sobota, 26 października 2013

Szach Mat, bransoletka

Ja i minimalizm to sprzeczność sama w sobie, taka kombinacja po prostu w przyrodzie nie występuje. Oksymoron. Zgrzyt semantyczny. Zawsze otaczam się sporą ilością przedmiotów; bo mam sentyment, bo cieszą oko, bo coś znaczą, bo lubię mieć w zapasie i pod ręką, bo po prostu lubię. Ja to z dumą nazywam eklektyzmem inni z przekąsem zbieraniną:) Jakoś nigdy nie przeszkadzało mi moje przywiązanie do rzeczy martwych, wszak w każdym z nas drzemie atawistyczna natura zbieracko-łowiecka (we mnie nieco bardziej zbieracka), problemem okazują się być przeprowadzki, ale to już osobny temat:)) Od czasu do czasu warto jednak spojrzeć w oczy swoim demonom, a aktualne wyzwanie Kreatywnego Kufra okazało się być idealną do tego sposobnością. Bransoletka co prawda zrobiona dawno temu, ale nie publikowana co nie kłóci się z regulaminem, niemniej jednak całkiem dobrze oddająca ducha minimalizmu. Zrobiłabym coś świeżutkiego, ale nadal mam problem z przyjęciem pozycji wertykalnej w siadzie prostym, powoli też zaczynam odczuwać skutki przymusowego koralikowego odwyku:)


Dwa kolory, jeden wzór, jednolita faktura, zero ozdobników, proste zapięcie, pasuje do wszystkiego - raj dla biżuteryjnego ascety:)
Bransoletka to mało skomplikowany herringbone szyty nicią i koralikami Toho 11o w kolorach Opaque Jet i Lustered White.


Wybrałam do niej zapięcie typu slide w kolorze jasnego srebra. Ozdoba ma około 2,5 cm szerokości i ładnie przylega do nadgarstka.


Dzięki poradnikowi Kasi mam nadzieję wreszcie nauczyć się robić porządne zdjęcia obiektom "niefotografowalnym" czyli takim jak powyżej:)) zawsze to jakiś powód by szybciej zdrowieć:)

I jeszcze mała formalność, biorę udział w Candy u MysteriousKatinki, na które wszystkich namawiam:)


Dziękuję Wam bardzo za to, że tu zaglądacie i zostawiacie po sobie ślad w postaci komentarza. Ściskam Was gorąco!

poniedziałek, 21 października 2013

Powroty

Wróciłam. Prawie. Nie do końca. Trochę jestem, trochę mnie nie ma. Nadrabiam zaległości, ogarniam rzeczywistość i powoli wracam do normalności. Ogromnie dziękuję za przemiłe komentarze, maile i trzymanie kciuków, które bardzo się przydały. Nie cierpię szpitali a musiałam się poddać długo odkładanej operacji ortopedycznej. Wybitni lekarze wybitnymi lekarzami, ale nikt mi nie powie, że pozytywna energia od tylu ludzi nie miała znaczenia dla powodzenia tej niecodziennej sytuacji! Teraz czeka mnie długa i mało przyjemna rehabilitacja (właściwie już w toku) więc do koralika tak szybko nie zasiądę, na szczęście naprodukowałam trochę przed operacją więc przez pewien czas będę miała co pokazywać na blogu:)

A dziś odgrzewany kotlet sztuk dwa:) czyli porcja chwalipięctwa. W najnowszym numerze Beading Polska w rubryce "cudze chwalicie, swego nie znacie" zobaczyć można aż dwie moje prace; naszyjnik Falling Leaves i bransoletkę Forest Fairy
Poniżej bohaterka numer 1, oplatana kula zrobiona według własnego tutorialu z małymi modyfikacjami. 


I na koniec mój freeform, który miał dużego pecha w konkursach, ale koniec końców wybronił się trafiając na szpalty zacnego wydawnictwa i nadgarstek pewnej utalentowanej mamy.



Obie prace były całkowitym spontanem, tworzone bez żadnego planu ani zamysłu, wzięłam się za nie dla zabicia czasu:) Widać tędy droga, robić to co się kocha ot tak po prostu, dać się ponieść wyobraźni i pozwolić prowadzić koralikom:)

Pozdrawiam Was serdecznie oraz witam nowych obserwatorów i przypadkowych podglądaczy, dziękuję że zaglądaliście tu pomimo mojej nieobecności!


wtorek, 15 października 2013

Caelum, broszka

Słowa mnie fascynują, w dzieciństwie lubiłam powtarzać jakiś wyraz tak długo aż przestawał cokolwiek znaczyć, rozpływał się w niebyt i  rozpadał na atomy, które oddalając się od siebie zaczynały tworzyć dziwny wszechświat o rozmiarach tak niewyobrażalnych, że fizyczną niemożliwością stawało się ponowne poskładanie go w całość. Nazwy bez swych desydentów czyli namacalnych przedmiotów będących ich znakiem, są niczym, jedynie czczą gadaniną i bełkotem (jak nie przyrównując – to zdanie;)). Potrzebny jest ten ulotny i niepojęty pierwiastek boski by słowo stało się ciałem, prawdą i mocą. Zjawiska zaczynają być nagle zrozumiałe, to co obce bardziej przyjazne a świat nabiera sensu gdy używamy odpowiednich słów. Jak więc w obliczu takiej siły, jaką daje możliwość swobodnego operowania pojęciami, nie wierzyć na przykład w zaklęcia, modlitwy czy życzenia, jakkolwiek by to ująć? Gdzieś musi być klucz do tej zagadki:)


Nie jestem przesadnie zadowolona z efektu swojej pracy, tym razem zwalę całą winę na kamień, który nie spełnił moich oczekiwań, co tu dużo mówić, wygląda jak plastikowy chociaż to najprawdziwszy chalcedon. Mimo to mam szczerą nadzieję, że właścicielce się spodoba.


Jasnoniebieski chalcedon oplotłam koralikami Toho oraz kuleczkami granatu i kryształkami Fire Polish. A ich kolory to: Inside Color Lt Sapphire White Lined, Opaque Perwinkle, Transparent Frosted Cobalt, Gold Lustered Montana Blue, Inside Color Montana Blue Oxblood Lined, Transparent Frosted Sapphire, Dark Bronze.


Tył podszyłam niebieską ekoskórką i zamontowałam zapięcie w kolorze złota, wymiary ozdoby to: 4 cm na 3,3 cm w najszerszych miejscach.


Mam nadzieję, że ta niepozorna ozdóbka przemówiła do waszej wyobraźni, sprawiając, że nawet rzeczy z pozoru błahe i proste (a nawet nie do końca zgodne z oczekiwaniami) nabiorą głębszego znaczenia.


Ten post podobnie jak poprzedni, napisałam przed wyjazdem i ustawiłam publikację z opóźnionym zapłonem :) nie mogę zatem zobaczyć co piszecie w komentarzach, ale mam nadzieję, że mimo wszystko je zostawiacie:) ot taka moja próżna natura.
Pozdrawiam Was ciepło:)



czwartek, 10 października 2013

Cloud Number Nine, bransoletka i kolczyki

Spieszę wyjaśnić, że nie jestem wielce zagorzałą fanką twórczości Briana Adamsa, ale radia nie wyłączam gdy go puszczają. Chociaż moje muzyczne gusta oscylują wokół odrobinę innych klimatów, to przyznać muszę, że Brajanowe "gwoździe" w głosie brzmią całkiem przyjemnie:), nie o tym jednak miało być. Szukając w głowie adekwatnej nazwy dla mojego kolejnego ukośnika (z nastawieniem, że ma dotyczyć liczby dziewięć) nic innego nie chciało mi w czaszce zaświtać, chmura numer dziewięć zasnuła skutecznie dziurę ozonową powstałą w miejscu odpowiedzialnym za generowanie nazw:) Taki bonusik od świata bombardowanego popkulturową papką:P Dziewięć zaś dlatego, że to mój dziewiąty ukośnik, poza tym ponoć jestem numerologiczną dziewiątką, co jak na wiedzę nikomu do niczego nie potrzebną zostało mi objawione przypadkiem i bez proszenia. Co zaś do mej głowy raz wleci to na zawsze w niej zostaje i tak oto z owej zbieraniny wykluło się całkiem udane miano dla bransoletki, która zupełnie przypadkiem wygląda jak puszysta chmura:)


Bransoletka to ukośnik na 15 koralików w rzędzie nawlekanych na chybił trafił z domowej roboty mieszanki Toho 11o. Całość utrzymana w kremowych odcieniach przeplatanych gdzieniegdzie złotem i srebrem.


Tym razem bransoletkę wykonałam ciut ciaśniejszą i to wcale nie z powodu szczędzenia na koralikach a z myślą o nieco wątlejszych nadgarstkach. Najliczniejszą rzeszę moich zleceniodawczyń tworzą bowiem moje osobiste koleżanki, a te nie wiedzieć dlaczego mają gabaryty niedożywionej uczennicy chińskiego gimnazjum:) chucherka takie. Szczególnie rzuca się to w oczy gdy staną przy mnie:)


Użyte kolory to: Opaque Lustered Lt Beige, Opaque Beige, Opaque Lustered Navajo White, Gold Lustered Montana Blue i Gold Lustered Pale Wisteria. Okucia w kolorze jasnego srebra.



Do kompletu wykonałam małe kuleczki na biglu angielskim.
Bransoletkę zgłaszam do Kreatywnego Kufra na wyzwanie o temacie Minimalizm.



Tym z Was, którzy nadal walczą z kiepską jakością zdjęć po wrzuceniu na bloga spieszę przekazać dobrą nowinę, otóż wystarczy zmienić format zdjęć z JPG na PNG (funkcja "zapisz jako" np. w paincie) bez konieczności zakładania kont Google + by tam usuwać ustawienia autokorekty. Pomysł pochodzi z mojej czachy, można przekazywać dalej:)

Mnie niestety nadal nie ma, post ustawiłam wcześniej a kolejny powinien opublikować się za 5 dni. Nie mogę przeczytać Waszych komentarzy i na nie odpowiadać, mimo to mam nadzieję, że zdecydujecie się je zostawić.
Pozdrawiam
kocham męża ;*

piątek, 4 października 2013

Purity, broszka

Kiedy moja koleżanka spodziewała się dziecka, a wiedziała już że to będzie dziewczynka, postanowiła, że nada jej imię dopiero po dokładnym przyjrzeniu się tej małej istotce. Jedno z wybranych imion miało symbolizować łagodną naturę, drugie niespokojnego ducha. Córcia ujawniła swój gorący temperament zaraz po opuszczeniu łona i wszystko było jasne:) Myślę, że tak jest z wszystkim co musi być nazwane, natura rzeczy ma w sobie zaklęte imię, które mówi więcej niż tysiąc słów. Gdy wzięłam do ręki skończoną broszkę pierwszym skojarzeniem była Czystość, ale nie taka w wyniku traktowania mydłem:) lecz płynąca z niewinności i lekkości jej struktury. Ta broszka kojarzy mi się z czymś nieskażonym, pierwotnym a zarazem posiadającym potencjał stania się czymś więcej, być może dla kogoś kto ją założy. Każdy z nas był kiedyś takim początkiem czyjegoś planu, białą kartką, którą z czasem pokryły kleksy i tłuste palmy, niekiedy aureole wyschniętych łez i potu. Część kartek zapełniła się pasjonującą treścią inne tylko spisem treści...



Ten poprzecinany pięknymi smugami kamień to jaspis szary, koraliki starałam się dobrać tak by pasowały do jego "tańczących" kolorów, jak widać szary jest on tylko z nazwy. Towarzyszą mu białe perły hodowlane, grudki cytrynu i sieczka kamienia księżycowego.


Kolory koralików to: Opaque Lustered Beige, Gold Lined Rainbow Crystal, Opaque Grey, Ceylon Lt Ivory, Gold Lustered Pale Wisteria, Frosted Gold Lined Crystal, Opaque Frosted Grey, Matte Color Opaque Grey. Użyłam również kryształków Fire Polish w kolorach; Matte Metallic Flax, Silver ½, Dark Black Diamond.



Tył podszyłam kremową ekoskórką, zapięcie ma kolor złota, wymiary broszki w najszerszych miejscach to 4,3 cm na 3,8 cm. 



Blogger nadal uskutecznia swój plan poprawy blogerskiego życia, podrasowując zdjęcia wbrew naszej woli w imię bezinteresownej pomocy :/ niestety nie udało mi się go przechytrzyć ani przekonać by tego nie robił. Pozostaje mi tylko psioczyć, że "brudne" tła nijak się mają do treści posta. 
Aktualizacja: Po przewertowaniu forów informatycznych, a jestem noga w temacie wydedukowałam o co kaman, Blogger usuwa ze zdjęć EXIF z formatów JPG więc zmieniłam zdjęcia na format PNG (w paincie) i hula! Nawet nie rozumiem znaczenia tego co napisałam i odkryłam, ale działa. Eat this blogger:P



Niestety muszę Was opuścić na kilka tygodni (wersja optymistyczna zakłada dwa, licząc od poniedziałku), nie będę mogła w tym czasie aktywnie uczestniczyć w internetowej rzeczywistości czyli odwiedzać Waszych blogów, komentować czy odpowiadać na Wasze komentarze i maile. Czasem człowiek musi, siła wyższa, co począć, trzeba:) Nie będę miała dostępu do internetu więc pewnie wiele mnie ominie, postaram się jednak wszystko nadrobić po powrocie. Nie chcąc byście o mnie zapomnieli ustawiłam dwa wpisy, które powinny opublikować się same w wybranych przeze mnie terminach, przynajmniej mam taką nadzieję. A tych z Was, którym szczegółowe wyjaśnienia nie są do niczego potrzebne a poczuli do mnie odrobinę wirtualnej sympatii proszę o trzymanie kciuków 8 października.
Pozdrawiam serdecznie:)
Mężu, nie opuszczaj swojej niedobrej żony, kochaj ;*

sobota, 28 września 2013

Little Joy, broszka

Gdy byłam mała, czyli w porywach do 12 roku życia, wręcz obsesyjnie chciałam być dorosła. Wszyscy, którzy osiągnęli wymarzony przeze mnie etap życia, pukali się wymownie w czoło dając do zrozumienia, że bredzę. Moja własna rodzicielka zwykła była ripostować moją zachciankę jednym krótkim: "a ja chciałabym być dzieckiem". Upatrywałam w tym największej z możliwych złośliwości i oczywiście oznakę całkowitego niezrozumienia dla mojej egzystencjalnej boleści. Stałam więc sama na dnie przepaści między światem dorosłych i dzieci, mając nadzieję, że szybko urosnę i wtedy im wszystkim pokarzę. Teraz jestem dorosła i za choinę nie rozumiem o co mi wtedy chodziło, bo oddałabym wiele by znów móc być dzieckiem z całym dobrodziejstwem inwentarza. Dzieci mają niekiedy bardzo dziwne problemy co nie oznacza, że wolno je ignorować. Czasem wydaje mi się, że hobby jest jedną z niewielu dorosłych aktywności, które pozwala nam na powrót stać się dziećmi bez obawy, że ktoś zarzuci nam żeśmy do reszty zgłupieli na stare lata:) 


Każdy z moich biżuteryjnych tworów jest dla mnie źródłem radości, niezależnie od tego ile się nawkurzam podczas jego powstawiania:) Ten mały jaspis marmurkowy w kształcie markizy, był tak śliczny, że żaden oplot (z 4 sprutych) mi się nie podobał, aż zostało na tym co jest:)


Kaboszon oplotłam piętnastkami Toho w kolorach: Metallic Iris Brown, Trans Rainbow Smoky Topaz, Inside Color Capri Blue Lined, Silver Lined Teal, Inside Color Rainbow Crystal Montana Blue Lined.
Użyłam też Fire Polish 3 mm, Matte Metallic Copper, Vitral Dark Aquamarine oraz Toho Hex 11o i 8o w kolorze Metallic Iris Brown.


Broszkę podszyłam brązową ekoskórką, wybrałam zapięcie w kolorze złota. Całość ma wymiary 4,2 cm na 3,2 cm, a więc niewiele.


Te cudownie sine tła moich zdjęć  sprawką bloggera, przed wrzuceniem ich na blog były śnieżno białe:/

A na koniec małe czary mary:) W poście o pielęgnacji biżuterii wspomniałam o moim sposobie na sczerniały metal. Aby nie być gołosłowną, prezentuję poniżej metamorfozę mojej bransoletki, którą już zaczął podgryzać ząb czasu. Kilka machnięć ściereczką do czyszczenia biżuterii i końcówki jak nowe:) W ramach aktualizacji wstawiłam to również do wspomnianego posta.


Bardzo Wam dziękuję, że tu zaglądacie i zostawiacie komentarze, bardzo serdecznie witam nowych obserwatorów, pozdrawiam Was serdecznie życząc miłego weekendu:)

wtorek, 24 września 2013

Balance, broszka

Ostatnią broszkę pokazałam miesiąc temu, a przecież to kraina broszkami płynąca:) Poważne niedopatrzenie z mojej strony, tym bardziej że z końcem lata miały u mnie miejsce biżuteryjne żniwa, ze szczególnym urodzajem wśród broszek:) Stało się tak dlatego, bo poszalałam robiąc zakupy i oprócz koralików, zaopatrzyłam się w pokaźną ilość pięknych kamieni. Była promocja, dostałam zniżkę i na dodatek takich kamyczków jeszcze nie miałam, sami rozumiecie :) Jestem idealnym klientem sklepów z minerałami (i koralikami), kupuję, kupuję, kupuję... A potem wyszywam, haftuję, oplatam, wyplatam i tworzę... Rzecz jasna nie zamierzam z tym walczyć, moje dziwactwo ma znikomą szkodliwość społeczną, śmiem twierdzić nawet, że więcej z niego korzyści niż szkody:)


Ten kamyczek zabłąkał się przypadkiem, dlatego nie wiem jak się nazywa, podejrzewam, że to agat, ale równie dobrze może być awenturynem. Jeśli ktokolwiek z was zna go, to poproszę o przyznanie się w komentarzu:) Ma pięknie zieloną barwę poprzecinaną mlecznymi wstęgami, które dodają mu głębi. Solo wydawał się lekko szary, ale po ubraniu w koraliki niespodziewanie wybuchnął zielenią.


Dodałam kamienną sieczkę awenturynu i brązy dla kontrastu, można powiedzieć, że broszka jakich wiele na tym blogu, ale nie wiedzieć dlaczego nie mogę przestać na nią patrzeć. Może się mylę i kamienie faktycznie mają moc, ostatnio sporo o tym słyszę ale jak na sceptyka przystało wciąż nie dowierzam:)


Do oplotu użyłam koralików Toho Round w rozmiarze 11o i 15o, Hex 11o i 8o oraz kryształków Fire Polish. Ich kolory to: Transparent Olivine, Metallic Moss, Inside Color Aqua Gold Lined, Matte Color Dark Olive, Higher Metallic June Bug, Gold Lustered Montana Blue, Trans Lustered Olivine, Metallic Iris Brown.



Tył pracy podszyłam ekoskórką w kolorze brązowym, zapięcie ma kolor złota, a wymiary ozdoby to 4,7 cm x 3,8 cm



To na tyle, czas wrócić do rzeczywistości, a potem znów do koralików - równowaga w przyrodzie musi być:)
Pozdrawiam Was ciepło i ogromnie dziękuję za każdy komentarz, witam również nowych obserwatorów i podglądaczy, wpadajcie tu kiedy tylko przyjdzie Wam na to ochota:)

Całuję mojego dzielnego i pracowitego męża:****
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...