środa, 11 lipca 2012

gąsienica będąca wężem, która przypomina stonogę...

Brzmi jak starożytna zagadka, czy ktoś wie o co chodzi? O bransoletkę oczywiście;) W końcu i mnie dopadła moda na ten typ bransoletki i całkowicie niepotrzebnie jej się opierałam, gąsieniczki są przepiękne i bardzo praktyczne. Chociaż to nadal popularny koralikowy wąż, to jakoś bardziej przypomina mi stonogę;) Przyczyną tego są koraliki magatama wystające nieco ponad koraliki toho round, daje to złudzenie "odnóży", a przy naturalnej giętkości sznura koralikowo-szydełkowego efekt jest niesamowicie, hm... owadzi;)


Moja gąsieniczka utrzymana jest w czarno-białej tonacji, trudno było mi uchwycić aparatem jej faktyczny wygląd, gdyż koraliki są bardzo błyszczące. Na nadgarstku prezentuje się jednak niezwykle elegancko.


Dzięki takiemu połączeniu koralików (łezek i okrągłych) uzyskujemy dwustronną bransoletkę, zatem  idealne rozwiązanie dla miłośniczek biżuterii, które już nie mają miejsca w szkatułce na dodatkowe ozdoby;)



Do projektu użyłam japońskich szklanych koralików toho w rozmiarze 11o w kolorach: inside color rainbow crystal creme lined oraz silver lined gray, a także koralików magatama 3mm w kolorze opaque frosted jet. 


Całość wieńczą cynowe końcówki w kolorze postarzanego srebra i masywne zapięcie typu toggle.



 A co Wy sądzicie o ozdobach typu "dwa w jednym"?

EDIT 
Bransoletka znajduje się również w inspiracjach w Kadoro:)))


poniedziałek, 9 lipca 2012

bransoletka makramowa czyli wesołe plecionki...

Chyba każda z nas chce mieć coś czego nie mają inne, całkowicie oryginalnego i jedynego w swoim rodzaju. Trudno niestety przejść ulicą nie napotkawszy osobnika z co najmniej jedną częścią garderoby łudząco podobną do naszej, dlatego miło jest wyróżniać się chociaż dodatkami, ze szczególnym naciskiem na element biżuteryjny. Nie każdemu jednak chce się przekopywać czeluście internetu w nadziei natrafienia na prawdziwą okazję dlatego czasami szybciej i taniej zrobić coś samemu:) Ja tę metodę uskuteczniam od czasów głębokiej podstawówki, kiedy hasło "reduce, reuse, recycle" jeszcze nic nikomu nie mówiło, no bo i co tu utylizować jak nic nie było. Jednak z korali babci, muliny (lub z braku laku ze sprutego swetra ), guzików i kawałka drutu (koniecznie w kolorowej izolacji) można było wyczarować cuda nie gorsze od tych, na punkcie których oszalały celebrytki zza oceanu;) A przecież popularne Shamballe to nic innego jak proste plecionki popularnym splotem makramowym, znanym w bardziej wyszukanej formie jako splot figowy. 
Bardzo lubię te bransoletki przede wszystkim dlatego, że dają możliwość stworzenia niepowtarzalnej kompozycji ograniczonej tylko wyobraźnią i dostępnością materiału. W zależności od tego czy zdecydujemy się na zwykły sznurek woskowany czy bardziej wymagający rzemień skórzany oraz czy ograniczymy się do prostej wyplatanki czy dodamy koraliki, efekt będzie krańcowo różny lecz za każdym razem niepowtarzalny.


Do wyplecenia tej bransoletki użyłam szlifowanych kryształków 10x8 mm, kamienia bambusowego o średnicy 10 mm oraz 12 mm kulek lawy wulkanicznej, całość w brązach. 


Do plecionki używam woskowanego sznurka indyjskiego, który jest nieco droższy od zwykłego, ale dużo lepiej się prezentuje, ma większą odporność na ścieranie i doskonale imituje skórzany rzemień, który nie jest łatwym materiałem do tej techniki.



Dla podkreślenia etnicznego charakteru tej bransoletki, dodałam dwa metalowe koraliki modułowe, które nie nadawały się do "pandory" ze względu na zbyt małą średnicę otworu;( na szczęście ta wpadka zakupowa całkiem dobrze sprawdziła się gdzie indziej :) Zwykle jednak nie dodaję żadnych metalowych elementów, jak się okazuje po makramową biżuterię bardzo często sięgają dziewczyny nie mogące nosić innych bransoletek z powodu uczulenia na metale.


Bardzo lubię wykorzystywać naturalne kamienie do tworzenia makramowych kompozycji, połączenie kilku różnych minerałów daje naprawdę zaskakujące efekty. Osobiście noszę kilka bransoletek na nadgarstku i to bynajmniej nie dlatego że nie umiem się zdecydować, którą wybrać ;)


A niżej moje osobiste ozdoby nadgarstkowe, jak widać wesołą plecionkę można zaimprowizować z czego dusza zapragnie:)


Co Wy sądzicie o takich bransoletkach? Piszcie w komentarzach, będzie mi miło:)

sobota, 7 lipca 2012

Liść a nawet liści kiść...

Dla odmiany zdecydowałam się podjąć wyzwanie Kreatywnego Kufra i sklecić coś z motywem liścia, taki jest bowiem temat wyzwania. Tydzień zajęło mi główkowanie, próbowanie i ogólnie pojęte kombinowanie co by tu zrobić, żeby być oryginalną, nie powtarzać się i  na dodatek żeby się to podobało;)



Moją propozycją konkursową jest bransoletka wypleciona techniką makramy z czarnego rzemienia skórzanego, posrebrzanych elementów różnej maści ze szczególnym naciskiem na liść właśnie. Jest więc liść w zapięciu i w zawieszce umieszczonej w centralnym punkcie bransoletki, w zasadzie to cały kiść liści bo aż sztuk cztery:) każdy inny. 



Całość w bardzo klasycznych neutralnych barwach, tylko jednemu elementowi listkowej zawieszki pozwoliłam, dla przełamania monotonii, być kolorowym:) jest to fioletowo złote szkiełko.


Aby nie było za nudno, w konwencję wkradł się wąż w postaci koralika modułowego, bo jak wiadomo węże lubią skrywać się w liściach drzew i kusić zakazanymi owocami:)


Całość mnie zadowala, nie wiem jednak jak sprawa się potoczy z konkursowym jury, mam cichą nadzieję, że im również przypadnie do gustu taka liściasta bransoletka.



Plecenie makramowej biżuterii wciągnęło mnie już dawno temu, ale w ferworze pracy nad wyzwaniową bransoletą powstało kilka innych ozdób nadgarstkowych;) już nie na konkurs, raczej rekreacyjnie. 



Następnym razem coś więcej o makramach i mojej z nimi przygodzie, tymczasem trzymajcie kciuki, za mnie i moją bransoletkę:)

piątek, 6 lipca 2012

Naszyjnik. Po prostu.

Czasami proste rzeczy są najlepsze. Chleb z miodem, ziemniaki z masłem i solą (wolę z gziką;)), mała czarna, teoria względności;) Najczęściej jednak, te najprostsze sprawiają najwięcej problemów i człowiek dwoi się i troi kombinując jak koń pod górkę. Szczególnie w taki upał, zarówno człowiek jak i koń nie mają specjalnie ochoty na nadmierny wysiłek:)
Naszyjnik jest więc taki jak miał być, czyli biały i długi, po prostu...



Powstał na zamówienie dziewczyny, której spodobały się moje prace. Poprosiła mnie o wykonanie białego, prostego naszyjnika, który swobodnie układałby się na dekolcie. 



Naszyjnik ma trochę ponad 60cm długości i centymetr grubości. Wydziergany z koralików toho w rozmiarze 8o w kolorze opaque white i opaque lustered white na sześć koralików w rzędzie w sekwencji 1a1b1a1b1a7b.  Okazał się dość koralikożerny, ale na szczęście nie przydało mu to kilogramów:)


Całość zwieńczona ozdobnym zapięciem typu toggle w kolorze srebra.



Po trzykrotnym "zamotaniu", naszyjnik można nosić jako bransoletkę. 



Zastanawiam się czy nie zrobić takiego dla siebie, może tym razem w czerni... hm...

czwartek, 5 lipca 2012

broszka Diuna

Jako gorąca wielbicielka gatunku s-f nie mogłam nie ulec w końcu pokusie przełożenia swoich fascynacji i wrażeń po skończonej lekturze na jakiś element biżuteryjny :) Właśnie skończyłam czytać czwartą część Kronik Diuny Franka Herberta i będąc w stanie kaca książkowego, muszę dać odpocząć szarym komórkom przed kolejną powieścią (a właściwie dwoma). W ostaniach tygodniach moje szare komórki przetrawiły 2 tysiące stron mocno oderwanej od rzeczywistości wizji innego świata i innej cywilizacji, a może wcale nie aż tak mocno... Jeśli ktoś już uraczył się ekranizacją pierwszej części sagi, pt. "Diuna" w reżyserii Davida Lyncha niech koniecznie przeczyta książkę:) Dla niebędących w temacie krótkie wprowadzenie (wyjaśnienie) czym niby ta broszka nawiązuje do powieści (postaram się nie zanudzić nikogo na śmierć). Diuna, bo taką nazwę nosi planeta. To jest jasne.  Dlaczego koraliki takie beżowo-piaskowo-brązowe? Bo Diuna to pustynia, nie do końca martwa pomimo poważnego deficytu wody, gdyż żyją tam olbrzymie stworzenia zwane Czerwiami Pustyni, które biorą udział w powstawaniu Przyprawy - mocno uzależniającego narkotyku. Pustynia to piach, a piach jest z reguły beżowobrązowy. A dlaczego coś takie granatowe pomiędzy? Ano, rzecz w tym, że cała Galaktyka walczy o prawo do kontroli nad Przyprawą, która pozwala widzieć przyszłość i co najważniejsze przedłuża życie. I kto by się o to nie bił! W każdym razie długotrwałe przyjmowanie tego specyfiku powoduje zabarwienie oczu na ciemnoniebiesko, stają się one "błękitne w błękicie". Jako że największą świętością i jednocześnie walutą zamieszkujących Diunę Fremenów jest woda to i kaboszon musiał mieć kształt kropli wody. Teraz już wiadomo. dlaczego brosza wygląda jak wygląda, choć to oczywiście tylko moja wariacja na temat:)


Trudno mi było oddać na zdjęciu niesamowity urok ceramicznego kaboszonu, nie odbierając go koralikom.


Musicie mi więc uwierzyć na słowo, że w rzeczywistości całość prezentuje się o niebo lepiej. 



A teraz garść faktów, koniec z fikcją:) Do oplotu użyłam szklanych koralików toho w trzech rozmiarach w kolorach; metallic iris brown, trans-rainbow frosted dark topaz, opaque lustered dark beige, gold lined rainbow crystal oraz kryształków Fire Polish twilight crystal. Tył podszyty skórką ekologiczną w kolorze jasnego beżu.



Poniżej efekt zabawy nowym aparatem :) 



Aparat póki co w fazie poddawania eksperymentom licznych opcji i ustawień. I chociaż jest on żywym przykładem irytującej mnie ogólnej tendencji producentów elektroniki do miniaturyzowania wszystkiego i upychania w dziwne w dotyku biodegradowalne (byle nie samodegradowalne) obudowy, to myślę, że się polubimy :)


A Diuna zostaje ze mną;) ta przeczytana w pamięci, a biżuteryjna w kalpie żakietu zapewne;)



Broszka trafiła do inspiracji Kadoro, możecie ją zobaczyć tu :)

środa, 4 lipca 2012

kolczyki w kolorze blue...

Moje najnowsze prace czekają dzielnie na sesję fotograficzną, niestety aparat wciąż w drodze więc muszą być cierpliwe stojąc w długiej kolejce wciąż przybywających modeli. Póki co publikuję tylko to co już zostało wcześniej uwiecznione moim biednym, popsutym canonem, z którego zostały już tylko niedające się poskładać w całość elementy (w każdym razie mój mąż tak twierdzi;)). 

Kolczyki z pastylek błękitnego szkła weneckiego oplecionych szklanymi koralikami toho w dwóch rozmiarach, powstały jakiś miesiąc temu. Bardzo wciągnęła nie ta metoda oprawy kamyczków i chociaż jest pracochłonna to warta efektu końcowego. 



Zaletą użycia w tej technice pastylek szklanych, jest uzyskanie niesamowitych efektów wizualnych, przebijające światło w zależności od kąta padania i stopnia intensywności daje szereg niezapomnianych wrażeń wzrokowych. Jednym słowem kolczyki za każdym razem wyglądają inaczej i nie sposób oderwać od nich oczu!



Chwilami przypominają kostki lodu innym razem wyszukany klejnot.




Czasami mam wrażenie, że na mnie patrzą;) Może jak znajdą właścicielkę to przestaną mieć takie smętne spojrzenie i nieco się rozweselą;)




Do oplotu użyłam koralików toho w kolorach; opaque-lustered lt beige, opaque periwinkle i silver-lined frosted dark sapphire. Bigle antyalergiczne w kolorze jasnego srebra.




A co Wy o nich sądzicie? :)

poniedziałek, 2 lipca 2012

wyjątkowa zawieszka z kameą

Niedawno otrzymałam zamówienie od mojej bardzo sympatycznej koleżanki na dorobienie zawieszki do już posiadanego przez nią łańcuszka w kolorze starego złota. Do pracy wzięłam się ochoczo i natychmiast, zwłaszcza, że miałam wobec Zuzy dług wdzięczności za wielką przysługę jaką mi wyświadczyła. Zawieszka musiała być zatem bardzo wyjątkowa i przynajmniej w części dorównywać urodą dobremu serduszku mojej wyjątkowej koleżanki. Wytyczne były jasne; ma pasować do łańcuszka, ma być z kameą i utrzymana w brązowej tonacji, trzymałam się wiec ich ściśle bo niestety mam skłonności do "przedobrzania" swoich wytworów i to nie tylko biżuteryjnych. Czasami posuwam się o jeden koralik za daleko i kompozycja staje się zbyt ciężka, wręcz ciężko strawna. Pojęcia nie mam skąd mi się to bierze, bo na co dzień preferuję minimalizm i prostotę. 
Kamee zawsze kojarzyły mi się z klasyką i elegancją, podobnie jak perły, koronki czy ciasteczka z herbatą o piątej:) tak czy inaczej, kamea to dama w pełnym tego słowa znaczeniu.


Całkiem spory czarny kaboszon (4cm x 3cm) z białą podobizną damy oplotłam ściegiem peyote koralikami toho 8o w kolorze oxblood oraz 11o silver-lined frosted dark topaz i 11o silver-lined smoky topaz. Do pierwszego ściegu wstecznego użyłam kryształków polish fire w kolorze topaz, drugi rząd ściegu to koraliki toho 11o silver-lined frosted dark topaz. 



Całość podkleiłam beżową skórką ekologiczną i przyszyłam ściegiem murkowym koralikami toho 11o silver-lined smoky topaz.



Kamea trafiła już do swojej wyjątkowej właścicielki bardzo przypadając jej do gustu, a mnie sprawiając  tym faktem ogromną radość i satysfakcję. A Wam jak się podoba?


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...