czas. Serio, muszę trochę ogarnąć okolice i zająć się czymś bardziej życiowym. Tymczasem prezentuję kolię na wyjątkową okazję. Z założenia ślubną, rzecz jasna nikt nie zabroni założyć jej na, dajmy na to, rozwód, czy inną niecodzienną sytuację ;)

Kolię zgłosiłam na konkurs Korallo "Powiedz Tak". Tym, którym przejadły się moje konkursowe zapędy, wyjaśniam, że jako hobbysta nie żyjący z rękodzieła, nie mam zbyt wielu okazji do wykonywania tak dużych prac, zatem konkurs to dla mnie najlepsza motywacja.

Powiedziałam więc "tak" i przygotowałam coś na ten wyjątkowy dla wielu kobiet dzień. Sama nie miałam na sobie wyrazistej biżuterii w dniu ślubu, jedynie pierścionek zaręczynowy, delikatne kolczyki z kryształkiem, srebrny łańcuszek od mamy, która nie mogła być ze mną i coś "starego", "pożyczonego" i z "niebieskim" oczkiem w jednym, w postaci pierścionka od świadkowej :) Dość zachowawczo i skromnie.

Było to jednak zanim odkryłam koraliki i nauczyłam się je poskramiać. Dziś z pewnością zrobiłabym dla siebie coś odważnego. Nie zamierzam jednak brać ponownie ślubu, ale może założę ją na kolację z mężem, będę się wtedy czuła jak jakaś celebrytka ;) 

Kolia jest prosta w konstrukcji więc i jej wykonie nie zajęło mi wiele czasu. Projekt powstał spontanicznie i nie był inspirowany niczym szczególnym poza moją sympatią do kryształków i koloru niebieskiego. Miał być regularny i symetryczny, ślub to harmonia, zatem nie chciałam wprowadzać tu zbytniego bałaganu. Po czasie dostrzegłam, że trochę przypomina koronkę, sama miałam koronkową suknię, więc podświadomość zrobiła swoje ;)


Kryształki uzupełniają koraliki Toho w kilku rozmiarach i w trzech odcieniach niebieskiego oraz przezroczyste.


Wyszła z tego bardzo ciekawa faktura, która pięknie migocze w świetle.


Cieniowanie również zrobiło swoje, bo kolia wygląda jak zamrożona, albo zanurzona w  barwniku.


Tył podszyłam naturalną skórą o perłowym odcieniu, zamontowałam również zapięcie magnetyczne.


Kolia jest usztywniona tekturą, inaczej wszystkie koraliki zaczęłyby żyć własnym życiem i szybko straciły fason. Na szyi prezentuje się jednak bardzo ładnie.


Wydaje mi się jednak, że dużo lepiej wygląda z ciemnymi ubraniami, ale może to tylko moje widzimisię, bo takie kolory noszę najczęściej.

powaga i skupienie;)

Jeśli macie ochotę, to do jutra trwa "lajkowe" głosowanie na facebookowej stronie konkursu, będzie mi bardzo miło --> klik


Przy okazji ogromnie Wam dziękuję za kibicowanie kolii z poprzedniego postu, Wasze wsparcie jest fenomenalne! Jestem wręcz przekonana, że ta energia udzieliła się Jury podczas głosowania, bo innego wytłumaczenia na to, że zajęłam pierwsze miejsce, nie mam :) Po raz pierwszy moja praca dostanie swoją kartkę z kalendarza, więc tym bardziej się cieszę. Raz jeszcze dziękuję <3

Pozdrawiam ciepło!

środa, 3 maja 2017

Bee Happy, kolia

Ostatnio nie mam zbyt wiele chęci na rozpisywanie się, co najlepiej widać po ilości postów na blogu. Licho tu z tą treścią. Tym razem również postaram się streszczać, zwłaszcza że zdjęć sporo. 

To praca konkursowa. Prawdę mówiąc, nie pokusiłabym się o tak dużą rzecz z innej okazji, po prostu brak mi motywacji. Kolia powstała na konkurs Kalendarz Royal Stone 2018 - Polska. Trudny temat, ale wdzięczny. Kłopot sprawiło mi obiektywne spojrzenie na ojczysty kraj. W tej kwestii jestem zbyt stronnicza, co przesłania mi obraz rzeczywistości. To tak trochę, jak z moimi znajomymi z drugiego końca Polski, którzy zaczęli się zachwycać atrakcjami w moim mieście. Pojęcia nie miałam, że tu jakieś są. Mieszkam tu od urodzenia, więc przestałam je zauważać lub uznawać za atrakcje. Trudno zachwycać się czymś, co widzi się po raz 15436678.

Tak właśnie było z szukaniem inspiracji do konkursowego tematu. Ciężko. Pomogła mi wiosna, chociaż latem byłoby jeszcze łatwiej.


Gdybym miała zobrazować Polskę, byłaby właśnie taka. Prosta, kolorowa i pełna życia. Fakt, kwiaty, pszczoły, miód, ewentualnie bursztyn, można znaleźć też w innych krajach, ale tylko tu mają dla mnie takie znaczenie i siłę. Nawet czuję ten zapach, trochę łąki, trochę ziemi, lekko słodki, kręcący w nosie. To tęsknota za tym, co nieskomplikowane. Poczyniłam też kilka luźnych nawiązań do kultury ludowej, sięgając po koral i motywy maków oraz chabrów.


Maki, podobnie jak pozostałe kwiaty, wyhaftowałam koralikami w rozmiarze 15o od Toho i z Preciosy. Środek to kryształki bicone. 

Zdecydowanie pomocne okazało się, wcześniejsze podkolorowanie podkładu do haftowania.



Chabry są nieco mniej spektakularne, ale bardzo mi na nich zależało. Obok maków, to one najbardziej kojarzą mi się z Polską.


Jest i miód. Nie wiem jak Wy, ale ja cały rok zajadam się miodkiem od zaprzyjaźnionego pszczelarza i nie wyobrażam sobie bez niego życia.


Też idzie w biodra, ale przynajmniej na zdrowo ;)


Kaboszony to wykonane przez Apandanę (z nieistniejącego już sklepu BeadBeauty) szkła imitujące bursztyn. Moja pierwsza konkursowa praca posiadała kaboszon od tej autorki, przyniósł mi wówczas szczęście, może tak będzie i tym razem. Obszyłam je mieszanką DIY wszystkich Toho Treasure i Miyuki Delica 11o jakie miałam, czyli 16 odcieni. Wkładanie ich z powrotem do fiolek było wyzwaniem. 

Kropla spływającego miodu to fluoryt, trafił mi się czysto bursztynowy.


Jest i pracowita pszczoła. To filigran kupiony wieki temu w UnikatArt.


Tył podszyłam brązową skórą naturalną.

Zapięcie jest magnetyczne, bardzo mocne. Nośnik to kulki korala na nylonowej nici do supełkowania. 


To by było na tyle szczegółów. Zapraszam na relację z powstawania.

RELACJA Z POWSTAWANIA

Pracę szyłam 3 tygodnie, niestety nie mierzyłam czasu zegarkiem więc trudno mi podać dokładną ilość roboczogodzin.

Zaczęłam od wykonania szkicu roboczego (trochę się sponiewierał) i wybrania koralików.

Kilka dni później wzięłam się za rysowanie maków.

Ta metoda pozwala uniknąć nieestetycznych prześwitów między koralikami. Możecie o tym przeczytać w moim poradniku --> klik


Mniej więcej po tygodniu mogłam zrobić sobie makijaż do zdjęcia poglądowego. Postawiłam sobie wyzwanie, by użyć tylko polskich kosmetyków, nie wszystkie załapały się na zdjęcie, ale się udało. Nawet chusta jest made in Poland, moje ubrania również.



Czas założyć kolię.

I pokazać światu.


Polka w Polsce lub Polska na Polce.


Mam nadzieję, że kolia Wam się podoba, jeśli tak, to możecie na nią zagłosować w albumie konkursowym. klik

Pozdrawiam majowo :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...