Wielką zaletą hobby, które nie jest źródłem zarobkowania, jest brak presji i niemal całkowita wolność w tworzeniu. Nie muszę kierować się gustami klientów, terminami i pytaniem "czy ktoś to kupi?". Robię, co chcę i jak chcę, i jedynym problemem jest brak koralików lub ewentualnie kwestia mojego własnego gustu, który może być dyskusyjny, ale nie muszę się tym przejmować, więc mi to wisi. Zupełnie jak ten wisior, który wisi pięknie. Mając na uwadze wszystkie te ograniczenia, zawsze współczuję, ale i podziwiam wszystkie rękodzielniczki żyjące ze swojego hobby. Dziewczyny, jesteście wielkie, ja się do tego nie nadaję.
To, co robię, na razie jest tylko pasją po godzinach i fajnym sposobem rozwiązującym kwestię prezentów :) Rzecz jasna nikogo nie uszczęśliwiam na siłę i raczej w moich biżutach nie paraduje cała rodzina i znajomi, ale mam kilka wiernych fanek i chętnie je obdarowuję, albo wymieniam się na coś, czego nie mam, a tylko one mogą mi to dać. Ciekawa jestem, czy też tak macie.
Ten wisior zrobiłam, bo miałam taką wizję, zupełnie bez celu, po prostu ważka do mnie "przemówiła" :)
Trudno nie zakochać się w ceramicznych kaboszonach. Swój kupiłam w Royal Stone, a jego autorką jest Artlantyda. Jeśli chcecie zobaczyć, jak oprawiłam poprzedni kaboszon tej artystki, zerknijcie tu -> klik lub klik.
Sami musicie przyznać, że to wyjątkowo ładny kaboszon.
Obszyłam go koralikami Toho Treasure Nickel oraz Round 15o w tym samym kolorze. Floral wykonałam piętnastkami od Toho i Preciosa, to totalny "fristajl", pojęcia nie mam czy taki kwiat występuje w naturze.
Przyznam szczerze, że gdy nie tworzę pod presją czasu, czy wymagań konkursowych, to wszystko wychodzi tak, jak chcę. Projekt wstępnie rozrysowałam i po prostu szyłam.
Punktem wyjścia był oczywiście kaboszon, zależało mi też na jadeitowej kropli. Wymyśliłam sobie, że wystąpią razem, cała reszta jest więc konsekwencją tego założenia.
Te małe fasetowane kuleczki to hematyt, gdyby ktoś był ciekawy.
Tył podszyłam turkusowym Ultrasuede.
Myślę, że wyszło całkiem zgrabnie. Wisior nie jest duży, co można zobaczyć dopiero na zdjęciach niżej.
Niesymetryczna forma jest pewnym wyzwaniem, zwłaszcza gdy wisior ma się jakoś prezentować, dlatego wybrałam takie, a nie inne rozwiązanie z nośnikiem. Łańcuszek jest delikatny i nie odwraca uwagi od części głównej.
Myślę, że docelowo zdecyduję się na delikatne przedłużenie łańcuszka o kilka modułów z perełkami z tyłu, będzie go łatwiej zapinać. Tylko muszę zamówić perły, zawsze mam ich za mało ;)
Mam nadzieję, że taki sposób na ceramiczny kaboszon w formie wisiorka przypadł wam do gustu.
Pochwalę się jeszcze tylko, że broszka z poprzedniego posta zajęła II miejsce w konkursie kalendarz Royal Stone 2017. Jutro będę szaleć na zakupach, trzymajcie kciuki bym nie straciła zdrowego rozsądku :)
Pozdrawiam ciepło :)
























