Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kamienna sieczka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kamienna sieczka. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 12 lutego 2015

Made Of Stone, broszka

Nie jestem wybitnie romantyczna, ani specjalnie podekscytowana wizją zbliżających się obchodów święta miłości. W ogóle nie jaram się Walentynkami i to nie dlatego, że to kolejne zwycięstwo komercji nad piękną ideą, ale dlatego że termin Dnia Zakochanych jest kompletnie z choinki. Toż to środek zimy i nie wiem jak Wy, ale ja zimą nie mam chęci na zaloty, cieknie mi z nosa, zimno mi w stopy i nie czuję się specjalnie atrakcyjna z bladą cerą, w klapniętych włosach pod czapką, w rozciągniętym swetrze i ocieplanych gaciach.

Panowie też łatwo nie mają, luba oczekuje kwiatów a dostępne są tylko szklarniowe róże. Nie mam nic do róż, to piękne kwiaty, ale jednak z lekka oklepane a i można źle zrozumieć intencje adoratora, stokrotki nie raz bywają bardziej na miejscu. Gdyby Walentynki wypadały w maju lub czerwcu można by poszaleć z outfitem, zarzucić filuternie rozwianym ciepłą bryzą włosem, pójść na lody bez obawy przeziębienia migdałków, liczyć na to, że absztyfikant złoży nam u stóp naręcze bzów, a co bardziej narwany nawet nenufary :)

Daleka jestem od wygłaszania sądów typu "kochać trzeba cały rok, a nie w jakieś sztuczne święto", matkę też się kocha zawsze, a jednak nikomu nie przyszło do głowy zbojkotować jej dzień. Jednakże z lutowym terminem jakoś mi nie w smak, a z nachalnym nagabywaniem z wystaw sklepowych ideologicznie nie po drodze. Chęciami i światopoglądem bliżej mi do Nocy Kupały, ale żebyście nie myśleli, że mam serce z kamienia, przygotowałam mały symbol miłości na 14 lutego.



To jedyne serce made of stone jakie posiadam :) Chyba nazwy nie muszę bardzo tłumaczyć, dodam tylko, że kontrkandydatka autorstwa mojego męża brzmiała "kamienny szlak do zastawki" :)


Bez wątpienia kamienna sieczka labradorytu gra tu pierwsze skrzypce.


Zaczęłam je szyć razem z ozdobami choinkowymi więc dawno, ale nie miałam koncepcji do czego wykorzystać bo użyte materiały nie pasowały mi do światecznej konwencji.



Za to jako broszka sprawuje się znakomicie, fajnie wygląda zarówno z lekką bluzką jak i grubym szalem.


Do jej wykonania użyłam koralików Toho w kilku rozmiarach i kolorach: Nickel, Gold Lustered Montana Blue, Bronze i Gold Lustered Chocolate Bronze oraz białych szklanych perełek i kryształka rivoli w dymnym kolorze.


Ozdoba raczej nie mała jak na broszkę, ale...


... to nie tylko broszka! Posiada bowiem dodatkową opcję na wyposażeniu...


... dynks adaptacyjny :) Pomysł nasunął się sam, chociaż wnosząc po jego prostej konstrukcji, nie sądzę że mnie pierwszej. Obok zapięcia broszkowego wszyłam koralikowe loopy do przewlekania przez nie rzemienia lub innego cienkiego nośnika.


Chciałam dodać jakieś reprezentatywne zdjęcie na ludziu, ale ludź okazał się być bardzo niereprezentatywny. Zobaczyć jednak można jak ozdoba sprawuje się w roli naszyjnika.


Na koniec pochwalę się niespodzianym wyróżnieniem w candy u Natalii. Natalia nagrodziła mnie ślicznymi, malutkimi kolczykami, oczywiście w niebieskim kolorze. Kochana przeogromnie Ci dziękuję!


I to by było na tyle, wszystkim amatorom Walentynek życzę wielu romantycznych chwil a reszcie też ;)
Pozdrawiam wszystkich <3 !

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Fruit Mist, broszka

Tytuł posta jest tendencyjny, przyznaję, ale trudno było mi się oprzeć, biorąc pod uwagę, że jest środek lata a drzewa oraz krzewy uginają się pod ciężarem owocowej soczystości :) Mam tylko nadzieję, że firma z Garwolina nie obrazi się za zwędzenie im nazwy mgiełki do ciała :P Broszka jest różowa, co bardzo zdziwiło mojego męża, który tak jak ja fanem tego koloru nie jest, przyzwyczaił się, że większość tego co robię powstaje na użytek własny i chyba wystraszył się, że będę ją nosić ;) Bazinga! Nie będę nosić, ale coś czuję, że długo u mnie miejsca nie zagrzeje ta malinowo-truskawkowo-wiśniowo-porzeczkowa ozdóbka:)


Pomysł na tę bajecznie barwioną pastylkę agatu miałam nieco inny, ale wyszło jak widzicie. Nie mały w tym udział miała miseczka owoców, którą właśnie pałaszowałam.


Nie wyobrażam sobie lata bez owoców, lub chociaż sorbetu owocowego. Na szczęście nie jestem słodkolubna i nie ruszają mnie torty, placki czy drożdżówki, ale salaterką malin nie pogardzę :) Akurat wybrałam sobie tę wyjątkowo nieprzyjazną porę roku na odchudzanie, wszyscy kuszą owocami, ale w deserach, koktajlach, pod bitą śmietaną i w innym złu posypanym cukrem, więc całkiem możliwe, że ta broszka jest wynikiem mojej frustracji ;)


Ale do rzeczy zanim w kogoś rzucę tortem:)) pastylkę agatu obszyłam koralikami Toho w dwóch rozmiarach i kolorach Inside Color Lustered Black Diamond Pink Lined, Gold Lustered Rasberry, Ceylon Smoke, Ceylon Impatiens Pink, Copper Lined Alabaster, Gold Lustered Orion oraz Transparent Light French Rose.


Dodałam sieczkę z różowego kwarcu oraz kilka kuleczek barwionego jadeitu oraz kryształków Fire Polish 3 mm w szarym i różowym odcieniu.


Tył podszyłam Ultrasuede w kolorze bardzo intensywnego różu, zamontowałam zapięcie z "bezpiecznikiem", by się samo nie rozpinało i gotowe. Broszka ma w najszerszych miejscach 4,7 cm na 3,6 cm.


Mam nadzieję, że rozbudziłam w was apetyt na zdrową, owocową przekąskę.
Dziękuję, że do mnie zaglądacie, dołączacie do grona obserwatorów a czasami komentujecie, każdy ślad waszej obecności jest dla mnie niezwykle miły.

Pozdrawiam owocowo!

niedziela, 6 kwietnia 2014

Neverwhere, broszka

Rezerwuar rzeczy zaczętych z zamiarem dokończenia ich "później", które nigdy nie nadejdzie, rozrósł się do rozmiarów uniemożliwiających zapanowanie nad nim kiedykolwiek. Zaczęłam je nawet odkładać do specjalnego pudełka, na tyle ładnego by pełniło funkcję przebłagalną, bo do przedmiotów wykonywanych własnoręcznie zawsze odnosiłam się w sposób nabożny, zatem i te robione acz niedorobione zasługują na szacunek. Nie będę wnikać w zawiłości swej natury i dochodzić przyczyn tej rękodzielniczej prokrastynacji w nadziei, że też tak macie lub na sali jest lekarz i coś poradzi :) 
Z organizacją też u mnie ostatnio gorzej, chociaż zawsze byłam wzorem cnót wszelakich, zdolnym zapanować nad wszystkim, cofnąć czas, teleportować się, sklonować i rozszczepić atom :) a teraz bransoletki skończyć nie mogę! Ale najgorsze co mam do wyjawienia, dopiero przed wami, otóż zrobiłam broszkę i o niej zapomniałam! Co więcej, byłam przekonana, ze już ją pokazywałam, po czym dotarło do mnie boleśnie, że przez własne zapominalstwo wysłałam ją w niebyt, porzuciłam jak wyrodna beadingerka. Bicie się w pierś nie ma sensu bo mam słuszne amortyzatory, ale naprawdę jest mi wstyd, serio, od poniedziałku biorę się za ogarnianie tej anarchii. 


Broszka jest bardzo udana (dlatego wciąż nie pojmuję jak mogłam o niej zapomnieć), jej centralny punkt to bardzo czarny, niemal matowy howlit, kolor trochę ryzykowny bo łatwo go stłamsić lub przerysować, dlatego wybrałam ciemne koraliki o dużym połysku.


Kaboszon góruje nad całą kompozycją, aby nie wyglądał jak obiektyw aparatu:) obszyłam go z obu stron kamienną sieczką. Na zdjęciu powyżej - sieczka kamienia księżycowego, pięknie mieniąca się w słońcu.


Po przeciwnej stronie - sieczka Nocy Kairu, nie mniej błyszcząca w słonecznych refleksach.


Całość obszyta koralikami Toho 15o, 11o oraz Hex 8o w kolorach: Metallic Nebula, Opaque Jet, Gold Lustered Pale Wisteria, Gold Lined Rainbow Crystal, Gold Lustered Montana Blue, Metallic Hematite oraz Fire Polish 3mm Metallic Bronze i Montana Blue.


Tył podkleiłam niebieską ekoskórką i zamontowałam zapięcie w kolorze starego złota. Wymiary broszki to zaledwie 4,4 cm na 3,2 cm.


Czyli mała broszka z dużym potencjałem, na jasnych kreacjach będzie prezentować się godnie i elegancko.

Dziękuję Wam za przemiłe komentarze pod poprzednimi postami i za to, że tu zaglądacie, mam nadzieję, że i tym razem znajdziecie tu coś dla siebie.

Pozdrawiam ciepło:)
Słuszne amortyzatory należą do męża, może na nie patrzeć :**

wtorek, 1 kwietnia 2014

Purity na bis, broszka

Nie lubię dwa razy robić tej samej rzeczy, oczywiście w koralikach :), w codziennym życiu raczej trudno uniknąć rutyny i powtarzalności. Nie w tym rzecz, że nie potrafię uszyć dwóch identycznych broszek lecz najzwyczajniej w świecie tego nie znoszę. Po pierwsze, proces odtwórczy oddarty jest z elementu zaskoczenia i całej tej wciągającej atmosfery koralikowej przygody. Po drugie, doskonale znane tym z was, którzy chociaż raz pracowali z kamieniami - nie da się dobrać dwóch takich samych kamieni. Przynajmniej w przypadku jaspisów szarych. Niemniej jednak od każdej reguły są wyjątki, nie w przypadku jaspisów rzecz jasna, ale w kwestii mojej niechęci do wykonania dwa razy tej samej pracy. Dałam się przekonać pewnej sympatycznej kobiecie, świadomej ograniczeń o jakich poinformowałam ją w nadziei, że się zniechęci :) i uszyłam dla niej Purity. Nie jest to TA sama, identyczna i dziewicza broszka, którą popełniłam w zeszłym roku, ale ozdoba do złudzenia ją przypominająca. Przyznać muszę, że było to cenne, acz dziwne doświadczenie, wcale nie poszło mi szybciej pomimo posiadanej wprawy, a na dodatek co chwila doznawałam déjà vu. Jednak broszka wyszła zacnie :)


Wykonałam ją z tych samych materiałów (z małymi odstępstwami) co jej poprzedniczkę. Jaspis szary w otoczeniu koralików Toho, sieczka z kamienia księżycowego, perły hodowlane oraz koraliki Fire Polish. Niestety wcięło mi kamyczki cytrynu dlatego w tej wersji broszki ich zabrakło :(


Niewprawne oko w ogóle nie zorientuje się, że to nie ta sama broszka :) Nowa właścicielka jest z niej bardzo zadowolona i to jest dla mnie najważniejsze.


Niestety aparat był już nieco mniej zachwycony, płatając mi co chwilę figle. 


Pozostając w temacie tego co już było, pochwalę się kilkoma miłymi rzeczami, które ostatnio mi się przydarzyły, na tyle jednak dawno, że zdążyłam już o nich zapomnieć ;) Po pierwsze wyróżnienie szuflady dla mojego pierścionka. 
Po drugie wygrana w walentynkowym konkursie Preciosy, którą chwaliłam się już na moim fanpagu. Tak, wiem Walentynki były niemal dwa miesiące temu :)))
Przesympatyczna Bunia S z bloga Biżuteria Buni, przyznała mojemu blogowi Liebster Award, za co serdecznie jej dziękuję, jednocześnie przepraszam ją mając nadzieję, że się nie pogniewa, ale nie przekażę pałeczki dalej. Odpowiem jednak na jej pytania bo są fajne:

1Jakie jest Twoje motto życiowe?

Wszystkie motta są fajne, ale żadne nie jest życiowe ;) W ogóle odnoszę wrażenie, że większość tych co pisali złote myśli nie miała o życiu zbyt dużego pojęcia. Na przykład "kto rano wstaje ...", ja nie wiem jak wy, ale ja rano jestem niewyspana i chce mi się siku.

2. Gdy masz zły dzień to co poprawia Ci humor?(poza koralikami)

Niestety tylko koraliki poprawiają humor, a jeśli nie mam koralików to nastrój poprawia mi kupno koralików.

3. Czym jest dla Ciebie szczęście?

Jest dla mnie stanem umysłu, szczęśliwym trzeba umieć być, stan posiadania nie ma z tym nic wspólnego. Oczywiście dużo łatwiej być szczęśliwym gdy się ma na koraliki :)

4. Gdzie znajdujesz inspirację do swej twórczości?

Wszędzie, ostatnio jednak w naturze.

5. Wymarzony urlop?

Chciałabym zobaczyć Himalaje, nie muszę na nie wchodzić, wystarczy mi ich widok z hotelowego okna:)

6. Jeśli mogłabyś spełnić swoje jedno życzenie to czego byś sobie życzyła?

Dżina spełniającego wiele życzeń :)

7. Od czego zaczęła się Twoja przygoda z tworzeniem?

Od potrzeby, bo jak wiadomo jest ona matką wynalazku. 

8. Największy życiowy sukces jaki był lub do jakiego zmierzasz?

To co napawa mnie dumą, dla niektórych może być błahostką, a dla innych przechwalaniem, więc pomilczę wymownie.

9. Twoja największa wada?

Niestety mam ich sporo, ale absolutnie mi nie przeszkadzają więc nie będę żadnej faworyzować. To pytanie powinno być skierowane do tych, co muszą za mną żyć :)

10. Jakie nowe techniki robienia biżuterii chcesz jeszcze wypróbować?

Kusi mnie i nęci Sutasz.


Dziękuję, że dotrwaliście do końca tego mało oryginalnego posta i ogromnie dziękuję, że do mnie zaglądacie. Witam również nowych obserwatorów, mam nadzieję. że zostaniecie ze mną na dłużej. Pozdrawiam ciepło!

PS Mamy Prima Aprilis więc traktujcie dziś wszystko z przymrużeniem oka ;) 




niedziela, 9 marca 2014

Fairytale, broszka

Na niedzielny wpis aż prosiło się coś kolorowego, coś co osłodzi gorycz nadchodzącego poniedziałku i utrzyma wyjątkową atmosferę wczorajszego święta. Wybrałam broszkę, broszkę, która była swoistym eksperymentem. Chciałam pokombinować z kolorem a punktem wyjścia była soczyście limonkowa sieczka barwionego kwarcu. Kolor o tyle wyjątkowy co trudny, tak się nim zachwyciłam, że w ogóle nie wzięłam pod uwagę, że nie mam go z czym zestawić. Padło na lapis lazuli, kamień, który posiada niesamowicie czystą i wyrazistą barwę, wyszła ozdóbka, która póki co podoba się tylko mnie :) czas najwyższy skonfrontować ją z ekspertami - czyli Wami. Przedstawiam Wam moją bajkę - Fairytale.


Lapis, który do mnie trafił niesamowicie błyszczał złotymi inkluzjami, zdjęcia nijak mają się do rzeczywistości, ale musicie uwierzyć mi na słowo, że te smugi i pręgi to mieniące się zorze na niesamowicie granatowym niebie!


Kamyk obszyłam koralikami Toho 11o i 15o w kolorach: Silver Lined Cobalt, Metallic Iris Brown, Metallic Nebula, Antique Bronze, Gold Lined Rainbow Peridot, Inside Color Rainbow Lt Yellow Capri Lined, Inside-Color Luster Black Diamond - Opaque Yellow Lined oraz Hex 8o Metallic Iris Brown, a także FP 3mm Antique Bronze, Navy Blue, Cobalt.


Tyl podszyłam ekoskórką w kolorze oliwki, zapięcie w kolorze srebra, a wymiary ozdoby to 4 cm x 3,2 cm w najszerszych miejscach. Z gatunku malutkich:)


Broszka została ze mną by przypominać mi co dziennie, że wiosna tuż tuż:))

Bardzo Wam dziękuję za liczne odwiedziny i pozostawiane komentarze, witam też serdecznie nowych obserwatorów, mam nadzieję, że zostaniecie ze mną na dłużej.

Miłego tygodnia!

środa, 26 lutego 2014

"Glory-of-the-snow", broszka i odrobina chwalipięctwa

Ostatnio ciężko u mnie z mobilizacją do czegokolwiek, wiosna idzie, ciśnienie szaleje, witajcie migreny:( Jednym słowem poligon, sajgon i inne kataklizmy, w wyniku czego mąż leży odłogiem, dom zaniedbany a na koraliki brak siły, lub w odwrotnej kolejności, w sensie że koraliki zaniedbane ;)
Brochę jednak zrobiłam i to rzutem na taśmę, bo na wyzwane Kreatywnego Kufra. Nie mogłam sobie odpuścić tematu, do którego inspiracją było przecudne zdjęcie autorstwa Mró, którą uwielbiam. 
Fotografia przedstawia kwiat zwany Śnieżnikiem lub z łaciny Chionodoxa, ale najbardziej przypadło mi do gustu jego angielskie, potoczne miano - glory of the snow i takie też imię otrzymała moja broszka.


Skoro gloria, to musi być na bogato i z wielką pompą:)) 


Jest więc sieczka ametystu, fluorytu i kwarc z turmalinem, są maleńkie kuleczki perełek Swarowskiego, złotego hematytu i zielonego jadeitu, a wszystko to okala kaboszon ametystu o pięknym rysunku.


Kolory koralików Toho, których użyłam do oplotu to: Metallic Amethyst Gun, Ceylon Gladiola, Tranparent Amethyst, Nickel, Transparent Crystal, Gold Lined Rainbow Aqua oraz Hex 8o Metallic Iris Purple.


Tył podszyłam ekoskórką, zapięcie w kolorze ciemnego srebra. Wymiary broszki to około 5,3 cm na 4,3 cm w najszerszych miejscach.


Jak widać ozdóbka całkiem spora więc idealna by wyindywidualizować się z rozentuzjazmowanego tłumu:))


Jeszcze jedno spojrzenie z boku i ostatnie en face:


Chciałam się wam pochwalić miłym wyróżnieniem, jakie spotkało mnie ze strony Szuflady, zaproszona zostałam do ich nowego cyklu "Znalezieni w Szufladzie". Możecie w nim poznać sylwetki rękodzielniczek i przybliżyć nieco sobie ich twórczość, zapraszam was serdecznie do lektury i pilnego śledzenia kolejnych odsłon Szufladowych znalezisk:)


Bardzo wam dziękuję za odwiedziny i miłe komentarze. Zaskoczyliście mnie frekwencją w moim candy, cieszę się przeogromnie, że nagroda wzbudziła aż takie pożądanie:) Co prawda każdy z was ma szanse na jej wygranie większe niż w totka, ale i tak postanowiłam je zwielokrotnić - zwycięzców będzie kilku, ale  dodatkowe nagrody będą niespodzianką:)

Miłego dnia!

Kocham męża mego;*

poniedziałek, 27 stycznia 2014

Bosque, broszka

Bosque to las, sama nie wiem dlaczego wybrałam akurat hiszpańskie znaczenie tego słowa, może przez pasję jaką wyraża. Polskie brzmienie nie ma w sobie nic poetyckiego, chociaż nasze rodzime lasy zapierają dech w piersiach. Przez ponad 20 lat mieszkałam na obrzeżach wspaniałej zielonej kurtyny świerków, sosen i akacji, które po kilkunastu minutach spaceru w ich głąb ustępowały miejsca leszczynom i starym dębom. Taki podmiejski las ma też swoje ciemne strony - roje spacerowiczów, psy puszczane samopas i tony śmieci, ale pominąwszy te niedogodności, sąsiedztwo z naturą to luksus jakiego zaznało niewielu. Kocham drzewa i każde skojarzenie z nimi związane przyprawia mnie o szybsze bicie serca, dlatego gdy tylko zobaczyłam ten zielony jaspis cesarski, od razu wiedziałam, że zrobię z niego coś nawiązującego do leśnych klimatów:)


Ogromnie podoba mi się nierównomierne odbarwienie i żyłkowanie kamienia, dzięki nim nabiera głębi i sprawia wrażenie bardziej tajemniczego:)


Ubrałam go w brązy i nie licząc kilku zielonych Fire Polish, kamień jest jedynym zielonym akcentem tej broszki.


Kamienna sieczka to miks kwarcu i labradorytu, na dodanie tego ostatniego zdecydowałam się ze względu na delikatnie zieloną opalizację, która dodaje głębi. Reszty dopełnia światło.


Do oplotu wybrałam japońskie koraliki Toho i kryształki Fire Polish, ich kolory to: Metallic Iris Brown, Antique Bronze, Metallic Moss, Frosted Dark Topaz, Gold Lined Dark Topaz oraz Hex 8o Metallic Iris Brown.


Tył podszyłam ekoskórką w kolorze ciemnej oliwki, broszka w najszerszych miejscach mierzy 4,1 cm x 3,6 cm. A na dłoni wygląda tak jak poniżej:


Mam nadzieję, że ten maleńki leśny stworek przypadł wam do gustu. Będzie mi miło jeśli swoje opinie wyrazicie w komentarzach.

Jak pewnie zauważyliście pozmieniałam trochę w wyglądzie bloga i z rozpędu skasowałam widget "You might also like", niestety za nic nie mogę zainstalować go na nowo. Może macie na to jakąś receptę? Dodam tylko, że próbowałam wszystkiego łącznie z czyszczeniem pamięci, defragmentowaniem dysku i innymi komputerowymi egzorcyzmami. Błąd pojawia się zawsze w końcowej fazie procedury dodawania i polega na tym, że w ogóle nie generuje się kod w okienku zawartości. Miałyście już z czymś takim do czynienia? Będę wdzięczna za podpowiedzi.

Pozdrawiam was ciepło:)


piątek, 17 stycznia 2014

Big Thing, broszka

Przeglądając ostatnio, niemal nie domykające się pudełko z broszkami, doszłam do wniosku - zresztą oczywistego - że co jak co, ale skromnością to one nie grzeszą. Otaczam się raczej prostymi i funkcjonalnymi przedmiotami, ubieram w zasadzie nijako, nie maluję wyzywająco, ale jak siadam do koralików to wychodzi za mnie sroka. Nie potrafię zrobić nic prostego, nie rzucającego się w oczy, nic co by się nie błyszczało chociaż odrobinkę. Fakt, że przy koralikach trudno uniknąć blasku, no chyba, że użyłabym matowych, ale mimo najszczerszych chęci, produkt finalny zawsze wychodzi mi pełen przepychu. Co więcej, wcześniej nigdy nie podejrzewałabym się o takie zapędy, ale ta królewskość, całkiem mi się podoba:) 

Karnawał to chyba najlepszy czas dla moich broch, prawdziwe odrodzenie, bo przecież o to chodzi, żeby było kolorowo i na bogato! Biżuteria ma przykuwać spojrzenie, zdobić, wabić i sprawiać, że w tym beztroskim czasie będziemy czuły się jak prawdziwe królowe.


Centralny punkt broszki to niezwykły kwarc w postaci fasetowanego kaboszona w słomkowym kolorze.


Aby go podkreślić, wybrałam ciemną oprawę w postaci koralików Toho oraz sieczki granatów.
Kolory użytych koralików to: Treasure 12o Metallic Cosmos, Hex 11o Metallic Iris Purple, Hex 8o Metallic Nebula, Toho 11o Matte Color Gray, Opaque Lustered Lt. Beige, Transparent Amethyst, Metallic Cosmos, Frosted Gold-Lined Crystal, Gold-Lined Rainbow Crystal oraz Fire Polish 3 mm Navy Blue, Matte Metallic Flax, Opaque Lt. Beige.

Tył podszyłam ekoskórką w śliwkowym kolorze i dodałam zapięcie w kolorze srebrnym. Wymiary broszki to 5,3 cm x 4 cm w najszerszych miejscach.


Na mojej osobistej dłoni prezentuje się całkiem okazale, chociaż jest dość lekka dlatego śmiało można ją przypiąć do sweterka  lub bluzki. 

Dowiedziałam się ostatnio, że broszka to najlepszy patent na podryw, jeśli przypniecie ją sobie przy dekolcie to facet nie oderwie wzroku :P Warto skorzystać z tej rady idąc na zabawę karnawałową, oczywiście głęboki dekolt też nie zaszkodzi ;)


Bardzo wam dziękuję za odwiedziny i za to, że zostawiacie po sobie ślad w postaci komentarza. Ostatnio miałam kłopoty z ich dodaniem na własnym blogu, przez co nie mogłam nikomu odpowiadać na bieżąco pod ostatnim postem:( Mam nadzieję, że tym razem da radę.

Mam do was pytanie, czy też dostajecie tyle spamu? W ostatnich dniach przyszło 50 anonimowych komentarzy po angielsku z linkami do jakiś pokręconych stron, co prawda część automatycznie została przekierowana do śmietnika, ale sporo się przedarło niemal paraliżując mi skrzynkę. Skąd to się bierze, macie jakieś sposoby na radzenie sobie z tym?


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...