niedziela, 14 września 2014

Czym szyć? Subiektywny przegląd nici do haftu koralikowego

Marzy wam się własnoręcznie wykonana biżuteria w technice haftu koralikowego, ale nie wiecie czym przyszyć koraliki? Bacznie przyglądacie się pracom innych dziewczyn i zachodzicie w głowę, jak to się wszystko trzyma? Już nie musicie główkować, odpowiedź jest prosta, jeśli macie w domu jakieś (jakiekolwiek) nici to możecie ich użyć do koralików. Nie ma w tym wielkiej filozofii, jeśli nić przechodzi przez igłę do beadingu, to nic nie stoi na przeszkodzie, by posłużyła do stworzenia biżuterii koralikowej.

Koraliki będą się trzymały, nawet jeśli użyjecie zwykłych nici maszynowych, jednakże kwestią dyskusyjną będzie komfort szycia nimi. Producenci materiałów beadingowych wyszli twórcom naprzeciw, uwzględniając ich specyficzne potrzeby, tworząc nici, które ułatwią im pracę. A zatem będą wytrzymałe, mocne, o odpowiedniej grubości i co najważniejsze, nie będą się plątać i mechacić. Wszystkie te cechy zwykle przekładają się na cenę produktu, jednak nie zawsze musicie wydać krocie, by stworzyć ładną rzecz i dodatkowo się przy tym umordować :)


To, co bezwzględnie musicie wiedzieć, to grubość nici, jest to niezwykle ważne, jeśli kupujecie online i nie możecie "pomacać" towaru przed zakupem. Czasami sprzedawcy podają tę wartość w systemie metrycznym, ale najczęściej spotkacie tajemniczo brzmiące oznaczenie Tex

System Ttex został wprowadzony przez międzynarodową organizację ISO, która przedstawiła ujednolicony system dla oznakowania masy włókien, jedwabiu, taśm, pakuł, pasów i przędz. Tex pozwala określić, jak gruba jest pojedyncza nitka, z ilu włókien się składa, a także jak długa jest w motku o danej wadze. To dość przydatne informacje, o ile wiemy jak je odczytać. W skrócie - tex to waga przędzy wyrażona w gramach, jaka mieści się w 1000 metrów. Jeśli więc na etykiecie napisane jest 45 tex, oznacza to, że kilometr tej nici waży 45 g. (źródło)


1 tex = 1g/km

Im cięższy ten kilometr, tym grubsza nić. Przędza oznaczona 70 tex będzie grubsza niż 45 tex., bo jest jej więcej. Czasami możecie spotkać się z takim zapisem: 15 tex x 3, oznacza to, że nić składa się z 3 skręconych włókien, z których każde ma 15 tex, a zatem cała nitka ma 45 tex. (źródło)

Wielu producentów odchodzi jednak od takiego oznaczania swoich produktów, zastępując je własną, najczęściej alfabetyczną rozmiarówką, lub podając grubość włókien w milimetrach, a raczej ich ułamkach.


NICI

Nić nici nie równa, a w pasmanteriach czy sklepach dla "zakoralikowych", znajdziecie ich bez liku. Przedstawię pokrótce te, których sama używam, w końcu jak tytuł posta sugeruje, jest to przegląd subiektywny ;)


Amanda Gabor 60

Polska firma AMANDA ma w swojej ofercie kilka ciekawych propozycji, które można z powodzeniem stosować w beadingu. O serii Gabor wspominam między innymi dlatego, że jest w ofercie niemal każdego sklepu z koralikami, doskonale sprawdza się w sznurach szydełkowo koralikowych z piętnastek, ale w hafcie też zdaje egzamin. Nici te są niedrogie (około 3 zł za szpulkę z 200 metrami na nawoju), występują w szerokiej gamie kolorystycznej (20 kolorów) i  odpowiednio cienkie. 



Gabor 60 posiadają tex 47, wykonane  z jedwabiu poliamidowego ciągłego, a włókno składa się z 2 skręconych nici.

Producent poleca je do szwów narażonych na duże obciążenia i ścieranie, czyli obuwia, skór, tapicerki czy odzieży sportowej. Żywe kolory sprawiają jednak, że przeszycia są bardzo dekoracyjne. 

Sporym utrapieniem jest rozkręcanie się włókna, co utrudnia nawlekanie, ponadto nić się plącze. Można temu zapobiec, woskując ją, ale na dłuższą metę jest to odrobinę męczące. Polecam te nici tym, którzy dysponują ograniczonym budżetem i mają w sobie spore pokłady cierpliwości ;)


Ariadna Tytan

Nici Tytan z łódzkiej Ariadny zostały stworzone między innymi z myślą o beadingu. Są wykonane z bardzo wytrzymałej i odpornej na ścieranie przędzy poliestrowej, składającej się z wielu, ścisłe skręconych nitek. Mnogość kolorów i niska cena sprawiają, że warto je mieć.


Źródło Ariadna

Tytan można kupić niemal w każdym sklepie z koralikami, występuje w trzech rozmiarach oznaczonych od najgrubszego jako 60E, 80 i 100. Niestety producent nie podaje, jaka jest konkretna grubość przędzy, jednakże Tytan 100, jako najcieńszy, polecany jest do haftu koralikami. Podobnie jak w przypadku nici Gabor i te potrafią się skręcać i plątać, bezwzględnie należy je nawoskować przed przystąpieniem do pracy. 

Nymo

Nymo to produkt amerykańskiej manufaktury Beadalon. Te nylonowe nici są dość mocne (choć zależy to od rozmiaru), występują w bogatej gamie kolorystycznej, dzięki lekko spłaszczonemu kształtowi ławo się nawlekają, delikatne nawoskowanie sprawia zaś, że się nie plączą. 


Produkowane są w 6 rozmiarach dedykowanych do różnych rozmiarów koralików i zastosowań, oznaczone od najcieńszych jako: 00, 0, A, B, D i F. Na polskim rynku spotkałam się dotychczas tylko z rozmiarami 0, B i D, producent nie podaje, jakie mają texy, ale w sklepach można znaleźć informację, że rozmiar B ma 0,2 mm grubości, a D - 0,3 mm. Za szpulkę zawierającą kolejno, dla rozmiaru 0 - 105 metrów, B - 66 metrów i D - 59 metrów, zapłacicie średnio 6 zł.


To naprawdę porządny produkt w tej kategorii cenowej, chociaż zdarzyło mi się, że nić strasznie się "rozlazła" po wielokrotnym przeciągnięciu przez koraliki, dlatego zalecam dodatkowe nawoskowanie.

SuperLon

Superlon to produkt innego amerykańskiego potentata koralikowego - BeadSmith. Wykonane z włókna polimerowego (nylon), wykazują wiele podobieństw do Nymo, jednak są znacznie mocniejsze. Produkowane są w dwóch rozmiarach oznaczonych jako AA (tex 33) i D (tex 45), każdy z nich występuje w 36 kolorach. Rozmiar AA odpowiada Nymo B, a D - Nymo D.


Rozmiary łatwo od siebie odróżnić, wystarczy spojrzeć na paseczek na plastikowej szpulce, na którą nawinięto nić. Rozmiar D ma kolor czerwony, a AA kolor niebieski.


Na  polskim rynku coraz więcej sklepów oferuje ten produkt, za szpulkę rozmiaru D zawierającą mniej więcej 70 metrów nici, zapłacicie od 4,50 do 6,80 złotych w zależności od sklepu. Nici te są wyjątkowo dobrze nawoskowane, nie plączą się, łatwo je nawlec dzięki spłaszczonemu kształtowi włókna i  naprawdę mocne. 

Lubię nimi haftować, pomimo ich grubości, bo jednak częściej sięgam po rozmiar D, gdyż komfort użytkowania wynagradza mi tę drobną niedogodność. Ponadto absolutnie nie przeszkadza mi widoczna nić (co przy tej grubości jest nie do uniknięcia), zwłaszcza że można to zniwelować kolorem


One-G

To zdecydowanie produkt z "górnej półki", wykonany z doskonałej jakości nylonu przez japońską firmę Toho, który nie ma sobie równych. One-G występuje tylko w jednym rozmiarze - tex 33 i 22 kolorach, z których dziesięć stanowi nowa, nasycona gama kolorystyczna wprowadzona w 2016 roku.



Zwarta struktura idealnie nawoskowanego włókna o podwyższonej wytrzymałości sprawia, że nawet po wielokrotnym przeciągnięciu przez koralik, nić nie strzępi się i nie zrywa. Największą wadą tych nici, jest ich cena, za 46 metrów trzeba zapłacić około 9 - 12 złotych. Za szpulki z 229 metrami, (w wybranych kolorach) zapłacicie około 33 złote.



Warto polować na promocje, bo komfort szycia jest nieporównywalny z niczym innym. Nici te ze względu na swoją wytrzymałość doskonale nadają się do plecionek.


SoNo

Kolejny świetny produkt z kraju kwitnącej wiśni. Te bardzo mocne nylonowe nici zaprojektowała mistrzyni beadingu Sonoko Nozue. Wyprodukowała je dla niej firma Kobayashi co Ltd. Do wyboru mamy zaledwie 5 kolorów, chociaż na rodzimym rynku widziałam jedynie czarne i białe. Nici są perfekcyjnie gładkie, niemal jedwabiste w dotyku, cienkie (tex 33) i wyjątkowo mocne. Nić nie plącze się, nie strzępi i nie zrywa, wykazuje też delikatną elastyczność.



Za  szpulkę ze 100 metrami produktu zapłacić trzeba około 20 zł. Cena nie jest zbyt zachęcająca, ale jeśli dobrze policzycie, to zauważycie, że za identyczną ilość One-G, trzeba by zapłacić tyle samo.


Nozue Sonoko

To kolejne nylonowe nici sygnowane przez Nozue Sonoko, nieco inne od poprzednich. Charakteryzuje je niesamowita wytrzymałość, którą zawdzięczają skręconej nici. Dtex 78 2x2 oznacza, że przędza składa się z dwóch podwójnie skręconych włókien, z których każde ma tex 7,8. Sumarycznie cała nitka ma około 31,2 tex, co stawia ją na równi z One-G, Miyuki czy Superlon AA.
















Nitka jest bardzo wytrzymała, nie skręca się, wydaje się bardziej sztywna niż inne tego typu nici i super się nią wyszywa oraz plecie. Nici te dostaniecie w wybranych sklepach w ograniczonej kolorystyce (5 kolorów) w cenie około 22 zł za 100 metrów. 

K.O.

To flagowy produkt japońskiej Kobayashi co Ltdzajmującej się głównie produkcją koronek, nieprzerwanie od 1943 roku. Firma ma w ofercie trzy rodzaje nylonowych nici o tex 33, między innymi wyżej wspomniane SoNo. Moją uwagę przyciągnęły jednak małe szpulki K.O. ponieważ od wielu lat pracują na nich zachodnie beadingerki, ku mojej radości od niedawna można je kupić również w Polsce.


Producent oferuje 18 kolorów w szpulkach po 50 metrów w nawoju, ja wybrałam dla siebie piękny złoty odcień. Nici niczym nie różnią się od SoNo, w praktyce to ten sam produkt, czyli świetnej jakości, cienkie, minimalnie elastyczne, mocne i wstępnie nawoskowane nici do beadingu. Ich cena to 280 jenów (gdyby ktoś akurat był w Nagoji w prefekturze Aichi) lub około 15 zł u nas.


Miyuki

To kolejne japońskie nici do beadingu, charakteryzujące się wysoką jakością. Miyuki występują w 18 pięknych kolorach i podobnie jak w przypadku SoNo. Nici są wykonane z wysokiej jakości nylonu o tex 33, powleczone warstwą impregnatu zapobiegającemu skręcaniu i plątaniu



Nici te bardzo przypominają SoNo, choć w dotyku można wyczuć subtelną różnicę, występują jednak w mniejszych szpulkach, za 50 metrów zapłacimy około 12 - 14 złotych.

ŻYŁKI

Wokół żyłek jako materiału do beadingu, narosło wiele kontrowersji. Wielu uważa, że polimery (w tym wypadku polietylen) po kilku latach ulegają kruszeniu, przez co czynią biżuterię nim wykonaną, nietrwałą. Powiem szczerze, że dotychczas nie miałam problemów z tym materiałem, nie haftuję nim jednak całych prac, a jedynie te fragmenty, które wymagają przezroczystej nici. Prawdą jest, że niektóre polimery są niestabilne w wysokich temperaturach, dlatego zawsze wybieram żyłki najwyższej jakości. Ostatnio pojawiły się produkty odporne na promienie UV, jest to zawsze jakaś alternatywa.





  Za żyłką z wędkarskiego przemawia jej cena, możecie jednak wybrać produkty tego typu rekomendowanie przez producentów materiałów do beadingu, niestety są one znacznie droższe, a ich skład jest identyczny z żyłką do wędkowania. Rozwiązaniem może być produkt niemieckiego Griffina, transparentne włókno nylonowe, nie mam jednak wystarczających danych o tym, jak sprawdza się w pracach.

Próbowałam zasięgnąć informacji u źródeł, ale opinie były bardzo sprzeczne, co dało mi do myśleniaPostanowiłam więc przeprowadzić testy, których wyniki możecie poznać klikając link poniżej.
WYNIKI TESTU --> KLIK
***

Wybór nici dedykowanych do haftu koralikowego jest dużo większy poza granicami naszego kraju, niestety u nas udało mi się upolować tylko te opisane wyżej. Ponadto mój budżet chyba nie udźwignąłby kolejnej "zdobyczy" :)

Moja rada:

  1. Do jednego projektu używajcie kilku rodzajów nici, dotyczy to zarówno kolorów, jak i grubości. Przyszycie skórki do gotowej aplikacji lub koralikowego loopa przy biglu, może wymagać mocniejszych nici, niż na przykład doszycie koralików do podkładu.
  2. Kolor nici dobierajcie tak, by były, jak najmniej widoczne, czarna nić wyzierająca spod białych koralików wygląda równie nie ładnie, jak brązowa skórka przyszyta czymś różowym.
  3. Szyjcie odcinkami nici nie dłuższymi niż 1,5 metra, długa nić łatwiej się plącze i przeciera. W hafcie koralikowym można bez problemu zamocować nową nitkę o podkład i kontynuować szycie.
  4. Jeśli macie problem z nawleczeniem nici, spróbujcie ją lekko spłaszczyć, na przykład szczypcami, płaska powierzchnia łatwiej przejdzie przez cienkie ucho igielne.
***

Poniżej przedstawię kilka produktów nierozerwalnie związanych z nićmi do haftu, uznałam, że bez omówienia ich, ten post byłby niepełny. Jeśli więc wytrzymaliście do tej pory, to zapraszam do dalszej lektury.


IGŁY

Nie wspomnieć o igłach w kontekście nici, byłoby śmiertelnym grzechem, poza tym nie znam nikogo kto potrafiłby przyszyć koralik samą nicią :)


Wybór właściwej igły do haftu koralikowego, podyktowany jest trzema czynnikami; 

  • wielkością koralika, a dokładniej, wielkością dziurki, przez którą igła powinna swobodnie przejść, 
  • grubością nici, 
  • i indywidualnymi preferencjami. 

Igły do haftu koralikami widocznie różnią się od igieł do tradycyjnego haftu czy też szycia. Są one dużo cieńsze i mają niewielkie ucho, a uwarunkowane jest to tym, że igła musi przejść przez bardzo mały koralik. Zależnie od tego, z jaką wielkością koralików będziemy pracować, dobieramy odpowiedni rozmiar igły, a ten ma przypisane następujące oznaczenia: 10 (0,46 mm), 11, 12, 13 (0,40 mm) i 15. W wielkim uproszczeniu powiem, że igła poniżej rozmiaru 12 (tzn. 10 i 11) nie przejdzie przez koralik w rozmiarze 15o, w każdym razie będzie to trudny wyczyn.


Igły do beadingu mają różne długości, najczęściej jednak są dość krótkie (3 - 5 cm) co nie każdemu może odpowiadać. Ja wolę długie igły, bo lepiej mi się je trzyma w palcach, ale szybciej je łamię. Krótka igła lepiej znosi przeciążenia, niestety żadna nie jest wieczna. Tak cieniutkie twory po prostu skazane są na szybką zagładę ;) 

Ze względu na niewielkie i bardzo wąskie ucha, najłatwiej nawlec na nie równie cienkie nici, głównie dlatego producenci polecają do haftu koralikami nici o najmniejszym przekroju. Przyznam się jednak, że przez bardzo długi czas szyłam długą igłą (8 cm) przeznaczoną do nawlekania koralików i poza tym, że szybko się ścierała, nie miałam z nią żadnych problemów, przechodziła przez wszystkie rozmiary koralików i mogłam na nią nawlec każdą nić. 

Polecam wam kupno igieł w karnetach zawierających kilka rozmiarów, na rynku jest szeroki wybór ofert. Najczęściej spotkacie angielskie John James (notabene produkowane w Chinach), czeski Galant, indyjskie Pony czy japoński Clover. 

Moja rada:

  1. Nie warto oszczędzać na igłach, bo to podstawowe narzędzie pracy w hafcie koralikowym, jednakże znane logo nie zawsze idzie w parze z wysoką jakością produktu.
  2. Do jednego projektu używajcie kilku rozmiarów igieł, oszczędzi wam to frustracji, gdy będziecie próbowali przejść przez koralik, który już wcześniej został przeszyty nicią. Po prostu zmieńcie igłę na cieńszą.
  3. Skórę i inne twarde materiały najlepiej szyć krótką i bardzo ostrą igłą, mniej się wygina pod naporem i trudniej ją złamać.


WOSK

Zdarza się i to niestety bardzo często, że nić plącze się i stawia opór podczas przechodzenia przez koraliki, oznacza to, że brakuje jej nawoskowania. Jeśli macie taką możliwość, to zaopatrzcie się w profesjonalne kostki do woskowania lub inne, wygodne w użytkowaniu produkty tego typu. Starczają one na lata, a znacznie podnoszą żywotność nici oraz poprawiają komfort pracy. 



Jeżeli nie znaleźliście "gotowców" to wystarczy wam zwykła świeczka, najlepiej jednak by była wykonana z pszczelego wosku. Ja od niedawna używam naturalnego wosku pszczelego w wygodnym i poręcznym plastikowym pudełeczku. Wystarczy nawlec igłę, odciąć żądany odcinek nici i delikatnie przeciągnąć nim po powierzchni produktu, przytrzymując i dociskając lekko palcem.


NOŻYCZKI

Rzecz niemal oczywista, ale czasami traktowana po macoszemu. Nie trzeba kupować drogich i wyszukanych nożyczek, by odciąć nić, ale też odgryzanie zębami jest niewskazane. Najważniejsze by nożyczki były bardzo ostre, zapobiegnie to strzępieniu nici i ułatwi nawlekanie. 



Czasami przydaje się przypalacz - thread burner, który jest dużo bardziej wygodny od zapalniczki i pozwala wygodnie zakończyć pracę z nicią, zapobiegając jej zmechaceniu. Idealny w pracy z topliwymi nićmi takimi jak nylonowe czy poliestrowe. Nie odcinajcie nim jednak nici od szpulki, kolejny kawałek będzie trudno nawlec z powodu powstałego zgubienia po stopieniu.


***

Mam nadzieję, że te porady nieco ułatwią wam pracę z koralikami. Pamiętajcie jednak, że nawet najdroższa nić nie sprawi, że wasze ściegi będą idealnie równe, ćwiczcie więc wytrwale wasz warsztat.

Wszystkie informacje zawarte w tym opracowaniu pochodzą ze stron producentów omówionych materiałów oraz z mojego doświadczenia z pracy nimi. Nie jest więc to wiedza pełna, z pewnością jednak rzetelna. Jeśli macie jakieś uwagi lub własne spostrzeżenia, podzielcie się nimi w komentarzu.

Poprzednie części poradnika:

  1. Na czym haftować koralikami
  2. Przegląd materiałów wykończeniowych
  3. Żyłka w beadingu, wyniki testu
Poczytajcie też o praktycznym zastosowaniu nici w ściegach, teksty znajdziecie w zakładce porady i tutoriale u góry bloga.

Nie zgadzam się na rozpowszechnianie tego artykułu bez podania autora i linku do lokalizacji na moim blogu.

-----------------------------------
Tekst został poprawiony i uzupełniony o najnowsze informacje w dniu 29 czerwca 2016 r.

51 komentarzy:

  1. Ogromne dzięki za ten przegląd :) Przyda się i na pewno będę do niego wracać. Chociaż trochę się zmartwiłam faktem, że żyłki mogą być nietrwałe - bo dotychczas prawie wszystko plotę na żyłce, jakoś mi wygodniej :) Poczekam na wyniki Twoich testów, może wtedy dowiemy się więcej :))) A jeśli o igły chodzi, to od początku mojej koralikowej przygody cały czas używam jednej - co prawda już trochę się "wygła", ale cały czas dobrze daje radę :-) Przyznam się też, że nożyczki niestety traktuję po macoszemu, mam takie najzwyklejsze "szkolne" z Lidla :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tymi żyłkami to różnie bywa, nie chciałam nikogo wprowadzać w błąd bo przecież wszystkich żyłek świata nie używałam, a głosy są różne. Moim zdaniem, i pana z wędkarskiego, nic się nie powinno dziać jak się wybierze żyłkę dobrej jakości, jednak jakby na to nie spojrzeć jest to plastik, ale niciowy nylon też naturalny nie jest. Jeden wielki znak zapytania, może moje testy rozwieją wątpliwości :)
      Nożyczki warto mieć ostre, mogą być nawet z Lidla :)
      Igłę też miałam jedną i żałuję, że więcej ich nie nakupiłam bo teraz nigdzie ich nie ma, w ogóle nie była przeznaczona do haftu, ale szyło mi się nią mega wygodnie.

      Usuń
  2. Asiu w końcu się doczekałam :) już od pierwszego subiektywnego posta twojego marzyłam o tych niciach :D i mam - dziękuję ci ślicznie. Głównie pracuję na niciach Nymo są ok ale właśnie czasami po wielokrotnym przejściu nimi przez koralik zaczynją się rozdwajać. Jakiś czas temu kupiłam też nici Tytan ale jeszcze z nimi nie pracowałam. Zastanawiałam się też nad superlon i chyba przy najbliższych zakupach skuszę się na nie żeby je wypróbować. Asiu dziękuję ci pięknie jeszcze raz za ten przewodnik :) pozdrawiam cię serdecznie Sylwia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Strasznie długo pisałam tę część, czekałam na przesyłkę z nićmi do testu, a potem szukałam pewnych informacji i zeszło mi szmat czasu. Pamiętałam, że obiecałam i chciałam się wywiązać jak najszybciej ;) Poza tym cierpię na dysleksję, co prawda taką lżejszą, ale przy tak długich tekstach mnóstwo czasu zajmuje mi edycja, a pewnie i tak jakieś byki się znajdą ;)
      Ja Nymo lubię za kolory, ale szyję krótkimi odcinkami nici, bo mam ten sam problem co Ty, rozłażą się i czasami pękają, są mało nawoskowane i to też może być powodem. SuperLon polecam bo są przede wszystkim mocniejsze, strasznie jestem ciekawa tych cieńszych, ale nie widziałam ich nigdzie w Polsce :(
      Tytan jest całkiem przyzwoity, tych grubszych używam do szytych sznurów koralikowych i czasami do szydełkowych. Słyszałam też, że niemiecki Guttermann ma ciekawą ofertę, ale nie testowałam więc nie chciałam o tym pisać.
      Pozdrawiam ciepło :)

      Usuń
  3. Ładny wykład Pani Profesor :-). Świetny poradnik się zapowiada, aż chce się czekać na kolejną część.
    Z wielu wypróbowanych nici najchętniej stosuję One-G, z nimi nigdy nie mam żadnych problemów - nawet jak pruję, to ciężko je uszkodzić. A z żyłek czy raczej nici polieteylenowych to uwielbiam FireLine - cena zabija, ale jakoś nie wyobrażam sobie ich nie mieć. Jestem ciekawa jak wyjdą testy :-)
    Wśród zasobów igłowych chętnie korzystam również z big eye - świetnie się nadają do nawlekania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, kolejna część nie tak szybko, poza tym podstawy już wyłożone :)
      Też lubię OneG, ich cenę już nieco mniej, zawsze kupuję je gdy jest jakaś dzika promocja, albo z wygranej. Po prostu grzech tyle płacić za nici, ale są świetne to trzeba przyznać.
      FireLine to nic innego jak żyłka wędkarska tyle tylko, że dużo droższa :) nie miałam odwagi wydać takiej kasy.
      Big Eye też mam, ale używam ich do nawlekania, do haftu nie są przeznaczone wiec nie wspomniałam o nich.
      Tak czy inaczej, drogie to moje hobby, więc czasami szukam oszczędności dlatego igły też mam za 4 zł a nie za 12 :)

      Usuń
    2. FireLine to nie jest zwykła żyłka, to plecionka - nie plącze się, nie ucieka, nie ślizga, jest fajnie sztywna, ładnie trzyma pracę (szczególnie na początku haftowania)

      Usuń
    3. Masz rację FireLine to plecionka, używana do wędkowania i nadal dostępna do tego celu w sklepach dla wędkarzy, jest też wykonana z polietylenu jak każda inna "żyłka". Linki do wędkowania można podzielić na wersje jednolite, z pojedynczego włókna czyli mono i plecionki. Na wszystkie zaś mówimy żyłki, pewnie potocznie, nie zmienia to faktu, że FireLine czy WildFire i inne linki zaadaptowane do beadingu, pierwotnie były materiałami wędkarskimi.

      Usuń
  4. Asiu nie wiesz nawet, jak czekałam na takie wieści. Nie miałam pojęcia na przykład, że Gaborem mogę szydełkować i to jeszcze w 15/o. Używam do sznurów głownie Altina i Talii, choć ta ostatnia czasem się mechaci. No i te żyłki nieszczęsne. Dobrze, że o nich piszesz. Czekam z utęsknieniem na werdykt.Nie znoszę pracować za ich pomocą ale czasem ich użycie jest po prostu konieczne więc opinie wszelakie są jak najbardziej pożądane.
    Kochana, rewelacyjny przegląd. Tego mi było trzeba. Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ogromnie się cieszę, że mogłam sprawić Ci taka radość! Gabor i w zasadzie wszystko o podobnym tex, idealnie nadaje się do szydełkowania piętnastkami. Gabor odrobinę usztywnia splot dlatego polecam szydełko nie mniejsze niż 0,65, ja używam zamiennie 0,7 i własnie 0,65.
      Altina też używam, ale do 11o, na 15o wydaje mi się za gruby.
      O żyłkach napisałam tak a nie inaczej, bo wiem, że jest wielu sceptyków i czasami niezadowolonych, być może pracowali na jakiś chińskich badziewiach, ja używam japońskich, cienkich 0,16 i naprawdę świetnej jakości i kłopotu nie miałam. Zobaczymy jednak co mi wyjdzie z mojego doświadczenia.

      Usuń
  5. Kolejne piękne opracowanie, masz naprawdę serce do tego. :) Ja szyję ostatnio wyłącznie Tytanami i jestem bardzo zadowolona z ich trwałości (z plątania nieco mniej, ale może poświęcę jakąś świeczuszkę). Zakupiłam jakiś czas temu dwie szpuleczki Nymo, ale czekają na natchnienie do wyplatania przestrzennego, bo szkoda mi ich zużyć do wyszywania. Właściwie Tytany mnie niemal całkowicie zaspokajają. No, gdbyż jeszcze różowe produkowali,,, (rozmarzam się...)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, powiem Ci, że w połowie straciłam serce jak mi wszystkie fotki wcięło :)
      Tytany to dobry wybór, tanie i wydajne, ale jak raz spróbujesz płaskich nylonów to zmienisz zdanie ;) Racja, tytan nie ma za wiele kolorów, może warto do nich napisać i zasugerować, że rynek ma swoje potrzeby :)))

      Usuń
  6. Nie haftuję, ale przeczytałam z zainteresowaniem :) a osoby koralikujące na pewno docenią tym bardziej, bo w recenzję włożyłaś dużo pracy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To może kiedyś skusisz się na haft koralikowy, zawsze mogę doradzić co nieco :)

      Usuń
  7. Asiu, twardo niesiesz przed narodem kaganek koralikowej oświaty! Jesteś koralikowym wieszczem!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo starałam się uniknąć rzucania koralikami po oczach, niosłam ostrożnie ten kaganek oświaty by nieco rozjaśnić drogę koralikiem usłaną ;)) Kto wie, może jeszcze coś powieszczę ;)))

      Usuń
  8. Super poradnik:) Choć jeszcze nie mam odwagi zasiąść do "wyszywania";) to z zapałem czytam Twoje poradniki:) i się teoretycznie dokształcam:D Do swoich prac używam żyłki - oczywiście japońskiej - ze sklepu wędkarskiego. Jestem zadowolona i jeszcze nie zauważyłam, żeby się coś z nią działo. Uważam jednak, że nic nie jest wieczne, więc wcześniej czy później wszystko się zużywa - i to jest zawsze pretekst, aby sprawić sobie coś nowego. Wydaje mi się, że żyłka jest bardziej dyskretna niż nici. O niciach mogę powiedzieć tyle, że do sznurów używam talii na zmianę z kordonkiem altin basak lub muza. I jestem z nich zadowolona. Ostatnio kupiłam nici gabor i jak dla mnie to porażka. Może i dobre do 15 ale nie do sznurów szydełkowych. Ot dzisiaj kończąc sznur niemalże zerwała się wredota i muszę zaczynać od nowa. Mam zamiar użyć ich do krosna, ale jakoś nie darzę teraz gabora sympatią - nie wiem czy warto zaryzykować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ja nie mam zastrzeżeń do wędkarskiej żyłki, te cienkie ładnie wchodzą w ucho igły a robótki dobrze się mają. Chociaż żyłka usztywnia pracę, nie zawsze jest to pożądany efekt. Ja Gabor lubię, ale wolę kordonek bo jest bardziej miękki, do piętnastek czasami używam kordonka DMC, z tym, że on jest okropnie drogi, a Gabor mają tę grubość której potrzebuję, no i jest o niebo tańszy :) Przy tej cenie wszelkie niedogodności jestem w stanie przełknąć ;)))

      Usuń
  9. Ojej! Jak zwykle rzetelnie i profesjonalnie! szacunek za pracę jaką włożyłaś w przygotowanie tego materiału, pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze staram się w to wkładać jak najwięcej, pewnie tak dlatego tak długo powstają moje poradniki. Cieszę się jednak, że mogą być przydatne :)

      Usuń
  10. Asiu, bardzo fajnie, że poświęciłaś tyle uwagi niciom, igłom i nożyczkom :) Takie informacje są niezwykle cenne dla osób, które w koralikowym świecie stawiają pierwsze kroki :)
    Ze swej strony wypowiedziałabym się na temat nici toho one G i nymo, których najczęściej używam w hafcie. I rzeczywiście świetnie się tu sprawdzają, ale ...
    Nićmi toho szyłam bransoletkę zaginiony skarb według projektu Tauriel i niestety się tu nie sprawdziła :(
    Dodam, że tę bransoletkę szyłam dwa razy - za pierwszym razem użyłam nymo, które pękało, więc po raz wtóry uszyłam ją toho i niestety tu również nici rwały się. Być może ta bransoletka tak po prostu ma, ale mimo że koraliki na druga wersję kupione, to obawiam się ją powtórzyć (tym bardziej, że jest ona w wersji bez zapinania, więc musi być wytrzymała).
    Do gabora też się nie przekonałam - ślizga mi się to to niemiłosiernie i sznurów na pewno na tym nie dam rady zrobić. Do haftu nie próbowałam - póki mam inne nici :)
    Jesli chodzi natomiast o igły, to miałam ulubioną - długą, cienką, ale z oczkiem, przez które przechodziły mi wszystkie moje niteczki - niestety z uwagi na długość, dość szybko mi się te igły łamały, a sklep stacjonarny, w którym sie w nie zaopatrywałam został mi zlikwidowany :(
    Kupiłam karnet Jamesa, ale mam tu problem z przewlekaniem niektórych, nawet najcieńszych kordonków, a nawet żyłki.
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do OneG jakoś nie mam zastrzeżeń, ale też nie robiłam nimi żadnej plecionki, plotłam za to SoNo i nic nie "trzasnęło" :) Niestety niektóre koraliki z definicji uśmiercają większość wiązań, bo mają ostre brzegi, u mnie Nymo poległy w hafcie hexami, dosłownie koraliki wysypały mi się na rękę.
      Gabor lubię do sznurów piętnastkami bo ma idealną grubość, ale to prawda, ma też poślizg, mnie jednak to nie przeszkadza. I tu znowu sprawdza się stara zasada, że każdy znajdzie coś dla siebie, i niekoniecznie będzie to ta sama rzecz :)
      Moje długie igły są na wymarciu, kupiłam niedawno z opisu te same, ale jak się im przyjrzałam, okazało się, że mają większe ucho i niestety nie nadadzą się :(
      John James niestety ma taki feler, ja przestawiłam się na Galanty, moim zdaniem są lepsze, poza tym JJ strasznie się spsiał, na zagranicznych blogach laski piszą, że to dlatego, że fabrykę przenieśli z Anglii do Chin.

      Usuń
  11. Świetny artykuł! Od początku czasów do sutaszu używałam nici monofilowych - z lenistwa. Szyłam Ariadną, Superlonami, One G i SoNo. Najbardziej kocham te ostatnie, sprawdziły się też w beadingu. Co do nożyczek, to szarpnęłam się na obcinacze do nitek firmy Fiskars. Są znacznie lepsze od tańszych odpowiedników, ale i tak niewarte swojej ceny. Igieł zwykle używam jak najgrubszych, bo cieńsze łamię, ale muszę i tak muszę je mieć. Wbijam je w klocek styroduru i mam zawsze pod ręką :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z monofilami mam małe doświadczenie, gdzieś nawet leży jedna szpulka ;) Od razu zaczęłam szyć kolorowymi nićmi wszelakiej maści i te pasują mi najbardziej.
      Nożyczki mam "lepszejsze" bo dostałam w prezencie, ale i one się tępią, za to o Fiskarsie dotychczas słyszałam same dobre rzeczy, w każdym razie noże mają super.
      Igły chowam do kartonika w którym je kupiłam, mało oryginalnie, ale kiedyś popełniłam straszny błąd odkładając je na miseczkę magnetyczną, tak się namagnesowały, że kleiło się do nich każde żelastwo :)

      Usuń
  12. Świetny post, przeczytałam jednym tchem :) Mi najlepiej pracuje się z Nymo D z tego co na razie wypróbowałam. Jestem ciekawa FireLine, bo tak zachwalają, ale cena trochę odstraszająca. A igły to myślałam, że tylko ja tak łamię :) Znalazłam na ebayu takie, które są bardzo elastyczne tylko szybko się ścierają, niestety tylko Nymo 0 mi przez nie przechodzi i używam ich gdy wszystko inne zawiedzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Basiu, bardzo się cieszę, że post Ci się spodobał.
      Nymo to porządne nici, nie do każdego zadania, ale do haftu w sam raz. FireLine ma zabójczą cenę i jakoś pobiła moją ciekawość, bo w końcu ich nie kupiłam, czytałam za to o niej i wiele osób uważa, że żyłka wypada podobnie, tyle że tańsza ;)
      Igły pękają wszystkim, rekordzistki potrafią uśmiercić cały karnet na jednej pracy :)))

      Usuń
  13. Asiu, jesteś nieocenioną kopalnią wiedzy wszelkiej ! :) I wiem co mówię ;). Super, że tym razem wzięłaś na tapetę nici i igły. Ze swojej strony dodam tylko, że mam igły BeadSmith'a w rozmiarze 12 i niestety nie da się przez nie nawlec chociażby włosa. Próbowałam. Mają tak mała dziurkę, że chyba nawet powietrze ma problem, żeby się przecisnąć.
    Czekam z niecierpliwością na Twoje eksperymenty i kolejny post :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu, do Ciebie mi daleko, Twój poradnik fotografowania, to po dziś dzień moja wyrocznia i jedyny przewodnik fotograficznego surwiwalu w blogowym świecie:)
      Nici leżały na moim tapecie już od dawna, niestety zbieranie materiałów zajęło mi tym razem więcej czasu niż zakładałam.

      BeadSmithów jeszcze nie miałam, na razie zachwycam się Galantami, które jak na mój gust mają spore dziurki, bo przewlekłam nawet SuperLony. Mam też igłę 15 kupioną luzem, firmy nie pamiętam, i przez nią nie wiem co ma przewlec, chyba włos :)

      Usuń
  14. Szkoda, że wtedy, gdy zaczynałam nie natrafiłam na taki tekst! Ile mniej nietrafionych zakupów by było! Teraz pałęta sie to to po szufladzie i na siłę szukam zastosowania do nitek, które się plączą i rwą, żyłki, która wchodzi chyba tylko do igieł z uchem jak u słonia:) Nie wspomnę już nawet o koralikach, z których każdy jest w innym kształcie (chociaż wszystkie kupione w jednym opakowaniu - nie mylić z mixem!) Pozdrawiam cieplutko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdy ja zaczynałam, też na nic takiego nie natrafiłam, a szkoda, bo sklepy, chociaż dobrze zaopatrzone, nie podają informacji typu jak dobrać nić do konkretnej techniki i jeszcze trafić z idealną igłą. O informacji o producentach produktów nie wspomnę, a ja lubię wiedzieć skąd pochodzi to co kupuję. Dla mnie są to ciekawe informacje, które bardziej przyciągają mnie do produktu, zaciekawiają swoją historią.
      Też mam spory zapas nietrafionych zakupów :) Chyba muszę to komuś wydać, bo i tak się kurzy.
      Krzywe koraliki to temat rzeka:))

      Usuń
  15. No i właśnie takich artykułów jest zdecydowanie za mało w necie i nie zawsze się na nie trafia, a dają solidną porcję wiedzy bez potrzeby próbowania wielu nici, które doprowadzają człowieka czasem do szału. Dziękuję za tak merytoryczny materiał. Z pewnością gdy będę kupować kolejne nici będę się kierować Twoim artykułem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę ich jest, ale faktycznie trudno na nie trafić, sama mam świadomość, że mój gdzieś tam po czasie przepadnie. Cieszę się jednak, że na mój trafi chociaż kilka osób i tak jak Tobie, odrobinę rozjaśni sytuację w koralikowym świecie :))

      Usuń
  16. Świetny wpis! Twoje wpisy tego typu w ogóle są bardzo przydatne dla początkujących!

    Zapytam jeszcze nie na temat - na co radziłabyś nawlekać koraliki z kamieni, żeby zrobić naszyjnik? Zastanawiam się, czy musi to być taka żyłka, czy wystarczy mocna nitka?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za miłe słowo:)
      Zwykła nić, ani nawet te tu wspomniane, z pewnością nie nadają się do nanizania na nie kamieni. Kamienie miewają ostre krawędzie przy dziurkach i to już jest pierwszy powód, poza tym taki naszyjnik byłby zbyt wiotki. Wyjątkiem są jedwabne nici do pereł, ale one są znacznie grubsze. Można też użyć woskowanego sznurka, jeśli przejdzie przez dziurki kamieni.
      Żyłka to jest jakieś rozwiązanie, ale najpewniejszym są tzw linki jubilerskie, czyli cieniutki drucik w osłonce. Linki występują w różnych grubościach, ja lubię te o przekroju 0,38, bo są ani za grube, ani za cienkie. Montaż jakich linek wymaga jednak kilku dodatkowych akcesoriów, między innymi zacisków i końcówek, bo nie da się ich tak po prostu zawiązać na supełek. Jak na złość nie mogę znaleźć kursu, który chodzi mi po głowie, ale tu jest jeden ze sposobów kończenia linek:
      http://blog.pasart.pl/2011/08/19/kurs-bransoletka-z-perelek-i-szkla-artystycznego/

      Usuń
  17. Świetny tekst. Pamiętam jak zaczynałam swoją przygodę z haftem koralikowym... ile nerwów kosztowało mnie nawlekanie nici i jak te nici i igły nie chciały ze sobą współpracować. To kompendium informacji dla początkujących i nie tylko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Olu, mam nadzieję, że to kompendium i dwa poprzednie, nie tylko przydadzą się początkującym, ale też, że "starzy wyjadacze" dorzucą swoje dwa grosze.

      Usuń
  18. Dla zaczynających zabawę z koralikami na pewno ten tekst będzie bardzo przydatny. Bo od czegoś trzeba zacząć, a wybór odpowiednich materiałów na początku może sprawiać kłopot. I pewnie trochę po przeczytaniu Twoich rad niejednemu się w głowie rozjaśni :)
    Wiem ze swojego doświadczenia, że i tak po jakimś czasie każdy dochodzi do wprawy i ma swoje upodobania co do nici. Bo ich dobór zależy nie tylko od tego jaką mają jakość, czy do jakiego celu producent je rekomenduje, ale nawet od tego kto w jaki sposób z nimi pracuje, z jaką siłą itd.
    Mogę powiedzieć, że jestem wierna niciom Nymo - ich zaletą jest cena, są mocne, płaskie.
    Superlon - bardzo podobne, tylko odrobinę sztywniejsze i praca również staje się trochę sztywniejsza, gdy ich użyję zamiast Nymo.
    Fireline - kupiłam, sprawdziłam i jak dla mnie żadna rewelacja. Cena powala, a jakość za tę cenę wcale nie jest o wiele lepsza niż Nymo, czy Superlon. Podoba mi się w tej nici, że mniej się plącze, ale to w zasadzie wszystko. Raczej ich już nie kupię.
    Żyłki monofilowe - najczęściej używam te o grubości 0,12 mm, bo wspaniale wygląda pleciony nimi cubic raw.
    Wszystkie nici i żyłki (oprócz Fireline) woskuję i faktycznie nici mniej się plączą.
    A co do wytrzymałości tych nici, to nigdy jeszcze żadna mi się nie zerwała, więc dla mnie wszystkie są dobre. Igły też jeszcze żadnej nie połamałam. Ja chyba jakaś dziwna jestem ;)))
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, ja też poruszałam się tu po omacku gdy zaczynałam, czasami ktoś coś podpowiedział, ale niekiedy nie chciał zdradzać "tajników", w każdym razie, nie raz zamówiłam coś, co okazywało się nie w tym rozmiarze :)
      Masz całkowitą słuszność, każdemu pasuje co innego, co zresztą można poczytać w komentarzach :) Ale strasznie się cieszę, że ten wybór już jest, może nie taki wielki jak na zachodzie, ale jest już w czym wybierać i samemu wyrobić sobie zdanie.
      Zazdroszczę Ci, że nie łamiesz igieł :) Zauważyłam, że uśmiercam je częściej gdy jestem zmęczona, wniosek - nie szyć jak się nie wypocznie :)
      Pozdrawiam również i dzięki za podzielnie się swoimi spostrzeżeniami!

      Usuń
  19. Genialny wpis - nie raz się zastanawiałam jakiej nici do czego użyć czy jaką kupić. Jako że głównie szydełkuję sznury koralikowe, używam wyłącznie Amandy Areny, jakoś mi tak przypadła do gustu, aczkolwiek czasami się mechaci, przez co bransoletki bywają owłosione:) Gabor nie nadawał się do tegoż celu, ponieważ wszystko mi się ślizgało i rozjeżdzało. Największy problem jest przy jakimkolwiek oplataniu/plecieniu, ponieważ nie wiedziałam (do tej pory:D ) czego użyć, więc zostałam przy żyłkach wędkarskich... Wyobraź sobie, że po zrobieniu 12 kwiatków na kulę kwiatulę od Weraph i złączeniu ich, przy delikatnym miętoszeniu w celu nacieszenia się nowym dziełem żyłka pękła (rozmiar 0,12) właściwie przy każdym kwiatku (wystarczyło złapać za dwa przeciwległe płatki) i tyle godzin pracy poszło w las.... Zaczęłam na Gaborze i jakoś idzie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też rozsypała mi się kiedyś plecionka, robiłam ją Nymo, być może za bardzo naciągałam szew, albo nie trafiłam z grubością. Z SoNo nie miała już takiego kłopotu. Z drugiej strony moje doświadczenie z plecionkami beadingowymi nie jest aż tak bogate, dlatego wpis dotyczy głównie haftu koralikowego. Żyłki lubię, ale trzeba liczyć się z tym, że usztywniają, może twoja kula nie miała możliwości "popracować", albo wybrałaś za cienką żyłkę. Spróbuj kiedyś z 0,16. Jestem ciekawa jak pójdzie Ci z Gabor.
      Dzięki za podzielenie się swoimi doświadczeniami!

      Usuń
  20. Oj, zapomniałaś Asiu o nitce FireLine. Wiem, cena powala, ale pracując z najdrobniejszymi koralikami peyotem, przy trudnych pracach jak oplatanie małych rivoli FireLine nie ma sobie równych. Nie plącze się, nie rozdwaja, jest mocna, lekko spłaszczona i sztywna więc łatwo się nawleka. Można pruć kilka razy i nadal się nadaje do szycia. Przy większych koralikach można nie używać igły i szyć samą nitką (jest sztywna). Parę razy żyłka doprowadziła mnie do apogeum frustracji plącząc się i zwijając, więc zaopatrzyłam się w FireLine dla "ochrony zdrowia".
    Fajny post, bardzo pożyteczny z pewnością skorzystam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zapomniałam, nie zapomniałam:) Tylko pominęłam ;) Nie testowałam to nie chciałam się wypowiadać. No i ta cena!!!
      Żyłka faktycznie potrafi się plątać a nawet zaginać po czym niewiele już można z nią zdziałać, ale można ją woskować co ciut pomaga.

      Usuń
  21. Muszę Twojego bloga podrzucić teściowej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podrzucaj :) Ciebie też zapraszam do wpadania :)

      Usuń
  22. Bardzo pożyteczny artykuł :) Zgadzam się z większością uwag.
    Ja zaczynałam od One-G i obiektywnie stwierdzam, że są najlepsze... ale drogie. Przeniosłam się więc na Nymo, bo dzięki temu mam więcej kolorów nici za wydaną sumę. Nymo są świetne, ale faktycznie czasem się rozwarstwią, czego nie doświadczyłam w pracy z One-G. Kupiłam tylko 2 szpulki Nymo B i stwierdziłam, że są za cienkie - rozmiar D jest w sam raz (kupuję bez opamiętania ;]).
    Jakiś czas temu znalazłam w ofercie sklepu SuperLon i "czaiłam się" na nie, bo jest dużo fajnych kolorów, ale pomyślałam, że skoro są tańsze od Nymo to pewnie jakaś lipa. Napisałaś, że są mocniejsze, więc czuję się zachęcona i z pewnością skorzystam :) Nie próbowałam Miyuki (bo drogie), ale wyobrażam sobie, że muszą być świetne. Natomiast kupiłam z ciekawości po szpulce Gabor 60 i Tytan 80. Gabor jeszcze nie wypróbowałam, a jeśli chodzi o Tytan to właśnie skończyłam kolczyki (haft koralikowy z frędzlami) i moje spostrzeżenia są takie, że nici pomimo, że cienkie są bardzo mocne, nie da się urwać ręką - prędzej przetnie dłoń, są śliskie i przy jednym kolczyku absolutnie nic mi się nie plątało, więc byłam zachwycona... niestety przy drugim nić się tak skręcała, że mnie to wkurzało i trochę ostygłam z tym zachwytem. Ogólnie są fajne, ale chyba wolę Nymo.
    Igły jak dla mnie to tylko Johna Jamesa - głownie 12 i 13. Skusiłam się kiedyś na Regal 12, ale leżą bezużytecznie, bo mają za duże uszka, które nie mieszczą się w niektórych koralikach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Amelio, super że podzieliłaś się swoimi doświadczeniami.
      Ja nadal lubię Nymo i też te najgrubsze :) nakupiłam ich w czasach zachwytu tyle, że nawet nie mam wyboru :) Dużo zyskują po nawoskowaniu.
      SuperLon polecam z czystym sumieniem, tym bardziej, że lubisz ten rozmiar. Co prawda ostatnio znalazłam kolejny sklep w Polsce z ich ofertą to i tak polecam Beadbeauty.pl, mają taniej :) A nici naprawdę dobre, mniej się plączą bo są lepiej nawoskowane no i jest ich więcej na nawoju. Tytany woskuj, będą się mniej plątać i staną się sztywniejsze. Gabor60 jest grubszy, ale mocny jak diabli ;)
      Ja za JJ nie przepadam, ale dzięki za info o Regalach :)

      Usuń
  23. Witam:) podziwiam Cię za solidność. Wiele można się dowiedzieć z Twojego posta, a to świadczy, że musiałaś się sporo nad nim napracować. W swoim poście wkleiłam do Ciebie link, bo akurat był temat nici na tapecie, a sama nie wyczerpałabym tematu lepiej. Mam nadzieję, że nie pogniewasz się, że bez pytania.
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  24. Kolejny świetny i bardzo przydatny tekst :) Ja uczyłam się sznurów koralikowych na 11o Toho i na Gaborze :) Wiem, niektórzy stukają się w głowę bo koraliki drobnica, a nici strasznie śliskie ale ja się zawzięłam bo podobały mi się bransoletki właśnie z tych drobniejszych koralików, a na te większe szkoda mi było czasu ;) To takie moje "zboczenie", że lubię sobie utrudniać życie ;) Do Gabora się przyzwyczaiłam i bardzo mi te nici odpowiadają ( wada - rozdwajają się przy nawlekaniu i to potrafi wkurzyć, są też śliskie ale to mi akurat pomaga bo koraliki same przesuwają się po nici ale trzeba uważać by w trakcie pracy nie zgubić oczka bo wtedy w sekundzie można spruć całą bransoletkę :)) ), nici super np do 15ek. Nigdy nie woskuję nici bo mam wrażenie, że są potem "brudne". Igieł używam głównie JJ 12 i o ile rzadko je łamię to zauważyłam, że dość często "urywa" mi się oczko od reszty igły... Ostatnio pracuję też sporo z żyłką, a z plączącą się walczę za pomocą suszarki :D .. delikatnie oczywiście :) Pozdrawiam Joasiu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też nie przeszkadza ta śliskość i tak jak piszesz, przynajmniej koraliki szybciej się przesuwają :)
      Woskowanie polubiłam od kiedy robię to woskiem pszczelim, kiedyś zdarzało mi się parafiną a ta oblepia strasznie. Za to wosk jest spoko, sporo nici jest już wstępnie nawoskowanych, a przecież się nie brudzą czy kleją.
      O tak, odpadające uszka, chyba każdy producent ma to w swoim repertuarze, najbardziej rozczłonkowują się najcieńsze igły, przynajmniej u mnie tak jest.
      Mnie się nie chce dokładać roboty z suszarką ;) żyłkę też woskuję.

      Usuń
  25. Dziękuję. Fajnie sobie przypomnieć ten artykuł bo przydaje się nie tylko przy hafcie koralikowym ale i przy sutaszu. U mnie ostatnio głównie SLon bo się nie skręcają przy szyciu i w konsekwencji nie zaciągają delikatnego sznurka.
    Jeśli chodzi o igły to u mnie na razie królują Pony. Mój Chaber szyłam praktycznie dwiema igłami 10 i 13 i z tego co zauważyłam jedna się tylko delikatnie stępiła ale nie udało mi się żadnej złamać a momentami zaciągałam nić naprawdę mocno.

    OdpowiedzUsuń

Witam Cię :) Dziękuję serdecznie za pozostawienie komentarza:) każdy jest dla mnie ważny. W sprawie innej niż temat posta skontaktuj się ze mną mailowo bluefairy.art@gmail.com Reklamy wrzucam do spamu.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...