poniedziałek, 18 marca 2019

Cacti, broszka i kolczyki

Nie mam ręki do kwiatów. Zapewne trochę wstyd czynić takie wyznanie będąc kobietą, bo przecież my powinnyśmy być westalkami domowego ogniska, piastunkami życia i paniami domostw, a w każdym domu, wiadomo, kwiatki muszą być. No przynajmniej ten kaktus. Nie twierdzę, że u mnie nie ma zieleni, ale liche to mimo starań i raczej mało spektakularne. Mimo, że ogromnie podobają mi się lasy amazońskie w niektórych domach, mnie się nie udaje nic wyhodować. Nawet szczypiorek wczoraj dokonał żywota. Smutna to prawda. 

Skoro nie udaje mi się zapewnić domowi bujnej roślinności w doniczkach, to przynajmniej mogę ją sobie zrobić z koralików. Nie lubię sztucznych kwiatów, ale tu zrobiłam wyjątek. Co prawda głównie za przyczyną konkursu Royal Stone Kalendarz 2020, gdzie tematem drugiej inspiracji są "Sukulenty i kaktusy", ale zawsze.

Interpretacja tematu była zależna od zdjęcia i przedstawionej na nim kolorystyki, a więc zielenie, fiolety i brązy, reszta zależała od wyobraźni, a moja podpowiedziała mi kaktusy. W sumie nawet nie wiem czemu, nigdy nie miałam żadnych.

poniedziałek, 25 lutego 2019

Kingfisher, broszka

Jestem ewidentnie zakręcona na punkcie ptactwa, bo gdy Royal Stone ogłosił pierwszą inspirację tegorocznego konkursu na kalendarz 2020, to nie mogłam się oprzeć. Musiałam uszyć zimorodka, chociaż czułam, że będzie ich w albumie konkursowym całe stado i nie będę ani trochę oryginalna.

Niech na moją obronę przemawia fakt, że oczami wyobraźni od razu zobaczyłam puchatego ptaszka w klapie mojego płaszcza. Druga okoliczność jest taka, że w tym roku jest relatywnie mało czasu na wykonanie pracy konkursowej. W moim przypadku wyklucza to duże formy. Dlatego jeśli jakiś temat jeszcze przypadnie mi do gustu równie mocno co "Zimorodek", z pewnością będzie to broszka. 

Chcąc jednak dodać mojej interpretacji tego sympatycznego zwierza odrobiny indywidualizmu, sięgnęłam po puchate sztuczne futro i wszyłam je tam, gdzie normalnie byłyby koraliki.

poniedziałek, 4 lutego 2019

Bird, broszka

W tym roku jeszcze nie chwyciłam za igłę i koraliki, jakoś nie mogę się przemóc. Włóczki kuszą bardziej. Jakiś czas temu uszyłam broszkę z serii origami. To czarny gołąb ze srebrnymi konturami. Ten ze złotymi akcentami jest moim ulubionym i noszę go praktycznie cały czas.

Chociaż osobiście wolę złote dodatki, to srebrne koraliki również dobrze się komponują z czernią.

poniedziałek, 21 stycznia 2019

Foxy Lady, broszka


Byłam święcie przekonana, że pokazałam już na blogu wszystkie liskowe broszki, ale jak się okazuje, o jednej zapomniałam. Lisek jak lisek, czwarty o ile się nie mylę, więc nic odkrywczego, zwłaszcza, że często u mnie występują, ale lubię wykorzystywać to miejsce jako archiwum. Klikam link i widzę pełną "dokumentację" broszki. To naprawdę bardzo wygodne.



Ta broszka. to tzw. średni lisek, bo uszyłam go z szablonu średniego rozmiaru. Największego możecie zobaczyć TU, a najmniejszego TU.

piątek, 4 stycznia 2019

The First, broszka

Jeśli jeszcze ktoś odwiedza tę zakurzoną wróżkową krainę, to jestem mu winna przeprosiny i jednocześnie podziw, jak widać nawet ja z rzadka tu zaglądam. Sama nie wiem, czy to już syndrom wieloletniego blogowania, że z czasem mniej się chce, czy zwykłe lenistwo. Tak czy inaczej, ostatnio zajmują mnie bardziej inne rzeczy i na blog nie mam czasu. Wybaczcie. 

Nic jednak tak nie pobudza do działania, jak nagła potrzeba. Wybieram się (gdy to czytacie, to już pewnie jestem po wizycie) do uroczej dwulatki i jej kilkumiesięcznej siostry. Dla najmłodszej mam kocyk, ale o najstarszej nie pomyślałam. To znaczy pomyślałam na ostatnią chwilę, dlatego zrobiłam małą broszkę. Dwa lata z hakiem, to dobra pora na pierwszą biżuterię, oczywiście noszoną pod nadzorem dorosłych, chociaż to naprawdę bardzo rozsądna młoda dama.

Dziewczynka ma już za sobą etap wpychania do buzi co popadnie, dlatego nie boję się, że użyje broszki niezgodnie z przeznaczeniem. Liczę jednak na to, że przynajmniej na początku mama pomoże jej z przypinaniem. Swoją pierwszą broszkę dostałam jeszcze wcześniej ;)

poniedziałek, 3 grudnia 2018

Lisek III, broszka

Można powiedzieć, że przez chwilę zamieniłam swoją pracownię na taśmę produkcyjną. Z myślą o zbliżającej się porze obdarowywania innych prezentami, zrobiłam kilka broszek w stylu origami. To chyba najbardziej pożądane, jeśli mogę to tak określić, spośród moich prac. Bez przerwy dostaję o nie zapytania i pomyślałam - czemu nie, skoro mogę zgodnie z prawem podjąć się czegoś takiego jak sprzedaż nierejestrowana. Sytuacja win - win, niech każdy skorzysta, stąd ostatnio możecie oglądać tu wzmożony ruch misternych zwierzaczków.

Chwilę zajęło mi zrobienie tego stada, bo to dość żmudna praca, zwłaszcza, że staram się z całych sił, by wszystko było zrobione dokładnie, z precyzją i z dobrych materiałów. Szyję więc powoli, ale dokładnie.

Dziś przedstawiam największego z gromadki i najbardziej ognistego liska.


Wybrałam dla niego szczyptę bardzo czerwonych koralików Miyuki, które połączyłam z pomarańczowymi i żółtymi Toho i Preciosa. To one są odpowiedzialne za to, że broszka niemal płonie, gdy się na nią patrzy. 

poniedziałek, 12 listopada 2018

Gift, wisior

Jak zapewne każda kobieta lubię dostawać prezenty. Tylko jakoś nie przepadam za niespodziankami, zwłaszcza kupowanymi na oko, dlatego plasuję się w kategorii trudnych do obdarowywania. Proszę jednak nie mylić mojej przypadłości z niewdzięcznością, zawsze cieszę się z prezentów, tylko że jako człowiek do bólu praktyczny, strasznie nie lubię rzeczy niepotrzebnych. Koraliki - zawsze potrzebne, patelnia - w sumie się przyda, rękawiczki i góralskie kapcie - niekoniecznie. Mąż mój raz na jakiś czas dostaje zatem ode mnie maila z linkami do zakupów i sugestie co ewentualnie chcę lub potrzebuję. Problem z głowy, on szczęśliwy, ja zadowolona. Kilka lat temu zaskoczył mnie jednak kompletnie, przywożąc mi z podróży pokaźny pakunek z kamieniami.

Był to czas moich niechlubnych początków z koralikami i nie podejrzewałabym go nawet o takie zakusy. A on wypatrzył gdzieś w górach sklepik z minerałami i kupił mi fantastyczne agaty, malachity i jaspisy. No cóż, przepłacił straszliwie, co przyznał po czasie, ale chciał mi sprawić radość i tak się w istocie stało.

Tak czy inaczej, wówczas nie miałam warsztatu potrzebnego do godnego oprawienia tych skarbów, ale parę lat później odważyłam się tchnąć życie w ten jaspis. Reszta kamieni nadal czeka.

Bardzo chciałam ustroić go w liście, ale takie czysto jesienne nie pasowały mi do koloru kamienia, dlatego zdecydowałam się na zieleń.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...