piątek, 16 kwietnia 2021

Happy Circles, broszka

 Gdzieś przeczytałam, że być szczęśliwym trzeba umieć lub się nauczyć, jeśli nie mamy tego w DNA czy innym miejscu, które odpowiada za odczuwanie radości. Ja zdecydowanie musiałam się tego nauczyć, bo należę do osób widzących szklankę w połowie pustą, a to niedobrze, zwłaszcza, gdy chce się pić. To trudna sztuka, ale zdecydowanie możliwa do opanowania, może nie w stopniu perfekcjonisty, ale tak życiowo, na już - jak najbardziej. Pisząc to, nie mam na myśli depresji, która nie daje wyboru i należy ją leczyć, ale te przypisane z racji wychowania, czy usposobienia drzemiące w nas złośliwce, które ciągle mówią, że się nie uda, że po co, na co i nie, bo nie, a wszystko to marność nad marnościami.

W odczuwaniu małych chwil szczęśliwości pomagają mi rzeczy równie małe; kolory, zapachy, rozmowy - małe ziarna piasku, które rzucone na wodę tworzą hipnotyzujące kręgi. Lubię otaczać się przedmiotami i istotami, które wywołują uśmiech i poczucie harmonii. To co zakłóca ten stan, usuwam lub omijam. Ostatnio spokój daje mi codzienne nudne życie, że tak to ujmę, z dala od komputera, dlatego mało mnie w wirtualnej przestrzeni. Koraliki również odłożyłam w kąt.

Konkurs Kalendarz Royal Stone śledzę jak co roku, ale w tegorocznej edycji nie znalazłam inspiracji, która mogłaby oderwać mnie od szydełka czy moich ogrodowych upraw, aż do teraz. Trzeci temat to Mozaika, a zdjęcie inspiracja jest bardzo szalone, kolorowe i po prostu do mnie przemawia. Zrobiłam więc broszkę.

Trochę dziwnie mi się szyło po ponad półrocznej przerwie. Nieco zardzewiałam i nie mogłam znaleźć niektórych koralików, ale pomysł powstał dość szybko.


W tym roku temat jest równie ważny co kolorystyka i motyw ze zdjęcia, jak sądzę, trzeba znaleźć w tym złoty środek, a reszta zależy od wyobraźni.


Trzymałam się kolorów i kształtów, chociaż kompozycja kół różnej wielkości była podyktowana motywem przewodnim kalendarza - architekturą. Figury geometryczne bardziej wpisują się w trend niż fauna i flora, chociaż takie miałam pierwsze przebłyski, żeby zrobić właśnie motyla lub kwiat, ostatecznie stanęło na okręgach.


Użyłam kamieni naturalnych - pereł i turkusów oraz onyksowego kaboszonu by całość bardziej pasowała do konwencji mozaiki, reszta to istne szaleństwo - muliny, bugle, koraliki wszelkiej maści i podkolorowany filc.


Nie wszystko wyszło tak jak chciałam, ale nie połamałam igieł, a to już coś.

Mozaika z bugli toho 3 mm to motyw, po który chętnie sięgam, bo daje efekt "blachy", który mi się bardzo podoba.


Mariaż haftu koralikowego z tradycyjnym, to coś co również bardzo lubię i staram się doskonalić. Tu użyłam mulin od Ariadny w dwóch odcieniach żółci i czarnej.


Z innych szczegółów - tył podszyłam rudym Ultrasuede, który pasje do koloru toho bugle, zamontowałam zapięcie broszkowe z zabezpieczeniem przeciw przypadkowemu rozpięciu. Brzegi wykończyłam koralikami toho 15o. Mały odcinek zabezpieczyłam kordonkiem DMC zamiast koralikami, bo wydały mi się za toporne przy tak małej formie i źle wyglądały z tymi maleńkimi fasetkami turkusu. 



Mam nadzieję, że moja propozycja do Mozaiki przypadła Wam do gustu i podarujecie jej łapkę, buźkę, czy inną reakcję w albumie konkursowym - KLIK




Pozdrawiam ciepło!


wtorek, 9 lutego 2021

Snow White, kolia

 Ten blog ma zdecydowanie więcej samozaparcia do trwania, niż ja sił do publikacji. Przez te kilka miesięcy wciąż był odwiedzany i zdarzyły się nawet komentarze, niektóre były spamem, ale nie wybrzydzajmy. Żyję, jakby ktoś pytał, ale zeszły rok zdecydowanie nie należał do moich ulubionych, a i ten, zdaje się, chce mu koniecznie dorównać. Znacie pewnie powiedzenie, że jak nie urok, to...? To tak w skrócie rzeczy się mają. Jak nie awarie sprzętu, to choróbska. Same plagi, dlatego też ta kolia jest ostatnią koralikową rzeczą jaką zrobiłam i chociaż bardzo bym chciała chwycić za igłę, bo mam sporo nowych pomysłów, to na razie muszę z tym poczekać. 

Zwolnienie tempa i robótkowy detoks mają też swoje dobre strony. Więcej czytam, bardziej jestem i mniej się stresuję nieistotnymi rzeczami. Niemal zen, gdyby nie to, że natury i tak się wszystkim stresuję. Za oknem biały śnieg, więc przypomniała mi się ta kolia i że nie miałam okazji jej pokazać.


Kolię zrobiłam w zeszłym roku na royalowy konkurs, w którym dostała wyróżnienie. To moja wariacja na temat zimy. Dużo lodu, mróz i płatki śniegu, a wszystko błyszczy, iskrzy i migocze.


Niestety nie do końca trafiłam z odcieniem niebieskiego, jakkolwiek na żywo nie mam swojej pracy wiele do zarzucenia, to aparat wydobył z niej wszystko co najgorsze prześwietlając kolory. Po czym wyzionął ducha, a ja jeszcze nie uzbierałam na nowy, więc dobrze, że nie mam co uwieczniać ;) 


Do wykonania tego karkołomnego projektu użyłam koralików Preciosy, Toho i Miyuki przeróżnych kształtów i wielkości, przeważnie przezroczystych lub szronionych z efektem silk satin. Pozostałą część wyhaftowałam mulinami Ariadny. Chciałam uzyskać "sweterkowy" vibe.

Kolia ma dużo struktur i wybojów, co potęguje blask i zachęca do ciągłego jej dotykania :) Przy czym nie jest ciężka i niewielkie zapięcie magnetyczne doskonale daje sobie radę z utrzymaniem jej na szyi. Tu powinno być zdjęcie na ludziu, ale nie ma, musicie mi więc zaufać, że kolia naprawdę dobrze się prezentuje. Bo tak jest. Tył wykończyłam skórą naturalną, która dodatkowo podnosi komfort noszenia.



To jedna z takich prac, które nie wiadomo gdzie założyć, a w czasach zarazy nawet nie ma wyboru, wiec można nosić w domu, albo podczas odśnieżania ;)



Mam nadzieję wyczarować coś jeszcze z koralików, a może nawet z mulin, których mi przez ostatni czas przybyło, sama nie mogę się doczekać, kiedy to nastąpi. 

A co  Was? Jak żyjecie w tym trudnym czasie? Napiszcie coś.
Pozdrawiam Was ciepło! 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...