Chyba każdy, kto kiedykolwiek sklecił coś własnymi palcami (a zwłaszcza ten, co robi to nałogowo), ma w swojej szafie mniej udaną pracę (żeby nie powiedzieć trupa). Ja mam takich na kopy, zwykle je doszczętnie pruję lub przerabiam, a jak nie mam na nie pomysłu, to leżą i czekają na zmiłowanie. Tak było z pewnym wisiorkiem. Kupiłam szkiełko, które niesamowicie mi się podobało (ósmy cud świata, dopóki nie odkryłam kamieni ozdobnych), doczepiłam krawatkę, zawiesiłam na rzemyku i szczęście moje nie miało granic. W końcu jednak dorosłam i dotarło do mnie, że to żadne
Haute Couture, a co najwyżej parafialny odpust i przestałam nosić.
Też tak macie, że nosicie coś z dumą, aż do was dociera, że to wcale nie jest ładne? Ja tak miałam z fryzurą w podstawówce, ale zobaczyłam się na zdjęciu (wtedy nie było cyfrówek, na odbitkę trzeba było czekać) i czar prysł. No więc identycznie było z tym wisiorkiem, tyle tylko, że ja nie lubię marnotrawstwa, dziś nie nazywa się tego sknerstwem a
proeko, więc mam dodatkową motywację (społecznie akceptowalną) do nadawania drugiego życia starym rzeczom.
Mam tę bolesną dla mej kobiecej natury świadomość, że może nadejść taki dzień, w którym dojdę do wniosku, że i ta wersja wisiorka niekoniecznie współgra z moim aktualnym wyczuciem piękna, no cóż, bywa ;) Na razie podoba mi się bardzo. Poniżej możecie sami ocenić stan "sprzed" i "po".
Rzemyk był tak wysłużony, że nie nadawał się do recyklingu, podobnie krawatka, nowe życie dostało tylko szkiełko. To dość duży fasetowany kryształ w kolorze
smoky, nadal ma w sobie
to coś, dlatego oplotłam go koralikami, by móc nadal nosić.
Użyłam głównie koralików Toho w kilku rozmiarach, w kolorze Jet i Nickel oraz całkiem sporej ilości pereł, hematytów i fasetowanych kryształków.
Nie mogło zabraknąć chwosta, oplotłam go jednak nieco inaczej niż poprzednie (
klik,
klik,
klik). Postawiłam na prosty, acz improwizowany wzór, który współgra z kwadratowym szlifem na krysztale.
Wisior sam w sobie jest na tyle strojny, mimo stonowanych kolorów, że nie wymaga wielu dodatkowych ozdób. Łańcuch jest długi, dlatego najchętniej zakładam go do swetrów lub a la hipisowskich bluzek.
Można go też podwójnie zamotać i nosić pod szyją, co widach niżej ;)
Hm, ciekawe czy się wystarczająco błyszczę? :)
PYTANIE
Mam do was pytanie, czy podobają wam się tak
duże zdjęcia, ewentualnie pomagają (lub nie) w odbiorze? Zmieniłam również czcionkę na blogu jakiś czas temu na odrobinę większą i prostszą, jest ona ułatwieniem dla mnie samej, bo szybko mi się męczą oczy. Jeśli macie potrzebę by była jeszcze większa, wystarczy wcisnąć CTRL +. To najzwyczajniejszy w świecie Arial, lecz wciąż szukam czegoś "bardziej".
Staram się, by blog był przyjaźniejszy dla odbiorcy, nie mam oczywiście zamiaru robić zeń klona setek innych stron rodem z poradnika blogowania ;)
Dajcie mi proszę znać mailowo lub w komentarzu czy format zdjęć wam odpowiada (dla porównania sprawdźcie poprzednie posty z mniejszymi grafikami), a jeśli macie jakieś inne uwagi lub pytania, to też śmiało piszcie.
Pozdrawiam!