Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jadeit. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jadeit. Pokaż wszystkie posty

piątek, 1 listopada 2019

Forest Treasures, wisior

Kocham las, uwielbiam drzewa. Miałam ogromne szczęście, przez większość swojego życia mieszkać niemal w środku lasu i nigdy nie zapomnę tego okresu. Ów las niestety z czasem karlał, robiąc miejsce pod kolejne zabudowy, aż finalnie stał się po prostu okazalszym parkiem, łączącym skraj mojego miasta z pobliską wsią, dziś będącą w sumie jego dzielnicą. Nie zapomnę jednak zapachu mchu po otworzeniu okna, wszędobylskich wiewiórek i ufnych sarenek podchodzących blisko ludzi. 

Sosny, świerki i modrzewie zamieniłam na jabłonie i dęby, więc drzewa wciąż są pierwszym, co widzę rano. Nie licząc męża ;)

Wisior stworzyłam na 13. ostatnią już inspirację konkursową do kalendarza Royal-Stone na 2020 rok - Grudniowe Dary Lasu.

sobota, 16 czerwca 2018

Summer Vibes, broszka

Jestem, tak mi się wydaje, w nielicznej grupie osób, która nie lubi lata. Nie to, że darzę je nienawiścią i złorzeczę pod nosem do pierwszych chłodów, ale po prostu nie przepadam za tą porą roku. Mój organizm broni się przed wysokimi temperaturami jak może, fundując mi nieludzkie katusze i narażając na wiele nieprzyjemnych sytuacji. Gdy tylko termometr zaczyna pokazywać okolice 25 stopni, ja schodzę do podziemia w nadziei wyściubienia nosa na okoliczność jakiegoś deszczu lub dopiero jesienią. 

Zima i późna jesień to jest dla mnie czas na życie w najlepszym znaczeniu. Fakt, konieczność ubierania się na cebulkę nie wymaga idealnej figury, co jest niewątpliwą zaletą sytuacji, ale najbardziej na korzyść zimna przemawia to, że mogę wtedy swobodnie oddychać nie pocąc się jak prosiak. Głowa nie boli, nogi nie puchną, serce nie wali jak przed zawałem. Zima to jest to. Niestety mamy lato, a że na emigrację na Islandię się u mnie nie zanosi, to muszę sobie radzić w polskich warunkach jak umiem. 

Z pomocą przychodzą lody. Po prawdzie jem je cały rok, ale dopiero w sezonie mam dostęp do tych naprawdę dobrych - manufakturowych z naturalnych składników i o obłędnych smakach. W moim mieście na szczęście jest kilka świetnych kawiarni ze znakomitymi lodami, a ja jestem ich stałym bywalcem, ewentualnie wysyłam śmiałków po porcje na wynos. Tak czy inaczej, zawsze wybieram mniej kaloryczne sorbety, bo bym się nie zmieściła w żaden sweter.

Lody (oraz bezy) to moja słabość, więc gdy Royal podał kolory do kolejnej kalendarzowej inspiracji - lato, od razu na myśl przyszedł mi ten zimny przysmak.

poniedziałek, 14 maja 2018

Dream Lake, wisior

Jezioro marzeń lub, żeby nie tworzyć niepotrzebnych skojarzeń z popularnym niegdyś serialem, wyśnione jezioro. Taka właśnie pierwsza myśl przyszła mi do głowy, gdy zobaczyłam ten plaster, pięknie niebieskiego agatu. To niesamowite kamienie, zwłaszcza te w plastrach. Chociaż sztucznie barwione, mają w sobie coś magicznego. Chwilę mi zajęło, zanim wymyśliłam, jakie będzie jego biżuteryjne przeznaczenie i jakie kolory mu dobiorę do towarzystwa. Ostatecznie padło na srebro i filigran do spółki. 

Filigran właściwie jest zawieszką, ale znakomicie nadaje się do wkomponowania w haft koralikowi, bo łatwo go przykleić i dla pewności przyszyć w kilku miejscach. Taką cykadę mam jeszcze jedną, a poprzednią wykorzystałam dawno temu w innym wisiorze. 

poniedziałek, 30 października 2017

Scarabs, bransoletki

Czasami strój wymaga odpowiedniej biżuterii, czasem za jej doborem przemawia wygoda. Należę do osób niespecjalnie przejmujących się trendami, bo komfort ma dla mnie pierwszorzędne znaczenie. Są dni, że chętnie obwieszam się świecidełkami i w nosie mam co inni na to, ale po jakimś czasie dochodzę do wniosku, że mi niewygodnie. Zdejmuję więc oręż i chowam do torebki, ale nagle czuję się jakaś taka niekompletna. Wtedy w sukurs przychodzi mi tzw. biżuteria minimalistyczna. Bransoletki na gumce, supełkowe wisiory i małe broszki. Czytający to panowie niech nawet nie próbują zrozumieć tego fenomenu, nie nadążą z rozkminą. 

No ale co zrobić, jak się naprodukowało kilka skrzynek okazałej biżuterii? Ano narobić więcej, tylko lżejszej, takiej coby nie krępowała ruchów podczas ożywionej gestykulacji, co mam w zwyczaju czynić. 

środa, 24 sierpnia 2016

Owl, wisior

Ten wisior miał być niespodzianką dla pewnej miłej osoby, a że niespodzianki mają to do siebie, że powinny zaskakiwać, nie mogłam się zdradzić w żaden sposób. Żaden. Zatem wszelkie podpowiedzi, pytania naprowadzające i inne formy wywiadu nie wchodziły w grę. Wiedziałam tylko, że ma być sowa, ale jaka, z czego itp. pozostawało tajemnicą.

Akurat trafił mi się odpowiedni kaboszon (z pracowni Artlantydy), zdecydowałam więc, że wykorzystam go w wiadomym celu. 


Ozdoba jest, jak na mnie, dość prosta. Fakt, błyszczy się tu i ówdzie, ale chciałam nadać jej odrobiny glamour :)


Wybrałam koraliki od Toho w kolorze Nickel, bo pasowały odcieniem do łańcuszka.


Pomyślałam, że do turkusowej ceramiki będzie pasował kolor granatowy, w poprzedniej pracy dobrze się sprawdził, choć użyłam go tylko odrobinę. Tu zaryzykowałam dodając go nieco więcej. Te małe kuleczki to barwiony jadeit, fasetowane szkiełka, hematyt i kilka perełek.


Dodałam mu fasetowaną kroplę z jadeitu.



Tył podszyłam naturalną skórą o wygniecionej fakturze i voila.


Wiem od pani Iwonki, że wisiorek bardzo jej się spodobał i chętnie go zakłada. Mam nadzieję, że posłuży jej na długo :)


Mam też nadzieję, że i wam przypadł do gustu.
































***
Bardzo was przepraszam, że ostatnio rzadko zaglądam na wasze blogi i z opóźnieniem odpowiadam na komentarze, ale zwyczajnie nie mam czasu :( Ktoś go chyba kradnie, bo nie mam innego wytłumaczenia.

Pozdrawiam was ciepło i dziękuję, że do mnie wpadacie. Zapraszam was również na mój fanpage, gdzie czasami wrzucam zdjęcia prac z tzw. "w trakcie" :)


poniedziałek, 8 sierpnia 2016

Unspoken, wisior

Wielką zaletą hobby, które nie jest źródłem zarobkowania, jest brak presji i niemal całkowita wolność w tworzeniu. Nie muszę kierować się gustami klientów, terminami i pytaniem "czy ktoś to kupi?". Robię, co chcę i jak chcę, i jedynym problemem jest brak koralików lub ewentualnie kwestia mojego własnego gustu, który może być dyskusyjny, ale nie muszę się tym przejmować, więc mi to wisi. Zupełnie jak ten wisior, który wisi pięknie. Mając na uwadze wszystkie te ograniczenia, zawsze współczuję, ale i podziwiam wszystkie rękodzielniczki żyjące ze swojego hobby. Dziewczyny, jesteście wielkie, ja się do tego nie nadaję.

To, co robię, na razie jest tylko pasją po godzinach i fajnym sposobem rozwiązującym kwestię prezentów :) Rzecz jasna nikogo nie uszczęśliwiam na siłę i raczej w moich biżutach nie paraduje cała rodzina i znajomi, ale mam kilka wiernych fanek i chętnie je obdarowuję, albo wymieniam się na coś, czego nie mam, a tylko one mogą mi to dać. Ciekawa jestem, czy też tak macie. 

Ten wisior zrobiłam, bo miałam taką wizję, zupełnie bez celu, po prostu ważka do mnie "przemówiła" :)

Trudno nie zakochać się w ceramicznych kaboszonach. Swój kupiłam w Royal Stone, a jego autorką jest Artlantyda. Jeśli chcecie zobaczyć, jak oprawiłam poprzedni kaboszon tej artystki, zerknijcie tu -> klik lub klik.


Sami musicie przyznać, że to wyjątkowo ładny kaboszon.


Obszyłam go koralikami Toho Treasure Nickel oraz Round 15o w tym samym kolorze. Floral wykonałam piętnastkami od Toho i Preciosa, to totalny "fristajl", pojęcia nie mam czy taki kwiat występuje w naturze.


Przyznam szczerze, że gdy nie tworzę pod presją czasu, czy wymagań konkursowych, to wszystko wychodzi tak, jak chcę. Projekt wstępnie rozrysowałam i po prostu szyłam.

Punktem wyjścia był oczywiście kaboszon, zależało mi też na jadeitowej kropli. Wymyśliłam sobie, że wystąpią razem, cała reszta jest więc konsekwencją tego założenia.


Te małe fasetowane kuleczki to hematyt, gdyby ktoś był ciekawy.


Tył podszyłam turkusowym Ultrasuede.


Myślę, że wyszło całkiem zgrabnie. Wisior nie jest duży, co można zobaczyć dopiero na zdjęciach niżej.


Niesymetryczna forma jest pewnym wyzwaniem, zwłaszcza gdy wisior ma się jakoś prezentować, dlatego wybrałam takie, a nie inne rozwiązanie z nośnikiem. Łańcuszek jest delikatny i nie odwraca uwagi od części głównej.

Myślę, że docelowo zdecyduję się na delikatne przedłużenie łańcuszka o kilka modułów z perełkami z tyłu, będzie go łatwiej zapinać. Tylko muszę zamówić perły, zawsze mam ich za mało ;)


Mam nadzieję, że taki sposób na ceramiczny kaboszon w formie wisiorka przypadł wam do gustu.

Pochwalę się jeszcze tylko, że broszka z poprzedniego posta zajęła II miejsce w konkursie kalendarz Royal Stone 2017. Jutro będę szaleć na zakupach, trzymajcie kciuki bym nie straciła zdrowego rozsądku :)




 Pozdrawiam ciepło :)


poniedziałek, 13 czerwca 2016

Green Peas, kolczyki

W przerwach pomiędzy większymi projektami a życiem rodzinnym, w chwilach, w których mogłabym się oddać błogiemu nieróbstwu - dziergam kolczyki. Prawdę mówiąc, nie potrafię nic nie robić, nawet jeśli nie mogę niczym zająć rąk, to kombinuję coś w głowie ;) Tym razem chciałam poćwiczyć obszywanie kamiennych kropli i zupełnie przypadkiem wyszły kolejne kolczyki.

Podobne konstrukcje możecie znaleźć w starszych wpisach na blogu: klik, klik, klik, klik.


Kamyczek to fasetowana łezka jadeitu (20 x 15 mm), która w rzeczywistości jest dużo bardziej zielona.


Jadeity mają dziurki, których tunele odrobinę widać, jednak moim zdaniem nie ujmuje to im uroku.

Obszyłam je koralikami Miyuki Delica w kolorze Opaque Forest Green Dyed (DB0663) oraz Nickel 15o od Toho. Dodałam 4 mm kuleczki fasetowanego agatu brazylijskiego i łańcuszki w kolorze jasnego srebra.


Całość jest prosta i nieskomplikowana, myślę, że dobrze zgra się z letnią sukienką. Sama kolczyków nie noszę, więc pewnie trafią do którejś z moich koleżanek :)

***

Na koniec pochwalę się, że moja biedroneczka została wyróżniona w szufladowym wyzwaniu "Owady", z czego ogromnie się cieszę.

Jednocześnie bardzo przepraszam wszystkich chcących ją kupić, ale ta panna zostaje ze mną, mimo kilku bardzo miłych wiadomości w tej sprawie, będę obstawać przy swoim.

Pozdrawiam ciepło!


poniedziałek, 14 marca 2016

Summer Dream, wisiorek

Nie będę ani oryginalna, ani wielce odkrywcza mówiąc, że aura źle na mnie działa i generalnie mam już dość tej szarówy. Niech kamieniem rzuci pierwszy ten, kto nie myśli tak jak ja. Fakt, do wiosny zostało jeszcze kilka dni, ale c'mon ile można! Już nawet haftować zaczęłam w posępnym klimacie, wszędzie czerń i mrok. Chociaż znając życie, jak już przyjdzie wiosna, to od razu będzie lato, w sumie mi to pasuje :)

Myślę, że gdybym robiła ten wisiorek teraz, byłby zdecydowanie mniej radosny. Wybrałam go na bohatera wpisu bo jest w nim sporo życia i optymizmu, a przecież tego najbardziej nam potrzeba, prawda? Poza tym nie mogę zrobić zdjęć nowym pracom, bo słońca nie ma ;)


Zrobiłam już kilka wisiorków w tym fasonie (klik, klik, klik, klik) i na tym nie poprzestanę, to wdzięczy wzór i bardzo mój. Lubię, gdy dużo się dzieje, a tu dzieje się sporo.


Główne skrzypce gra ceramiczny kaboszon od Artlantydy, oplotłam go koralikami Toho Treasure w kolorze Gold Lustered Montana Blue. Kolor tych koralików idealnie zgrał się z barwą łańcuszka.


Złoto przełamałam granatami i małymi jadeitami w kolorze zbliżonym do kaboszonu. Reszta to hematyty i fasetowane szkiełka oraz samotna perła.


Wreszcie chwost, turkusowo-zielony i bardzo puszysty. Mam do nich słabość.


Chwost ma czapeczkę z koralików Toho i małych kuleczek fasetowanego jadeitu, wykonaną ściegiem chevron, a wzór na niego znajduje się w książce Sonoko Nozue "Japanese beadwork". Autorka użyła go do wyplecenia sznura, ja go obróciłam i zrobiłam coś innego :)



Długość wisiorka to 14 cm (z chwostem i krawatką), zawieszony na szyi sięga niemal pępka. Tył podszyłam beżową skórą naturalną. Zabrakło zdjęcia, na "ludziu", jeśli macie silną potrzebę sprawdzić jak tego typu twór prezentuje się na sylwetce, to znajdziecie coś podobnego w tym poście --> KLIK



Życzę wszystkim dużo słońca!

PS, Jeśli chcecie zobaczyć zdjęcia w większym formacie, kliknijcie je lub otwórzcie w nowym oknie.

poniedziałek, 8 lutego 2016

Variation in Blue, kolia

Wstyd mi niewymownie, że już luty a ja jeszcze niczego w tym miesiącu nie opublikowałam. Pochłonęły mnie inne sprawy i koraliki, a na blog nie wystarczyło czasu, ot życie. Niemniej jednak udało mi się zrobić kilka zdjęć zaległym pracom, zamknąć parę projektów i rozpocząć kilka nowych. Wysłałam też w świat pracę z poprzedniego posta i jakoś tak zrobiło się w domu pusto. Nowa właścicielka, zwyciężczyni facebookowego konkursu, przygarnęła ją z otwartymi ramionami, wisiorek ma się dobrze, a ja mogę spać spokojnie.

Kolia, którą dziś pokazuję, nie należy do nowych, nie miałam jednak okazji, by ją wcześniej opublikować. Projekt jest bardzo prosty, ascetyczny wręcz, jak na mnie rzecz jasna. To dosłownie kompozycja z resztek. Zostały mi koraliki Preciosy ze sprutej bransoletki, a ja nie miałam ochoty na oddzielanie kolorów i przekładanie ich do fiolek. 


Pomyślałam, że taki niebieski melanż dobrze będzie wyglądał na czymś mało skomplikowanym.

poniedziałek, 11 stycznia 2016

More, wisiorek

Czasem mniej znaczy więcej, a czasami wręcz przeciwnie, jak w życiu. Wszędzie znajdziemy wyjątki od reguły, lub tę regułę podkreślające. U mnie na ten przykład minimalizm nie ma szans, staram się i to bardzo ograniczyć ilość rzeczy jakie posiadam, a także koralików jakie wkomponowuję w swoje prace, ale bez skutku. Wyobraźcie sobie, że ten wisiorek miał być minimalistyczny, nawet ja w to nie wierzę, no może w kwestii kolorów mi wyszło ;)

Po prostu biorę do ręki kaboszon, w tym wypadku piękny, szklany trójkąt i kombinuję co by tu. Rzadko robię rysunek, chyba że nie mogę wykonać pracy od razu i nie chcę by pomysł odleciał w siną dal, zwykle wystarczy mi obraz w myślach. Idea była prosta, ascetyczna wręcz, no ale coś po drodze poszło nie tak ;) W sumie dobrze, bo taki wisiorek bardzo mi się podoba, będzie ładnie wyglądał na nudnym sweterku. Wiadomo, mróz aż trzeszczy, trzeba więcej na siebie ubierać, ale człowiek wcale przez to nie wygląda lepiej, aż się prosi o jakiś biżut.


Szkiełko szkiełkiem, ale moim zdaniem całą robotę zrobił chwost, swoją drogą naprawdę ładny, chociaż w opisie było, że szary, a tu coś jakby brąz. Idealnie zgrał się kolorem z ciemnosrebrnym łańcuszkiem, który od dawna u mnie leży.


Kaboszon obszyłam koralikami Miyuki w kolorze Tarnished Silver, użyłam też koralików Toho Nickel, S-L Teal i G-L Montana blue.


W ruch poszły też perły, hematyty, jadeity i szlifowane szkiełka czyli miszmasz, który bardzo lubię i często stosuję (klik).


Tył podszyłam naturalną skórą w brązowym, metalicznym kolorze.


Chwostowi wyplotłam ozdobną czapeczkę z Toho 15o i minikuleczek fasetowanego hematytu. Ścieg nosi nazwę chevron, a wzór na niego znajduje się w książce Sonoko Nozue "Japanese beadwork". Co prawda autorka nieco inaczej go wykorzystuje, tworząc piękny naszyjnik, ale chyba się nie pogniewa, że zaadaptowałam go po swojemu.


Wisior jest dłuższy niż na poniższym zdjęciu (61 cm łańcuszka i 13 cm wisiorka), ale nie mieścił się w kadrze, więc go podciągnęłam pod zęby ;)


Na swetrze prezentuje się fajnie, do tego miło dynda, a chwostem można się smyrać godzinami, jednym słowem cieszy i bawi ;)
***

Zainteresowanych blogowaniem, zwłaszcza tych z Was, którzy korzystacie z platformy Blogger, odsyłam do postu Uny z bloga Hedonizm i Eskapizm, w którym przystępnie wyjaśnia dlaczego znikają obserwatorzy, obserwowane blogi i co się za tym kryje --> KLIK


Pozdrawiam ciepło!

poniedziałek, 8 czerwca 2015

Dalia, wisior

Wisiorków nigdy za wiele, tym bardziej, że noszę je częściej niż myślałam. A zwykle za wiele nie myślę zakładając biżuterię ;) po prostu przywdziewam to co lubię, a jak zdarzy mi się przesadzić z ilością, to chowam po kieszeniach. Stylista poziom "miszcz" :) 
Ten założyłam raz i pewnie oddam w dobre ręce, bo nie do końca sprawdził się na mojej szyi. Nie posiadam łabędziej, ale ten brak rekompensuje mi inny nadmiar, w rozmiarze D. Ujmę to tak, wisior mnie nie wyszczupla. No cóż, łatwiej zrobić nowy biżut niż zmniejszać sobie kobiece walory, zatem przy odrobinie wolnego czasu, uszyję sobie kolejny wisior. Dalia chwilowo nie posiada piersi do noszenia (sic!) :)



Po raz pierwszy wzięłam na warsztat filigran typu mandala, ten, chociaż nie widać tego wyraźnie, ma kolor ciemnej miedzi. Naprawdę ładny okaz.


Obszycie go nie było jednak tak łatwe na jakie wygląda. Umieszczenie koralików w tych wszystkich otworkach wymaga nie małej precyzji. 


Użyłam koralików toho 15o w kolorach Higher Metallic Amethyst, Higher-Metallic Purple/Green Iris i Iris Olivine oraz Miyuki Metallic Tea Berry Luster, a także fasetowanych kuleczek zielonego jadeitu 2 mm. W centrum, przy krawatce i zapięciu - 3 mm kuleczki granatów.


Wraz z wisiorkami przybywa mi szminek ;) Mam fazę na te ostatnie jak nigdy wcześniej.


Wisior nie jest duży, co widać na dłoni, ma około 4,5 cm średnicy, w dodatku jest niesamowicie lekki. 


Tył podszyłam śliwkowo-fioletowym Ultrasuede. Łańcuszek jest aluminiowy, nie wiem jak z jego ścieralnością przy dłuższym noszeniu, dlatego dodałam tuneliki z koralików, które przejmują cały "ciężar" ozdoby.


Wiele się w nim "dzieje", dlatego najlepiej wygląda na gładkich bluzkach lub sukienkach. To tyle w kwestii moich doświadczeń z mandalami, lub jak mówi córka koleżanki, "mandaliami" (dlatego Dalia :) )


Dajcie znać co myślicie o biżuterii z filigranami, robiłyście już?

Pozdrawiam ciepło!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...