Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miedź. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miedź. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Kule koralikowo szydełkowe - odsłona pierwsza, zielony

Wzięło mnie na kule już dawno temu, pomyślałam sobie, że skoro innym wychodzi to i mi kiedyś musi, no i przepadłam. Pierwsze próby nie były zbyt udane, ale jak już oswoiłam potwora, to poszło z górki :) Zaczęłam od zieleni, bo to taki piękny kolor i pasuje do większości moich ubrań. Prototypową kulę koralikowo szydełkową zrobiłam z myślą o sobie i chociaż nie jest idealna, to zostanie ze mną na zawsze, naprawdę ją lubię. Melanż był w tym wypadku przemyślanym wyborem, bowiem pozwala na sprytne ukrycie błędów w ściegach, przydaje się też gdy nie mam pewności czy wystarczy mi koralików. Dosypuję trochę tego i owego i po problemie:)


Zdecydowałam się na Toho 15o co nie było zbyt mądrą decyzją, nauka na takich maleństwach potrafi wyprowadzić z równowagi. Straty moralne rekompensuje mi jedynie świadomość, że podołałam. Poza tym piętnastki w kulach wyglądają naprawdę dobrze.


W środku zawieszki znajduje się spora, ponad 3 cm drewniana kula, dzięki niej wisiorek jest bardzo lekki.


Nawlekłam bardzo dużo koralików, jak się okazało, przy okazji wyszła z nich bransoletka. Bransa jest maksymalnie prosta, ma 8 koralików w rzędzie, a zamiast zapięcia koralik zielonego jadeitu. Idealna na moje lenistwo i szczupły nadgarstek, bardzo nie lubię zapinania bransoletek.


Zwykle, gdy zabieram się za coś zupełnie nowego, ogarnia mnie dziki szał tworzenia, w zasadzie nie mam ochoty na nic innego, jak tylko uskuteczniać nowo nabytą umiejętność. Co do kulek nie miałam żadnych wątpliwości, że będzie inaczej, dosypałam więc do zielonych koralików kilka odcieni fioletu i przystąpiłam do kolejnego projektu. Powyżej bransoletka do kompletu, można ją nosić razem z poprzednią. 


Kula jest zdecydowanie mniejsza od poprzedniej, ma około 2 cm średnicy i 5 cm długości wraz z krawatką, jest też wyjątkowo trudną modelką, nie udało mi się zrobić żadnej godnej fotki.


Ostatnia bohaterka dzisiejszego postu, też jest zielona, a jakże :) Do pierwszej mieszanki dosypałam pokaźną ilość brązów, koralików nie wystarczyło na bransoletkę, może kiedyś ją dodziergam.


Ta kula "zawisła" na miedzianym łańcuszku, zielenie i rudości fajnie do siebie pasują.


Dziś to wszystko, ale z pewnością wrócę z kolejna porcją szydełkowych kul, już kupiłam kolejny motek DMC :) Te kule to ciekawa odskocznia od haftu koralikowego i niebanalny pomysł na niezobowiązujący prezent. 

Jeśli macie ochotę stworzyć własne kule to odsyłam do porad i tutoriali moich blogowych koleżanek --> KLIK i KLIK oraz KLIK.

Pozdrawiam ciepło!

poniedziałek, 5 maja 2014

Green Power.

Ten sznur na pierwszy rzut oka wygląda niepozornie, ale ma wiele ukrytych mocy. Gdy tak sobie niewinnie leży, trudno mu wyindywidualizować się z rozentuzjazmowanego tłumu, lecz gdy tylko włączyć odrobinę wyobraźni, zamienia się w nietuzinkowy element biżuteryjny. Specjalnie nie przypisuję mu oczywistej wręcz funkcji naszyjnika, bo można go nosić jako bransoletkę, krótką kolię, a nawet pasek. Kolor też może wprowadzić was w błąd, bowiem w słońcu koraliki mienią się niczym las tropikalny po deszczu. Jest elastyczny jak liana i bardzo mięciutki, z premedytacją szydełkowałam go luźno by nadać mu jeszcze więcej plastyczności i odrobiny surowości. Oczywiście mój aparat nie docenił jego urody, dlatego musicie uwierzyć mi na słowo, że to wcale nie jest zwykły naszyjnik :)



Wykonałam go metodą szydełkowo koralikową z 6 koralików w rzędzie, a użyłam do tego Toho 11o w różnych odcieniach zieleni gdzieniegdzie przeplatając srebrnymi galvanikami. Końcówki i zapięcie w kolorze miedzi.


Sznur nie jest klasycznym lariatem bo ma zaledwie 91 cm, co raczej czyni go naszyjnikiem typu "opera", zaś po złożeniu na dwoje - "princeską". O długościach naszyjników można poczytać tu --> KLIK.


Najbardziej przypadło mi do gustu wiązanie na nim przeróżnych supełków, co nie tylko pozwala na dowolną manipulację długością, ale dodaje mu zadziornego charakteru. Jak wiązać tego typu sznur można podejrzeć TU.


To co najbardziej mi odpowiada w tej konkretnej acz nietypowej długości, to możliwość noszenia jako bransoletka po pięciokrotnym zamotaniu. Zapewne innym wystarczy czterokrotne owinięcie wokół nadgarstka.

Mój aparat ostatnimi czasy robi mi brzydkie psikusy, dlatego pomimo iż mam mnóstwo nowej biżuterii, to nie mogę jej pokazać. Poziom frustracji sięga już u mnie zenitu, czekam na dzień, w którym mu się poprawi humor, bo od czasu do czasu coś tam daje się z niego wycisnąć. Zakupu nowej camery oscury mój budżet nie zakłada, dlatego rzućcie jakiś wirtualny czar:)

Pozdrawiam ciepło:)


środa, 8 stycznia 2014

Bransoletka Caprice i wyróżnienie

Caprice była na mojej koralikowej liście zadań do wykonania od naprawdę dawna, niestety zawsze coś stawało na przeszkodzie bym wreszcie się za nią wzięła. Realizację tego projektu w głównej mierze wstrzymywał permanentny brak odpowiedniej ilości materiałów. Caprice jest niestety dość koralikożernym a przez to kosztownym przedsięwzięciem. W sukurs przyszło mi zamiłowanie do zbieractwa, otóż nagromadziłam przez lata tyle przeróżnych koralików, których nigdy do niczego nie użyłam, że chciałam je nawet oddać pierwszemu chętnemu, ale olśniło mnie, że do tej bransoletki będą pasowały jak ulał.


W oryginalnym projekcie autorstwa Anety Majewskiej z AMIRkoraliki, z którego korzystałam (KLIK), potrzeba około 400 kryształków Fire Polish i 20 g Toho 11o, ja skróciłam bransoletkę z 5 rzędów do 3, przez co użyłam nieco mniej materiałów. Bransoletka ma szerokość 2,5 cm oraz 18 cm długości.


Powody, dla których nie trzymałam się ściśle pierwotnego projektu były dwa; nie miałam 2 opakowań Toho w tym samym kolorze i bałam się, że tak szeroka bransoletka będzie za ciężka. Moja odchudzona wersja, prawdę mówiąc, bardzo mi się podoba.


Zdecydowałam się również na zamontowanie zapięcia, wybrałam jasno miedziane typu slide. Jego piękny kolor podkreślają koraliki FP w podobnej barwie.


Moja Caprice jest bardzo lekka i pięknie układa się na nadgarstku, nie wszystkie "kryształki" są bowiem szklane, część z nich to ultralekkie akryle. Przy wyborze alternatywnych koralików warto pamiętać o użyciu w miarę równych kształtów i rozmiarów, w przeciwnym razie bransoletka będzie nieforemna. Ja zdecydowałam się na kuleczki o średnicach 3 - 4,5 mm, krzywulce ala bicone i fire polish 4 mm. Siatkę wyplotłam z Toho 11o w kolorze Metallic Iris Purple.


Ta różnorodność materiałów (ametyst, złoty hematyt, szkło, kocie oko, plastik) sprawiła, że całość jest nieszablonowa, jednocześnie pozostanie przy spójnej gamie kolorystycznej (fiolet, niebieski, zieleń, złoto) nadało całości harmonii. Bransoletka tak mi się spodobała, że robię już kolejną :)


Przydługi wpis kończę częścią rozrywkową :)

Zela przyznała mi wyróżnienie Versatile Blogger Award, za co bardzo jej dziękuję. Tym razem zabawa polega na wyjawieniu 7 faktów na swój temat, których inni nie znają. Biorąc pod uwagę względną anonimowość blogowania, każdy fakt o mnie będzie nieznany ;) ale postaram się sprostać zadaniu.


  1. Nie cierpię gdy mówi się do mnie Aśka, każde inne zdrobnienie od Joanny jestem w stanie przyjąć z uśmiechem oprócz drażniącej moje nerwy "Aśki". Oczywiście bez przerwy mówią do mnie Aśka, grrrr...                                                                                                                                                
  2. Jestem niemal wszystko żerna, nie zjem jednak niczego w czym znajdę włos, nawet własny.                                                                                                                                                                  
  3. Uwielbiam czytać i kupować książki, moja biblioteka ma już ponad tysiąc pozycji (nie liczę książek męża), większość z nich przeczytałam.                                                                                                           
  4. Mam dość specyficzne poczucie humoru, które z konieczności poszanowania obowiązujących norm społecznych, zmuszona byłam nieco utemperować. Kilkakrotnie zdarzyło mi się śmiertelnie obrazić garstkę ludzi cierpiących na deficyt poznawczy w zakresie pojmowania ironii oraz sarkazmu i  musiałam ich później unikać. Jak się okazało na dobre mi wyszło, bo naukowcy odkryli, że większość seryjnych morderców to ludzie pozbawieni poczucia humoru.                                                                     
  5. Dużo lepiej wychodzi mi przelewanie myśli na papier niż mówienie, dlatego wolę pisać maile i smsy niż odbierać telefony.                                                                                                                                    
  6. Mam fotograficzną pamięć, wystarczy, że skupię się nad czymś chwilę, a na pewno trafi to do mojej "bazy danych" na zawsze :) pamiętam na przykład zawartość szaf i półek z każdego miejsca w którym mieszkałam, gdzie coś stało i jak wyglądało. Bardzo przydatna umiejętność w czasie nauki i gdy ma się zapominalskiego męża:)                                                                                                                    
  7. Raz w życiu byłam u kolorystki, która po pomizianiu mnie setką kolorowych chust, załamana doszła do wniosku, że jedynym kolorem z całej palety, który pasuje do mnie wręcz idealnie, jest czerń. Dziewczyna naprawdę bardzo się starała zakwalifikować mój typ urody, do któregoś z obowiązujących typów według pór roku, dlatego chcąc ją podnieść na duchu wypaliłam z głupia franc, że bardzo mnie cieszy uzyskana właśnie pewność, że na moim pogrzebie nikt nie będzie wyglądał lepiej ode mnie. Jej mina kazała mi ponad wszelką wątpliwość uznać, że oto po raz kolejny spotkałam na swej drodze jeszcze jednego seryjnego mordercę (patrz pkt 4).


Mam nadzieję, że po wyjawieniu tych ściśle tajnych informacji nadal mogę czuć się bezpieczna, a Wy z kolei nie uciekniecie stąd w popłochu:)

Oczywiście wyłamuję się z konwencji po raz kolejny i nie przekazuję pałeczki dalej, wiem bowiem, że nie każdy lubi tego typu blogowe zabawy, jeśli jest inaczej, czujcie się zaproszeni i wyjawcie 7 faktów o sobie na Waszych blogach.

Pozdrawiam ciepło.

czwartek, 19 września 2013

Falling Leaves, wisiorek

Tematyka posta nie będzie ani odkrywcza ani oryginalna, to że jest jesień każdy widzi, spadają liście, dnia ubywa, w nocy zimno, a jak popada to grzyby rosną:) Niemniej jednak mało kto pozostaje obojętny na krajobraz zmieniający się za oknem. Trudno mi nie przełożyć tych wrażeń na biżuterię, dziergam więc błyskotki w kolorach liści, próbując zatrzymać ich cząstkę tak jak inni próbują zatrzymać w słojach słodycz owoców ze swoich ogrodów, zaprawiając je na zimę. Ja ogrodu nie mam, mam za to igłę, nitkę, kolorowe szkiełka i wyobraźnię...


Ponoć oplatane kule są już passe, jednakże nic lepszego nie przyszło mi do głowy gdy zobaczyłam ten wielki (3,5 cm średnicy) ceramiczny koralik w kolorze żołędzi. 


Od chwili ujęcia go w dłonie do momentu obfotografowania gotowej pracy minęło naprawdę wiele godzin (a nawet dni). Wisior kosztował mnie mnóstwo czasu, wymagał sporej precyzji i pochłonął trzy igły. Prawdę mówiąc dzięki temu trudowi podoba mi się jeszcze bardziej:)




Wisior nie jest jednolity, nie potrafiłam zdecydować się na wybór jednego koloru kryształków więc z jednej strony przeważają bursztynowo żółte, a z drugiej fioletowe, tym sposobem mam dwa wisiorki w jednym:) Kolory Fire Polish dopasowałam jednak do barw szklanych listków, wszystko więc do siebie pasuje:)


Całość utrzymana jest w tonacji jesiennej; brązy, fiolety, złoto, miedź, rudości. Link do kolorów i rozmiarów koralików użytych w pracy KLIK. Najbardziej podobają mi się elementy "dyndające", część listków  od Preciosy zawiesiłam na miedzianych łańcuszkach, część na sznurach z koralików a wszystko doszyłam do oplotu kuli.


Nie miałam żadnego pomysłu na nośnik dla wisiorka, między innymi stąd opóźnienie, w końcu wyplotłam koralikowy sznur cubic raw. Dodałam miedziane końcówki i karabińczyk, długość sznura to 62 cm. Kula wraz z frędzlami i krawatką ma około 17 15 cm długości, zresztą na dłoni widać, że mała nie jest:)


W zakładce Porady i tutoriale znajdziecie linki do technik, których użyłam w swojej pracy, a więc dowiecie się między innymi jak opleść kulę i zrobić sznur cubic raw.

Pozdrawiam Was ciepło i dziękuję, że tu zaglądacie i komentujecie. Dziękuję Wam również za liczne głosy oddane na moją pracę w konkursie Royal Stone, dzięki Wam moja bransoletka uplasowała się na trzecim miejscu pod względem ilości "lajków", niestety nie przypadła Jury do gustu i nie znalazła się w wyróżnionej piątce:( ale na szczęście znalazła nową właścicielkę i mam nadzieję, że wkrótce zagości na jej ręce:)

czwartek, 15 sierpnia 2013

Gram w czerwone, bransoletki

Na przedweekendowe odprężenie coś prostego, coś małego:) Dwie bransoletki, które równie wiele łączy co dzieli. Po pierwsze obie zrobione na szydełku przy użyciu koralików Toho, obie ze sporą ilością czerwieni, obie robione bez schematów na wyczucie i obie jeszcze pojawią się w nowych odsłonach. Po drugie; jedna to prosty sznur szydełkowo koralikowy, druga to ukośnik, jedna z zapięciem, druga wręcz przeciwnie.


Najpierw zrobiłam czerwoną, melanżowa powstała w zasadzie dzięki niej, bo została mi garść koralików, których nie chciało mi się oddzielać i pakować do właściwych pojemników, dosypałam więc odrobinę pomarańczowych, beżowych i ciemnoróżowych i rozpoczęłam nową robótkę:)


Do jej zrobienia użyłam czerwonych koralików w dwóch rozmiarach i w dwóch odcieniach matowych i połyskliwych Toho (Pepper Red i Cherry) oraz Fire Polish 3 mm w kolorze Siam Ruby. Sznur zaczyna się się 9 koralikami i powoli rozszerza do 12 po czy znów zwęża. Bransoletka ma około 19 cm długości, wykończyłam ją okuciami w kolorze miedzi.


Ten grubasek to ukośnik na 14 koralików w rzędzie, robiłam go dla siebie więc nie przeszkadza mi mały błąd przy zszywaniu, mam nauczkę na przyszłość by nie brać się po północy za koraliki;) Wszystkim zainteresowanym polecam tutorial bardzo przydatny przy zszywaniu ukośnika --> KLIK


Nie specjalnie lubię męczyć się z zapięciami dlatego większość moich bransoletek takowych nie posiada, a jeśli nawet to i tak wciągam je bez rozpinania:) Jednakże bransoletki typu bangle darzę szczególną sympatią, nawet jeśli decyduję się na założenie kilku na raz nie muszę martwić się dyndającym żelastwem, które w dużej ilości nie zawsze dobrze wygląda;)) 



Dziękuję serdecznie, że do mnie zaglądacie a jeszcze bardziej, że decydujecie się zostawić komentarz:)  Witam również nowych obserwatorów i pozdrawiam ciepło życząc miłego weekendu.
Buziam :*

niedziela, 11 sierpnia 2013

Forest Fairy, bransoletka freeform peytote

Od bardzo dawna chodziła za mną ochota zrobienia dla siebie czegoś w technice freeform peyote, te pozornie nieskładne, wyglądające na podarte i plecione bez jakiegokolwiek planu bransoletki, wydały mi się niesamowicie oryginalne i ciekawe. Z nowymi technikami mam jednak tak, że omijam je szerokim łukiem, wolę sprawdzone i opanowane style więc i tym razem zaczęłam oplatać kaboszon z zamiarem stworzenia kolejnej broszki z sieczką do ozdoby:) Bezpiecznie, przewidywanie i nudno... na szczęście dałam się przekonać wewnętrznemu głosowi przygody (żeby było jasne, nie słyszę głosów i koraliki do mnie nie mówią:)) i zaczęłam szyć swoją pierwszą "wolną formę". Nie miałam jakiegoś większego planu, wszystko powstawało spontanicznie i rozwijało w trakcie tworzenia, jednakże pomysł i wykonanie są od początku do końca moje.


Kolory układałam "pod kaboszon", dlatego jest w niej sporo beżu, brązu i zieleni co od razu nasunęło mi skojarzenia z lasem, który nawiasem mówiąc mam pod nosem. Dodałam jeszcze odrobinę fioletów i połyskliwych akcentów i leśna wróżka jak malowana (spieszę wyjaśnić, że wróżek też nie widuję, ale czytam dużo sci-fi i fantasy:)).


Trudno powiedzieć ile czasu zajęło mi zrobienie tej bransoletki, na pewno wiecie z doświadczenia, że prototypy rodzą się w bólach. Nie zależało mi też by ta praca była jakoś szczególnie idealna i równa, w końcu to freeform:) i to co wygląda na krzywe, ma być krzywe.


Jako kaboszonu użyłam okrągłej pastylki jaspisu, dodatkowo posiłkowałam się kamienną sieczką agatu mszystego dobierając kolory kamyczków tak by współgrały z całością, odnaleźć tu można również kuleczki karneolu, bawolego oka i fasetowane kryształki. 


Bransoletka ma około 20 cm długości i około 3 cm szerokości, całość wykończyłam okuciami w kolorze miedzi. Kaboszon jest podszyty brązową eko skórką, jednakże zapomniałam o uwiecznieniu tego faktu na stosownej fotce:)


Użyłam koralików Toho 11o i 15o, a tuż przed zakończeniem pracy ilość ich kolorów zaczęła mi się dwoić w oczach. Pewnie coś pominę, ale oto one: Opaque Lustered Dark Beige, Higher Metallic June Bug, Gold Lustered Montana Blue, Inside Color Montana Blue Oxblood Lined, I-C Rainbow Hyacynth Opaque Purple Lined, Trans Rainbow Frosted Dark Topaz, Matte Color Copper, MC  Dark Olive, MC Opaque Gray, Transparent Amethyst, Inside Color Crystal Gold Lined, Gold Lined Rainbow Crystal.



Cieszę się, że odważyłam wreszcie na zrobienie czegoś nowego, z pewnością to nie ostatnia praca w tej technice, prawdę mówiąc mam już kilka pomysłów.


Na koniec mam pewną refleksję, którą chciałam się z Wami podzielić, uznałam że skoro ten blog to moje miejsce w sieci to mogę tu publikować co chcę pod warunkiem oczywiście, że nie łamię prawa i norm społecznych. Wiem, że niektórym może nie spodobać się to co przeczytają, pozostaje mi więc liczyć, że wrażenie zatrze moja bransoletka:)  

Za każdym razem gdy wymyślam nową ozdobę i z dumą piszę, że jest to mój autorski projekt boję się, że zostanę oskarżona o plagiat. Nie obawiam się wcale, że okaże się ona podobna do czyjejś pracy, o której nic wcześniej nie wiedziałam, będę się wtedy czuła zaskoczona, zdziwiona i z pewnością postaram się wyjaśnić sprawę. Przecież wszyscy korzystamy z koralików tej samej marki, z tych samych narzędzi i technik, więc jeśli kilkadziesiąt osób postanowi stworzyć np. sznur szydełkowo koralikowy w proste formy geometryczne przy użyciu trzech najpopularniejszych kolorów to prawdopodobieństwo, że powstaną przynajmniej dwa łudząco podobne projekty, jest ogromne tym bardziej, że liczba beadingerek rośnie! Ja się boję linczu

W ostatnim czasie kilka osób zostało oskarżonych o plagiat i zaatakowanych w sposób wręcz urągający wszelkim zasadom dobrego wychowania. Z przykrością muszę stwierdzić, że tyle zawiści, jadu i internetowego hejtu co wśród "koralikujących" blogerek nie ma na żadnych innych blogach. Jeszcze nie widziałam żeby np. na blogach kulinarnych dziewczyny namawiały do linczu i publicznie kogoś piętnowały (nawet poza blogiem) bo konkurentka obrała ziemniaki w podobny sposób!

Dla mnie, podobnie jak dla wielu z Was, koraliki to hobby, odskocznia od rzeczywistości i sposób na walkę ze stresem, tymczasem stały się one dla mnie źródłem frustracji i nie cieszą tak jak dawniej przez postępowanie osób, których motywy nie są mi do końca znane. W zeszłym roku zarzucono mi plagiat broszki, niedawno blogowej koleżance podrobienie naszyjnika, wcześniej kilku innym - bransoletek i pomimo iż wszystkie byłyśmy zaskoczone oskarżeniami i chociaż w myśl rozumienia definicji plagiatu do takiego nie doszło a sprawy zostały wyjaśnione to zła opinia została. Jeśli dwie strony konfliktu dochodzą do porozumienia to po co są i czemu mają służyć te krucjaty i publiczne piętnowanie?

W świetle ustawy z 1994 roku o prawie autorskim i prawach pokrewnych nikomu nie wolno bezkarnie kraść wytworów naszej twórczości i przypisywać sobie ich autorstwa bo to nic innego jak kradzież i chociaż kwestia praw do danych wzorów biżuterii jaką tu prezentujemy jest sporna bo przecież żadna z nas nie ma licencji, koncesji czy papierka z urzędu patentowego czy jakiegoś zrzeszenia artystów, to przyjęło się uważać, że niewłaściwe jest kopiowanie kogoś bez uzyskania jego wcześniejszej zgody. Nie bronię plagiatorów, uważam że to co robią jest obrzydliwe i niskie, ale nie mam nic przeciwko by ktoś wykonał podobną pracę do mojej, jeśli jednak jego działanie było celowe powinien o tym wspomnieć. Ale jeżeli ktoś tłumaczy pięćdziesiąt razy, że nie dopuścił się przestępstwa to należy zgłosić to właściwym organom a nie szargać czyjeś dobre imię i szukać sprawiedliwości na własną rękę. W naszym prawie istnieje coś takiego jak domniemanie niewinności, należy więc dać komuś szansę na wytłumaczenie się zanim rzuci się kamieniem, pomijam fakt że rzucający z definicji powinien być bez winy, tak jednak rzadko bywa. 

Jeśli ktoś z Was kiedykolwiek uznał lub uzna, że któraś z moich prac jest łudząco podobna bądź co gorsza identyczna z pracą którą znacie, a ja podpisałam ją jako własną i autorską, będę wdzięczna jeśli w kulturalny sposób zwrócicie mi na to uwagę, jeśli macie ochotę lub powodują Wami inne motywy, zgłoście to osobie, którą Waszym zdaniem okradłam. O wiele uczciwiej jednakże jest założyć, że osoba prowadząca otwartego bloga, do którego każdy może zajrzeć, nie działa w złej wierze i świadomie nie będzie psuła własnego wizerunku kradzieżą. Dlatego apeluję do Was o rozsądek i wykazywanie się kulturą osobistą, weźcie głęboki oddech a nawet z dziesięć zanim zaczniecie kogoś mieszać z błotem na portalach społecznościowych czy forach, na których nie każdy bywa więc nie może się bronić. Miejcie też na uwadze, że nie mając żelaznych dowodów czyjejś winy a jedynie przypuszczenia sami łamiecie prawo (w myśl art. 212 kk o zniesławienie i art. 216 kk o zniewagę).

Tak na koniec - róbmy to co kochamy z pasją lecz nie doprowadzajmy się wzajemnie do szewskiej pasji, to co robimy powinno nam sprawiać przyjemność a nie rodzić animozje, doskonalmy swoje umiejętności wspierając się wzajemnie zamiast widzieć w sobie konkurencję, której trzeba się pozbyć! 



niedziela, 7 kwietnia 2013

Metalowy zawrót głowy. Kolczyki i wisiorek

Lubię  uczyć się nowych rzeczy, podnosić kwalifikacje i poszerzać wiedzę, w każdej dziedzinie. Do tego jestem uparta, jak coś postanowię to do tego konsekwentnie dążę:) W koralikowej części wszechświata nadal wiele rzeczy wprawia mnie w zdumienie i wywołuje konsternację. Na przykład wszelkiego rodzaju plecionki. Bardzo podobały mi się kostki wyplecione z małych koralików, ale nie mogłam pojąć co, jak i z czym. Całą koralikową wiedzę zdobywam metodą e-learningu, samodzielnie wyszukując kursy, dowiadując się nazw technik i błądząc nie raz po omacku. Dzięki koleżance z bloga biżuteria-blond, która chętnie dzieli się zdobytą wiedzą zrobiłam swoje pierwsze kosteczki:)
Najpierw powstały kolczyki.


Wszystko co należy umieć na początek to ścieg cubic raw. Kurs --> TU, inne pomocne informacje na blogu biżuteria-blond --> TU.


Tym razem zamiast koralików użyłam metalowych kulek w rozmiarze 3 mm. Sześciany celowo są małe i płaskie, ucho mogłaby nie udźwignąć takiej ilości "złomu":)
Zawieszkę do naszyjnika wyplotłam już w pełnym rozmiarze, powstał sześcian foremny jak się patrzy:) 


Nie udało mi się zrobić reprezentatywnego zdjęcia (tu na mężowskiej piersi). Kostka jest w środku pusta, każda ściana ma małe okienko, przez które zobaczyć można koralik ze szkła weneckiego.


Celowo pomieszałam kolory kuleczek (miedź, stare złoto, jasne złoto, jasne srebro i czerń), taki miszmasz wygląda bardzo ciekawie. Zawieszki mają kolor miedzi. Całość szyta żyłką, która zapewniła pracy stabilność.


Jutro powalczę z aparatem i spróbuję zrobić lepsze zdjęcia zawieszki, zauważyłam że na żadnym nie widać koralika w środku sześcianu :/
Czary mary i już jest jutro:)), a oto koralik pominięty w ostatniej sesji fotograficznej:


I jeszcze jedna odsłona: 


W ferworze zrobiłam jeszcze jedną zawieszkę, która nawiasem mówiąc wydawała mi się strasznie trudna, a tym czasem niemal zrobiła się sama:)


Pozdrawiam Was serdecznie i ogromnie dziękuję za wszystkie miłe i uskrzydlające komentarze. 

A serducho dla męża <3


wtorek, 2 kwietnia 2013

Honey and Chocolate. Bransoletka

Kolejna bransoletka, tym razem trochę bardziej strojna, w sam raz na wielkie wyjście:) Takich słodko wyglądających błyskotek nigdy za wiele. Wyplatało się ją przyjemnie i tak też się ją nosi, jest leciutka i delikatna pomimo iż rzuca się w oczy:) Zrobiłam ją nieco zmodyfikowanym ściegiem jodełkowym (herringbone stitch) według wzoru znalezionego w sieci --> TU. W mojej pracy użyłam koralików innych niż zalecane, przede wszystkim bicone zastąpiłam zwykłymi koralikami szklanymi ala bicone, podejrzewam że każde inne koraliki o średnicy około 4 mm też zdadzą egzamin.


Z braku wystarczającej liczby miodowych koralików bransoletka wyszła mi za mała dlatego nadbudowałam ją ściegiem cegiełkowym (brick stitch) z obu końców, potrzeba matką wynalazku:)


Do wykończenia użyłam okuć w kolorze miedzi, ostatnio moich ulubionych:)


Użyłam również Toho Hex 11o w kolorze Metallic Iris Brown oraz Round 11o w tym samym kolorze.


Bransoletka ma około 18,5 cm długości i 3 cm szerokości.


Wszystkim zainteresowanym przypominam, że do 8 kwietnia można zapisywać się w moim Candy, jeśli zwycięzcy spodoba się ta bransoletka, będzie jego:) 

Pozdrawiam wszystkich poświątecznie:)


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...