poniedziałek, 12 stycznia 2015

Czym kleić? Subiektywny przegląd klejów używanych w hafcie koralikowym.

Długo zabierałam się za ten temat i przyznam szczerze, że zwłoka ta w żadnym razie nie wynikała z braku czasu, raczej z zawiłości tematu. Chemia nigdy nie była dla mnie magią, ale kleje to zagadnienie dla co najmniej czarnoksiężnika najwyższej rangi, a nie wróżki, w dodatku niebieskiej :) Jedno co z tych poszukiwań wynika to fakt, że kupując klej nie wiemy co tak naprawdę znajduje się w tubce. Owszem, opakowania są zaopatrzone w ostrzeżenia, instrukcje użycia i przechowywania, spis powierzchni do jakich lepiszcze jest przeznaczone, nazwę producenta - musowo z pięknym logo i ewentualnie dane kontaktowe, ale nigdzie, absolutnie NIGDZIE nie ma informacji o składzie chemicznym i rozpuszczalniku jakim można wyczyścić zabrudzoną tymże klejem powierzchnię, umyć użyty pędzelek lub rozcieńczyć sam klej. Daremny trud, trzeba nauczyć się identyfikować zawartość po kolorze i zapachu, bez zaciągania się , oczywiście.

Dla mnie, człowieka wybitnie dociekliwego, brak takiej informacji (nawet na stronach niektórych producentów) jest irytujący i karygodny! Zatem ten wpis, chociaż wnikliwy z pewnością nie wyczerpuje tematu. Nie pozostało mi nic innego jak ograniczyć mój wywód do właściwości klejących i przydatności poszczególnych produktów w hafcie koralikowym.



UWAGA !

Na każdym z wymienionych produktów znajdziecie informacje o środkach ostrożności jakie należy przedsięwziąć w pracy z klejem, jakimkolwiek. Nie zaszkodzi jednak kilka słów przypomnienia.
Tak sobie pomyślałam, denerwując się brakiem danych o składzie na opakowaniach klejów, że nawet jeśli bym się zatruła, poparzyła czy posklejała, to lekarz nie będzie miał pojęcia na co zeszłam. Notka w epitafium z pewnością by się nie kleiła :) zatem:
  • Zawsze pracujcie w dobrze wentylowanych pomieszczeniach, po pracy koniecznie je wywietrzcie. Jeśli klej nie ma zapachu nie oznacza to, że nie wydziela trujących oparów.
  • Klejone elementy lub gotową pracę zawsze odkładajcie do wywietrzenia (najlepiej na zewnątrz) zanim zapakujecie ją do wysyłki czy założycie na siebie. Przez co najmniej 24 godziny wasza praca będzie wydzielać trujące opary.
  • Przenigdy nie palcie papierosów przy pracy z klejem, ani świeczek, lampionów itp. nawet opary mogą się zająć ogniem a wy razem z nimi.
  • Tubki z klejem chrońcie przed dostępem dzieci, zwierząt i silnym nasłonecznieniem.
  • Po każdym użyciu kleju umyjcie ręce, chemikalia mogą dostać się do waszego organizmu przez skórę lub w roztargnieniu możecie przenieść je na dziecko, pupila czy pokarm.
  • Zwracajcie uwagę na to, czy podczas klejenia macie łatwy i szybki dostęp do łazienki, dbajcie o to by zawsze mieć pod ręką ręcznik lub szmatkę (nie polecam wycierania kleju w chusteczkę higieniczną).
  • Utrzymujcie tubki z klejem w czystości, wówczas przedłużycie trwałość kleju i zapobiegniecie uszkodzeniom opakowania lub wyciekom. 

PO CO KLEJ?

W tym miejscu wypadałoby wspomnieć po co w ogóle w hafcie koralikowym kleje? Wiem, że wielu z was ich nie stosuje, polegając jedynie na sile nici, ale ja z każdą kolejną pracą odkrywałam, że same nici nie wystarczą by biżuteria była trwała i solidna. Zatem kleju używam do przytwierdzania kamieni i kaboszonów, mocowania baz i zapięć oraz łączenia elementów wykończeniowych takich jak skóra, filc, Alkantara itp. czyli tzw. plecków vel doopek.

EKSPERYMENT

Bardzo nie lubię czczej gadaniny, z której nic nie wynika, dlatego wszystkie kleje poddałam własnym testom wytrzymałościowym i na przydatność w mojej pracy. Korzystałam z nich wcześniej w swoich pracach, ale za każdym razem do czegoś innego więc trudno by było wyciągnąć z tego miarodajne wnioski. Tym razem podeszłam do sprawy metodycznie, każdy z klejów miał to samo zadanie:

  • połączyć filc z Alkantarą
  • przytwierdzić szklany kaboszon do filcu

Każda próbka otrzymała numer, odpowiadający konkretnemu klejowi zgodnie z listą poniżej. Na zdjęciu zabrakło kilku kaboszonów, ale bez obaw, w końcu się znalazły :) 
Po niecałej godzinie próbowałam przeszyć materiał moją igłą do haftu, tyle bowiem zwykle zabiera mi wykonanie ściegu murkowego na brzegach broszki oraz dokładnie tyle przeciętny klej potrzebuje, by w temperaturze pokojowej wstępnie związać. Po około 24 godzinach starałam się oderwać kaboszon i zedrzeć Alkantarę z filcu, taki bowiem czas (mniej więcej) jest potrzeby by klej związał na tzw. mur beton.
Wyniki testów znajdują się poniżej pod opisem klejów.


1. WIKOL

Był to pierwszy klej po jaki sięgnęłam gdy chciałam podkleić broszkę sztuczną skórą. W szufladzie miałam popularny Magic, zwany klejem introligatorskim a nie koniecznie chciało mi się iść na poszukiwania czegoś innego. Wówczas spełnił moje oczekiwania, ale jak wiadomo, te z czasem rosną.


Ten klej jest mieszaniną wodnej dyspersji żywicy poliwinylowej z wypełniaczem mineralnym i rozpuszczalnikiem organicznym, to informacja dla dociekliwych. Wynika z niej, że jest to klej, który można rozcieńczyć wodą i że jest stosunkowo bezpieczny dla zdrowia. Jeśli zdecydujecie się na niego, wybierajcie najgęstszy, najlepiej o konsystencji pasty (do zębów). Skleicie nim drewno, tkaniny, filc, skórę i papier. Tworzy elastyczną spoinę, która z czasem twardnieje, jest niemal bezbarwna przez co nie ucierpi estetyka waszych prac, nawet jeśli coś się wyleje.
Koszt 45 gramowej tubki to około 2,50 zł.

MÓJ TEST:
Po godzinie klejone powierzchnie nadal były wilgotne, jednak nie przeszkadzało to w szyciu, igła wchodziła gładko.


Następnego dnia wytrwale mocowałam się ze szkiełkiem, ale ani drgnęło. Było to dla mnie sporym zaskoczeniem, nigdy wcześniej nie wklejałam kaboszonów w celu innym niż ich późniejsze oplecenie koszyczkiem z peyote, co nie wymaga dużej trwałości wiązania, a tu taka niespodzianka. Filc również trzymał się dobrze, ale przyznać muszę, że nie wkładałam dużej siły w jego destrukcję.

2. KLEJ DO DREWNA

To opcja mało popularna w hafcie koralikowym, sam specyfik też do znanych nie należy, chyba że jesteście stolarzami. Ja swój dostałam od brata, a ten od zaprzyjaźnionego meblarza. Tubki były formą próbek, ale pełnowymiarowy produkt też da się nabyć, problem w tym, że nie wiem co w nich tak naprawdę jest.


Na moje oko to wikol, wygląda i zachowuje się jak on, jest biały, gęsty o podobnej lepkości, stosunkowo mało wyczuwalny, ale wiąże nieco mocniej niż Magic. Być może posiada inną domieszkę mineralną. To co w nim lubię to małe, poręczne opakowanie, które wystarcza na kilka prac, więc zużywam go zanim zacznie się starzeć. Jeśli kiedykolwiek wpadnie w wasze ręce, nie gardźcie :)
Cena: jeśli macie brata majsterkowicza to za darmo :)

MÓJ TEST:
Tkanina była sucha, chociaż klej pod kaboszonem nadal był biały co oznacza, że nie wysechł. Igła wchodziła bez problemu.


24 godziny później spoina stała się przeźroczysta i na tyle mocna, że kaboszonu nie dało się ot tak oderwać. Alkantara i filc również skleiły się niemal na amen. Niestety nie mogę ręczyć, że wiązanie będzie równie skuteczne w przypadku innych materiałów, niemniej jednak żadna z moich prac klejonych wikolami nie poległa w boju, no ale też nie próbowałam żadnej zniszczyć.

3. BUTAPREN

Ten klej jak żaden inny kojarzy mi się z dzieciństwem, bynajmniej nie dlatego, że wprowadzał nas w błogi stan, ale w czasach wszechobecnego kryzysu był jedynym dostępnym klejem ogólnego zastosowania. Dziadek trzymał go w słoiku i przed użyciem dokładnie mieszał, bo klej ten jak żaden inny ma tendencję do rozwarstwiania się, o czym ładujący go w tubki producenci zdają się nie wiedzieć.


Ma lekko żółty kolor, który po wyschnięciu tworzy niemal bezbarwną elastyczną spoinę, oprócz butów i kapci skutecznie skleicie nim drewno, filc i szkło. Ogólnie wychodzę z założenia, że jeśli klej przydaje się szewcowi, będzie też dobry dla mojej biżuterii, w końcu czym więcej różni się ona od przeciętnego obuwia domowego, no dobra, jest ładniejsza :) ale to ta sama technologia.
Sporym minusem tego wyrobu jest ostry, drażniący i długo się utrzymujący zapach, który jednakowoż posiada swoich amatorów, ja do nich nie należę. Tubka uniemożliwia wymieszenie kleju, jeśli o tym zapomnicie wyciśniecie wytrącony płyn i klej do wyrzucenia. Pamiętajcie o tym, że butapren powinien mieć gęstą, ale samopoziomującą się konsystencję, a po dotknięciu rozciągać się tworząc charakterystyczne dla tego typu klejów niteczki.
Niewątpliwym atutem jest cena - 3 złote.

MÓJ TEST:
Test się nie odbył :( Klej nie nadawał się do użytku, eksperyment z pewnością powtórzę gdy zaopatrzę się w nową tubkę (chociaż w tej sytuacji wolę słoiczek). O wynikach nie omieszkam poinformować! Niemniej jednak kleiłam nim kiedyś broszki i żadna się nie rozpadła.


4. KLEJ UNIWERSALNY POLIMEROWY

Ten przynajmniej informuje czym jest, niestety klejów polimerowych jest bez liku więc nadal nie mam pojęcia jaki to polimer. Niemniej jednak klej od firmy Dragon jest całkiem przyzwoity a na stronie producenta można znaleźć wiele ciekawych informacji.


Jest bezbarwny, wodoodporny, ma wyczuwalny zapach "zmywaczowo"-octowy choć acetonu nie zawiera, za to z pewnością ma w składzie etanol, mimo wszystko nie radzę go wdychać, pomimo iż sama woń do nieprzyjemnych nie należy [jest to jedyny klej z zestawienia (poza wikolem), na zapach którego nie reaguję bólem głowy]. Tworzy elastyczną spoinę, której nadmiar łatwo usunąć mechanicznie, ściągając jak folię lub maseczkę typu peel-off. Producent zaleca go między innymi do papieru, filcu, drewna, szkła, styropianu i sztucznej skóry. Sporym utrapieniem jest aluminiowa tubka bez aplikatora, kilkakrotnie klej uległ niekontrolowanej erupcji podczas otwierania. Tym sposobem wiele się zmarnowało. Plusem natomiast jest cena (3 - 6 zł za 50 ml), duża wydajność i łatwa dostępność, na przykład w marketach budowlanych.

MÓJ TEST:
Zarówno filc jak i Alkantara po godzinie były całkowicie suche, ale klej nie zdążył związać, chociaż igła wchodziła gładko to wychodziła oblepiona resztkami polimeru. Plusem jest to, że łatwo pozbyć się zabrudzeń oraz, że woń kleju szybko wywietrzała w tak krótkim czasie.


Dzień później próbowałam odkleić szkiełko, udało mi się, ale nie bez wysiłku, natomiast filc trzymał bardzo mocno. Jednym słowem, nie odważyłabym się przymocować tym klejem kaboszonu, którego później nie oplotłabym ściśle koralikami, ale nie zawahałabym się użyć go do wykończenia pracy. Tym bardziej, że klej szybko traci "zapaszek".

5. HASULITH

Klej, o którym słyszałam tyle dobrego, że postanowiłam wreszcie go kupić, 


Klej jest bezbarwny o konsystencji kisielu, ma charakterystyczny zapach zmywacza do paznokci. Ponieważ wykonano go na bazie acetonu, jest wysoce łatwopalny i raczej nie nadaje się do klejenia gumy, miękkich plastików, w tym styropianu, bo zwyczajnie je rozpuści. Świetnie sprawdza się za to w sklejaniu skór, drewna, metalu i szkła. Tworzy mocną, elastyczną i bezbarwną spoinę.
Dużym plusem jest wygodna, podłużna końcówka, ułatwiająca precyzyjną aplikację.
Za 30 mililitrową tubkę zawierającą 27 gramów produktu, zapłaciłam 10 zł.

MÓJ TEST:
Powierzchnie są suche a szycie nie sprawia żadnych trudności, niestety nadal czuć woń kleju.


Zapach utrzymywał się nawet kolejnego dnia, na szczęście klej wykazał się skutecznością w mocowaniu kaboszonu, nieco gorzej poradził sobie z łączeniem tkanin. Jednakże w miejscu gdzie bardziej ściskałam próbkę, trzymał solidnie.

6. RAYHER SCHMUCK KLEBER

Informacji o nim jak na lekarstwo, nawet na stronie Rayhera, wstępne oględziny nie wyjaśniają jaki to rodzaj substancji klejącej, zaś producent nie odpowiedział na mój mail z zapytaniem. Kupiłam go ze zwykłej ciekawości bo niedawno pojawił się w popularnym sklepie z koralikami.


Jest przezroczysty, o wyraźnym zapachu acetonu (który zresztą zawiera), gęsty i mocno rozciągliwy. Posiada aplikator, jako zwieńczenie aluminiowej tubki, który ułatwia aplikację. Sprzedawca obiecuje, że " Nadaje się do łączenia kamieni jubilerskich oraz elementów z metalu, szkła, drewna, skóry, porcelany a także niektórych tworzyw sztucznych. Świetny do wklejania do metalowych końcówek rzemieni oraz sznurów koralikowych".
Czyli w skrócie; wygląda jak Hasulith, pachnie (lub raczej śmierdzi) jak Hasulith i nawet ma identyczne opakowanie od tego samego producenta, śmiem twierdzić, że oba kleje są tym samym.
Za 27 gramów zapłaciłam niecałe 10 zł.

MÓJ TEST:
Wnioski i obserwacje identyczne jak w przypadku Hasulithu.


Nie było dla mnie żadnym zaskoczeniem, że klej zachował się identycznie jak Hasulith, czyli kaboszon nie do ruszenia (ale też nie szarpałam zaciekle), filc dawało się oderwać w niektórych miejscach. 

7. E 6000

Klej, po który chętnie sięgają beadingerki zza oceanu, pewnie dlatego tak mnie zaintrygował, a gdy pojawił się u nas, natychmiast go kupiłam. Producent twierdzi "bonds everything so you can create anything", u nas mówi się, że jak coś jest do wszystkiego to jest do niczego, akurat w tym wypadku bardzo się mylimy.


Nie będę się rozpisywać co klei, bo ponoć wszystko. Jest przezroczysty i taki pozostaje po wyschnięciu, poza tym zachowuje ekstremalnie dużą elastyczność. Jest odporny na działanie kwasów i słonej wody oraz nie jest łatwopalny bo nie zawiera acetonu. Tym razem udało mi się zidentyfikować skład, jest to związek tetrachloroetylenu, z pewnością niewiele to komukolwiek mówi dlatego odsyłam do informacji od producenta - klik lub - klik. Zapach ma jednak podobny do klejów polimerowych, ale bardziej drażniący, utrzymuje się on dość długo dlatego zalecam ostrożność. 
Moja tubka zawierała osobną końcówkę do precyzyjnej aplikacji, sporym minusem jest to, że nie można jej później niczym zamknąć. Wybrałam najmniejszą wersję kleju - 9 ml i zapłaciłam za nią ponad 8 zł.

MÓJ TEST:
Klej przebił przez Alkantarę, co być może jest wynikiem zacisku, którego zapomniałam usunąć (nauczka na przyszłość), poza tym związał błyskawicznie. Igła wchodzi gładko nawet w miejscach szczodrze potraktowanych klejem. Zapach niestety utrzymuje się nawet po kilku godzinach.


Dobę później zabrałam się do niszczenia, kaboszon nie stawiał żadnych oporów, filc trzymał się dzielnie i nie udało mi się odkleić go całkowicie. E 6000 świetnie trzyma sznury koralikowe w końcówkach, zawodowo przymocował rączkę do kuferka a nawet radzi sobie z kaboszonem na skórze, pokonała go mechata materia filcu. Nie skreślam tego kleju, a test dostarczył mi cennej wiedzy, tego typu kleje po prostu potrzebują podobnych powierzchni styku by spełnić swoje zadanie.

8. BOSTIK GLU &FIX ALL PURPOSE

Ten klej cieszy się ogromną popularnością wśród sutaszystek, a że akurat była mega promocja, kupiłam go i ja. W hafcie koralikowym też jest sporo kaboszonów do mocowania :) 


Rekomendowany jest do tych samych zadań co Hasulith i do identycznych odradzany, zatem ostrożnie z plastikami, styropianem i sztucznym jedwabiem bo zawiera aceton.
Klej ma dość płynną konsystencję co sprawia, że łatwo stracić nad nim kontrolę aplikując za dużo produktu, na szczęście posiada precyzyjną końcówkę, która pomaga rozprowadzić go po powierzchni. Minusem jest zapach, bardzo drażniący i ostry, klej szybko schnie, a co za tym idzie intensywnie paruje roztaczając nieprzyjemną chmurkę oparów szczypiących w oczy. Zalecam wzmożoną ostrożność. 
Za tubkę o pojemności 20 ml zapłacicie około 8 zł. 

MÓJ TEST:
Podobnie jak w przypadku E 6000 nie usunęłam zacisku i klej przebił przez tkaninę, zaciski znajdowały się też na innych próbkach zatem cecha ta jest właściwa jedynie dla tych dwóch substancji. Klej związał szybko i nie utrudnił igle przejścia przez powierzchnie.


Następnego dnia nadszedł moment ostatecznej próby i niestety obnażył on słabość kleju. Kaboszon odszedł błyskawicznie, trochę więcej siły wymagało rozdzielenie tkanin, nie sądzę by samodzielnie mogły się rozkleić jednak wielkiej siły to nie wymaga. Szkoda.

9. DWUSKŁADNIKOWY KLEJ EPOKSYDOWY

Ten klej znalazł się w moim przeglądzie tylko z jednego powodu, w szczególnych sytuacjach używam go w pracach wykonanych haftem koralikowym, czyli gdy chcę mieć 100 % pewność, że z biżuterii nie wypadnie kaboszon. Dużo więcej zastosowań znajdzie w beadingu, jest też niezastąpiony we wklejaniu końcówek do sznurów koralikowo szydełkowych. 


Spotkacie go w dwóch wersjach, szybkoschnącej - do 10 minut i długowiążącej - po 24 godzinach. Ja wybieram drugą opcję bo nie lubię pośpiechu. Zestaw zawiera dwie tubki, ich zawartość (potrzebną ilość) w równych proporcjach należy wymieszać np. w zakrętce po napoju lub załączonym pojemniku. Tak powstała żywica nadaje się do nałożenia na klejone powierzchnie, zwykle po wyschnięciu robi się przezroczysta i nieelastyczna, niestety ma bardzo drażniący i nieprzyjemny zapach, najlepiej kleić nim poza domem. Ze względu na sztywność spoiny zdecydowanie nie nadaje się do podklejania tyłów prac w hafcie koralikowym np. broszek, dlatego nie poddałam go testowi, ale idealnie mocuje zapięcia tychże, kaboszony, kamienie i inne narażone na przeciążenia elementy biżuterii.
Cena uzależniona jest od producenta i wielkości opakowania, szukajcie jednak niedużych tubek, jeśli nie macie zamiaru wiele nim kleić.


Podsumowanie

Warto mieć w swoim warsztacie minimum dwa kleje, jeden z przeznaczeniem do wklejania  "na sztywno" kaboszonów, sztyftów i zapięć oraz drugi, odpowiedni do łączenia z sobą koralikowego przodu i tekstylnego tyłu pracy. Ważne by drugi z tych klejów tworzył elastyczną spoinę, która nie utrudni waszej biżuterii ruchu, co jest niezbędne np. w dopasowujących się do ciała bransoletach i koliach.
Jeśli nie jesteście pewni czy klej nie uszkodzi waszych prac, zróbcie wcześniej test na klejonej powierzchni. Klej bez acetonu będzie bezpieczniejszy dla miękkich, syntetycznych elementów takich jak sztuczny jedwab, żyłka, guma, styropian czy niektóre plastiki, jeśli często ich używacie, zaopatrzcie się w taki właśnie specyfik.
Zawsze przestrzegajcie zasad BHP pracując z jakimikolwiek substancjami chemicznymi.
Czytajcie informacje na opakowaniach klejów i nigdy nie używajcie ich niezgodnie z przeznaczeniem oraz po dacie przydatności do użycia.


Moja Rada:

  1. Gładkie powierzchnie zawsze odtłuszczajcie przed klejeniem, w przeciwnym razie spoiwo nie będzie trwałe.
  2. Klej lepiej zwiąże jeśli klejone powierzchnie mocno do siebie dociśniecie, ułatwicie to sobie stosując klamerki do bielizny. Nie trzymajcie ich jednak dłużej niż kilka minut.
  3. Klej nanoście punktowo i rozprowadzajcie szpatułką albo zapałką, wykałaczką, pędzelkiem lub tekturowym paseczkiem. Unikniecie w ten sposób zabrudzenia tubki i ułatwicie sobie dotarcie w niedostępne zakamarki klejonych powierzchni.
  4. Podklejając pracę materiałem wykończeniowym starajcie się omijać krawędzie, jeśli zamierzacie dodatkowo obszyć robótkę koralikami możecie ubrudzić igłę lub jeżeli klej utworzy twardą spoinę uniemożliwić jej wbicie.

***

Jestem pewna, że w sklepach dla koralikujących znaleźć można dużo więcej klejów nadających się do haftu koralikowego, dlatego rozglądajcie się uważnie. Jako, że wydałam nie mało na produkty do testów to podarowałam sobie dalsze zakupy.
Podzielcie się w komentarzu swoimi ulubieńcami, spostrzeżeniami i uwagami, jeśli macie pytania chętnie na nie odpowiem. Zapraszam do dyskusji.


Oświadczenie

Wpis nie jest sponsorowany, nie miałam zamiaru reklamować ani tym bardziej dyskredytować jakiegokolwiek produktu. Jest to przegląd subiektywny, oparty o moje osobiste doświadczenia z najbardziej popularnymi klejami dedykowanymi do biżuterii, czyli tymi, których sama używam tworząc prace w technice haftu koralikowego. Przegląd nie uwzględnia klejów, moim zdaniem, w tej technice nie przydatnych.

Nie zgadzam się na rozpowszechnianie tego artykułu bez podania autora i linku do lokalizacji na moim blogu.




Poprzednie części poradnika:

Pierwsza część: Przegląd materiałów wykończeniowych.
Druga część: Na czym haftować koralikami.
Trzecia część: Czym haftować koralikami, czyli o niciach i igłach.

70 komentarzy:

  1. Wstrzeliłaś się tym tekstem Asiu w moje potrzeby. Ja jestem zatwardziałą zwolenniczką E6000, ale ze względu na zapach postanowiłam ostatnio poeksperymentować. Na razie efekty eksperymentów (Bostik) mnie rozczarowały. No i dzięki Tobie mogę listę do eksperymentów znacznie zawęzić, a może nawet i uznać za ukończoną?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bostik to dla mnie straszne rozczarowanie, pewnie go komuś wydam. Szczerze mówiąc nadal będę szukać klejowego złotego Grala, bo może coś da się taniej, lepiej i przyjemniej.

      Usuń
  2. Jak zwykle rzetelna i ciekawa praca:) Sporo się dowiedziałam o klejach i ich właściwościach i niecierpliwie czekam na kolejną część poradnika;) Na przykład o wytrzymałości kolorów na ścieranie...A wracając do klejów... Osobiście używam kleju magic i jestem z niego bardzo zadowolona - nie śmierdzi i trzyma mocno. Gdzieś, kiedyś przeczytałam, że nie jest dobry do biżuterii ponieważ nie jest wodoodporny.... Przyznam szczerze, że troszkę się zmieszałam;) Jakiś czas później stwierdziłam, że sznur, który zrobiłam ( z wklejonymi już końcówkami) to nie to i chciałam je zerwać.... Po dłuższej szarpaninie włącznie z użyciem siły większej niż moja (Mąż) nie zeszły... wsadziłam więc do wody - no bo jak nie jest wodoodporny.... I gad się nie rozpuścił - końcówki siedziały twardo:D Sznur rozbroiłam, ale to co siedziało w końcówkach razem z nimi poleciało do kosza.... Tak więc reasumując - pozostanę przy moim czarodziejskim kleju introligatorskim do wszystkiego;) A jak mnie najdzie ochota na "eksperymenty klejowe", to powrócę do Twojego artykułu, żeby uspokoić nastroje;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ze ścieraniem koralików nie mam wielkiego doświadczenia, haft jakoś mu się opiera, gorzej z beadingiem :) Ale dzięki za sugestię.
      To fakt, wikole nie są odporne na wodę, ale w końcu kto kąpie się w biżuterii? ;) Nie próbowałam nim wklejać końcówek, ale dla ciekawości się skuszę, dziękuję za podpowiedź.

      Usuń
  3. Świetne zestawienie! Myślę, że każda z nas ma swoje przemyślenia na ten temat i jeszcze więcej wątpliwości. Ja generalnie nie lubię klejów, ale czasem muszę użyć. Do prac doraźnych, głównie zabezpieczania końcówek sznurka i do styropianu używam Magica, ale jakoś nigdy nie miałam specjalnego zaufania do siły tej spoiny i tu Twój test mnie mocno zaskoczył. Do zadań specjalnych mam swój ulubiony klej epoksydowy dwuskładnikowy z Lidla. Trzyma mocno, wiąże dość szybko, choć nie natychmiast i pachnie rzeżuchą. Do klejenia tekstyliów (sutasz i haft koralikowy) używam zwykłego kleju szewskiego Henkela (trochę podobny do butaprenu, ale tak nie śmierdzi i się nie rozwarstwia). Pozytywnie zaskoczył mnie też klej do drewna - jedyna jego wada to, że przez cały okres wiązania musi byś dociśnięty, a wiąże dość wolno. Nigdy nie zdobyłam się na większość z prezentowanych przez Ciebie klejów, głównie z powodów od których zaczęłaś, czyli "czort wie co to, z czego i co warte, a przecież nie tanie". Teraz już będę dysponować znacznie większa wiedzą na ten temat i z pewnością skorzystam. Dziękuję! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lidl rządzi ;-) ja używam kleju dla majsterkowiczów który nadaje się do łączenia różnych materiałów, wiec jest bardzo uniwersalny i nie skleja palców. Lidl wypuszcza go do sprzedaży okazjonalnie, ale tuba starcza na długo. A kilka razy w roku można go dostać.

      Usuń
    2. Agata, mnie też Magic zaskoczył, nigdy nie miałam doń zastrzeżeń, ale też nie spodziewałam po nim nie wiadomo czego. Szewskiego też kiedyś używałam, ale krótko bo zapach mnie dobijał, w końcu ktoś go sobie wziął i o sprawie zapomniałam. Z tego co pamiętam nie był najgorszy, poza wonią.
      Klej do drewna traktuję jak Magic i nie ściskam nie wiadomo jak długo, myślę, że to zalecenie ma sens przy drewnie i innych gładkich powierzchniach.
      pART of ME, ciekawi mnie ten klej dla majsterkowiczów, przy najbliższej okazji go poszukam.

      Usuń
    3. Z tym ściskaniem to miałam przeprawy przy okazji spinki do włosów z haftem krzyżykowym. Przyklejałam grubą tekturę do metalowej bazy, która jest łukowato wygięta. Po nasmarowaniu klejem tektura mi się prostowała i odchodziła od bazy, dlatego musiałam ścisnąć i uzbroić się w cierpliwość. Ale jak już związało to trzyma tak mocno, jak żaden inny klej :)

      Usuń
    4. W sumie nie pomyślałam o krzywych powierzchniach, ale takie proste typu wisior czy broszka jakoś nigdy nie domagały się wielkiego przytulania. Trzymają zawodowo, dlatego lubię ten klej, no bo szafka się trzyma to co brocha nie będzie :)

      Usuń
  4. Super post- dziękuję za informację i sporą dawkę śmiechu :-)(niczego przed czytanie posta nie wąchałam...yyyy...to znaczy nie kleiłam ;-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hubko, śmiech to zdrowie :) ale jakby za długo się utrzymywał, to wywietrz pokój :)

      Usuń
  5. Asiu, świetny tekst i bardzo przydatne porady :)
    Ja z własnego doświadczenia pod niebiosa chwalę magica - niby taki prosty klej, ale moim testom sprostał w 100 %. Sznury w końcówki wklejam właśnie nim - nie zdarzyło mi się jeszcze, aby któraś puściła; natomiast zakupiony w tym celu klej biżuteryjny (niestety nie pamiętam nazwy) moje testy w tej materii oblał. Nie używałam kleju dwuskładnikowego - z czystego lenistwa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja pierwszy raz w życiu użyłam go do sklejenia książki, która wcześniej dosłownie rozpadła mi się w rękach, eh rzadko kto teraz zszywa książki. Do sznurów jakoś nie miałam odwagi go użyć, ale często usztywniam nim nitki, gdy nawlekam koraliki, taka "igła" jest sztywniejsza od prawdziwej. Za to sznury wklejałam kiedyś kropelką i wszystkie poległy, za to epoksyd nigdy mnie nie zawiódł.

      Usuń
  6. Joasiu, kolejna część poradnika to równie pasjonująca lektura jak poprzednio :-)
    Dziękuję, te informacje są niezwykle przydatne nie tylko do haftu koralikowego.
    Może ja ogólnie się wypowiem co do klejów, których używam, ale podkreślam do ogólnie pojętego beadingu (nie haftuję koralikami). W moim zestawie jest Magic - tu uwaga - końcówkę najlepiej przebić igłą, swoją pierwszą tubkę potraktowałam brutalniej, w związku z czym klej wypływał ciągle...mam z nim słabe doświadczenie.
    Dwuskładnikowy epoksydowy idealny do końcówek - nakładam go zawsze wykałaczką. I jeszcze uniwersalny polimerowy - tego nie polecam do końcówek, ale przydaje się w makramie i do elastycznych połączeń - też nakładam wykałaczką. Pod ręką mam zawsze chusteczki nawilżane dla dzieci, doskonale radzą sobie z usuwaniem kleju i z rąk i elementów. Kiedyś używałam gumowych rękawiczek przy epoksydowym, ale zachowując ostrożność nie ma takiej potrzeby. Jako podstawkę do mieszania kleju można wykorzystać każdy kawałek plastiku, np. pokrywkę z kubeczka. Nie używam pędzli do biżuterii, więc nie ma problemu z czyszczeniem. O pędzle do deku dba woda i mydło, ale to już inna bajka o klejach :-)
    Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Beatko za miłe słowa :)
      Też używam chusteczek nawilżanych, czasami też tych do czyszczenia. Higieniczna kiedyś poprzyklejała się do wszystkiego i dopiero miałam bałagan! Epoksyd rozrabiam w nakrętkach po mineralnej bo dla mnie mają idealną wielkość, a jak w resztce kleju zostawię wykałaczkę to po wyschnięciu daję się tę żywicę łatwo wyciągnąć i można nakrętki użyć ponownie :)
      Polimer najlepiej skleja mi skórę naturalną z filcem, gdyby nie ta nieszczęsna tubka to byłby moim ulubionym, może następną przebije igłą tak jak radzisz.

      Usuń
  7. Mimo, ze nie robię biżuterii, to bardzo skorzystałam z Twojego posta, bo wiecznie mam szalone pomysły;-) dziękuję za te przydatne wiadomości!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa, mam też nadzieję, że może kiedyś skusisz się na jakąś ozdóbkę własnej produkcji, to naprawdę wspaniała zabawa i ogromna satysfakcja!

      Usuń
  8. Asiu, w pierwszym punkcie opisanym jako Wikol jest zdjęcie Magica. :) To tak na początek, a w ogóle to podziwiam, że chce Ci się robić takie dokładne testy i zestawienia. O Magicu straciłam dobre mniemanie, kiedy podczas impregnacji biżuterii sutaszowej zaczął mi rozmiękać. Wodoodporność jest dla mnie ważna, nie raz i nie dwa zamoczyłam jakąś szydełkoralikową bransoletkę, bo mi się jej nie chciało ściągać przy różnych czynnościach i klej po prostu nie może w tej sytuacji rozmiękać w wodzie. Toteż nabyłam nowe wynalazki. Z klejów ambitnych używam dwuskładnikowego Dragona i Hasulith - tego pierwszego stosowałam tylko do wklejania końcówek i były nie do urwania, a obecnie jadę na Hasulithu i daje radę, poza tym prostszy w obsłudze. Bardzo też lubię Kropelkę, jest dobra do wklejania kaboszonów, fajna jest ta w żelu. Tylko trzeba ją wyczuć, kiedy i jak użyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo Magic należy do grupy Wikoli, sam Wkol chociaż czasami tak ma napisane klej na tubce nie jest nazwą własną a oznaczeniem substancji chemicznej.
      Magic jako gęsty i tani klej naprawdę lubię, chociaż ma wady, tak jak piszesz rozpuszcza się w wodzie, po prostu na biżuterię trzeba uważać, bo jak nawet klej się nie rozpuści to filc rozlezie itp :)
      Hasulithu w końcówkach trochę się boję, ale wklejałam E6000 i dał chłopak radę, za to kropelki unikam, jak dla mnie jest trochę za bardzo agresywna i za szybko schnie, ja jestem człowiek dokładny, ale powolny :))

      Usuń
    2. Pierwszy test Hasulithu w końcówkach był hardkorowy, w szydełkoralikowym breloku do kluczy i nic się nie urwało, nadal nim wklejam i nadal nic się nie urywa, bardzo miły klej. ;) Wszystko ma swoje tzw. "zady i walety".

      Usuń
  9. Super przegląd ja z klejem magic nie mam dobrych doświadczeń parę razy próbowałam go używać i się nie sprawdził używam kleju rayher do wklejania końcówek i jest ok :) do przyklejania kaboszonów do podkłady używam kleju gutterman od Madzi z Part of Me też wiem o kleju z Lidla i jest ok :) a o kleju Hasulit nawet nie słyszałam więc z twoich dobrych rad i testów zawsze dowiem się czegoś nowego ( właśnie wczoraj po raz kolejny czytałam o niciach w końcu muszę wypróbować ;) ) Więc dziękuje bardzo za przydatne informacje . Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za podzielenie się swoimi spostrzeżeniami, znowu sprawdza się opinia, że każdy lubi co innego :) Dlatego wolałam nie sugerować, że coś jest jedyne i słuszne a jedynie zaznaczyć, że MI się z czymś lepiej pracuje. Lubię próbować i zawsze do tego zachęcam innych.

      Usuń
  10. Profesjonalne podejście do tematu :) Jeśli kiedykolwiek znajdę się w sytuacji, kiedy nie będę wiedziała, jaki klej przyda mi się najbardziej, z pewnością wrócę do Twojego artykułu :) Myślę, że test jest miarodajny. Dzięki za szczegółowy opis całego eksperymentu.
    :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Asiu, Ty jak zawsze do wszystkiego podchodzisz rzetelnie i merytorycznie. Świetny post :) Ja bardzo lubię klej polimerowy. Ale kupuję go w butelce z "wtyczką- zatyczką". Przyklejam nim też kaboszony do podkładu i jeszcze mi się nie zdarzyło, by coś się nie trzymało. Wręcz przeciwnie, kiedyś musiałam oderwać kaboszon i oderwałam go z kawałkami filcu, który potem musiałam czyścić. Myślę, że zależy to sporo od rodzaju kleju polimerowego jak i od przygotowania powierzchni. Trzeba je odtłuścić a czasami warto też zmatowić, by zwiększyć przyczepność. Magic to nic innego jak bardziej rozwodniony wikol. Siła wikolu jest znacznie większa, bo jest po prostu bardziej stężony. Jak zaschnie jest twardy i ciężko rozpuszcza się w wodzie. No chyba żeby ktoś wrzucił nim sklejone biżu do pralki, to na pewno prania nie przetrzyma ;) Ja bym jeszcze dodała do Twojego postu klej na gorąco, którego , o zgrozo!, często na początku używają młode beadingerki, zwłaszcza do wklejania końcówek. Tego kleju do biżuterii nie polecamy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu, lewizny nie mają najmniejszego sensu, bo kto by to brał na poważnie :)
      Mnie się zdarzyło tak oderwać z "mięsem" jakieś szkiełko przyklejone Magikiem, w zasadzie praca w kosz :(
      Mąż uprzedzał mnie, że lepiej zmatowić powierzchnię przed klejeniem, ale niestety nie zawsze się da, zwłaszcza jeśli chodzi o cenne kaboszony, te moje odtłuściłam, ale widać to nie wystarczyło. Do innych zadań bardzo lubię polimerowy, chociaż rozważam wypróbowanie z innej firmy.
      Raz jeden trafiłam na wodnisty Magic, ale zwykle jest bardzo gęsty wiec chyba jednak nie rozwodniony. Czasami nawet specjalnie rozrabiam go z wodą w jakimś pojemniczku i wtedy mam klej do dekupażu, normalnie magiczny klej :)
      O kleju na ciepło nawet nie wspomniałam bo chociaż jest silny, to jak nieumiejętnie walnie się kleksa pod kaboszon to nie dość, że wyjdzie krzywo to jeszcze wszystko pójdzie bokami.
      Widziałam kiedyś pracę "początkującej beadingerki" klejoną na ciepło, matkoszjedyno, koszmar z ulicy wiązów, a ta zachwycona swoją tfurczością na całego :)))

      Usuń
  12. Jesli chodzi o kleje, to już próbowałam różnych, a z tych testowanych przez Ciebie tylko Magic i polimerowy Dragon. Po moich próbach jestem wierna fanką najlepszego na świecie Gutermanna HT2. Klei absolutnie wszystko i ma bardzo wiele zastosowań. Wytrzymuje i wodę, choć oczywiście nie polecam moczyć biżuterii sutaszowej. Wkleja kaboszony, podkleja ładnie i dokładnie. Ma dość precyzyjną końcówkę, szybko schnie (jak dla mnie w sam raz - do Magika nie mam cierpliwości, choć czasem używam). Jego jedyne wady: cena (16-24 zł, zależy gdzie, ale tubka spora - 30 g), dość intensywny zpach (mnie akurat nie drażni) i tak mniej więcej od połowy tubki lubi uciekać i oblepiać końcówkę, przez co później ciężko zakręcić tubkę. A poza tym nie zamienię go na inny :) Dzięki za świetnie przygotowany test!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coraz bardziej mnie intryguje ten Gutermann, chociaż cena i zbyt duża tubka trochę studzą moje zapały. Nie wykluczone jednak, że ciekawość zwycięży :) Zatem dziękuję za podpowiedź.

      Usuń
  13. Świetny przegląd, chylę czoła za testy wytrzymałościowe :)
    Myślę, że Magic ma bardzo trafioną nazwę - i to zdecydowanie mój klej nr 1, bo nadaje się właściwie do wszystkiego, a w dodatku jest tani jak barszcz. Magia, po prostu :) Na drugim miejscu stawiam E 6000, który jeszcze nigdy mnie nie zawiódł, aczkolwiek posiada sporą wadę w postaci zapachu i już po kilku minutach pracy z nim zaczyna mnie "mdlić" - dlatego na dłuższe posiedzenia wybieram się wyłącznie z maską chemiczną :) i najlepiej na zewnątrz :) Kiedyś bardzo często używałam najbardziej popularnej "Kropelki" i mimo, że ma sporo wad, to po tym jak już się ją dobrze "wyczuje", to naprawdę niezły klej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Aniu. Magic jest magiczny, mąż nawet go używa do klejenia swoich modeli samolotów, dopiero niedawno wyszło w praniu, że ten jego super profesjonalny klej to wikol :) E6000 śmierdzi jak sto pięćdziesiąt, dlatego rzadko po niego sięgam. Z kropelką niestety nadal nie nie czuję, zawsze upaprzę coś czego nie powinnam a najczęściej siebie, co kończy się tragicznie :)

      Usuń
    2. Właśnie mi przypomniałaś jak kiedyś masakrycznie skleiłam sobie dwa palce, jeden do drugiego :) Było kompletnie nie do ruszenia żadnym rozpuszczalnikiem, ale przynajmniej Mąż miał radochę, bo mógł się pobawić w chirurga (powoli przecinał skalpelem, a ja prawie zeszłam na zawał) :) Na szczęście operacja została zakończona sukcesem :)

      Usuń
  14. Świetny informator ! :) Do tej pory używałam kleju epoksydowego z marketu i dobrze się sprawował, ale chcąc poszerzyć zakres koralikowania o haft, zdobyłam dzięki Tobie cenną informację o kleju polimerowym. Już nie muszę eksperymentować. Dziękuję bardzo i pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że na coś się przydałam, mam nadzieję, że polubisz polimer, ale zachęcam Cię też do dalszych poszukiwań swojego ulubionego kleju.
      Pozdrawiam również!

      Usuń
  15. Świetny tekst i jak zwykle z "jajem" :) Moim ulubionym klejem jest Hasulith i Magic ale przyznać trzeba, że nie mam zbyt dużego doświadczenia w klejeniu różnorakich powierzchni. Dzięki Asiu, będę wiedziała na przyszłość gdzie zajrzeć w razie potrzeby :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jajem też można kleić, moja babcia smarowała białkiem gumy pod weki, żeby lepiej trzymały :) Też je lubię, chociaż dzisiaj kleiłam Hasulithem i głowa mi pęka, chyba za mało przewietrzyłam pokój.

      Usuń
  16. ... i tak to nam się pani magister wróżka, w dodatku niebieska, doktoryzowała z klejenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest "doktorat" z nici, podkładów i materiałów wykończeniowych to i z klejów musiał być :P

      Usuń
  17. jak zwykle super poradnik Asiu :) przeczytałam muszę teraz na spokojnie wypróbować bo mam parę nowych klejów też ale dzięki tobie już co nie co mi się rozjaśniło z nimi :) pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Sylwia :)
      Ciekawa jestem jak się u Ciebie sprawdzą!
      Pozdrawiam równie ciepło :)

      Usuń
  18. Ha, trafiłam w te same typy, też używam magica i Epoksydów. Ale korzystając z podpowiedzi poszukam tez tego Lidlowego jeszcze... Dzięki za fajny wpis!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też zaintrygował Lidlowy, ale póki co go u nas nie ma, może w innych miastach.

      Usuń
  19. No kochana, wykazałaś się mega poświęceniem i ogromem pracy, za co ślę Ci wielkie ukłony. Nie wszystkie kleje, które przedstawiasz są mi znane więc chętnie sięgnę po niektóre, choćby ten E600, który mnie zaintrygował. Jako początkująca i bardzo niedouczona koralikomaniaczka popełniałam wielki błąd i do końcówek najpierw używałam kropelki. Na szczęście bardzo szybko się poprawiłam. Teraz używam Hasulith i Uhu z doskonałą zresztą skutecznością ale, ponieważ to kleje, które potrzebują czasu na związanie, a ja nie lubię czekać wolę Poxipol- dwuskładnikowy, bezbarwny krótkowiążący, który mnie jeszcze nigdy nie zawiódł. Cena przy tym również dobra ale do przyklejania podkładów używam rzadko bo sztywnieje, chyba że chcę mieć 100% pewność to wtedy jak najbardziej. Z czasem już nabrałam wprawy do nakładania jego odpowiedniej ilości. Za to do końcówek sprawdza mi się idealnie. Rozprowadzam go na zwykłym kawałku papieru wykałaczką i od razu nakładam na powierzchnię sklejaną, a jego zapach kompletnie mi nie przeszkadza ale może się po prostu przyzwyczaiłam. Lubię go właśnie za błyskawiczne wiązanie- niestety należę do niecierpliwych :))
    Do haftu sprawdził mi się Magic ale lubię jeszcze mieć pewność i wolę dodatkowo kaboszon obszyć koralikami. Chętnie zapoluję na ten z Lidla, może też przypadnie mi do gustu. Dziękuję kochana z ten "kleisty" przegląd i czekam na następny, z pewnością masz już jakiś na niego pomysł :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Robiłam ten wpis 2 miesiące, a i tak na ostatnią chwilę zawiódł mnie butapren.
      E6000 jest bardziej popularny za oceanem niż u nas, ale widziałam, że powoli i u nas się popularyzuje, najczęściej wykorzystują go panowie w swoich warsztatach, ale jak widać kobiety też znalazły w nim coś dla siebie :)
      Też na początku wklejałam na kropelkę i wszystkie prace się rozpadły, najgorzej że i te, które poszły w świat. Wstyd na całego.
      W hafcie na szczęście nie potrzeba aż tak silnych i agresywnych klejów, dlatego lubię magic i inne wikole.
      No właśnie nie mam pomysłu na kolejny przegląd, wiem, aż nie możliwe :)

      Usuń
  20. Twoje rady są ja zawsze cenne. Dzięki za ten wyczerpujący wykład, w którym wszystko się klei :)
    Ja od lat używam Hasulith'a, UHU uniwersalnego oraz UHU Extra. Na Bostik raz zmarnowałam pieniądze... i wystarczy. Po przeczytaniu Twoich rad korci mnie, żeby uzbroić się w Magic :))) bo przyznam się, że nigdy się nim nie bawiłam, a Twoje testy wypadły obiecująco. Pomyślę też nad Gutermann'em HT2. Słyszałam już wcześniej dużo dobrego na temat tego kleju. Niestety nie ma go w żadnym "e-sklepie koralikowym". No i oczywiście zapoluję na "klej z Lidla"! To dopiero może być gratka! ...chociaż szkoda, że nie wiem jak się nazawa i jak wygląda opakowanie. Ale artykuł zrobiłaś SUPER! Jeszcze raz dzięki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że nikomu nie zaczęły się kleić oczy podczas czytania :))
      Bostik to było rozczarowanie roku, dobrze, że kupiłam go w promocji. Magic jest tani i do kupienia w każdym papierniczym, możesz też kupić wikol w tubce, to to samo.
      Gutermann i Lidl bardzo mnie ciekawią, też będę polować! Może e-sklepy rozszerzą swoje oferty z chemią, bo jak tak patrzę to bida z nędzą, albo dużo wszystkiego tylko nie w temacie.

      Usuń
    2. Ciekawe, czy to chodzi o ten klej http://fanlidla.pl/gazetka/2013.08.08.lidl.techniczny/11400,Klej,POWER firmy Pattex, czy o jakiś inny..?

      Usuń
    3. Wysłałam zapytanie do pART of ME :)) Może się Dziewczyna zdradzi ;)

      Usuń
    4. Dziewczyny, ja kupuję Gutermanna u siebie w pasmanterii stacjonarnej, bo jest najtańszy, ale widziałam i w e-sklepach. Jest na Allegro w dobrej cenie, tu też: http://e-pasmanteria.pl/pl/p/Klej-HT2/2528, Royal-Stone i innych, całkiem łatwo dostępny. Wiadomo tylko, że lepiej go kupić przy okazji innych koralikowych zakupów, bo koszty przesyłki dochodzą...
      Klejowy test jest również w Bukowce, gdzie Gosia Sowa przedstawia również Gutermanna: http://blog.sklepbukowiec.pl/index.php/2011/11/28/pillow-testuje-kleje/

      Usuń
    5. Dzięki KasiaN :) Z Gutermann'em faktycznie nie ma większego problemu, bo jak się chce - to można go dostać. Ten "klej z Lidla" mnie interesuje bardziej :) Nie wiem co to jest, ani jak toto wygląda - a kusi :) Zastanawiam się, czy to nie jest przypadkiem jakiś klej Pattex'u, czy UHU, tylko że w promocji Lidla.

      Usuń
    6. Ha! :))) Dostałam od pART of ME (WIELKIE DZIĘKI DOBRA KOBIETO!) zdjęcie tego kleju z Lidla! :))) Jak któraś z Was jest chętna, to mogę przesłać dalej mailowo. Prośby proszę kierować na zielinska.agnieszka@wp.pl
      Klej jest w biało-czerwonej tubce z rysunkiem zdziecinniałego szarego smoka, że tak to ujmę. Producent to firma Pritt, a tubka ma 60g

      Usuń
    7. Dzięki dziewczyny za pobawienie się w detektywów, na pewno wiele osób skorzysta! Kochane jesteście.
      KasiaN, dzięki za link do testów PiLLow!

      Usuń
    8. Nie masz za co dziękować :) Piszesz poradniki wywołujące gorące dyskusje - to WSZYSTKO TWOJA WINA! :)))) ..sorki, że się tak rozgościłyśmy u Ciebie, ale tak tu przyjemnie.

      Usuń
    9. A rozgaszczajcie się :) mam dużo miejsca :))

      Usuń
  21. Asiu, bezcenne rady. Zaskoczyłaś mnie totalnie magikiem. Nie przyszłoby mi go głowy, żeby mocować na nim kaboszon. Ja używam epoksydów ale nie powiem, żebym była w 100% zadowolona.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. It's magic :))
      Epoksyd epoksydowi nie równy, ale te których używam jeszcze mnie nie zawiodły. Co do mocowania kaboszonów innymi klejami w tym wikolami, to jednak nie robię tego gdy kamyczek ma zostać nie opleciony, za duże ryzyko odpadnięcia, wtedy tylko żywica epoksydowa.

      Usuń
  22. Co z klejem Hi-tack? Ja używam go do soutache, jest porządny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Emilo, pojęcia nie mam co z nim. Nie byłam w stanie przetestować każdego kleju bo to spory wydatek, natomiast sięgnęłam po te najpopularniejsze. Opowiedź coś więcej o Hi-tack, na pewno ktoś skorzysta z Twoich doświadczeń.

      Usuń
  23. Świetny post! Nic nowego już tu nie dodam, więc tylko o osobistych doświadczeniach: kaboszony kleję gutermannem (elastyczny, nie przesiąka i ma tylko stabilizować), a końcówki wklejam hasulithem. Z jednego i drugiego jestem bardzo zadowolona. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ulu, chyba muszę kupić ten gutermann, skoro tyle osób go zachwala!

      Usuń
  24. Ale fajnie, każda z nas ma własne "klejowe" doświadczenia i można coś fajnego podejrzeć!! Ja używam dwuskładnikowego UHU 5-minutowego jeśli trzeba szybkości lub wersji wolno wiążącej jeśli się nie spieszę.Do podklejania " tyłów" sprawdza mi się Pattex klej do obuwia przezroczysty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, okazuje się, że każdy ma swoje typy i niekoniecznie pokrywają się z moimi, ale pamiętać trzeba, że każdy pracuje inaczej i to też wpływa na ocenę. Ogromnie się cieszę, że tyle osób chciało podzielić się swoimi faworytami! UHU jeszcze nie miałam, ale to też żywica epoksydowa więc pewnie nie będzie się wiele różnić od mojej :) Pattex o którym piszesz to pewnie klej szewski, albo innym polimer, warto mu się bliżej przyjrzeć. Dzięki za te informacje.

      Usuń
  25. Kawał dobrej pracy :-). Brawo!!!!! Podam dalej, oczywiście z Twoim linkiem :-). Dziękuję za Twoją pracę i pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
  26. WOW! Używam kleju polimerowego z Castoramy i ostatnio Schmuck-Kleber. A, i na samym początku zabawy z beadingiem używałam kleju dwuskładnikowego - nazwy nie pamiętam, ale był w maleńkich tubkach - również z Castoramy. Ze wszystkich jestem zadowolona. Nie szarpię za kaboszony, nie dłubię pod nimi, nie rozrywam filcu i pamiętam żeby zdjąć biżutki przed prysznicem. Nic mi jeszcze nie odpadło. Jedna bransoletka puściła przy końcówce (należy do znajomej) Powiedziałam jej że ma ją rozpinać przy zakładaniu i zdejmowaniu, bo od tego są zapięcia, i że jeśli jeszcze raz przyniesie mi ją do naprawy to będzie płacić. Od tamtej pory jest spokój :)
    Poza tym lubię zapach kleju, benzyny chociaż ich nie wącham.
    Ale się kobieto napracowałaś. Przeczytam post jeszcze raz przy świeższym umyśle. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też jestem zdania, że biżuteria jest do noszenia i podziwiania, a nie do poniewierania, ale od kiedy zdarzyło mi się uprać broszkę, jestem bardziej spokojna o moje wyroby. Natomiast niektórzy naprawdę nie dbają i w zasadzie to od razu widać po biżuterii, więc jak mi ktoś przynosi do naprawy coś co wygląda jak przeczołgane po asfalcie to odbieram to jako zniewagę i w życiu już nic dla takiej osoby nie robię.
      Nie cierpię zapachu benzyny, mam chorobę lokomocyjną, może to dlatego, w zasadzie od większości zapachów dostaję mdłości :) więc i ten post rodził się w bólach :)))

      Usuń
  27. Niemal doktorat z klejenia. Używam kilku klejów, ale taki przegląd to świetne wskazówki na przyszłość. Dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Dziękuję Ci Kochana za ten post! Fantastyczne podsumowanie :) przyznam, że o wielu z tych klejów nawet nie słyszałam. Ja najczęściej używam magika do wykańczania koralikowych bransoletek na krośnie i UHU do wklejania metalowych końcówek :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Czy wiadomo jak klej magiczny (po rozrobieniu z wodą 1:1) zachowuje się po praniu?
    będę wdzięczna za odpowiedź.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zrób test, myślę, że to może zależeć od wielu czynników - jak ile czasu minęło od wyschnięcia, jakie materiały były klejone i jakie środki piorące, a nawet temperatura są zastosowane. Najlepiej po prostu zmarnować kawałek sklejonej tkaniny na eksperyment. Natomiast klej do drewna nie rozpuścił mi się w wodzie, podobnie jak klej do cyrkonii Gem Tac firmy Beacon, którego ostatnio używam. Spoina nie puściła po praniu. A są to wikole, podobnie jak magic. Niestety nie rozwadniałam ich, użyłam ich prosto z tubki, dlatego nie potrafię w pełni odpowiedzieć na Twoje pytanie.

      Usuń
  30. Testy klejów zawsze są wartościowe!

    OdpowiedzUsuń

Witam Cię :) Dziękuję serdecznie za pozostawienie komentarza:) każdy jest dla mnie ważny. W sprawie innej niż temat posta skontaktuj się ze mną mailowo bluefairy.art@gmail.com Reklamy wrzucam do spamu.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...