Nigdy nie byłam królową parkietu, bliżej mi do słonia w składzie porcelany niż do zwiewnej tancerki, to też na zajęcia z baletu się nie pchałam. Poczucie rytmu zadziwiająco posiadam, ale między podrygiwaniami zgodnymi z nutą, a poetyckimi pląsami w puentach jest spora różnica. Ja zaś należę do gatunku łamag potykających się na prostej drodze, dlatego nie chcę nawet myśleć co mogłabym sobie zdewastować na lekcjach tańca i nie mówię o podartej tutu :)
Uwielbiam jednak oglądać poczynania tych, co tańczyć potrafią i z przyjemnością śledzę wszelkie wydarzenia taneczne, z baletem na czele. Niestety coraz częściej przed ekranem niż na żywo, ale jednak. Kolejny kalendarzowy temat w Royal Stone wydał mi się idealną okazją do pójścia w tan, taki metaforyczny oczywiście, chociaż moja igła ostro uwijała się z nitką, a i czasami koraliki podskakiwały wesoło :) Uszyłam primabalerinę, w dodatku rosyjską, taką balszoją :)
Zdjęcie inspiracja prezentuje się niezwykle apetycznie ;)
Zanim pokażę resztę zdjęć gotowej pracy, zapraszam na krótką fotorelację z procesu twórczego. Sugeruję otwierać zdjęcia w nowej karcie lub klikać w nie, by oglądać w przeglądarce bloggera w większej rozdzielczości i rozmiarze.
Kształt powstał najpierw na papierze i dopiero po kilku przymiarkach na nadgarstku, przeniosłam go na filc. Wzór wykroju zachowałam, może jeszcze kiedyś wykorzystam. Czerwone paciorki nawiązujące do czerwieni owocu ze zdjęcia, to kryształki Fire Polish i bicone.
Reszta to Toho 15o w metalicznych brązach i złocie (metallic iris brown, gold lustered dark chocolade, antique bronze), białe, szklane perełki i Treasure S-L Frosted Ruby. Sięgnęłam też po Opaque Navajo White.
Te koralikowe maziaje nie są bynajmniej tygrysie, to nawiązanie do tła zdjęcia z bezą. Piękny, drewniany panel tak mi się spodobał, że uwieczniłam go w bransoletce. Faktura koralików sprawiła, że wzór "tańczy" w świetle.
Niestety zapomniałam, że metaliki nie współpracują z aparatem, w wyniku czego, największym wyzwaniem było zrobienie zdjęć mojej primabalerinie.
Gotowy haft nakleiłam na naturalną skórę w brązowym kolorze, nie usztywniałam jej niczym bo chciałam by zachowała plastyczność i zwiewność, jak na tancerkę przystało ;)
A to nawet nie była połowa drogi, kolejnym etapem było obszycie brzegów, zamontowanie zapięcia i wykonanie koronki, która jest najważniejszym elementem tej pracy. Nawiązuje do deseru Pavlovej ze zdjęcia oraz zwiewnej tutu każdej szanującej się baletnicy.
![]() |
dylu, dylu ;) |
O koronce muszę powiedzieć kilka słów. Po pierwsze to projekt Jamie Cloud Eakin, po który sięgałam już wielokrotnie, tym razem jednak musiałam go mocno przerobić na swoje potrzeby. Prułam ją kilka razy by w końcu z ulgą odnotować, że kończy się i zaczyna w załamaniach bransoletki tworząc idealną linię prostą, zaś na brzegach przy zapięciu płynnie przechodzi z jednego końca w drugi. Nie wiem czy Jury to wyłapie i doceni, ale każda obłość jest przemyślana i wyliczona, tak by bransoletka sprawiała wrażenie tańczącej baletnicy. Trudno to ująć w statycznym zdjęciu, nawet na ekspozytorze.
Na nadgarstku też nie bardzo, nad czym ubolewam. Mogę Wam jedynie zaserwować zdjęcia pogladowe, rozjaśniające odrobinę zawiłość materii, zatem wybaczcie brak artyzmu większości z nich.
***
Jak już wspomniałam tył wykończyłam naturalną skórą, która moim zdaniem jest najbardziej komfortowym materiałem do bransolet.
Zapięcie typu slide w kolorze starego złota, pasuje tu idealnie.
***
Wszystkie prace biorące udział w tym etapie konkursu, możecie zobaczyć na fanpejdżu Royal Stone. Na każdą można zagłosować wciskając "lubię to" lub wyrazić swoją opinię w komentarzu pod zdjęciem.
Gdybyście mieli problem z odnalezieniem mojej, to wystarczy kliknąć w zdjęcie powyżej, link przekieruje Was we właściwe miejsce.
Za wszystkie głosy ogromnie dziękuję!