Po kilku próbach z płaskimi celinkami przyszedł czas na prawdziwą, rasową cellini w wersji na okrągło. Jedno co mi przychodzi do głowy gdy myślę o tej bransoletce, to - kapryśna, wymagająca i strasznie pokręcona. Sam sposób plecenia nawet nie jest trudny, to nic innego jak spiralny peyote. Ja szyłam nićmi i igłą chociaż mogłam ją robić sznurem szydełkowo koralikowym. Moje palce miały jednak dość, poza tym robótka bardzo wolno przybiera na długości. Zrobienie jej zajęło mi trzy dni, a gdy stwierdziłam że całość jest mało plastyczna i nie wiadomo czy da się to wygiąć w kształt bransoletki, doszłam do wniosku, że nie mam serca pruć i robić od nowa. Celina jest więc taka jak widać i inna nie będzie:)
Do jej uszycia użyłam trzech rozmiarów koralików Toho. Bransoletka pasuje na raczej wąski nadgarstek i z pewnością przypadnie do gustu miłośniczkom sztywnych ozdób typu obręcze.
Kolory koralików to: 8o - Metallic Hematite, 11o - Inside Color Jonquil Apricot Lined, Trans - Lustered Olivine, Inside Color Raibow Peridot Opaque Green Lined, 15o - Metallic June Bug.
Pozdrawiam Was serdecznie dziękując jednocześnie za wszystkie motywujące komentarze:)